Mączka bazaltowa jako nawóz w donicach

Mączka bazaltowa

Zostałam poproszona jakiś czas temu, o napisanie kilku słów, o nawożeniu mączką bazaltową. Czy nadaje się do nawożenia w donicach? Do jakich warzyw można ją stosować i jakie jest dawkowanie?

Szczerze to mam z nią niewielkie doświadczenie. Mączki skalne w większości przypadków mają zasadowy odczyn, więc mocno odkwaszają podłoże, a ja używam do donic podłoży gotowych na bazie włókien kokosowych i torfu, bo zależy mi na jego lekkości. Podłoża te mają uregulowane pH, i dodatek mączki może go w małym pojemniku zaburzyć na tyle, że będzie to niekorzystne dla rosnącego w nim warzywa. Zakładając taki scenariusz, nie interesowałam się zbytnio ich stosowaniem. Mogę jednak stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że są dla roślin korzystne.

Jeśli więc w uprawach donicowych z mączki będziemy korzystać z dużym rozsądkiem to czemu nie. Należy jedynie pamiętać by zdecydowanie nie stosować jej do roślin kwasolubnych.

Szybka ściąga:

Mączki bazaltowe, w zależności od rejonu pochodzenia mogą  różnić się składem mineralnym. Jednak wszystkie zawierają w swoim składzie ponad 40 różnych pierwiastków. Najważniejszym związkiem bazaltu jest tlenek krzemu, czyli tzw. krzemionka, w ilości około 50%. Dzięki krzemionce pędy roślin uzyskują większą twardość, co sprawia, że są odporniejsze na choroby grzybowe oraz ataki szkodników. Krzem jak wiadomo służy też człowiekowi. Nie bez powodu dodatek krzemu znajdziemy w preparatach na zdrowe paznokcie czy włosy.  Kolejnym ważnym składnikiem skały bazaltowej jest tlenek glinu (około 20%) oraz tlenek żelaza (5-10%). Ponadto bazalt zawiera wiele cennych makro- i mikroelementów takie jak: magnez, wapń, sód, potas, mangan, tytan, fosfor, siarkę, bor, chrom, miedź, cynk, molibden, kobalt czy jod. Dzięki tym składnikom mączka bazaltowa ma zasadowy odczyn (pH powyżej 7). Bywa że zawiera też metale ciężkie i pierwiastki promieniotwórcze w śladowych ilościach dlatego warto by pochodziła z pewnego źródła, i była przeznaczona do zastosować ogrodniczych.

Co zawiera mączka bazaltowa?

Związek chemiczny: Zawartość %
P2O5 0,4
K2O 1,2
CaO 9,6
MgO 6,8
SiO2 49,5
Al2O3 15
Fe2O3 3,7
FeO 8,7
Na2O 2,9
MnO 0,2
Mn 0,15
Zn 0,0105
Cu 0,0087
B 0,0005
Mo 0,00015
CO 0,0048

Mączka bazaltowa jest rozdrobnioną skałą bazaltu. Minerał ten to inaczej zastygła lawa wulkaniczna (magma). W swoim składzie zawiera jak widzicie powyżej, sporą większość pierwiastków dostępną naturalnie na ziemi. Wpływa dodatnio na odporność roślin na choroby oraz szkodniki takie jak: szara pleśń, zaraza ziemniaczana, mącznik rzekomy, mącznik prawdziwy, stonka, pchełka ziemna, a nawet na ślimaki.

W jakim więc celu dodawać mączkę bazaltową do podłoża?

Jej zadaniem jest ubogacenie podłoża w mikroskładniki i wzmocnienie odporności naszych upraw. Podział pierwiastków niezbędnych do życia roślin na makro- i mikroskładniki ma charakter umowny. Głównym jego kryterium jest zawartość ilościowa danego pierwiastka w roślinie. Na przykład, zawartość azotu w liściach pomidora wynosi 3–4% s.m.,  a żelaza 0,005–0,01%. Bor, mangan, miedź, molibden, cynk i żelazo zaliczane są do mikroelementów, czyli składników pokarmowych, których w żywieniu roślin ilościowe zapotrzebowanie jest niewielkie, ale ma całkiem spore znaczenie. Niedobór jakiegokolwiek z nich jest czynnikiem tak samo ograniczającym plonowanie, jak niedobór makroskładnika. Wprawdzie przy nawożeniu organicznym sporą dawkę mikroelementów roślina może pobrać z obornika, co jednak z uprawami nawożonymi gnojówkami roślinnymi czy herbatkami kompostowymi? Tu dodatek mączki bazaltowej będzie mile widziany.

Czy mączką bazaltową można przenawozić?

Na moją widzę raczej trudno, bo uwalnianie minerałów przebiega w tym wypadku bardzo powoli. Można dzięki temu zadać w podłoże na wiosnę lub na jesieni cały roczny zapas tego nawozu i nie martwić się tym czy rośliny pobiorą go zbyt dużo. Nie pobiorą. Co za tym idzie, w donicach nie trzeba podsypywać nią roślin co jakiś czas. Wystarczy zadać ją w trakcie sadzenia rozsady. Jedyne co mnie hamuje to ta wspomniana juź zasadowość.

Jak i ile mączki używać?

   Mączka bazaltowa stymuluje rozwój mikroorganizmów tlenowych. Dobrze jest dodawać mączkę do stosowania obornika, gnojówki czy gnojowicy, ponieważ ogranicza emisję amoniaku, a co za tym idzie likwiduje uciążliwy zapach, jednocześnie ograniczając straty azotu (nawet do 27%). Pisałam o tym przy okazji przepisów na gnojówki roślinne. Do gnojówki z pokrzywy na 10 litrów roztworu można dodać 2 łyżki stołowe mączki bazaltowej.

Znalazłam takie oto dane na temat dawkowania:

  • dawkowanie ogólne: 10 kg/100 m²

to dotyczy rolniczych zastosowań w gruncie mających na celu wzbogacić glebę.

  • w ogrodnictwie: 12 kg/100 m²

czyli np. przy stosowaniu mączki jako nawozu do warzyw

  • w sadownictwie: 8 kg/100 m²

fajnie, ale rzadko na balkonach sadzi się drzewka owocowe, ja mam jedno 🙂

  • opylanie przeciw szkodnikom i chorobom: 1-2 kg/100 m²

I przy tym zastosowaniu chciałabym na chwilę się pochylić, gdyż jest to bardzo interesująca alternatywa ochrony roślin przed szkodnikami na balkonach.

Sposób działania takiej rozpylonej mączki jest banalnie prosty. Pył podobnie jak preparaty olejowe dusi owady. Taki sposób walki może być wykorzystywany przy zwalczaniu np. mszyc, stonek ziemniaczanych, gąsienic czy mączlików. Ale uwaga, mączka nie odróżnia pożytecznego owada od szkodnika. Dlatego należy mieć na względzie przeloty pszczół, a także populację biedronek, złotooków, gzyli i tym podobnych sprzymierzeńców. Osobiście rozpylam mączkę podobnie jak oleje tylko w sytuacji gdy ilość szkodników jest nie do zwalczenia mechanicznego.

Opylanie roślin mączką bazaltową stwarza również niesprzyjające warunki do rozwoju licznych patogenów grzybowych. Może pomóc w przypadku takich problemów jak np.mączniaki, zaraza ziemniaka czy szara pleśń. Nie łudziłabym się jednak, że zlikwidują już istniejący problem. Tu istotą sprawy jest prewencja.  Zabieg opylania roślin należy wykonywać regularnie i to zanim wystąpią jakiekolwiek objawy, wtedy jest szansa,  że grzyby odpuszczą skolonizowanie nieprzyjaznego środowiska. Tu również należy brać pod uwagę przewagę korzyści nad stratami, dotyczącymi działania mączki na owady.
Najlepszą porą do oprószeń jest wczesny ranek gdy rośliny są wilgotne od porannej rosy. Gdy zapowiadane są opady deszczu lepiej przełożyć opylanie na kolejny dzień. W przypadku roślin pod dachem, dobrze jest najpierw zwilżyć liście spryskiwaczem. A potem…prószymy. Można do tego celu użyć np. sitka do cukru pudru. Należy z grubsza pokryć pyłem liście, równą, cienką warstwą.
Uwaga! Nie wykonujemy tych zabiegów w pełnym słońcu. Nie sypiemy też bez umiaru, gdyż gruba szara warstwa będzie zaburzać proces fotosyntezy, i zrobi więcej złego niż dobrego.

Jeszcze jedno, przy rozpylaniu należy zachować środki ostroźności, gdyż mączka jest drażniąca zarówno dla oczu, jak i dla układu oddechowego. Lepiej jej nie wdychać. Maseczkę teraz każdy w domu ma 🙂 wiecie co trzeba z nią zrobić 😉

 

  • na koniec, mączkę bazaltową można stosować jako dodatek do kompostu lub obornika: 2-4 kg/1 m²

W kilku miejscach w internecie podano też dawkowanie w donicach, które wahało się od 2 do 4 łyżek stołowych na 5l podłoża, co nijak się ma do dawek w gruncie i osobiście jednak uważam, że ze względu na zasadowy charakter mączki bazaltowej, nie pokusiłabym się o takie ilości przy pomidorach czy bakłażanach w małych doniczkach. Dlatego zdecydowałam się na dodatek 11-15 gram na donicę 10l co odpowiada 1 płaskiej łyżce stołowej proszku. Do tej pory nie zauważyłam by wchłanianie składników zawartych w podłożu zostało zaburzone, więc chyba jest ok.

Mączka bazaltowa w donicowej uprawie

Jaki ma wpływ stopień rozdrobnienienia?

Większe rozdrobnienie wpływa na szybsze działanie (lepsza przyswajalność), ale stosowanie mączki w której mogą być większe cząstki również ma swoje zalety – większe cząstki rozkładając się wolniej wystarczają na dłużej. Mieszanka o nieregularnej wielkości jest do celów ogrodniczych w donicach idealna, gdyż część rozłoży się szybko, a część zostanie na później.

 

Na koniec tego krótkiego artykułu wisienka na torcie. Mączka bazaltowa nie przeszkadza w stosowaniu Emów ( efektywnych mikroorganizmów) czy preparatów z pożytecznymi bakteriami. Można swobodnie wykonywać planowo opryski a kilka dni później użyć mączki.

Mączkę bazaltową w małym 3kg opakowaniu, które starczy naprawdę na długo kupicie tutaj

Podłoże kokosowe

Podłoże kokosowe

Poruszyłam ostatnio na Facebooku kwestię podłoża kokosowego do siewu i pojawiły się pytania, na które mam nadzieję odpowiedziałam wyczerpująco, ale…właśnie. Nie pisałam o podłożu kokosowym na blogu. Czas to zmienić.

Podłoże kokosowe

…to nic innego jak zmielone włókno z orzechów kokosowych. Odziera się orzech z brązowych włókien, płucze je w wodzie morskiej i mieli. Taki granulat jest pozbawiony wszelkiej treści ( poza tym co mu się dostanie z morskiej solanki, a co powinno zostać usunięte w procesie produkcji podłoża ). Nie ma w nim mikroorganizmów. Ani tych dobrych, ani złych. I ma to niebagatelne znaczenie, gdyż nie należy go traktować tak samo jak ziemi uprawowej, która jest bogata we wszystko począwszy od minerałów, a skończywszy na różnych patogenach.

Uprawa w takim podłożu wymaga pewnej wiedzy i zwiększonej uwagi, dlatego może nie koniecznie należy od niej zaczynać przygodę z uprawą rozsad.

Korzyści są takie, że naszym roślinom nie grożą żadne choroby doglebowe. Nie zalęgną nam się też w nim ziemiórki, czy inni niepożądani goście. Można takiego podłoża używać wielokrotnie, no i jest w pełni ekologiczne.

Kokos jest więc w zasadzie podłożem prawie jałowym, ale nie do końca inertnym. Inertność bowiem zakłada absolutną obojętność biologiczną i chemiczną, a podłoże kokosowe swoje jednak za uszami ma 😉

Właściwości podłoża kokosowego

  • chłonność

Suche podłoże kokosowe 5 krotnie zwiększa swoją objętość po zalaniu wodą. Dość dobrze ją też utrzymuje gdy jest w większym skupieniu, gorzej gdy jest jej niewiele w małych komorach wielodoniczek. Przy produkcji rozsad w mniejszych pojemnikach należy stale kontrolować wilgotność podłoża by nie doprowadzić do przesuszenia, a co za tym idzie do zasolenia podłoża, które mogłoby narazić rozsady na poważne problemy.

  • jałowość

Fajne jest to, że nie ma potrzeby sterylizowania takiego podłoża. Jest wolne od patogenów, które potrzebują środowiska dużo bardziej zróżnicowanego biologicznie. Jedyny wyjątek stanowią grzyby Trichoderma, które wykazują silne właściwości antagonistyczne w stosunku do wielu patogenów 🙂 Oczywiście ich obecność należy samodzielnie w podłoże zadać. Jałowe środowisko kokosa nie przeszkadza tym grzybom w rozwijaniu się gdyż odżywiają się substancjami produkowanymi przez korzenie.

  • obojętne pH

Ma obojętny odczyn, którym poprzez skład wodnej pożywki można łatwo manipulować. Jest słabym buforem pH, więc by podłoże było pod tym względem stabilne trzeba je często kontrolować, ale jeśli stosuje się stałą pod tym względem pożywkę, precyzja uzyskiwanego pH może działać na korzyść uprawy.

  • biodegradowalność

Jest w 100% biodegradowalne. Można je co za tym idzie kompostować, ale…uwaga…z powodzeniem można używać go kilka razy. Wystarczy przepłukać je i wysuszyć, by użyć w kolejnym sezonie. Można też po sezonie uprawy rozsad dodać do podłoża w donicach w celu rozluźnienia jego struktury.

  • przepuszczalność

Nie zbryla się, ma więc doskonałe właściwości przepuszczające, a to oznacza odpowiednią ilość tlenu dla korzeni. Bryła korzeniowa bardzo ładnie rozrasta się w nim, co więcej, dzięki luźnej strukturze przesadzanie z podłoża kokosowego jest niebywale łatwe i rzadko zdarza się przy nim uszkodzenie korzeni.

 

Wydaje się mieć  cechy idealne, albo prawie idealne, prawda? To prawie, powoduje jednak, że nie do każdej uprawy i nie dla każdego ogrodnika będzie dobrym rozwiązaniem.

Uprawa rozsad w podłożu kokosowym

Ponieważ, włókno kokosowe nie zawiera żadnych składników pokarmowych, roślina w nim rosnąca musi być nawożona w zasadzie cały czas. Może to stanowić pewną trudność, gdyż nawóz mineralny należy w tej sytuacji dodawać podczas każdego podlewania, aby utrzymać stałą zawartość substancji pokarmowych. I tu zaczynają się schody. Nasycenie podłoża substancjami mineralnymi jest zależne od procentowego roztworu tych substancji w wodzie, ale trzeba pamiętać, że podawanie codziennie jakiejś określonej dawki odżywki nie zapewnia tej stałości.  Nie bez znaczenia jest też skład wody, której do tego celu użyjemy.

Pewnie spora część osób wie co to EC, jednak dla tych, którzy stykają się z tym zagadnieniem po raz pierwszy spieszę wyjaśnić, iż jest to skrót od electric conductivity i w przypadku uprawy roślin służy do określenia wartości składników mineralnych w roztworze. Mierzy ich przewodzenie elektryczne. Jeśli więc będziemy monitorować wartości EC  w naszym roztworze, będziemy mieli pewność, że nasze rośliny otrzymują nawóz o odpowiednim stężeniu. Oczywiście do tego celu służą odpowiednie mierniki i to wcale nie tanie. w przypadku więc parapetowej uprawy rozsad, skórka warta wyprawki. Trzeba też przy tym pamiętać, że testery EC pokazują sumaryczną ilość składników odżywczych, a nie ich poszczególne proporcje w roztworze. Mamy więc dzięki EC zmierzone zasolenie, ale nadal nie wiemy czy proporcje tego zasolenia są właściwe dla danej rośliny w danej fazie jej rozwoju.

Do zmierzenia zawartości poszczególnych składników w pożywce potrzebujemy innych testów, ale umówmy się, zabawa w małego chemika choć może i jest przyjemna dla niektórych, niestety pochłania sporo czasu i finansów.

Co więc pozostaje. W miarę bezpieczne jest używanie podłoża kokosowego do samego siewu. Minimalne stężenie składników pokarmowych sprawdza się w pierwszej fazie wzrostu rośliny. W tym przypadku pikowanie powinno już odbyć się do tradycyjnego podłoża.

Są też dostępne na rynku podłoża kokosowe ze startową dawką nawozów, odpowiednio dobranych, dzięki której nasze rozsady będą mogły dłużej korzystać z jego dobrodziejstw.

I tak podłoże produkowane przez holenderską firmę Van der Knaap którego ja aktualnie używam zawiera:

potas w postaci( K2O)  – 700mg/l

azot(N) – 130mg/l

fosfor w postaci( P2O5) – 100mg/l

magnez (Mg) – 75mg/l

Zawiera też chlorek wapnia, którego zadaniem w tym przypadku jest doprowadzenie podłoża do odpowiedniego dla roślin pH w granicach 5,1. To dość przemyślana wartość gdyż większość wód wodociągowych ma sporą twardość, co po nawodnieniu podłoża spowoduje podniesienie zasadowości podłoża.

Wszystkie elementy nawozu uwalniają się do podłoża przez ok. 6 miesięcy jak zapewnia producent, co oznacza, że rozsadom nie grozi przenawożenie.

Dzięki temu składowi otrzymujemy podłoże, w którym ilość składników odżywczych wystarczy spokojnie do momentu przesadzenia rozsady.

Podobnie rzecz się ma w przypadku krążków kokosowych firmy Romberg&sSohn sprzedawanych w miniszklarenkach. One również posiadają startową dawkę nawozu o podobnym składzie. Krążki trzymają kształt dzięki okalającej je włókninie, doskonale sprawdzą się do siewu punktowego papryk, lub miechunek.

Osobiście bardzo polubiłam podłoże kokosowe. Dzięki niemu pikowanie i przesadzanie rozsad jest dla mnie dużo przyjemniejsze. Cenię je sobie za czystość i sterylność. Cieszy mnie też jego biodegradowalność i ekonomiczność. Szkoda jedynie, że wersje do upraw amatorskich są jeszcze tak mało dostępne na polskim rynku, a sprowadzanie je z europejskich sklepów kompletnie nieopłacalne. Niemniej, jeśli spotkacie takie podłoże w jakimś markecie, lub sieciówce ( ja zapas swojego zakupiłam 2 lata temu w KiKu) z czystym sumieniem polecam Wam do wypróbowania.

Mikoryzy Symbiom i inne produkty firmy – test

Mikoryzy Symbiom i inne produkty firmy – test

Mikoryzy Symbiom i inne produkty ekologiczne…

stały się przedmiotem pewnego testu w minionym sezonie.

Mikoryza Symbiom- test

Ten artykuł miał powstać latem, ale niedoczas nie pozwolił mi pochylić się nad tematem. Nadchodzi kolejny sezon i chciałabym wywiązać się z danego firmie Symbiom słowa. Tym bardziej, że nie mam powodu by tego nie robić.

Mikoryzy, które dostarczył mi przedstawiciel firmy rozdałam ochotnikom do testowania, niestety, nie otrzymałam wyników testów od większości z nich.  Szkoda.

Tak czy inaczej test  odbył się.

Testowałyśmy w warunkach kontrolowanych mikoryzę do pomidorów i papryk.

Dodatkowo zanotowałam wnioski zastosowania mikoryz do winogron, ziół, i do kwiatów.

Mikoryzy zostały zadane rozsadom w dwójnasób. Część roślin dostała je w trakcie przesadzania do większych pojemników, jeszcze w czasie wzrostu rozsady. Część natomiast w momencie wysadzania dorosłej rozsady na miejsce docelowe.

Symbivit do pomidorów i papryk

W przypadku papryk  ( zwykłe chili wydłubane z marketowego owocka ) różnica była wyraźna. Bryła korzeniowa była większa, miała też więcej włośników, a część naziemna była bardziej zielona. W wielkości części naziemnej nie było różnicy.

W przypadku pomidorów do testu stanęły Dwarfy Pink Passion. Ich wzrost i wygląd był w trakcie rośnięcia rozsady więcej niż zadowalający. Obie rośliny rozwijały się bez problemów przy czym ta z mikoryzą miała zarówno dorodniejsze korzenie jak i część zieloną. Sadzonka z mikoryzą szybciej zakwitła i zaowocowała, i choć na plony z drugiej też nie mogę narzekać, to mikoryzowana zdecydowanie lepiej znosiła wszystkie stresy.

 

Dwarf Pink Passion
sadzonka bez mikoryzy Symbiom
Dwarf Pink Passion
sadzonka z zastosowaniem mikoryzy Symbiom
Wyniki testów Werki

Pomidorem do testów mikoryzy marki Symbiom był Iditarod Red Dwarf,  na którym perfekcyjnie zadziałała. Jej efekty widać gołym okiem na pierwszym zdjęciu. Sadzonki pomidora pikowane były  z multiplalety do pojemnika o pojemności 200ml w dniu 7.4.2019r. Wysadzone do donic  o pojemności 10 l na stałe w dniu 20.5.2019r. Na zdjęciu nr 1 z lewej strony mamy sadzonkę pomidora bez mikoryzy, a z prawej zastosowaną mikoryzę Symbivit  do pomidorów i papryk. Ta mikoryzowana  jest bardziej krępa , z zawiązanym już jednym kwiatem.  W dalszej części rozwoju pomidorów wzrost miko ryzowanej okazał się szybszy. Krzak zawiązywał więcej kwiatów i szybciej plonował.

Sadzonki z testu mikoryzy Symbiom Sadzonki z testu mikoryzy Symbiom

Sadzonki z testu mikoryzy SYmbiom
oba Dwarfy tuż przed wysadzeniem do donic
Iditarod Red Dwarf test mikoryzy Symbiom
sadzonka bez mikoryzy
Iditarod Red Dwarf test mikoryzy Symbiom
sadzonka z mikoryzą

Pięknie reagowały na mikoryzę bakłażany ( mikoryza do pomidorów i papryk) Korzenie bajkowe, lisciory jak ta lala. One w zasadzie nie brały udziału w teście, bo nie miałam dla nich grupy kontrolnej. Mikoryzę podałam po prostu wszystkim, ale tak dorodnych sadzonek nie małam w poprzednich latach.

 

bakłażan w donicy
Bakłażan Red Turkish, mikoryzowany przy pikowaniu do kubków 500ml
Papryki, mikoryzowane z dodatkiem produktu utrzymującego wilgotność gleby PLANTASORB®
Te same papryki późnym latem

Symbivit do ziół i kwiatów

Mikoryzy do ziół i kwiatów doskonale sprawiły się w skrzyniach i donicach. Wykorzystałam je w momencie wysadzenia rozsad do skrzyń. Wszystkie zioła i sadzonki kwiatów, pięknie się przyjęły i rosły jak na drożdżach, ups…grzybach 🙂 Szczególnie zioła takie jak szałwia, mięta, czy lawenda pięknie rozrastały się po zabiegu. Wyraźnie też lepiej zimują.

CONAVIT® i PLANTASORB®

Dwa inne produkty:  naturalny nawóz CONAVIT® i  produkt utrzymujący wilgotność gleby PLANTASORB® zostały użyte przeze mnie do wszystkich jednorocznych nasadzeń. Producent proponuje by łączyć je z działaniem mikoryz i tak też uczyniłam. Wszystkie sadzonki w trakcie przesadzania do donic otrzymały dawkę hydrożelu PLANTASORB® i uważam, że jego działanie znacząco przyczyniło się do kondycji roślin w trakcie całego sezonu. Lato było suche, gospodarowanie wodą bardzo oszczędne, a mimo to udało się osiągnąć obfite plony, a rośliny pozostały w doskonałym zdrowiu przez cały sezon.

Łyżka dziegciu w miodzie? Jest, choć raczej łyżeczka, o może nawet mniej. Naturalny nawóz CONAVIT® okazał się nie odpowiedni do całorocznego nawożenia takich warzyw jak pomidory czy bakłażany. Nawóz jest korzystny dla sadzonek i roślin w fazie wzrostu, ale niestety nie daje tyle pokarmu ile trzeba roślinom owocującym.

SKŁAD: keratyna, klinoptilolit (zeolit) – uwodniony glinokrzemian sodu, potasu i wapnia, fosforany, apatyt, patentkali (siarczan potasu), wyciągi z wodorostów, chityna, humus, bentonit. N 4%, P 5%, K 3%, Mg 2%, S 2%, Ca 4%, mikroelementy (Mn, Zn, B, Cu).

Jedyny pomidor, którego nawoziłam wyłącznie tym nawozem wykazywał niedobory potasu i magnezu. CONAVIT® można więc zastosować jako nawóz w przypadku pomidorów, papryk i bakłażanów do zasilania sadzonek, ale jedynie jako uzupełniający, w trakcie zawiązywania owoców i nabierania przez nie masy.

Wnioski ogólne:

Produkty Symbiom, zarówno Symbivit, jak i PLANTASORB® są produktami godnymi uwagi w uprawach donicowych. Wszystkie testowane mikoryzy Symbiom wyraźnie korzystnie wpływały na rozwój roślin. Natomiast nawóz CONAVIT® doskonale sprawdzi się przy uprawie roślin mniej potasożernych. Na szczególną uwagę zasługuje też fakt, że są to produkty w pełni ekologiczne. Oczywiście czy warto w nie inwestować musicie ocenić sami.

 

Po co komu MIKORYZA ?

Po co komu MIKORYZA ?

Rozpoczął się intensywny czas robienia rozsad. Siejemy, pomidory papryki, miechunki, okry i inne warzywne rozsady, które gdy zrobi się cieplej będziemy przesadzać do skrzynek i donic na naszych tarasach i balkonach.

Sklepy ogrodnicze kuszą z roku na rok, coraz większą ilością przeróżnych biostymulantów i ukorzeniaczy. Czy warto czy nie warto, i co warto, a co można sobie zdecydowanie odpuścić o tym innym razem. Dziś zajmę się pozycją z tego asortymentu, którą uważam za najgodniejszą uwagi. Mikoryzą.

Co to jest mikoryza?

Otóż mikoryza to grzybnia. Grzybnia zacnego rodzaju, która żyje w symbiozie z korzeniami roślin. Tworzy twór doskonały, który zwiększa powierzchnię chłonną korzeni nawet kilkaset razy. Pobudza przy okazji rozrost systemu korzeniowego,  przez co pozwala roślinie sięgać po zasoby, do których normalnie nie potrafiła by się dostać. Wymyśliła tą symbiozę sama natura, i na bank mieliście o tym na lekcjach biologii, tylko kto takie rzeczy pamięta.

Tego rodzaju symbioza to związek na całe życie, typu przyrzekam być z tobą na dobre i na złe do końca naszych dni. Czysta, bezwarunkowa miłość?. A nie, nie…, to małżeństwo z rozsądku. Grzyb bowiem nie może robić tego co jego partnerka roślina, czyli korzystać z dobrodziejstw fotosyntezy. I za ten właśnie dar, dzięki któremu ( w dużym uproszczeniu) dostaje osłodę życia czyli cukry, użycza swoich strzępek ( w dużym uproszczeniu), przez które roślina pobiera z gleby bardziej efektywnie związki mineralne.

To nadal nie wszystko.

Gdyby grzyb umiał mówić, usłyszelibyśmy piękne wyznanie, którego pragnęłaby niejedna niewiasta od swego mężczyzny i lepiej,  w jego przypadku nie byłyby to tylko słowa, bo tu liczą się wyłącznie czyny. Sama nie wiem skąd ta metafora

Kochanie sprawię, że będziesz piękna i silna, brzmiałoby pierwsze zdanie. Nasz grzyb bohater wytwarza hormony, które pobudzają jego partnerkę do wzrostu i zrównoważonego rozwoju.

Nie pozwolę Cię skrzywdzić, usłyszałaby, a grzyb mikoryzowy wydziela by to ziścić, substancje podobne do antybiotyków. Wpuszcza je do gleby, dzięki czemu zmniejsza prawdobodobieństwo zakażenia rośliny takimi patogenami jak bakterie i inne grzyby. Niestety nie radzi sobie z wirusami, ale to wredne potworki, wszyscy mamy z nimi problemy.

Kochanie, razem pokonamy każdy stres. A tak, właśnie tak. Grzyby mikoryzowe w przedziwny sposób dają roślinie, nazwijmy to – poczucie komfortu, dzięki któremu łatwiej znosi przesadzanie, chwilową suszę, czy zbyt wilgotne podłoże, o niezbyt odpowiednim pH.

Ktoś już zgubił się w gąszczu metafor? Krótkie podsumowanie:

Korzyści płynące ze stosowania mikoryzy to:

  • Lepszy i bardziej zrównoważony wzrost dzięki hormonom wytwarzanym przez grzybnię.
  • Gęstszy i mocniej rozbudowany system korzeniowy.
  • Zmniejszone zapotrzebowanie na wodę i nawozy, dzięki zwiększonemu poborowi substancji odżywczych.
  • Podniesiona odporność na stresowe warunki – suszę przesolenie podłoża, przesadzanie itd.
  • Ochrona przed patogenami glebowymi i chorobami, dzięki substancjom wytwarzanym przez grzyba do gleby.
  • W konsekwencji powyższych – wyższe plony.

 

I jak przekonani, że warto?

Dobra. Teraz tak. Nie jest obojętne, który grzyb pożenimy, z którą rośliną. Na rynku jest już trochę różnych preparatów, zawierających grzyby mikoryzowe i jeśli jesteście zdecydowani by spróbować, trzeba dokładnie czytać opisy na opakowaniach. Nawet jeśli na pudełku dużymi literami stoi, że w środku jest ukryta Mikoryza Uniwersalna, to jej uniwersalność jest jednak ograniczona. I mimo wszystko, należy doczytać do których roślin jest, a do których nie będzie odpowiednia. To po pierwsze.

Po drugie, można znaleźć w handlu szczepionki mikoryzowe dedykowane poszczególnym roślinom – dla pomidorów i papryk, dla borówek, dla iglaków, dla rododendronów. Może warto z tego skorzystać. Można kupić opakowania 150 g , jeśli nie zamierzacie uprawiać większej ilości, jednego rodzaju warzyw. Takie 750g mikoryzy wystarcza dla 200 sadzonek, więc 150g, będzie jak raz, na potrzeby balkonowej uprawy. i to na cały sezon.

Tak na marginesie powiem Wam, że nie obowiązuje w tej symbiozie monogamia. Bynajmniej, jeśli grzyb będzie miał dostęp do kilku roślin. Zbuduje sobie harem. Na szczęście każda z “żon” będzie miała tak samo dobrze 😉 I w drugą stronę, roślina może korzystać z różnych grzybów mikoryzowych, nie koniecznie jednego. Nota bene, preparaty w handlu to  właśnie mieszanki kilku odmian grzybni.

Z ciekawostek można też przytoczyć, że trwają badania nad komunikacją między roślinami za pomocą grzybni i wychodzi na to, że może to się dziać. Taki jakby “Awatar”.

Oczywiście działanie symbiozy w różnych warunkach, będzie przebiegać różnie. Nie należy się spodziewać, że Wasze rośliny, które normalnie miały 70cm, nagle urosną do dwóch metrów, a pomidory z nich będą miały dwa razy tyle objętości niż te bez stosowania mikoryzy. Efekty są bardziej subtelne. Wiele jednak osób ze świata nauki badało i nadal bada ten temat, jako obiecujący alternatywny sposób ochrony roślin uprawnych, zachowujący równowagę biologiczną ekosystemów i podążający że się tak wyrażę tropem natury.  Wnioski są bardzo przekonywujące. Być może donica czy skrzynia to naprawdę mikro ekosystem, ale sam mechanizm symbiozy i w niej będzie zachodził.

Jak stosować mikoryzę?

Jest kilka sposobów dzięki, którym nasze grzyby będą miały szansę połączyć się z rośliną, choć na opakowaniach zazwyczaj opisany jest jeden sposób.

Kupiliście mykoryzę ( mikoryzę – to to samo) w bliżej nieokreślonej formie stałej – granulki, proszek itp. Spoko. Butelka ze spryskiwaczem? Też dobrze, choć jak dla mnie “psikacz” najbardziej nadaje się do pikowania sadzonek.

Wróćmy do granulatu, lub proszku. Preparaty takie oprócz grzybni i prostego nośnika typu glinka, składają się z pewnej ilości nawozów i innych pożywek ( np. wyciągów z roślin, alg, odpowiednich cukrów itp.) które pomogą grzybni namnożyć się szybciutko. Niektóre firmy dodają też hydrożel, który ma niebagatelne znaczenie, bo jest podręcznym magazynem wody, a grzyby jak wiemy potrzebują wilgoci by się rozwijać.

Jak? Grzybnię należy umieścić jak najbliżej korzeni rośliny. Im bliżej, tym lepiej. Dlatego najszybsze efekty daje moczenie korzeni w zawiesinie z grzybnią, lub posypywanie wilgotnych korzeni preparatem w proszku.

 

Kiedy? Mikoryzowanie młodszych roślin ma największy sens. Rośliny jednoroczne jakimi są papryki, pomidory, i inne warzywka najsensowniej jest mikoryzować w trakcie przesadzania rozsady lub wysadzania gotowej rozsady na miejsce stałe. Rośliny wieloletnie można mikoryzować również później, ale prawda jest taka, że im wcześniej tym lepiej. Zagadnienie jest nieco szersze, zanudziłabym Was jednak.

 

Przypadek I

Mikoryzujemy młodą sadzonkę w trakcie pikowania

To proste. Jeśli pikujemy młodziutką sadzonkę, to możemy jej korzonki zanurzyć w wodzie a następnie obsypać je proszkiem, który pięknie przylepi się nam do nich. Jeśli producent mikoryzy opatrzył opakowanie stosownym opisem, w którym jest napisane, że można sporządzić żel, zawiesinę lub inny roztwór, to to właśnie zróbcie. Teraz sadzimy w dołek w doniczce, zasypujemy ziemią i gotowe.

Jeśli dysponujemy sprayem, pryskamy sowicie na korzenie, a dalej to samo.

 

Przypadek II

Mikoryzujemy starszą sadzonkę, lub sadzonkę rośliny o delikatnych korzeniach

Taka sytuacja dotyczy np. rozsad ogórków, dyń czy arbuzów. Przesadzamy bryłę korzeniową wraz z ziemią. W tej sytuacji sypiemy mikoryzowy proszek do dołka, przed przesadzeniem. Sadzimy rozsadę. Gotowe.

 

Przypadek III

Mikoryzujemy roślinę, wysadzoną wcześniej

Jeśli chcemy podać grzybnię roślinie, której już nie zamierzamy przesadzać, bo zrobiliśmy to wcześniej, możemy:

a)  Za pomocą patyczka, lub czegokolwiek innego zrobić dziurkę w podłożu (oczywiście w pobliżu korzeni) i wsypać do niej odpowiednią ilość proszku.

b) Wysiać proszek pod roślinę i podlać.

Każdy z tych sposobów gwarantuje dostanie się grzybni do korzeni rośliny. Natomiast ilość proszku jaką należy użyć trzeba sobie przeliczyć na podstawie wskazówek zamieszczonych na opakowaniu.

Ważne uwagi

Grzyb i roślina muszą mieć czas by stworzyć solidny związek. Nie należy im w tym przeszkadzać. Nie robimy więc przez pierwsze 3 tygodnie po mikoryzacji żadnych oprysków ( no mogłoby zaszkodzić rozwojowi grzybni), i ostrożnie od momentu mikoryzacji dawkujemy nawozy mineralne ( te z kolei mogą zaszkodzić roślinie, gdyż grzyby mikoryzowe zamieniają azot w formę amonową, a także udostępniają roślinom 70% więcej fosforu) Nawożenie organiczne spokojnie można stosować.

Co to ja jeszcze miałam….

A tak. Stosuję mikoryzy stosunkowo od niedawna, chyba trzeci sezon, ale nigdy się już z nimi nie rozstanę. Nigdy. Nigdy, nigdy, przenigdy. Nawet jeśli efekty nie zawsze są dla mnie naocznie oczywiste, to przekonują mnie badania naukowe z tego zakresu i fakt, że jest to “ingerencja” zupełnie ekologiczna i nie gwałcąca natury. Jeśli choć po części pomoże moim warzywom wydać obfitszy plon, na tak małej przestrzeni jaką dysponuję, to dla mnie warto. Z moich skromnych doświadczeń wynika, że najlepiej działają  w donicach grzybnie w obecności jakiegoś superabsorbentu ( hydrożel polimerowy ). Załatwia on problem przypadkowego przesuszenia podłoża, co dla grzybni może być sporym problemem. I to o hydrożelach napiszę następnym razem.

 

 

 

 

 

 

Domowej roboty nawóz do sadzonek pomidorów

domowy nawóz do pomidorów

Znalazłam kiedyś u jakiejś ogrodniczki amerykańskiej ( dobrych kilka lat temu) przepis na domowej roboty nawóz do sadzonek pomidorów i wypróbowałam.Pamiętam, że byłam bardzo zadowolona, a ostatnio trafił w moje ręce mój stary zeszyt z notatkami ogrodniczymi, w którym przepis sobie zanotowałam. Postanowiłam takoż, podać go do szerokiej wiadomości. Niebywale mi przykro, ale nie jestem w stanie odnaleźć strony źródła, więc go nie umieszczę. Nie był to jeszcze czas, w którym myślałam o pisaniu bloga i nie zapisywałam informacji, które nie wydawały mi się istotne. WIelce żałuję ;(

Wiele podobnych przepisów krąży po internecie przekazywanych ze strony na stronę, więc umówmy się, że ten będzie mój prawie autorski – inspirowany, gdyż nie dodaję do niego dodatkowej sugerowanej przez autorkę oryginału, porcji Siarki, i dodaję natlenionej herbatki kompostowej a nie świeżego biohumusu, gdyż nie mam po prostu do niego dostępności a butelkowany nie ma moim zdaniem tej mocy sprawczej.

Składniki jakich będziemy potrzebować:

– Woda z kranu, odstana kilka dni, lub deszczówka – 0,9 litra
– Zielona herbata – 1 łyżeczka
– Sól Epsom – 1/2 do 1 łyżeczki
– Melasa – 3/4 do 1 łyżeczki
– Herbatka kompostowa  – 6 łyżek stołowych.

– 1,2l butelka z nakrętką spray ( może być większa )
– Sitko o drobnych oczkach lub gazowa płachta
– Nawóz rybny tzw. mączka rybna lub kostny (opcjonalnie) – 1 łyżeczka

Podstawowymi składnikami mieszanki są  sól Epsom, zielona herbata, herbatka kompostowa i melasa bo to one zapewnią roślinom składniki odżywcze. Nawóz rybny lub kostny jest mile widziany, ale nie konieczny.

Składniki gotowe,  zaczynamy!

KROK 1: Napar z zielonej herbaty

Zaparzamy 1 łyżeczkę zwykłej zielonej herbaty w szklance (200ml) z wodą podgrzaną do 70 stopni C, i czekamy aż się ochłodzi.
Do przygotowanej wcześniej butelki z wodą 0,9l dolewamy 1 łyżkę naparu. Resztę herbaty śmiało wypijamy na zdrowie 🙂

KROK 2: Dodajemy Sól Epsom czyli siarczan magnezu

Dodajemy 3/4 do 1 łyżeczki soli Epsom do butelki i mieszamy.

UWAGA: Sól Epsom: zapewnia natychmiastową dawkę magnezu i siarki, dlatego dodatkowe dodawanie siarki nie jest moim zdaniem konieczne.

KROK 3: Dodajemy Czarną Melasę

Do butelki do rozpylania z wodą, herbatą i solą Epsom dodajemy teraz 3/4 do 1 łyżeczki melasy czarnej.  Mowa tu melasie z trzciny cukrowej, którą można kupić w sklepach ze zdrową żywnością.
WSKAZÓWKA: Można wlać melasę bezpośrednio do butelki i potrząsając rozpuścić ją w płynie, lub odlać z butelki część cieczy, i w niej rozpuścić melasę, a potem dodać ją z powrotem do butelki.
Czarna melasa to doskonałe źródło wielu składników odżywczych dla roślin, w tym węgla, żelaza, siarki, potasu, wapnia, manganu, miedzi i magnezu.
Trzeba dobrze wymieszać i odstawić butelkę na godzinę.

UWAGA: Taką mieszankę można używać nawet bez dodatku herbatki kompostowej, ale osobiście uważam, że dopiero jej dodatek czyni nawóz kompletnym. Mam jednak świadomość, że nie każdy produkuje kompost, a kupny może być stary. W oryginalnym przepisie w tym miejscu pojawiał się odlew dżdżownicowy czyli Biohumus, również własnej roboty. Jeśli lubicie eksperymenty możecie spróbować wykonać taką kompozycję z biohumusem kupnym, zwróćcie jednak uwagę na datę produkcji na opakowaniu. Im świeższy tym lepszy.

KROK 4: Przygotowujemy kompostową herbatkę ( w zasadzie to powinien być krok pierwszy, bo zajmuje najwięcej czasu)

Przepis na najprostszą herbatkę kompostową:

-10l deszczówki

-1,5kg świeżego kompostu ( musi być świeży, pięknie pachnący zdrową glebą)

-pompka akwaryjna z kostką do napowietrzania

Do deszczówki wsypujemy kompost, mieszamy i podłączamy akwaryjną pomkę z napowietrzaczem. Natleniona woda wspomoże rozwój mikroorganizmów. Teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość – tak około 5-7 dniową 😉 Spokojnie można herbatkę warzyć w domu, zapewniam, że nie ma nieprzyjemnego zapachu, a temperatura pokojowa jest najodpowiedniejsza. Ok. Zrobiona, teraz trzeba ją przecedzić.

WSKAZÓWKA: Użycie cienkiego sitka siatkowego jest niezbędne. Herbata kompostowa ma małe cząstki i osady, które mogą zapchać butelkę do rozpylania, więc im cieńsza siatka tym lepiej. Całkiem zgrabnie przesącza się taki płyn przez gazę, lub tetrową pieluszkę. Nie ma strachu wszystko co nam potrzebne zostanie w płynie w odpowiedniej ilości.

KROK 5: Dodajemy Herbatkę

Do naszej butelki 1,5l z już zmieszaną mieszanką kompostową z kroków 1-3  dodajemy 6 łyżek herbaty kompostowej czyli około 90ml. ( Resztę herbatki można spokojnie użyć w formie nierozcieńczonej do oprysków, są świetną szczepionką dla roślin)
WSKAZÓWKA:  Herbatkę do butelki warto zapodać przez lejek, by uniknąć bałaganu. Chyba, że macie ręce o stalowej konstrukcji 😉

Mieszanka nawozowa w zasadzie gotowa do użycia!

Aby sprawić by jak to się mówi dawała większego kopa, można dodać, nawóz rybny lub rogowy.

KROK 6: Dodajemy mączkę kostną lub rybną

Ok. O ile do tej pory było raczej przyjemnie zapachowo, to teraz już będzie mniej miło. Mączka rybna niestety nie pachnie różami. Poza tym uwaga –  aby korzystać z tego produktu,  trzeba uważać na wybór producenta. Produkty z różnymi dodatkami chemicznymi mogą całkowicie przekreślić wszystkie użyteczne efekty. Mączka jest powszechnie dostępna, bo to przynęta wędkarska, kupicie ją w sklepach zoologicznych, ale można ją dostać również w sklepach agro. Onegdaj produkt taki wypuściła firma Westland, ale nadal nie ma go w ofercie na polski rynek ;(

WSKAZÓWKA: Naprawdę ten dodatek nie jest konieczny. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości co do dostępnej mączki, nie kupujcie.

Po zmieszaniu mączki z płynem warto ją jeszcze raz przecedzić, by nierozpuszczone cząsteczki nie zapchały dyszy spryskiwacza.

 Mieszanka nawozowa z dodatkami czy bez, powinna być używana na bieżąco do oprysków. Oznacza to, że nie przechowujemy jej w butelce tylko wykonujemy przed planowanym opryskiem, zużywamy, a do kolejnego oprysku robimy nową. 

UWAGA: Dawkowanie jest raczej intuicyjne, po prostu należy spryskać liście w pochmurny, najlepiej bezwietrzny dzień. Nie stosujemy oprysków w pełnym słońcu, mgle, deszczu ani przy silnym wietrze, no ale to raczej każdy wie 🙂 Mieszankę możemy stosować interwencyjnie lub na stałe w odstępie tygodnia w fazie wzrostu jeszcze przed kwitnieniem.

 

 

Kwiaty i zioła współrzędnie z warzywami, czyli oddział do zadań specjalnych.

Kwiaty i zioła współrzędnie z warzywami, czyli oddział do zadań specjalnych.
Rozsada warzyw już rośnie na parapecie. Czas pomyśleć o kwiatach i ziołach, które będą jej towarzyszyć.

Bazylia

bazylia Siam Queen

Cudowne zioło, aromatyczne i pięknie kwitnące. Jest niezliczona ilość odmian bazylii. Jedne pachną cytrusami inne tchną nutką cynamonu. Do wyboru, do koloru. Odmiany Siam Queen oprócz mocnego aromatu mają też niebywale ozdobne liście i kwiaty.

Bazylia jest doskonała partnerką dla wielu warzyw. Lubią jej towarzystwo pomidory i papryki.  Jej sąsiedztwo opóźnia atak mączniaka, a zapach odmiany anyżowej odstrasza ślimaki. Zdobi, korzystnie wpływa na otoczenie i rewelacyjnie smakuje w sałatkach. Prawda, że warto?

Dobrze jest zrobić rozsady bazylii, szczególnie tych bardziej ciepłolubnych odmian. Dzięki temu szybciej zapełnią przeznaczone dla nich miejsca w warzywniku. Siejemy w marcu, przesadzamy do gruntu po ostatnich przymrozkach.

Ogórecznik

ogórecznik

Poza tym, że przyciąga pszczoły, ogórecznik wytwarza saponiny, które wydziela przez system korzeniowy do ziemi, w której rośnie. Substancja ta jest bardzo korzystna dla roślin kapustnych – kalarepki, brukselki, brokułów. Sprawia że szybciej rosną i są bardziej odporne. Podobnie działa na groch zielony i groszek cukrowy. A w przypadku truskawek sprzyja zawiązywaniu się owoców. Ostatnim plusem ogórecznika są jadalne kwiaty i młode listki, doskonale nadające się do wczesno letnich sałatek. Może nie jest wybitnie ozdobny, ale cóż, nie każdy musi być piękny.

Ogórecznik siejemy do gruntu w kwietniu lub na początku maja.

Rumianek

rumianek

 

Powszechnie wiadomo, że rumianek jest doskonałym antyseptykiem. Siany w warzywniku chroni sąsiadów przed chorobami grzybowymi. Szczególnie dobrze dogaduje się z liściowymi przysmakami grządki szpinakiem, boćwinką, rukolą i mizunami.

Mięta pieprzowa posadzona w towarzystwie rumianku będzie bardziej aromatyczna.

Rumianek siejemy w kwietniu, w kolejnych latach sam będzie się wysiewał. Ma dość specyficzne z wyglądu siewki, które można po ich zlokalizowniu przepikować w bardziej porządane miejsca.

Kolendra

kolendra

Warto nie tylko ja posiać ale pozwolić kilku egzemplarzom zakwitnąć. Kwiaty kolendry są doskonałym wabikiem dla wielu pożytecznych owadów, a jednocześnie zapach kolendry odstrasza uciążliwe muchówki. Tam gdzie rośnie kolendra niechętnie lądują śmietki cebulanki, śmietki korzeniówki i połyśnice marchwianki.

Kolendrę siejemy w drugiej połowie kwietnia. Można zrobić to też wcześniej do doniczki. Jest dość delikatna lubi osłonięte od wiatru miejsce.

Akasamitki

Chyba już każdy wie, że ograniczają rozwój szkodliwych nicieni. Towarzystwo aksamitki jest w zasadzie wszędzie mile widziane, ale szczególnie zadowolone będą sałaty, brokuły i pomidory. Specyficzny zapach aksamitek odstrasza gryzonie. Nie macie gryzoni na balkonach? Szczęściarze. Ja niestety miewam takich gości.

Kwiaty aksamitek są jadalne, mają ciekawy, lekko cytrusowy posmak. Wabią pożyteczne owady, takie jak bzygi. Jest wiele odmian aksamitek, od miniaturowych po krzaczaste, można więc dobrać odpowiednią do wielkości pojemnika i ilości innych roślin, które zamierzamy w nim posadzić. Koniecznie czytajcie opisy odmian. Rozsadę można robić już teraz. Dzięki temu szybciej można cieszyć się kwitnącymi aksamitkami.

Nagietki

nagietki

Nagietków podobnie jak aksamitek jest odmian bezliku. Wszystkie w prostej linii pochodzą od lekarskiego protoplasty i wpływają na sąsiadów bardzo pozytywnie. Poza oczywistymi korzyściami współrzędności, mają szereg innych zalet. Są jadalne, doskonale sprawdzają się jako komponent domowych kosmetyków (maści z kwiatów nagietka leczą rany, i łuszczycę skóry). Natomiast napar, łagodzi dolegliwości żołądkowe. Róg obfitości. Do tego pięknie wyglądają.

Kto lubi szczególnie nagietka? Otóż pomidory, ogórki, groch, sałata i szparagi. A także marchew i rzepa.

Nagietki sieje się wprost do gruntu, gdy tylko temperatura dnia ustali się powyżej 10 stopni.

Czosnek ozdobny

czosnek ozdobny

Tak proszę Państwa. Nie tylko jego jadalna odmiana, ale również ozdobny kuzyn jest strażnikiem dla sąsiadów. Jego towarzystwo chroni przed kędzierzawością liści czy szarą pleśnią. Ma bardzo podobne właściwości do zwykłego czosnku i można z niego tak samo wytarzać preparaty do ochrony warzyw. Tylko kto poświęcałby na to, takie pięknoty. Za towarzystwo ozdobnego czosnku bedą wdzięczni: ogórek, pomidor, szpinak, sałata, burak oraz ziemniak.

Czosnek ozdobny sadzimy na jesieni, w skrzyniach można też na wiosnę. Można rozmnażać go z cebulek przybyszowych lub siejąc wytworzone na kwiatostanach mini cebulki napowietrzne, jest to jednak żmudny sposób. łatwiej kupić gotowe do zasadzenia cebule w sklepie ogrodniczym.

Nasturcja

nasturcja

Nie wyobrażam sobie warzywnika bez nasturcji. Jest piękna, jadalna i allelopatyczna. Uwielbiają ją dynie, sałaty i fasole. Ponieważ wabi mszyce warto posadzić ją w pewnym skupisku nieopodal roślin które chcemy ustrzec przed tymi amatorami roślinnych soków. Nie będą wstanie oprzeć się pokusie i wszystkie jak jeden mąż pomaszerują ku nasturcjom. Te zaś można wtedy potraktować specyfikiem z miodli czyli olejkiem neem i po sprawie. Jest też inny sposób, trzeba posadzić nasturcję w towarzystwie aksamitki, która zwabia bzygi. Już one rozprawią się z mszycami raz dwa.

Nasturcję wysiewamy od drugiej połowy kwietnia. Jest w handlu dostępnych wiele jej przepięknych odmian zarówno pnących jak i karłowych. Warto w kolejnych latach zebrać nasiona z własnych roślin.

Kocimiętka

kocimiętka

Jej największą zaletą oprócz fajnego wyglądu jest ochrona przed pchełkami ziemnymi. Warto więc posadzić ją przy rzodkiewce, rukoli i innych roślinach, które są narażone na ich ataki. Zapach kocimiętki odstrasza też komary, i przywabia pszczoły. Same pozytywy.

Kocimiętkę rozmnaża się poprzez podział kłączy, sadzonki wierzchołkowe, i siew. Do wyboru, do koloru. Można też kupić gotowe do wysadzenia młode rośliny. Dostępne są wiosną w centrach ogrodniczych.

Słonecznik

słonecznik

Jest w zasadzie w warzywniku jeden amator słoneczników, a mianowicie ogórek. Niebywale lubi jego towarzystwo. W mini warzywniku trudno byłoby uprawiać jego pełnowymiarową wersję, ale od czego są miniaturki. Mini słoneczniki będą tak samo miłe ogórkom, nie zabiorą tyle miejsca, i staną się przepiękną ozdobą gdy tylko zakwitną.

Słoneczniki siejemy bezpośrednio do gruntu na początku maja. RObienie rozsad ma sens tam gdzie młode rośliny są narażone na ataki ślimaków.

Hyzop

hyzop lekarski

Jest przepiękny z tymi swoimi granatowymi kwiatami. Uwielbiają go pszczoły i bielinek kapustnik. Należy więc postąpić strategicznie i posadzić go tak, by motyl wybrał hyzop zamiast jarmużu. Nie za blisko i nie za daleko. Ryzykowne? No cóż, jeśli w tej roli się nie sprawdzi, to napewno będzie pachnącą ozdobą.

Sadzonki hyzopu można kupić na wiosnę w centrum ogrodniczym. Jeśli jednak zdecydujecie się na własną rozsadę, to połowa marca to odpowiedni moment do wysiania hyzopu.

 

Oczywiście roślin ozdobnych, których allelopatyczne działanie służy warzywom jest więcej. WYmieniłam tu głównie te, które doskonale sprawdzą się nawet w mini ogródku i donicy. Warto przy najbliższych zakupach ogrodniczych zaopatrzyć się w nasiona tych pożytecznych roślin, lub wpisać do kalendarza zakup sadzonek gdy przyjdzie na to pora.

Fotografie użyte w tym artykule pochodzą z serwisu Pixebay i są opatrzone licencją free commercial.

W czym posadzić rozsady warzyw.

w czym posadzić rozsady

Najwyższy czas by pomyśleć w czym posadzić rozsady warzyw. Mi co roku towarzyszy pewien rytuał, znany wielu działkowcom i ogrodnikom. Mam na myśli zbieractwo kubeczków po jogurtach, opakowań po margarynach, warzywach i innych wiktuałach, oraz wycieczki do hipermarketów na dział z kwiatami, w celu zagarnięcia  plastikowych transporterów – wielopaków. Te ostatnie są nieocenione przy przenoszeniu i rozstawianiu rozsad. 

Kuwety, wielodoniczki i inne gotowce ze sklepów ogrodniczych są dla mnie absurdalnym wynalazkiem w tym recyclikowalnym nawale opakowań, jakim raczy nas przemysł spożywczy. Odstępstwem  maleńkim są doniczki z torfu, ale o tym już było.

  • Dla pomidorów, bakłażanów i papryk

    Pomidory, bakłażany i papryki wymagają w trakcie produkcji sadzonki dwukrotnego przesadzenia. Wzmacnia to ich system korzeniowy, i ogólnie wpływa korzystnie na rozwój rozsady. Dla nich zbieram trzy rodzaje pojemników.

  •  plastikowe małe tacki, które służą mi do siewu
  • kubeczki po jogurtach 250ml, do przepikowania
  • kubki po jogurtach 400ml lub 500ml, do przesadzenia rozsady

Dodatkowo potrzebne są plastikowe palety do małych kubków – jedna paleta mieści 24 kubki, oraz do dużych kubków z 12 lub 18 komorami. Dostaniecie takie w każdym markecie, który prowadzi sprzedaż doniczkowych, sezonowych kwiatów. Wystarczy poprosić Panią rozkładającą towar, ładnie się do niej uśmiechając.

  • Dla ziół, sałat i innych listków

    Tu preferuję opakowania po serkach lub margarynach jeśli robię większą ilość rozsad. Są niższe i szersze od kubeczków po jogurtach, i idealnie spełniają swoją rolę. Staram się dopierać takie, które pasują w komory palet, bo to bardzo ułatwia późniejsze uporządkowanie na parapetach i przenoszenie rozsad na balkon do zahartowania. 

    Listki i zioła sieję niezbyt gęsto i nie pikuję, wysadzam od razu na miejsce docelowe gdy tylko zrobi się cieplej.

  • Kwiatki

Większość sieję bezpośrednio do skrzynek, ale by przyspieszyć kwitnienie nemezji czy aksamitek, robię kilka rozsad. Dla nich zbieram plastikowe rynienki po kiełkach do siewu, i kubeczki po małych jogurtach do przepikowania.

W ten sposób pojemniki na rozsady nic nie kosztują. Po zakończonym sezonie, te które zbytnio się zużyły, trafiają do segregatora z plastikiem, a te które wytrzymały próbę czasu, umyte trafiają na półkę w garażu. Tam czekają na kolejny sezon.

kubeczki po jogurtach na rozsady
Wystarczy zostawić każde opakowanie po serku czy jogurcie
rozsada wychylona do światła
a kubeczki ustawić w plastikowym wielopaku na parapecie, pod kątem do światła
rozsada cebuli
Rozsada cebuli w rynience po pieczarkach.
Rozsada kwiatków w rynience po boczniakach.
hartowanie rozsad
Kubek w kubek na plastikowej palecie. Przenoszenie do hartowania zajmuje kilka minut.

Do czego wykorzystać skorupki jajek w warzywniku.

skorupki jajek w warzywniku

Skorupki od jaj są w moim warzywniku bardzo pożądanym surowcem.

Skorupki jaj składają się w ponad 95%  z minerałów. Głównie węglanu wapnia (37%). Znajdują się w nich również: magnez, potas, żelazo i fosfor w zacnej ilości oraz taki śladowy pierwiastek jak mangan. Jeśli wszystkie te powody nie są wystarczające, aby zainteresować się wykorzystaniem skorupek jaj w ogrodzie, wspomnę nieśmiało, że za ich pomocą można ograniczać ekspansję ślimaków, a nawet pozbyć się wizyt takich nieproszonych gości jak sarny( sarny bardzo nie lubią zapachu jaj). Na mój taras sarny nie zaglądają, więc do tego skorupek jaj nie używam  .

Kompostowanie

Ameryki tym nie odkrywam, wiem. Większość osób właśnie do tego skorupek używa. Kruszymy i wrzucamy do kompostownika, a wszystkie minerały zostają w stworzonym kompoście. Mają tę dodatkową zaletę, że neutralizują pH gleby – zaletę, jeśli chce się obniżyć kwasowość gleby , jeśli się bowiem nie chce, zaleta znika.

Wapniowo-mineralny starter dla roślin

Wiem, niektórzy stukają się w czoło, ale mimo faktu, że wapń, który zawierają skorupki jaj jest słabo rozpuszczalny w wodzie a co za tym idzie trudniej przyswajalny dla roślin, nie jest też tak, że rośliny zupełnie nie mogą z niego korzystać. Jak zajrzy tu jakiś chemik pewnikiem się dowiemy jaka jest dokładna różnica między CaCO3 MgCO3  , a – CaCO3  w ich przyswajaniu przez rośliny. a na razie niech mi wolno będzie zaproponować zmielone skorupki jajek jako dodatek do ziemi w doniczkach. Najlepiej zmielić wysuszone skorupki w melakserze. Można sypnąć kilka łyżeczek pod krzaczek. W czasie podlewania dobroczynne składniki wnikną w  podłoże (węglan wapnia słabo rozpuszcza się w wodzie dlatego zmielenie go na pył i zmieszanie z glebą czyni go bardziej efektywnym). Szczególnie zadowolone będą z takiego pomysłu, szczypiorek, lawenda i szałwia posadzone w donicach.

Naturalna muszelka do siewów

Próbowałam, da się. Wprawdzie trzeba dojść do pewnej wprawy przy zgniataniu skorupek, a trzeba to koniecznie zrobić gdy przesadzamy wyrośniętą sadzonkę, jednakże mini pomidorki, czy sałaty całkiem zdrowo sobie rosły. Troszkę to moim zdaniem niewygodne, trzeba bowiem każdą skorupkę delikatnie przedziurkować by miała odpływ wody w razie zbyt hojnej ręki, wszystkie umieścić w wytłaczance, dla stabilności, a pod spód dać jeszcze coś nieprzemakalnego np tackę od warzyw z marketu, ale jeśli ktoś lubi eksperymenty, to czemu nie…

skorupki jajek w warzywniku
Do wykorzystania nadają się zarówno skorupki jaj kurzych, jak i gęsich, kaczych, przepiórczych czy perliczych. Najlepiej by pochodziły od ptactwa własnego chowu.
siew pomidorów w skorupkach jaj
Skorupki można potraktować jako mini doniczki do siewu, karłowych pomidorków.
skorupki od jajek
Skorupki jako mineralny starter dla roślin.

Aspiryna w ogrodzie

aspiryna w ogrodzie

Czy aspiryna  to lekarstwo również dla roślin?

Może część z Was używa aspiryny nie tylko w przypadku bólu głowy czy przeziębienia. Jeśli nie, chciałabym Was zachęcić do poszerzenia spektrum jej zastosowań. Aspiryna bowiem sprawdza się również w ogrodzie.

1. Zwiększa wzrost i wydajność roślin

Aspiryna zawiera aktywny składnik znany jako kwas salicylowy, pochodzący z kory wierzby. Kwas ten wzmacnia układ odpornościowy roślin (rośliny syntetyzują go naturalnie, ale w mniejszych ilościach). Dodatkowe podawanie go roślinom zwiększa ich odporność, co pomaga im zwalczać szkodniki i ataki mikrobiologiczne. Oprysk z aspiryny prowadzi do zwiększenia zawartości witaminy C w roślinie.

aspiryna w ogrodzie

Oprysk wzmacniający z aspiryny:

1 tabletka aspiryny (500) na 4,5 litra wody destylowanej (demineralizowanej) Aspirynę rozpuszczamy w wodzie ( w destylowanej lepiej się rozpuszcza), oprysk robimy w godzinach porannych, gdyż uwaga-lepiej jest wchłaniany przez rośliny, no i nie będą z nim stykać się pszczoły i inne zapylacze, dla których nie byłoby to wskazane.

(Należy zachować ostrożność podczas stosowania kwasu acetylosalicylowego w ogrodzie, ponieważ zbyt duże stężenie może spalić lub uszkadzać rośliny. Niewłaściwe użycie może prowadzić do powstania brązowych plam, poparzeń liści. Nie należy przekraczać 1 tabletki na 1 litr wody.)

2. Pomaga roślinom zwalczać choroby grzybowe.

Aspiryna w ogrodzie sprawdza się jako środek zapobiegający ZZ na pomidorach i ziemniakach. Należy w tym przypadku opryskiwać rośliny w przypadku aktywnego alertu (alerty dla swojego województwa sprawdzisz tutaj)

Odpowiednie stężenie to od 250 do 500 mg aspiryny na około 4,5 litra wody.  opryskujemy rośliny dwa lub trzy razy na miesiącu w równych odstępach. ​​Rozwiązanie jest skuteczne tylko przed pierwszą oznaką zarazy.

Na koniec dodam, że aspiryna przedłuża świeżość kwiatów ciętych, i poprawia zdolność szybkiego ukorzeniania sadzonek wierzchołkowych, wystarczy zanurzyć odcięty pęd w sproszkowanej tabletce.

W balkonowym warzywniku aspiryna pojawia się co 3 tygodnie. Oprysk dostają wszystkie rośliny. Nie zauważyłam, żeby którekolwiek reagowały negatywnie.

 

link do artykułu o aspirynie w ogrodzie na newscientist 🙂

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close