Pomidory, jeszcze raz cz.1

Pomidory, jeszcze raz cz.1

Tak. Mam świadomość, że powtarzam się niczym zacięta płyta. Ale uprawiam co roku pomidory, i co roku patrzę na ten temat z nowej bogatszej o cały sezon, perspektywy.

Pomidory odznaczają się taką ilością wielkości, kolorów, kształtów i smaków, że wprawiają mnie w podziw z każdym rokiem głębszy.

Aztekowie nazywali pomidora Tomatle czyli puchnący. Ciekawe prawda?  Europejczykom długo zeszło zanim zasmakowali się w pomidorach, ale gdy już to się stało, zyskały one przydomek „rajskich owców”, jak też „jabłek miłości”. Mówi samo za siebie. W języku polskim nazwa została zapożyczona od włoskiego pomme d’oro i oznacza złote jabłko. Pomidory to dar natury. A rajskie owoce z własnego balkonu lub tarasu smakują dwa razy lepiej. Koniecznie musicie spróbować.

Z botanicznego punktu widzenia pomidor to jagoda, czyli owoc. l jak wiele innych owoców w przeciwieństwie do warzyw, składa się w przewadze z kwasów owocowych i cukrów.

A to też pomidor?

Jest kilka conajmniej gatunków będących w dużym pokrewieństwie z pomidorami, które jednak pomidorami nie są.

Tomatillo.

Oglądaliście „Smażone zielone pomidory”? Wbrew pozorom nie chodzi tu o niedojrzałe pomidory, ani o ich zieloną odmianę. Chodzi o psiankę o nazwie Tomatillo, kuzynkę pomidora i miechunki rozdętej. Jest jak pomidor psianką.

To egzotyczny krzak rodzący 6 centymetrowe jagody. W Meksyku przyrządza się z nich potrawę, która dała tytuł wspomnianemu powyżej filmowi. Teoretycznie da się nawet uprawiać Tomatillo u nas. Warunkiem jest ciepłe dobrze nasłonecznione miejsce.

Tamarillo.

Kolejny prawie pomidor. Cyfomandra grubolistna- intrygująca nazwa- czyli inaczej pomidor drzewiasty jest również psianką. I na tym pokrewieństwo się kończy. Jego owalne owoce ważące ok.100g można jeść na surowo, i duszone jak warzywo. Teoria mówi, że Tamarillo jest rośliną klimatu podzwrotnikowego, i szczególnie udaje się na obszarach wyżynnych.

Quito

Pomidor Quito lub inaczej Jagoda andyjska to kolczasty krzak tropikalny lubiący górzyste tereny. Psianka, lekko trująca, ale da się zjeść. Jeśli zgubicie się gdzieś na wyżynie patagońskiej bez jedzenia, można survivalowo łyknąć na wzmocnienie.

Dobra będzie tych podróbek, wracamy do pomidora.

Część 1 czyli od nasionka, do rozsady.

Siać czy kupować gotową rozsadę?

A to już ‚‚jak stryjenka uważa’’. A tak poważnie, jeśli macie kawałek jasnego parapetu to jasne, że siać.  Nasion niesamowitych odmian pomidorów jest bezliku, a rozsady producenci robią najczęściej z kilku sprawdzonych, odpornych odmian. Nikt na targu nawet nie słyszał o takich odmianach jak Pendulina Orange, Petrusha Gardener, czy Garden Pearl. Tam kupicie Betaluxa, Pokusę a jak będziecie mieć szczęście Maliniaka. Nie żeby to były złe odmiany. Poza tym najczęściej rozsady nie są oznakowane, a na pytanie -jakie to odmiany, usłyszycie najpewniej: -ten jest czerwony, ten malinowy, a tamten to taki koktajlowy”. Czyli siać. A kiedy?

Odpowiedni termin siewu.

Ponieważ od momentu siewu do wysadzenia gotowych rozsad do docelowych pojemników minie około 8 tygodni, termin siewu zależy od planowanego terminu umieszczenia roślin na stałe na dworze. W naszym klimacie najpewniej przypada on w połowie maja, po ostatnich przygruntowych przymrozkach. Oznacza to, że najlepszym terminem siewu jest druga połowa marca. Czyli właśnie teraz. Szybko! Nasiona, ziemia, pojemniki, jedziemyyyyy…!

Uwaga, wcześniejszy termin siewu jest możliwy jeśli mamy wystarczającą ilość światła. Można rośliny doświetlać przez pierwsze tygodnie gdy dni są jeszcze dość krótkie. Przy małych karłowych roślinach, dzięki temu zabiegowi można oczekiwać nieco wcześniej pierwszych dojrzałych owoców.

W czym siać i jak.

Najprościej w specjalnej ziemi do wysiewu. Gotowe mieszanki mają być zrównoważone pod względem przepuszczalności, ubogie w składniki odżywcze i wolne od patogenów i nasion chwastów. Mamy duży wybór tego typu podłoży dostępnych na rynku w bardzo różnych cenach. Prawie wszystkie na szczęście spełniają powyższe wymagania. Dobrym rozwiązaniem jest stworzenie własnej mieszanki z torfu wysokiego odkwaszonego i perlitu. O własnych mieszankach przeczytacie w tym artykule.

Test podłoży do siewu, okaże się lada dzień na blogu.

Czy zaprawiać nasiona? Jeśli pochodzą z niepewnego źródła, np. z wymiany nasion to wydaje mi się że warto. O ekologicznych sposobach zaprawiania nasion przeczytacie tutaj

Jeśli chcecie wysiać kilka odmian po jednej sztuce dobrym rozwiązaniem będzie mała wielodoniczka, lub tekturowe wytłoczki po jajkach, jeśli ktoś lubi takie recyclingowe zajawki. Te ostatnie sprawdzą się tylko wtedy, gdy natychmiast po wzejściu nasion, w fazie liścieni, przepikujecie je do odzielnych nieco większych doniczek. Nie zapomnijcie o oznaczeniach odmian.

siew pomidorów

Optymalna temperatura kiełkowania pomidorów to 22-25 stopni C, nie powinno dopuszczać się do jej spadku poniżej 20 stopni, bo wschody będą nierówne i niewydajne.

Po tygodniu, do dwóch, pojawią się pierwsze siewki ( zależy to od odmiany, zdolności kiełkowania nasion i podłoża – zbyt bogate w minerały podloże może utrudniać proces kiełkowania).  Jeśli wysialiście jedną odmianę w kilku egzemplarzach, zazwyczaj pierwsze, które wyszły z ziemi będą najsilniejsze i najbardziej plenne. Z ich przepikowaniem nie należy czekać. Wysadzamy do pojemników 200ml w fazie pierwszych liści właściwych, i…

Pielęgnacja rozsady.

Teraz rośliny potrzebują dużo światła i dużo ciepła. Temperatura w dzień powinna wynosić 20-22 stopnie C, a w nocy 16-18. Jeśli możecie wnieść na noc rozsadę do nieco chłodniejszego pomieszczenia niż to, w którym znajdują się w dzień, koniecznie z tego skorzystajcie. Dzięki temu zabiegowi rośliny będą silniejsze i bardziej odporne na późniejsze stresy związane ze zmianą otoczenia. Nie da rady? Trudno. Bez tego też sobie poradzą.

Co dwa tygodnie, rozsadę należy zasilić słabym roztworem nawozu. Może to być zrównoważony nawóz mineralny, lub organiczny np. Biohumus. Podlewanie powinno w tym okresie być równomierne i niezbyt obfite, tak by ziemia pozostawała wilgotna, ale nie mokra. Częstym błędem przy pierwszych samodzielnych próbach wyhodowania własnej rozsady pomidorów, jest właśnie zbyt obfite podlewanie. Powoduje ono uduszenie biednej roślinki zalanej falą naszej nadopiekuńczości.

 

Dobrze…załóżmy, że do tej pory wszystko przebiegało bez zakłóceń. Gdy Wasze pomidorkowe przedszkole dorośnie do wysokości 6-8 cm ( w zależności od odmiany), czas na przesadzkę do doniczek o średnicy 10-12cm z dobrą ziemią do uprawy. Może to być znowu gotowa mieszanka (uniwersalna, lub do rozsad) lub podłoże przygotowane samodzielnie. To podłoże powinno mieć więcej składników odżywczych. Na tym etapie można (ale nie trzeba) zacząć używanie biostymulatora np z alg lub wyciągu z grapefruita.

Nadal najważniejsze z ważnych jest nasłonecznienie. Jeśli światła będzie zbyt mało, wyrosną Wam żyrafowate, cienkie smutasy, słabe i mimozowate, a określane mianem „wybujałych”. Takie rośliny gorzej przeżywają wszystkie stresy, a co za tym idzie słabiej kwitną i owocują. Chociaż wola przetrwania jest wielka i jeśli po trudnym starcie dacie swoim roślinom odrobinę więcej „miłości” czyli ciepła, słońca i nawozu jest szansa na wyrównanie błędów młodości.

Podlewamy dopiero gdy zasoby wody są o krok od wyczerpania, czyli rzadziej, a obficiej. Koniecznie sprawdzajcie, czy doniczki mają drożny odpływ, i pod żadnym pozorem nie pozostawiajcie ich w wodzie, która napłynęła do tacek, po podlewaniu (chyba że zdążyliście przesuszyć podłoże maksymalnie i woda leci przez nie jak przes sito, zazwyczaj sadzonka w takiej sytuacji ma już listki klapotki czyli straciła turgot. Wtedy i tylko wtedy, należy  pozwolić by podłoże powoli nawilgotniało).

Jakie możeszcie napotkać trudności.

Najczęstszym problemem jest nadopiekuńczość. Konewka stoi koło wielodoniczki, lub kubeczków z rozsadami zawsze pełna, a my jak babcia wnuczkowi, „pchamy do dzioba” aż mu się ulewa, rozpuszczając się przy tym w błogim uśmiechu, podszytym lekką nutką zmartwienia – „jedź, jedź, takiś mizerny”. Prawda, że pachnie kłopotami?

Objawy podtopienia rozsad:

zachamowany wzrost

podwiędnięte,  jakby zgnicione końcówki liści, które w następnej kolejności usychają  prawie bez zmiany koloru

mdlejąca roślina tracąca turgot

 

Kolejny problem wynika zazwyczaj z przeświadczenia, że nasze pomidory mają być maksymalnie ekologiczne, czyli zero nawożenia. Hej, hej – eko, nie oznacza zagłodzony. W pierwszym okresie rozsadzie wystarczy pożywka z biohumusu, ale gdy liścienie zaczynają żółknąć to znak, że wykorzystały już wszystko co było w podłożu i czas na dokarmianie. Oczywiście żółknące liścienie to nie objaw, którym należy się martwić. Zżółkną, odpadną i po temacie, ale…. rozsada dała Wam właśnie sygnał, że chce jeść. Jeśli nie zareagujecie, Wasze pomidorowe krzaczki będą jak to się mówi, rachityczne, w jasnozielonym kolorze unoszące zdrobniałe wierzchołki liści ku górze jakby w błagalnym geście.

Nawożenie mineralne kontra organiczne.

To zawsze powód do dyskusji. Jak dla mnie w tej fazie uprawy bez różnicy, jeśli wie się czego i ile podawać. Za nawożeniem mineralnym przemawia fakt, że można dokładnie kontrolować ilość wszystkich podawanych składników. Za organicznym, że nie musimy się o to martwić aż tak bardzo, bo substancje mineralne uwalniają się w miarę powoli.

Do nawożenia mineralnego można stosować każdy nawóz mineralny o odpowiednich proporcjach składników pokarmowych, zaopatrzony również w mikroelementy. Azot powinien być mniej więcej w równej wartości z fosforem, natomiast potas o wartości nieco podwyższonej w stosunku do nich. Dobrym wyborem bedą nawozy NPK 2:2: 3,5 , lub 2,2 : 2,5 : 4,5, ale nie będzie też pomyłką użycie nawozu zrównoważonego, czyli o trzech równych wartościach. W każdym sklepie ogrodniczym znajdziecie takie nawozy w płynie, lub w postaci krystalicznej do rozpuszczenia w wodzie. Uwaga na dawkowanie. Dokładnie przeczytajcie instrukcję, a jeśli opakowanie nie posiada wyczerpujących informacji poszukajcie ich na stronie producenta. Absolutnie nie używamy nawozów mineralnych „na oko”.

Fertygujemy rozsadę czyli podlewamy rozcieńczonym nawozem przy każdym podlewaniu.

Z nawożeniem rozsad wiąże się pewien problem często bardzo niepokojący świeżo upieczonych ogrodników, czyli przenawożenie azotowe. Mimo stosowania się do tabeli producenta, zdarzy się czasami, że cosik nawozu będzie zbyt dużo. Rozsada wtedy podwija liście pod siebie, które zaczynają wyglądać niczym loki druhny. Nie należy panikować, wystarczy przez jakiś czas nie podawać rozsadzie nawozu, tylko samą wodę.

Nawożenie organiczne polega zazwyczaj na zastosowaniu w trakcie przesadzania rozsady, podłoża o odpowiedniej ilości materii organicznej zasobnej w składniki odżywcze. Najlepszym rozwiązaniem jest ziemia kompostowa. Potem już pozostaje podlewanie biohumusem i gnojówkami roślinnymi (jak tylko będzie je z czego przefermentować)

gnojówka roślinna do fertygacji pomidorów:

10l wody- najlepiej deszczówki

1kg roślin świeżych: pokrzywa, żywokost, narecznica, mniszek lekarski i skrzyp polny

W naczyniu plastikowym lub kamiennym pocięte liście zalewamy deszczówką. Odstawiamy w miejsce o pokojowej temperaturze, lub ciut niższej. Dbamy o napowietrzenie co jakiś czas mieszając. Gnojówka jest gotowa gdy przestanie się pienić czyli po około tygodniu. Nieprzyjemny zapach można złagodzić dodatkiem mączki skalnej, lub wyciągiem z ruty.

Do podlewania rozsad tak przygotowaną gnojówkę rozcieńczamy 1:20

 

cdn…

 

 

 

 

Warzywa w miejskim tempie życia

Warzywa w miejskim tempie życia

Szybko, coraz szybciej…

Już od dawna nasze życie wygląda jak ciągła gonitwa. Szczęśliwcem ten, kto tego nie doświadcza. Niestety większość z nas ma dni wypełnione po brzegi różnymi zajęciami, a telefony i tablety dopełniają je za pomocą mediów społecznościowych…albo blogów 😉
Wieczory z rodziną na kanapie przy rundce Eurobiznesu, stały się rzadkie, niczym gatunki zagrożone wyginięciem. Jeśli już dysponujemy jakimś wolnym czasem, upychamy w niego tyle zajęć z cyklu life style, że i tak pęka w szwach. Bieganie, basen, zdrowe odżywianie…A ogród nawet taki mini i na balkonie nie jest bezobsługowy.

Oczywiście to nie to samo co pełnowymiarowy gruntowy warzywnik. Jest szansa, że nawet bardzo zapracowana osoba, doczeka się satysfakcjonujących plonów w pojemnikowej uprawie, stosując się do kilku jak uważam, bardzo pożytecznych wskazówek.

1. Uprawiaj rośliny łatwe w pielęgnacji

Jeśli czas, który możesz poświęcić warzywnikowi jest mocno ograniczony, nie sadź roślin wymagających szczególnej opieki. Warzywa takie jak pomidory, okra, fasola czy cukinia będą wymagały większego zaangażowania niż ziemniaki, bataty, papryka, zioła przyprawowe czy cebulka.
I chodzi tu nie tylko o czas poświęcony na pielęgnację, ale również o zbiory. Sałata jeśli nie zbierzesz jej na czas wybije w pęd kwiatowy, pomidor puści dziesiątki bocznych pędów na których będzie miał mniejsze i nieregularnie dojrzewające owoce, a fasola czy ketmia zwyczajnie złykowacieje i w miejsce smacznego warzywa stanie się materiałem nasiennym.
Ziemniaki i bataty w tym czasie, będą rosły niemal samoobsługowo, grzecznie czekając na zbiór. Malabar, będzie produkował coraz to nowe piętra liści, a cyklantera nawet jeśli kilka wcześniejszych owoców popęka z dojrzałości, nie przestanie produkować dziesiątek kolejnych. 

W świetle tych przemyśleń, można warzywa podzielić na trzy grupy: nieczasochłonne, nieczasochłonne warunkowo i czasochłonne na maxa.
I tak do roślin nie absorbujących czasowo zaliczyłabym:
Ziemniaki
Bataty
Papryki
Malabar
Cebulę
Marchew
oraz większość ziół przyprawowych
Do tych warunkowo ( warunkiem jest np. pilnowanie momentu zbiorów ):
Fasolę
Groch
Cyklanterę
Bób
Kukurydzę
Cukinię
Sałatę i inne listki
Ogórki
Rodzynek brazylijski
Kapustne typu jarmuż, czy pak-choi (te ze względu na ochronę przed szkodnikami)
A na maxa absorbujące są:
Pomidory szczególnie te wielkoowocowe
Bakłażany
i Ketmia
trzeba bowiem przy nich nie tylko pilnować momentu zbiorów, ale też wykonywać szereg pielęgnacyjnych zabiegów i stale monitorować stan nawodnienia i nawożenia.

2. Wybieraj rośliny odporne

Walka z chorobami zabiera naprawdę dużo czasu. I pomimo tego, że jestem zwolenniczką starych odmian, to w kilku przypadkach uważam, że rozsądniejszym rozwiązaniem są odmiany mieszańcowe, odporne na specyficzne dla gatunku choroby grzybowe czy wirusowe. Takie rośliny oprócz odporności mają zazwyczaj zwiększoną produktywność. Poszukajcie odmian F1 dedykowanych do upraw ekologicznych.

3. Wybieraj odmiany wysoko plonujące

Odmiany tych samych warzyw różnią się od siebie produktywnością z różnych powodów. Nie ma jednak nic bardziej frustrującego, od uprawiania przez cały sezon doniczki z bakłażanami z jednym tylko owocem 😉 Dobrze jest więc najpierw poczytać trochę o oferowanych przez rynek nasion odmianach, i wybrać te, które już genetycznie mają wpisane wydawanie na świat większej ilości potomstwa. Odmiany mniej plenne a bardziej egzotyczne w smaku czy wyglądzie są raczej dla osób, które mogą poświęcić im więcej czasu.

4. Sadź warzywa w pojemnikach samonawadniających, lub zainwestuj w system nawadniania

Uprawa warzyw w pojemnikach i doniczkach, to nieustający slalom z konewkami. Ziemia w pojemnikach wysycha niemal błyskawicznie. W czasie szczytowych letnich upałów balkonowy warzywnik był podlewany dwa, a nawet trzy razy dziennie i poświęcałam na to około 2 godzin czasu. Kompletnie nie realne dla kogoś kto pracuje na pełnym etacie a do tego prowadzi dom i zajmuje się dziećmi; lub pracuje, uczy się i twituje namiętnie ;). Dlatego też dobrodziejstwem są systemy nawadniania, które można podłączyć do zbiornika z wodą, lub pojemniki z rezerwuarami na wodę.
Takie pojemniki można kupić, ale również wykonać samemu.
Natomiast system nawadniania kropelkowego z timerem pozwoli nawet, bezstresowo wybrać się na urlop. No dobrze, prawie bezstresowo 😉

5. Ściółkuj

Nie zależnie pod tego czy w Twoich skrzynkach goszczą truskawki, pomidory czy inne rośliny, ściółkowanie to dobrodziejstwo. Nie ma chwastów, woda nie paruje z taką łatwością z pojemnika, a temperatura gleby w niej, jest bardziej stabilna. Jeśli do ściółkowania wybierzesz substancję organiczną np. zmieszany ze słomą kompost, to dodatkowo zapewnisz roślinom rezerwuar składników odżywczych. Ściółkowanie pojemników to duża oszczędność czasu i lepsze plony. Nadają się do tego słoma, kompost, chrobotek feniferowy, ale też specjalna włóknina, którą można kupić w sklepach ogrodniczych czy drobny żwir lub kora.

6. Wzbogacaj zawartość pojemników w substancje organiczne

Kompost, obornik, gnojówki roślinne, biohumus, mikoryza, Emy czyli efektywne mikroorganizmy, to wszystko dobrodziejstwa w uprawie pojemnikowej. Są pełne wysoko wykwalifikowanych pracowników: bakterii i grzybów, którzy zadbają o zrównoważony stan podłoża. Podnoszą zdolność gleby do zatrzymywania wody, pobudzają system korzeniowy roślin do wzrostu, i wspomagają odporność na warunki stresowe, takie jak okresowa susza czy zimno.
Czysto ekologiczne, łatwe w stosowaniu i w tym momencie już nawet niezbyt drogie preparaty z mikoryzą czy biohumusem są ogólnie dostępne w centrach ogrodniczych.

 

Podsumowując. Powyższe to naprawdę pojemnikowe pierwsze kroki, dla rozpoczynających przygodę z warzywami, ale każda podróż zaczyna się przecież od pierwszego kroku.

Tam gdzie nie ma słońca zbyt wiele idealna do pojemników będzie marzanka wonna.
Substancje organiczne i kwasy humusowe to doskonali pomocnicy w pojemnikowym ogrodzie. Czasem jednak trzeba sięgnąć po nawożenie mineralne.