Zapowiedź serii moich książek – „Z balkonu na talerz”

Zapowiedź serii moich książek – „Z balkonu na talerz”

Myślę, że już czas na zapowiedź. Wkrótce ukaże się moja pierwsza książka, z planowanego większego cyklu, oprawiona wspólnym tytułem „Z balkonu na talerz”. Seria będzie traktować o uprawie warzyw i owoców w donicach, i będzie podzielona na części, które mam zamiar wydawać w miarę moich możliwości dość regularnie. Pierwsza o pomidorach, bo jakżeby inaczej 🙂

W serii ukażą się:

Papryki słodkie i ostre w donicach.

Nietypowe warzywa na balkonie.

Krzewy i drzewa owocowe w donicach.

Ogródek doniczkowy na małym balkonie.

Dynia, ogórek i spółka – uprawa donicowa.

Książki będą publikowane poprzez App Store i Google Play. Wersji drukowanej na razie nie przewiduję, ale też nie wykluczam.

 

Dla osób, które pobiorą moją publikację, przewiduję dodatkową niespodziankę 🙂

Deszcz, deszcz, słońce…maj

Deszcz, deszcz, słońce…maj

„Nie straszne nam wichry i burze. Niegroźne nam deszcze ulewne. Nie pochłoną nas bagna, kałuże. Nasze peleryny są pewne!

Jesteśmy nieprzemakalni….” mruczę sobie pod nosem, ale wnerw mam nieziemski.

Z tą nieprzemakalnością, jest bowiem słabo. Tydzień ulewnych deszczy narobił sporo strat, nawet na tak małym i odizolowanym od gruntu areale jak mój.

Najpierw padł rozsadnik. Miałam w nim Mini Pak-Choi pozostawione do kwitnięcia, na zbiór nasion. Plastikowa konstrukcja nie wytrzymała zadanej jej ilości wody, i rynienka złożyła się, przewracając. Udało mi się uratować dosłownie jedną sztukę. Reszta  🙁

Gdybym była na miejscu, może udałoby się uratować więcej sztuk, ale niestety byłam w mieście. Kapustki przeleżały się w wodzie. Tatara, i kicha.

W rynience rosły też rozsady karłowych jarmużów. 2 sztuki uratowane.

 

Kolejny klops to skrzynki z nawadnianiem, czyli te z rezerwuarem na wodę. Zgromadziło się jej takie mnóstwo, że ziemia cały czas była w skrzynkach niczym bagno Szreka. Zanim wylałam ten robiący złą robotę nadmiar, który jest błogosławieństwem w czasie suszy, a w przypadku ulewnych deszczy powoduje, że ziemia w skrzynce nie ma jak wyschnąć; koperek z nasturcją, które w nich rosną, jak też mizuny i inne listki, zrudziały na końcówkach liści. Teraz jest już ciepło więc mam nadzieję na powrót równowagi, ale co się już stało, to się nie odstanie. Zalanie, zawsze kończy się tak samo.

 

W międzyczasie zawiązały pięknie borówki i truskawki. Te pierwsze deszcze spędziły pod dachem, więc nic im raczej nie będzie, ale z truskawkami już nie tak różowo. Skrzynie wystają poza górny taras akurat w miejscu, w którym rosną truskawki. Nie są więc osłonięte od deszczu. Lało po nich równo, i choć wielgaśne liściory robiły owocom za parasole, to i tak wszystkie, które akurat zaczęły nabierać rumieńców podgniły.

borówki w donicytruskawki w skrzyni

Mocno oberwały pomidorowe rozsady na jesienny zbiór, które w czasie największej ulewy stały na zewnątrz pod dachem. Wiatr i smagający deszcz, w połączeniu z chłodem nocy, zrobiły z nich piegusowate biedactwa. Przemoknięte liście dosłownie zlane, wyglądały jakby tkanki w nich popękały. Zacinało tak okrutnie, że nawet fakt, że stały pod dachem nic tu nie zmienił. Dokładnie tak samo jak w tych, które zostawiłam przed Zimnymi Ogrodnikami na noc, na parapecie zewnętrznytruskawka wiszącam. Odchorują, jak nic. Cieszę, się że choć część zostawiłam w domu na parapecie. Miały ciemno, ale lepsze lekko wyciągnięte, niż z podeszczowymi nekrozami.

Zalało też skrzynki z truskawkami zwisającymi. Dwie sztuki nie przetrwały tego eksperymentu, reszta jest w nienajgorszej kondycji.

Napomknę, przy okazji, że moje niezadowolenie z zakupów w sadowniczy.pl rośnie z dnia na dzień. Nie napisałam jeszcze recenzji, bo cały czas obserwuję, co się dzieje z posadzonymi od nich roślinami. Z przykrością stwierdzam, że to porażka.  Więcej nie popełnię zakupów w tym sklepie.  I nie polecam go z pewnością. Tylko truskawki wyszły w miarę obronną ręką.

 

Wilgoć i ciepło, wiadomo, ślimaki. Wspinają się mi po dzikim winie na balkon. Uh, łobuzy. Co dzień zbieram kubeczek. Zastanawiam się co z nimi robić  podobno krem ze śluzu jest bardzo w cenie. Może jakiś karny obóz  pracy? Niechby odpracowały ten wikt na krzywy ryj

Tyle doniesień z frontu walki z powodzią. Teraz troszkę radosnych wieści. Zawiązały się pierwsze pomidorki. Tym razem najniecierpliwszy okazał się Dwarf Red Heart.

Red Heart

Reszta balkonowców kwitnie, lub zbiera się do kwitnienia. Wysiane ogórki wzeszły. Posadziłam już też wszystkie papryki. Zostały tylko rozsady Dwarfów do skrzyń w gruncie i kilka wysokich rarytasów typu Wolverine, czy Xanadu Green Goddess, z którą wiąże się ciekawa historia.

Dostałam kilka nasionek od znajomej forumki. Było moim cichym marzeniem mieć tą odmianę w kolekcji, gdyż jest niebywale urodziwa. Pech chciał, że mojej jedynej wysianej sztuce, przyplątał się problem na łodydze. Opiszę go w następnym poście, bo to doskonały przykład jak uratować pomidora ukorzeniając jego czubek.

Udało się pięknie i moja bogini jest już w zasadzie gotowa do posadzenia.

Mam nadzieję, że w Waszych uprawach deszcze nie narobiły szkód, i wszystko Wam pięknie kwitnie i rośnie.

Ja zbieram się do założenia nawadniania, bo wkrótce wakacje, a deszcze nie będą trwały wiecznie….mam nadzieję. Relacja walki z moją Irrigatią oczywiście pojawi się na blogu.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

 

 

 

Podsumowanie kwietnia

Podsumowanie kwietnia

No pięknie. Maj mnie zastał. Jak zwykle….zaskoczenie, ale że już? Maj? No tak. Już maj.

Kwiecień był pracowity, na przemian zimny i gorący. Okazało się jak zwykle, że zrobiłam za dużo rozsad. Normalka. Przyczyna tkwi w pakowaniu dubli do kubeczków, bo takie zdrowe… Mam ewidentny wstręt do zabijania roślin zdrowych i tendencje do ratowania za wszelką cenę chorych. I przez to mój dom wygląda jak dżungla.

Oczywiście nie ma możliwości wysadzenia ich wszystkich u mnie, więc trzeba będzie za chwilę włączyć tryb rozdawactwa. Jeśli ktoś mieszka blisko mnie ( nie wysyłam już niczego po ostatnich przebojach z pocztą – część mikoryz nie dotarła do celu ) lub może sobie podjechać, to proponuję śledzić świeże posty. Wkrótce ukaże się lista moich nadwyżek pomidorowo- paprykowych.

Co się działo w kwietniu.

Zakwitły obficie truskawki. Liście mają przy tym większe od moich dłoni. To efekt jesiennego nawożenia skrzynki, nawozem eko na bazie obornika i wełny owczej. Ponieważ w skrzynkach mam pszczółki nie było mowy o wymianie podłoża, ani głębokim przekopywaniu, więc sypnęłam na jesieni granulatu i zmieszałam go z wierzchnią warstwą. Chyba solidnie mi to wyszło, bo krzaki truskawek oszalały. Mają piękne wielkie kwiatuchy, zielone błyszczące liście, normalnie jak z reklamy. Ciekawam czy i smak będzie wyjątkowy.

Zakwitły też borówki amerykańskie, czym zrobiły mi wielką i miłą niespodziankę. Niestety mocny wiatr, trochę osypał kwiecie, ale może kilka jagódek zjemy.

Zakwitły ostre papryki, niestety pierwszymi kwiatami, które trzeba usunąć.

Posadziłam zioła: tymianek, rozmaryn, bazylię, maggi, pietruszkę naciową, szałwię, lawendę, i cząber. Wszystko nówki doniczkowe. Bazylia i pietruszka po prostu marketowe z przyprawowej półki, reszta z ogrodniczego sklepiku. Cząber od razu się pochorował, zdaje się, że część korzonków była uszkodzona, bo spory kawałek sadzonki po prostu uschnął, ale reszta chyba przeżyje.

We wszystkie dziury w skrzynkach wysiałam smagliczkę, nasturcję i nagietki.

W doniczki posiałam ogórki, ale wschodzą bardzo opornie. Wyjątek stanowi Iznik z eksperymentalnego pudełka z Kik’a. Ten wystrzelił po kilku dniach.

Posiałam też dyńkę Baby Boo prosto z ostatniego żywego egzemplarza, który zimował na półce w pokoju. I natychmiast wykiełkowała. Teraz zastanawiam się, czy dać ją na balkon, czy jednak gdzieś na zalesiu.

Na balkonie bowiem robi się gęsto w skrzyniach, a to za sprawą winogron i truskawek. Jednym i drugim trzeba trochę przestrzeni zostawić, więc możliwości obsady są znacznie ograniczone. Oprócz truskawek powtarzających, które mam w skrzyniach i odmładzam sobie samodzielnie, zakupiłam dwie nowe odmiany truskawki pnącej : Monterey i Vima Rina, więc kolejne obrzeża będą truskawkowe. Stwierdzam, że sprawdza się ten system. Brzeg skrzyni wygląda atrakcyjnie gdy zwisają z niego pędy truskawek z owocami. Owoce nie tarzają się w błocie, a reszta skrzyni pomieści jeszcze sporo. No i całoroczne truskawki to super frajda.

We wszystkich skrzyniach jako przedplon miałam posiany szpinak. Gdy przyszła paczka z truskawkowymi korzonkami ( kupiłam sadzonki typu frigo ) czas było szpinak zebrać. Osobiście najbardziej lubię szpinakowe listki na surowo. Oprócz sałatek na bieżąco przeze mnie podjadanych, ( a które wcinałam co dzień) zebrałam dwa ciasno upchane worki (Ikeowskie żółte) do zamrożenia. To rewelacyjny zbiór i stwierdzam, że już co roku będę tak robić. żadne tam rzodkiewki, szpinak moi mili, szpinak rządzi!

Wysiane mizuny, sałaty i musztardowce pięknie obrosły mi donice. To rewelacyjne listki, polecam je wszystkim Wam do doniczek.  Szybciutko rosną, wystarczy im biohumus za polewkę i urozmaicają sałatkowe menu . W dodatku urosną w każdym pojemniku. Same plusy.

Co jeszcze. Przesadzanie. Całe mnóstwo przesadzania, pomidorów, papryk i bakłażanów, z mniejszych kubków do większych.

Dosiałam sałaty. Wzeszła marchewka w skrzynce i koperek. W końcu.

Aaa, no i przyszła paczka z „sadowniczego”. Nie do końca jestem usatysfakcjonowana. Trochę było z tym perturbacji, a i to co zastałam w paczce pozostawia nieco do życzenia, ale o tym przeczytacie w „zakupy w sadowniczy.pl” . Dla niecierpliwych tylko napomknę, iż konkluzja jest taka, że zakupów w tym przybytku na pewno nie powtórzę. Zapłaciłam podwójnie za pojedynczą przesyłkę, sadzonka borówki to chory żart, a bardzo droga karłowa grusza wygląda na przesuszoną. Ale jakieś plusy też są.

Chyba tyle o kwietniu.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

 

 

Tak w skrócie o nieogrodowaniu.

Tak w skrócie o nieogrodowaniu.

Postanowiłam w tym mini dziale poopisywać sobie to co robię poza ogrodem. Czasem mam coś takiego, że tak ujmę, na czubku języka, ale…gdzie to umieścić? Jako, że jest tego sporo, bo niespokojna ze mnie duszyczka, będzie to dział o chaotycznym poszukiwaniu spełnienia 😉 jakie mi towarzyszy w życiu.

Taki mini pamiętnik, który mam nadzieję pomoże mi uporządkować tą poza ogrodniczą sferę moich działań. Będzie o moich pasjach pozaogrodniczych, trochę o życiu rodzinnym ( nie za wiele bo cenie sobie prywatność, a pewnikiem jednak kilka osób odnajdzie ten dział i do niego z ciekawości zaglądnie ) i o wszystkich tych czaso-złodziejach, których każdy ma wiele, ale się do nich nie przyznaje.

Na co więc tracę ten cenny czas, który mogłabym poświęcić zgłębianiu tajemnej wiedzy ogrodniczej.

Otóż za kolejnością:

Na robienie różnych plastyczno-technicznych cosiów – malowanie, odnawianie mebli, rzeźbienie w glinie i innych materiałach, robienie wianków i ozdób, w tym biżuterii, której sama nie noszę. Część tych wytworów sprzedaję, częścią uraczam znajomych i przyjaciół.

Następnie na fotografowaniu. To jakby kompletnie oddzielny temat, w dodatku trudny. Poruszę go pewnie kiedyś, a zacznę od tematu dlaczego ja, zawodowy fotograf robię zdjęcia na blog…uwaga… telefonem. Ale jest to element mojego życia, który na zawsze będzie mi towarzyszył czy tego chcę, czy nie. To nie tyle już pasja czy zawód, co jakby przymus, od którego bezskutecznie próbuję się uwolnić. Aktualnie sięgnęłam po zupełnie nowe doznania w temacie, skupiając się na sportowej reporterce. Po latach fotografowania ślubnych par, reklamy i portretów, to ciekawa odmiana.

Na robienie kursów. W zasadzie mogłabym w CV napisać sobie – zawód kursantka. Co jakiś czas wymyślam sobie nową dziedzinę w której chciałabym zdobyć szlify i natychmiast odnajduję instytucję, która zrobi ze mnie jak obiecują, zawodowca. Z realizacją tych obietnic bywa różnie, ale mam grubą teczkę certyfikatów, potwierdzających moją zawodową gotowość w niezliczonych profesjach, od menadżera i informatyka począwszy, po trenera personalnego i dietetyka sportowego. Wiele z tych kursów dało mi mnóstwo frajdy i możliwość podejrzenia, niczym przez dziurkę od klucza, czemu mogłabym się poświęcić gdybym miała 7 żyć , niczym kot 🙂

Aktualnie zapisałam się na kurs tresera psów. I już nie mogę się doczekać. Ale to akurat pomysł zrodzony z potrzeby.  O tym innym razem. No nie usiedzę, jak widzicie.

Jest jeszcze:

  • Oglądanie amerykańskich seriali. Aktualnie wciągnęła mnie „Czarna Lista”.
  • Wędrowanie poprzez miedze i łąki ( i góry jeśli tylko mam taką możliwość). Ostatnio rzadziej, odkąd moja piesa przeniosła się do krainy wiecznych łowów, a ogrodowanie utrudnia wyjazdy na dłużej.
  • Robienie zapraw. To jedyna forma kucharzenia, która mnie nie boli.
  • Oglądanie jak syn gra w Fortnite ( kompletna strata czasu, zupełnie nie wiem czemu ja to robię)

Pewnie znalazłoby się coś jeszcze, ale na dziś wystarczy, bo pomidory czekają. A…ten dział nie będzie się pokazywał w nowościach, postanowiłam. By nie zaburzać tym, którzy przychodzą tu only po wiedzę ogrodniczą.

🙂 no to do następnego

Anja

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close