Balkonowy warzywnik w czerwcu

W czerwcu taras na dwa tygodnie został pod opieką mojej kochanej teściowej. My zaś rodzinnie tradycyjnie eksplorowaliśmy górskie szczyty i doliny. Pogoda była przepiękna, jak na zamówienie. Udało mi się nawet nie myśleć zbyt często o tym co też dzieje się z moimi warzywkami, chociaż nasz wyjazd poprzedziła seria niefortunnych zdarzeń. Najpierw nie zadziałał system automatycznego podlewania. Nie było już czasu by dochodzić w czym problem. Taras został więc na łasce konewek. Zamówione węże do napełniania beczek nie przyszły na czas, a na pomidorach sąsiadki zauważyłam niepokojące objawy, mogące świadczyć o ZZ (czyli zarazie ziemniaka) O robieniu oprysków podczas mojej nieobecności nie było mowy, zostawała więc nadzieja, że to jednak nie ZZ tylko jakieś niedobory, przewianie i przelanie. Nadzieja dla mnie, bo dla sąsiadki w zasadzie żadna. Po powrocie zastałam dżunglę przez którą bez maczety nie da rady  Niestety pomidorki typu sausage nabawiły się solidnych niedoborów wapnia, większość owoców zajęta szarą zgnilizną, podobny problem spotkał odmianę Bołoto i jednego z Black Sea Men’ów. Spora przykrość, ale cóż zrobić. Saletra wapniowa i propionian wapnia poszły w ruch. Mam nadzieję, że sytuacja jest już opanowana.

Na nasz powrót przypadły też zbiory bobu. Z trzech donic uzbierał się prawie kilogram. Starczyło na dwa obiady. Relację z uprawy donicowej bobu zamieszczę na dniach. W zasadzie uprawa bezproblemowa, jedyny minus to ilość plonów, ale jeśli komuś starczy jedna miska strąków to jak najbardziej polecam.

Batat rozpanoszył się tak, że zasłonił nam pół okna, nawożenie jak widać dało oczekiwany rezultat. O uprawie batatów też już szykuję artykuł.

Balkonowy warzywnik w czerwcu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *