Działamy, działamy, maj przyszedł, czas się obudzić.

sałata w balkonowej skrzynce

Kochani ogrodomaniacy balkonowi. Kapkę był zastój, chorowało mi się i takie tam różne. Bywałam więc tylko od czasu do czasu na grupie. No tak czy inaczej, jest już dobrze, a dzięki Wam blog działa nadal.

Nie wiem jak u Was ale u mnie wiosna dała totalną plamę. Dni ciepłych było dwa. A poza nimi cały czas zimno, deszcz, szron, deszcz, śnieg, kulkograd, znów deszcz…no normalnie jakaś katastrofa pogodowa. Rozsady zrobiłam jak nie ja, bez listy. Wyciągając z kuferka z nasionami i tak bez składu i ładu z pamięci do ziemi. Już na początku zaczęły mi chorować, niedobory, jakieś nekrozy co to ma być? Tak będzie ten sezon wyglądał?

Wnerw mną targnął nieziemski, przesadziłam wszystko do nowej ziemi (planta bo nie miałam innej- nota bene nie polecam), podlałam biohumusem i….doopa, nekrozy coraz większe, liście zażółcone. Więc znów przesiadka tym razem do Wokasu z pożytecznymi mikroorganizmami. I w końcu odżyły. Piszę o tym, bo chcę Was uczulić jak ważne, poza oświetleniem i nawożeniem jest samo podłoże. Półśrodki kończą się tragicznie.

Teraz już wszytko jako tako rośnie, nie przyprawiając mnie o większy ból głowy.

Co w tym roku urośnie w balkonowym warzywniku?

Popełniłam kilka eksperymentów ze słodkimi paprykami z tacek sklepowych. Otóż, kupiłam w lutym jakąś szpiczastą odmianę o nazwie nie do powtórzenia zaczynającej się od Erebus…coś tam, coś tam. Z wyglądu Corno di Toro, ale w kolorze pomarańczowym, do tego niebywale słodka. Oczywiście najprawdopodobniej hybryda, ale co szkodzi spróbować. Z paprykami jest tak, że im świeższe nasiona tym mocniejsza roślina, dlatego bardzo lubię siać wprost z żywego egzemplarza. Drugim eksperymentem jest o podobnych walorach wizualnych, słodka Tribelli czerwona i żółta. Poza nimi wysiałam jeszcze jakieś ostre krzyżówki własnego chowu, Aji White Fantasy, bo niebywale mi posmakowała, Aji Omnicolor, bo jakoś w zeszłym sezonie przeszła niezauważenie i Sweet Bite, jako że bez nich nie wyobrażam sobie paprycznych upraw.

Co do pomidorów, to po zeszłorocznej klęsce mojej dwarfowej plantacji, trochę straciłam zapał. Ponad 70 odmian zginęło śmiercią tragiczną, bo uparłam się na ekologię. Posiałam więc tylko 10 dwarfowych odmian, oraz kilka polskich pomidorów w tym Kmicica i Jutrosza. Rzadko do tej pory gościły w balkonowym warzywniku polskie odmiany. Tyle bajecznych egzotyków miałam do wypróbowania, że zawsze schodziły na dalszy plan. Tym razem zacisnęłam zęby, nawet nie sięgnęłam do segregatora z nasionami, kupiłam 4 torebki w ogrodniczym, polskich odmian, no i zobaczymy, co to z tego wyrośnie. Kmicic od razu zaczął stwarzać problemy. Z 4 sadzonek została jedna, ale jest. Jutrosza wysiewałam w ostatnim rzucie, więc jest jeszcze malutki. To podobno odmiana odporna na ZZ liczę więc, że gdy grzyb się na jesieni rozpanoszy, Jutrosz da radę. Mam jeszcze Betę i Betaluxa. Jedna z tych odmian już gościła u mnie w donicach, ale źle ją nawoziłam i była kwaśna. Bogatsza o to doświadczenie, w tym roku przyłożę się do odpowiednich dawek magnezu, jeśli to poprawi smak, to jestem w domu, bo obie te odmiany są odporne na kapryśna pogodę, i są wielkości idealnej do donic.

Nie będzie w tym roku bakłażanów. Mam dość walki z przędziorkami, daję sobie odpocząć. Nie będzie też wczesnego rodzynka, wysieję go tym razem wprost do gruntu za kilka dni. Wracam natomiast do egzotycznej odmiany ogórka Cristal Apple. Głównie ze względu na jego plenność i całkiem sporą odporność na mączniaka. Pojawi się też groszek w dwóch kolorach i fasolka szparagowa. Na razie wszędzie gdzie było miejsce wysiałam szpinak, koperek i sałaty, z czego szpinak w dużej skrzyni jest już do zbioru. Kupiłam też białą dymkę i w każdą dziurę wetknęłam sztukę

Na jesieni pozbyłam się wszystkich truskawek. Były na balkonie już 4 sezony i stały się siedliskiem takiej ilości kłopotów, że czas było je wymienić. Niestety udało mi się kupić tylko jakieś całoroczne no name o mocno fuksjowym kolorze kwiatów. Czas pokaże czy ta zamiana będzie udana.

Groszek posiałam w donicy do pomidorów, kupiłam ją na wyprzedaży ( bo normalna cena totalnie mnie odstraszała), by wypróbować zgodnie z przeznaczeniem na jakimś pomidorze, bo plastikowa klatka wydaje się być dobrym rozwiązaniem dla jakiegoś wyższego krzaczastego tomata, ale gdy 2 tygodnie w jedyny ciepły i słoneczny dzień tej wiosny, zabrałam się za siewy, zobaczyłam oczami wyobraźni kwitnący groszek oplatający barierki i nie mogłam się powstrzymać Wysiałam więc mix cukrowego z fioletowym, i niech sobie rośnie, a co.

Cały czas zastanawiam się czego jeszcze spróbować z warzyw, czego nigdy nie próbowałam w donicach i powiem Wam, że jest coraz trudniej. Może poza niektórymi korzeniowymi (skorzonera, pasternak) nie mogę nic znaleźć. Przerobiłam krzaki owocowe, a nawet drzewka, miałam ogórki, dynie, cukinie, kabaczki. Wszelakich odmian pomidory, papryki i bakłażany. Okrę, pepino, kiwano, cucamelony, melony i arbuzy. Mam winogrona i kiwi. Naprawdę nie wiem. Jeśli macie dla mnie jakieś warzywniczo-donicowe wyzwanie to chętnie je podejmę. Dajcie tylko znać.

Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

Zrzutka na hosting dla balkonowego warzywnika

Zrzutka na hosting dla balkonowego warzywnika

Drodzy czytelnicy.

Jak wiecie miejsce to powstało z niematerialnej potrzeby dzielenia się moimi doświadczeniami. Naiwnie broniłam się rękami i nogami przed reklamami na blogu. Nie pisałam też artykułów sponsorowanych w formie pieniężnej. I oto….nastał dzień w których rachunek za hosting najzwyczajniej przerósł moje możliwości. W pierwszej wersji kosztować bez miał 800 zł. Zaskoczyło mnie to zupełnie, bo rok rocznie płaciłam około 400 zł plus utrzymanie domeny, czyli jakieś 620 zł. Okazało się że treści blogowe swoje ważą i aktualnie strona zajmuje prawie 70Gb. Pakiet musi więc być 100Gbajtowy. Po negocjacjach z Nazwa.pl ( jestem ich klientką od wielu, wielu lat, dużo dłużej niż istnieje ten blog ) udało nam się zejść do ok. 500 zł plus opłata za domenę i nadal jest to jednorazowo dużo za dużo dla mnie.

Zastanawiałam się czy w ogóle dzielić się z Wami tym moim zmartwieniem, ale zerknęłam w Google Analytics i wygląda na to, że zagląda tu całkiem spora grupa człeniów. Nie mówiąc o tym, że nasza fejsbukowa grupa dobiła do 1000 członków. Jak więc mogę tak bez słowa zniknąć z internetu. Nie mogę.

Pomyślałam o zrobieniu bazarku na rzecz bloga, ale czas nagli, a termin regulacji opłat jest niesłychanie bliski. Bazarek więc pojawi się w przyszłości jeśli zajdzie taka potrzeba, tymczasem…

Zdradziłam się z kłopotem moim moderatorkom z Facebooka i postanowiły wziąć sprawę w swoje ręce. Tak oto powstała zrzutka na rzecz opłat za utrzymanie bloga w sieci: Nie pozwól uschnąć ogrodniczej pasji, zasadź złotówkę!

Jestem niebywale wdzięczna za Wasze zrozumienie i chęć pomocy. Tylko 18 osób zdołało już zebrać kwotę, która w sporej części pokryje koszty utrzymania bloga przez cały rok. Jest to dla mnie tym cenniejsze, że w czasie pandemii każdy obraca złotówkę kilka razy w ręku zanim ją wyda, a potrzebujących jest wielu i ja to doskonale rozumiem. Tym niesamowitsza jest dla mnie chęć pomocy z Waszej strony.

Chciałabym jakoś podziękować tym którzy wparli blog i wymyśliłam, że zrobię dla Was webinar. Dla osób które wpłaciły i wpłacą na zrzutkę odbędzie się webinar na temat jaki sobie wybierzecie.

Jesteście najlepsi ever, i będę pisać dla Was ile sił starczy 🙂

Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

Podsumowanie sezonu 2020 i kilka słów o planach na ten sezon.

Podsumowanie sezonu 2020 i kilka słów o planach na ten sezon.

Z racji na mnogość zmian w moim życiu, które przyszły wraz z Covidem, blogowanie zeszło na dalszy plan. Zajęłam się na poważnie zoopsychologią i trenerką, wróciłam też do szycia i powolutku rozkręcam działania w stronę stworzenia firmy produkującej akcesoria dla psów. Z czegoś trzeba żyć, a blog to tylko wydatki niestety. Nie chcę jednak go zarzucać, wiem bowiem, że po 5 sezonach, zgromadziłam jednak skromne grono czytelników 🙂

To dla Was będę ile sił mi starczy, kontynuować dzieło. Jeśli jednak chcecie się szybko ze mną skontaktować, to polecam stronę blogu na facebooku, oraz grupę. Tam przeniesie się spora część działań. Będą pojawiać się info o webinarach, bo planuje takowe na ten sezon i inne perełki. Tu nadal będę opisywać swoje zmagania z warzywnictwem, pisać artykuły i dzielić się z Wami wiedzą. Nie obejdzie się tez bez prywatnych rozważań 🙂

Sezon 2020

Był trudny. ZZ wpakowała mi się na balkon, chyba po raz drugi odkąd uprawiam na nim warzywa. Pogoda była kapryśna, zbiory umiarkowane. Sporo pomidorów i papryk popsuło się na krzakach, przez ulewne deszcze. Trzeba było czujnie zbierać owoce gdy tylko się zarumieniły. Mam nadzieję, że ten sezon będzie łaskawszy. Zima była prawdziwa, z mrozem i śniegiem, to może i lato będzie mniej kapryśne.

Balkonowy Warzywnik w mediach.

Otóż zostałam poproszona o wywiad dla łódzkiej telewizji lokalnej. Nagrałam krótki materiał 🙂 ale powiem Wam, że nie było to dla mnie łatwe. Sztywna byłam jak kij przed okiem kamery, z resztą sami zobaczcie

Byle do wiosny

Teraz czekam na kolejny sezon, który tuż tuż. Mam zamiar okroić obsadę balkonową do niezbędnego minimum. Pierwsze siewy papryk planuję na połowę lutego. Ostre ograniczę do dosłownie kilku doniczek. Balkon konstrukcyjnie troszkę budzi moja niepewność. Już w zeszłym roku zaczął kruszyć się od spodu. Nie chcę doprowadzić do katastrofy budowlanej, więc sukcesywnie go odchudzam. Ale pojawią się też nowości. Ze wszystkiego będę zdawać relacje na bieżąco.

z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

Kilka słów o hartowaniu i video wycieczka po balkonie

Kilka słów o hartowaniu i video wycieczka po balkonie

W końcu maj. W końcu, bo już mam serdecznie dosyć rozsad w mieszkaniu. Co roku przychodzi ten moment. Gdzie nie spojrzysz stoją rośliny.

Na stoliku kawowym – rozsady.

Na parapetach rozsady.

W kuchni – rozsady. I to w dużej ilości.


W taki deszczowy, zimny dzień jak dzisiejszy po domu chodzi się slalomem, a każde miejsce do którego chociaż trochę dociera światło jest obstawione stojakami. Na szczęście jeszcze tylko dwa tygodnie, i mam nadzieję uwolnimy się.

Tymczasem nagrałam lilmik. Nic ważnego, ot jak wygląda teraz taras i codzienna rutyna hartowania rozsad.
I przy tej okazji  kilka słów właśnie o hartowaniu.

Hartowanie rozsad

Hartowanie rozsad to nic innego jak stopniowe przyzwyczajanie młodych roślin do trudnych warunków atmosferycznych, panujących poza przyjemnym, ciepłym mieszkankiem. Dla rozsad parapetowych jest to szczególnie ważny proces, a to z tego względu, że często trzymamy je w warunkach powodujących mocne wydalikacenie.
Rozsada produkcyjna jest uprawiana w kontrolowanych warunkach wysoce zoptymalizowanych. Dobre oświetlenie, regulowana temperatura powietrza niższa w nocy, wyższa w dzień. Regulowana temperatura podłoża.

Na parapetach nie ma tak dobrze. Tu jest, jak jest. Za gorąco, za ciemno, a czasem za zimno. Skutkuje to często wyciągnięciem rozsad, niedoborami i trudniejszą aklimatyzacją do nowych warunków. To tak jak małym dzieckiem nie wychodzącym na regularne spacery w zimie, wiadomo co się dzieje, byle wietrzyk i zapalenia ucha czy oskrzeli gotowe. Parapetowe rozsady to taki przeciepluszony maluch, dlatego hartowanie należy zaczynać bardzo ostrożnie.

Etap 1

Pierwsze spacery zaczynamy w ciepły, spokojny, niezbyt słoneczny dzień, gdy nasze rozsady mają już dobrze rozwinięty system korzeniowy. Mniej więcej 3 tygodnie przed wysadzeniem ich na miejsce właściwe. Nie należy się z tym zbytnio śpieszyć. Jeśli akurat na dworze wieje lub świeci ostre słońce musimy sztucznie stworzyć takie warunki. Wyznacznikiem jest temperatura, ma być powyżej 15 stopni. Trzeba rośliny osłonić od ewentualnego zbyt dużego wiatru, i nadmiernego słońca. Najlepiej postawić je blisko budynku. Godzina na początek wystarczy.

Zabieg powtarzamy codziennie zwiększając ilość czasu przebywania roślin na dworze. Po 3-4 dniach nasze rośliny są gotowe na kolejne wyzwanie.

Etap 2

Czas na wietrzyk i słońce. Ja w tym etapie, ustawiam rozsady na godzinę w mocniejszym słońcu i nie osłaniam przed wiatrem. Oczywiście mówię o normalnym wietrzyku, nie o huraganie. Trzeba zajrzeć do nich conajmniej 2 razy, sprawdzić czy nie omdlały, bo może tak się zdarzyć. Wtedy trzeba wynieść je do cienia i koniecznie skontrolować nawilgocenie podłoża. Niektóre delikatniejsze papryki zaczynają w ostrym słońcu gwałtownie blaknąć. Takie poparzenie zdarza się szczególnie odmianom o ciemnych liściach. Jeśli zauważycie takie zmiany:


natychmiast w cień z delikwentem.

Po godzinie osłaniam je i pozwalam zostać na dworze w sprzyjającej temperaturze. W zasadzie aż do wieczora, pod warunkiem że nie zacznie mocno padać, albo wiać.

Etap 3

Końcowy etap hartowania. Rozsady wystawiam rano, a chowam dopiero wieczorem, unikając jedynie temperatury niższej niż 13 stopni, mocnego wiatru i ulewnego deszczu. Trzeba sumiennie pilnować podlewania, gdyż w słońcu i wietrze wilgoć z niewielkich pojemników paruje w oka mgnieniu. Zaniedbanie tego skończy się nie tylko omdleniem sadzonki, ale też niedoborami, które pojawią się jeśli zdarzy nam się kilkukrotne przesuszenie rozsady. To efekt nagłego zahamowania pobierania składników odżywczych. Może też spotkać je w wyniku przesuszenia nadmierne zasolenie podłoża ( jeśli podlewacie rośliny nawozem ) i w konsekwencji trudne do naprawienia rozchwianie mineralne.

Moje rozsady są już na 3 etapie co prezentuje mój fim.

Ciekawych zapraszam do oglądania

Marzec, kwiecień…maj

Marzec, kwiecień…maj

Marzec już dawno odszedł  do krainy wspomnień, a i kwiecień dobił do  końca. Mimo panującej epidemii, życie toczyło się swoim rytmem. Większość potrzebnych zasobów miałam i siewy przebiegały bez zakłóceń. Znim wirus wkroczył z impetem w naszą codzienność kupiłam ziemię. Nawozy i wielodoniczki mam z poprzednich lat. Podobnie jak trochę środków wspomagających. Plan był taki, że miałam się ograniczać, a zamiast tego wysiałam wszystkiego dwa razy więcej. Jeszcze przed “pandemią” zaopatrzyłam się w podwyższone grządki, które miały posłużyć za lokum dla borówek. Niestety tych raczej teraz nie kupię, nie uśmiecha mi się bowiem jeździć do miasta do centrum, a krzaki przez internet okazały się totalną porażką. Chciał nie chciał, wróciłam do zalania parapetów falą rozsad. Dużo pomidorów, ale też słodkich papryk i rodzynków. Zrobiłam poza tym sporo rozsad sałat rzymskich i dosiewam je sobie regularnie, by mieć zbiory rozłożone w czasie. Wróciłam do pomysłu posiania buraków, kapust i brokułów. Wysiałam cebulę i szczypior czosnkowy. Niestety słabo mi wzeszły.

Pomidory, które wysiałam pod koniec lutego z niejasnych dla mnie przyczyn pochorowały się. Wyglądały jakbym je przelała, choć nie miało to miejsca.  Nie wszystkie, ale spora ich część. Nie ratowałam ich w zasadzie. Zdecydowałam się na wersję – “przetrwają najsilniejsi”. W ten sposób z 40 sztuk zostało mi 12, a na koniec 6. Poległy takie odmiany jak Dzieckij Słodkij czy Bohun. Pochorowało się Znamienite Bycze Serce, które w zeszłym sezonie biło rekordy plenności. Trudno. Z perspektywy czasu sądzę, że problem pojawił się z powodu zbytniego przesuszenia podłoża a potem obfitego podlania.  Nie byłam na miejscu cały czas, nie kontrolowałam więc wilgotności powietrza i podłoża należycie. Nie miałam tez cierpliwości z leczeniem, bo spokojnie dało by się je uratować. Pozostało z zimowego eksperymentu kilka pysznych odmian i wystarczą mi one na wczesne zbiory. Nowe zasiewy tylko przy kilku odmianach miały podobny problem, ale szybko sobie z nim poradziłam, mogąc reagować na bieżąco. Trochę problemów stwarzała niestabilna aura. Gdy było gorąco podłoże w kubkach nieomal się gotowało, gdy z kolei robiło się chłodno temperatura przy szybie robiła się dla młodych rośłin nieznośna. Z tego powodu zaczęły szczególnie te ustawione najbliżej okna wykazywać przeróżne niedobory temperaturo zależne. Pojawiły się fioletowe spody liści i zażółcone między nerwami końcówki. Nie dziwota gdy w korzeniach raz było ze 40 stopni a potem raptem 15. Musiałam zasłonić wszystkie kubki białymi kartkami i pilnować rotacji, tak by żadna sztuka nie była wystawiona na tak nieznośne warunki cały dzień. Uroki parapetowej uprawy rozsad

Pięknie rosły papryki. Nadal oczywiście rosną, dawno nie miałam takich dorodnych sadzonek. Mam takie zatrzęsienie ostrych odmian, że już zastanawiam się co z nimi będę robić. Moja spiżarka jest pełna suszu z poprzednich lat. W tym roku trzeba im jakiegoś innego przeznaczenia. Może jakieś pasty…?

Nie obyło się oczywiście bez nieprzyjemności. Taras opanowały ślimaki. W zeszłym roku jakiś skubaniec narobił dzieci i podrzucił mi potomstwo w truskawki. Jak tylko zrobiło się cieplej, latorośle wyruszyły na żer. Zjadły mi wszystkie wczesne sałaty, podgryzły nowe pędy truskawek i zabrały się za fioletowy groszek, który dopiero co wyszedł z ziemi. Żarty się skończyły czas wytoczyć działa. Mam ja w zaciszu kuchennej komórki piwo o wdzięcznej nazwie “Rzeźnik” przywiezione z gór przez znajomego. Czekało najwyraźniej okazji, by stać się godnym swego imienia.

 

Nie tylko ślimaki postanowiły urozmaicić mi front wiosennych robót balkonowych. Napadła mnie zielona mszyca. A w zasadzie nie mnie osobiście, tylko poziomki i truskawki, I o ile te drugie radzą sobie z paskudą, to poziomki mają spory problem. Dodatkowo siadła na właśnie pąkujących Kiwi. Ręczne masowe morderswo stało się moją codziennością, podobnie jak oprysk z czosnku. Niestety ten okazał się dla młodych listków Kiwi zbyt mocny. Poparzyłam biedactwo. Mam nadzieję, że mi wybaczy ;(

Kiwi było impulsywnym zakupem w Mrówce w czasie mojej ostatniej wizyty w Kielcach. Chociaż było strasznie zimno w zasadzie od razu po przywiezieniu posadziłam je do skrzyni. I dobrze zrobiłam, Bardzo zwlekało z wypuszczeniem liści, ale teraz wygląda na to, że będzie ładnie rosło. Miałam już kiedyś mini kiwi na balkonie, niestety kupione na targu bez oznaczeń odmiany i informacji czy jest samopylne, czy też potrzebuje partnera. Nigdy nie owocowało, więc w desperacji wysadziłam je pod płot do gruntu i słuch po nim zaginął. Tym razem kupiłam 2 krzaki samopylne i 2 potrzebujące towarzystwa o odpowiedniej płci. Bardzo jestem ciekawa efektu.

Pięknie wypuściła liście Hortensja. W zasadzie myślałam, że nie przeżyje zimy bo zostawiłam ją w małej doniczusi na tarasie, a tu proszę. Niespodzianka. Muszę ją koniecznie przesadzić do większego lokum.

Winogrona ładnie odbiły, choć niestety zbyt późno jeden krzak przycięłam. Soki już w nim ruszyły. Ech. No trudno, jakoś da radę. Zasmarowałam pastą ogrodniczą i przestał płakać. Nie mam doświadczenia z winogronem.

Pogoda ładna, więc co dzień rozsady łykają słonka i wiatru. Ten ostatni nie opuszcza nas prawie wcale niestety. A dziś w końcu spadł deszcz. Cieszy mnie to niezmiernie, bo zasoby deszczówki już dawno zniknęły.
Jeszcze 2 tygodnie i będzie można wysadzać na stałe miejscówki. Nie mogę się doczekać, bo gdzie się nie odwrócę to jakieś sadzonki.
Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

Luty-2020

siewki

Za oknem pada śnieg. Chyba drugi tej zimy, ale i on stopnieje gdy tylko dotknie ziemi. Jest na plusie. Niewiele ponad zero, ale jednak.

Wysiałam…

Parapet w salonie zapełniły pierwsze rozsady. Mam już wysiane papryki i bakłażany. Zupełnie wyjątkowo doszły do nich pomidory. Sama nie wiem czemu w tym roku wysiałam tak wcześnie pewną ich część. Zawsze hamuję wszystkich zapalczywych, bo nauczona doświadczeniem wiem, że sianie w lutym pomidorów bez growboxa z dobrym oświetleniem to z lekka absurdalny pomysł, a w tym roku nie wytrzymałam. W nagłym impulsie, tchnięta chwilową niepoczytalnością, pomyślałam – ” robię w tym roku sadzonki wierzchołkowe”. Pomysł nie wydawał się taki głupi, do czasu gdy wszystko zaczęło kiełkować. A ja się teraz mocno zastanawiam, w którym momencie uderzyłam się w głowę przed tą decyzją. Jeden parapet już mam zajęty, a w inkubatorze czeka 20 sztuk bakłażanów, a bateria papryk już za chwilę będzie do wysadzania w większe doniczki. Gdzie ja to zmieszczę? Nie wiem. Ale to coroczny problem, nic nowego. Na pewnych błędach człowiek się uczy, a inne powiela w nieskończoność. Taka natura.

Wysiałam też sałaty rzymskie i kruche na rozsadniku balkonowym. I szpinak. Ciepluszę go pod włókniną, bo aura jest kapryśna. Jednego dnia 12 stopni, a kolejnego zero.

Historia Bohuna

Znalazłam pewne zgubisko. Otóż dawno, dawno temu jeszcze gdy taras był dopiero raczkującym balkonowym warzywnikiem ( możecie sobie wyobrazić jak dawno – naście lat temu) kupiłam torebkę nasion pomidora o wdzięcznej nazwie Bohun. Myślę, że wszyscy kojarzą powieściowego Bohuna i jego uparty charakter Otóż próbowałam kilka razy na przestrzeni tych nastu lat, i z paczki grubej od nasion ani razu żadne ziarenko nie wykiełkowało. Wkurzyłam się i ciepnęłam Bohuna w jakiś karton razem z różnymi zapomnianymi przydasiami. Tydzień temu, robiąc porządki w suterenie znalazłam ten karton. Normalny człowiek torebkę z napisem ważne do X 2006 roku wywaliłby do śmieci, ale nie ja. Złapałam pierwsze pudełko plastikowe z szafki, dałam na spód papierowy ręcznik, i wysypałam nań całą zawartość torebki z Bohunami. “Ty uparty ośle, albo kiełkujesz, albo czort z tobą” I wiecie co się stało? Otóż tak, mam teraz cztery miniszklarenki małych Bohunków Bardzo to dziwne, czekał przepraszam, tyle lat olewając moje wysiłki, a teraz wykiełkował prawie z połowy nasion.

pomidor Bohun

Bohun jak z opisu wynika jest wczesnym wiotkołodygowym pomidorkiem samokończącym idealnym do donic, ale w każdej szklarence mam ich 12 sztuk ( wybrałam najlepiej rokujące kiełki) co daje pluton z okładem. Co ja zrobię z taką ilością :club2:
Na razie niech rosną. Zobaczymy.

Projekt pomidor

Jeszcze nie ma oddzielnego wpisu na jego temat, ale narodził się w zasadzie w styczniu. Przewiduje testowanie różnych zabiegów pielęgnacyjnych z użyciem przeróżnych gotowych środków. I śpieszę donieść, że trzy testowe sadzonki mają się dobrze. Jedna została już potraktowana Chikosem, druga Algeen-vitem. Może te nadprogramowe Bohuny włączę do testowania.

 

Co z tą książką?

No cóż. Został mi rozdział o chorobach, który jest dość obszerny, a nie mam do niego wszystkich zdjęć. Ale nie to jest główną przyczyną zastopowania prac. Dotknęła mnie bardzo nieprzyjemna sprawa ze sprzętem komputerowym. Mój MacBook Pro po bezmała 3 latach, uległ niespodziewanej, niczym nie sprowokowanej awarii, oj nerw mnie bierze na samą myśl. Opiszę tę sprawę, bo to szczyt wszystkiego moim zdaniem. Firma Apple, którą uważałam jako jedną z nielicznych za godną zaufania, okazała się być producentem elektrośmieci, w niepoważaniu mającym zarówno planetę, jak i własnych klientów. To materiał na oddzielny wpis, który poczynię gdy tylko troszkę spadnie mi ciśnienie, bo nie chcę dostać wylewu przy jego pisaniu. Tak więc, nie mam komputera, część treści książki wyjechała razem z nim do serwisu w Bydgoszczy, a koszt naprawy przekracza moje finansowe możliwości ( ponad trzy tysiące złotych). Tylko dzięki laptopowi mojej córki mogę jakoś ogarniać blog i inne komputerowe kwestie, ale redagowanie na nim poradnika jest niewykonalne. Prace więc stoją w miejscu. Przykro mi. Zastanawiam się nawet czy  zamiast upierać się przy jego kończeniu, nie pozamieniać tego co już napisałam na zeszyty w częściach. Sama już nie wiem.

Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja.

 

Zakupy w sadowniczy.pl-podsumowanie testu

Zakupy w sadowniczy.pl-podsumowanie testu

Minął prawie rok od moich zakupów w sklepie internetowym sadowniczy.pl

Pora na wyciągnięcie wniosków. Zacznę nietypowo od końca, czyli od oceny.

Sklep oceniam na 5/10

Uzasadnienie:

Przesyłka dość długo do mnie szła, a gdy już dotarła, część roślin niestety była w bardzo słabym stanie. Poza tym paczka była w dwóch częściach i naliczono mi podwójną opłatę transportową. Niezbyt fajnie.

Przypomnijmy zamówienie:

Malinotruskawka wcale nie odbiła, połowa truskawek nie wypuściła liści, podobnie stało się z jedną borówką amerykańską. W bardzo kiepskim stanie była grusza, ale po moich wielkich staraniach udało się jej przeżyć sezon.
W bardzo dobrym stanie była gratisowa jabłonka i ona pięknie rosła całe lato. Sprawiło się winogrono, miało piękny kilkumetrowy przyrost. Borówka amerykańska Pink Lemonade wprawdzie nie owocowała, ale była cały sezon zdrowa i ma nowe bardzo ładne przyrosty. Truskawki, te które przeżyły owocowały i były bardzo smaczne. Ładnie zimują, myślę, że będzie z nich pożytek w tym sezonie. A siatka na krety spełnia swoje zadanie.

Zakupy w tym sklepie przypominają trochę los na loterii. Można trafić świetne rośliny, które pięknie rosną i dają fajne plony; ale można też mieć pecha i otrzymać coś, co nawet listka nie uroni.  Oczywiście sklep posiada procedurę reklamacji, ale z tego co widzę w komentarzach klientów, jest ona dość opieszała. Szczerze to nie próbowałam reklamować roślin które umarły, może szkoda. Nie miałam do tego głowy, ani czasu bo wiosna to czas wzmożonych prac ogrodniczych, zbyt cenny czas by trwonić go na użeranie się z internetowym sklepem.
Czy sklep polecam? No nie wiem….Kolorowe obrazki kuszą, oferta jest bardzo obfita. Powiem tak, jeśli ktoś lubi hazard, ma stalowe nerwy i jest gotów stoczyć walkę na polu reklamacji w razie kiepsko wylosowanych egzemplarzy to spoko, można próbować. Jeśli natomiast jesteście z tych, których takie przygody zbyt wiele psychicznie kosztują – podarowałabym sobie. Tym bardziej, że sklep nie należy do tanich.

 

Podsumowanie sezonu

suszone ostre papryki

Nie tak miało być. Ale życie jak zwykle pisze własne scenariusze, nie zawsze biorąc pod uwagę moje zakrojone na szeroką skalę plany.

Miałam dokończyć książkę, a leży odłogiem, wprawdzie prawie napisana, ale nie oprawiona w ilustracje.

Miałam zbierać nasiona z Dwarfów, by otworzyć sklepik z tymi trudno dostępnymi w Polsce odmianami, ale pod koniec sierpnia moje uprawy nawiedziły plagi egipskie i zbieranie nasion  w tej sytuacji byłoby conajmniej kontrowersyjne, a już napewno nieodpowiednie do przeznaczenia handlowo-populizatorskiego. Na szczęście kilka najważniejszych dla mnie odmian, zebrałam wcześniej.

Miałam fotografować każdy krzak z każdą odmianą, a zrobiłam jedynie połowę dokumentacji, bo w czasie jednej z ulewnych burz, opisy zrobione na powlekanych folią papierze zostały kompletnie zniszczone i odmiany posadzone w zbiorczych skrzyniach straciły imiona.

Ale żeby nie było, że same sęki, to sezon uważam za całkiem udany. Pomidorów było może trochę mniej niż w dwóch poprzednich sezonach, ale ładnie rozłożyły się w czasie z owocowaniem i długo w jesienne chłody zostało mi kilka krzaków opierających alternariozie i ZZ. Tak. W tym roku po raz pierwszy od niepamiętnych czasów miałam dwa przypadki ZZ na tarasie. Na szczęście, choroba postępowała powoli i tylko nieliczne owoce były do wyrzucenia. Szybciorem więc pozbyłam się tych ognisk zapalnych, nawet nie próbując stosowania jakichś prewencyjnych środków.

Pięknie plonowały truskawki. Sprawiły się krzaki z zeszłorocznych rozłogów, ukorzenionych przeze mnie. Natomiast sadzonki Frigo, które kupiłam via internet w sadowniczy.pl w niczym nie przypominają tych gęstych krzaków ze ich zdjęć. Jedyna zaleta to smak. Są naprawdę pyszne i całkiem spore, choć nie powalają plennością. Może w przyszłym sezonie pokażą co potrafią.

Jestem niesamowicie zadowolona z borówek amerykańskich. Baaardzo długo dojrzewały, jeszcze na początku listopada zbieram ostatnie owoce, ale było ich naprawdę dużo jak na dwa krzaczki, i miały dużo wyrazistrzy smak niż te kupowane na tackach w markecie. Nie owocująca Pink Lemon ma piękne nowe przyrosty i nadal ma liście mimo, że już grudzień. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie doczekam się z niej owoców.

Same siebie przeszły papryki. I to zarówno ostre jak i słodkie. Fakt, mogłyby wejść w owocowanie nieco wcześniej, ale to moja wina, bo wysiewałam wszystkie dość późno. Tak czy inaczej krzaki były dosłownie oblepione paprykami. Mam też nowego faworyta, kundelek chili do złudzenia przypominający marketowe owoce osiągną idealny dla mnie stopień ostrości. Mogę go chrupać jak jabłko, bez strachu, że dostanę kapsaicynowej czkawki i będę próbowała w niekontrolowanym szale wypić pobliską Nidę.  Trudno w prawdzie orzec, czy uda się powtórzyć tą idealną proporcję smaków w następnym pokoleniu, ale nie omieszkam tego sprawdzić.

Były ogórki, choć bardzo dokuczał im mączniak. Były marchewki, choć ich wielkość i wygląd pozostawiały raczej sporo do życzenia. Doskonale wyszły mi rodzynki brazylijskie. W tym roku po raz pierwszy nie usychały mi na krzakach liście. Znacząco zwiększyłam nawożenie, wniosek – w poprzednich latach po prostu je głodziłam.

Z ziół mało korzystałam, a posadziłam fantastyczne odmiany mięty i oregano. Sama nie wiem dlaczego, chyba z racji na niedoczas nie było w tym roku zbyt wielu kuchennych szaleństw. Jeszcze na biegu pomroziłam sobie mieszane pakiety do zup na zimę. Bardzo chorowała mi przemarznięta w zimie i przelana na wiosnę szałwia. Zatkał się odpływ w skrzyni , a ja nie zauważyłam tego i nieszczęście gotowe. Po raz pierwszy od wielu sezonów nie mogłam się cieszyć jej kwiatami, a szalenie je lubię.

Posiane zbyt późno cyklantery dopiero w październiku zawiązywały pierwsze owoce. Wystarczyło by troszkę skubnąć ich jeszcze przed jesienią i zebrać parę nasion na następny sezon.

Natomiast dwa posadzone w skrzyni szlachetne winogrona wcale nie chciały rosnąć i przebimbały cały sezon w zasadzie nie wypuszczając odrostów. Trzecia odmiana była bardziej łaskawa, wyrósł jej pęd na jakieś 5m, już zaglądający sąsiadowi na górny balkon. Powinna owocować w przyszłym roku, jeśli nie przemarznie w zimę w tej skrzyni.

Ot tyle. Pomidory poszły w dużej mierze w słoiki. Papryki ostre ususzyłam, a słodkie schrupaliśmy żywcem sukcesywnie ściągając je z krzaków. Już nie nawożę, jedynie podlewam, ale i podlewanie z racji na zimne noce mocno ograniczyłam. Jako jednak, że nawet teraz noce są powyżej zera, niczego z tarasu nie ściągnęłam.

Muszę się przyznać, że zostawiłam totalny bałagan, wyjeżdżając do miasta, dziś więc był ten moment. Szybkie sprzątanie, ściągnięcie cieniówki, zdemontowanie systemu nawadniania. Tak, do tej pory bujał i nawadniał po troszku skrzynie. Jako, że sporadycznie zaglądam na taras z racji na dzielące nas o tej porze roku kilometry, nawadnianie było niezbędne by stojące pod dachem skrzynie a w nich truskawki, winogrona i zioła nie uschły na wiór. No ale mamy już jakby nie patrzeć grudzień. Jakoś tak zleciało, w tej jesiennej aurze.

Tak czy inaczej można już planować kolejny sezon.

 

 

 

Znowu jesień – wrzesień

Explosive Ember

Trzeba przyznać, że nie czuje się nadchodzącej jesieni. Ciepło, przyjemnie, słonecznie. U mnie wrzesień zaczął się pod znakiem papryk. Jest ich mnóstwo i to zarówno słodkich jak i ostrych. O ile słodkie schodzą na pniu do kanapek i sałatek, to ostre gromadzą mi się na parapetach, albo schną naturalnie w słonku na krzakach. Nie jestem jakaś wybitnie zakręcona na punkcie paprykowych odmian, choć jest ich pewnie tyle co pomidorowych. Raczej poruszam się w trybikach pewnego ustalonego rodzinnie kanonu, czyli trochę słodkich ale nie dużych, kilka krzaków papryk pomidorowych do upieczenia i na leczo, oraz ostre, ale nie za ostre. Nikt u mnie nie ma podniebienia mogącego pokonać kapsainocynowe wyższe sfery, nie sieję takoż żadnych Reaperów czy Skorpionów, bo i komu 🙂

Rok rocznie  sieję za to jakąś ostrą paprykę o mini owocach, o średnim wysyceniu piekielności. W tym roku była to Sangria Chili, o dużych krzakach, i niziutka fioletowa Explosive Ember, która o dziwo wyszła mi słodka. Musiała skundlić się poprzedniemu właścicielowi ( nasiona z wymiany), nie będę jej więc powtarzać, choć urody jej nie można odmówić.

Zaskoczeniem była dla mnie Aji Pineapple, miałam jakieś kilka nasionek z wymiany, dość leciwych, udało im się jednak wykiełkować. Porosły mi piękne, wiotkie krzaki, które najpierw obsypały się gęstym białym kwieciem, a potem…dosłownie z każdego kwiatka wyrósł owoc. Było ich takie mnóstwo, że nie wiedziałam co z nimi robić. Niestety żółte odmiany niezbyt dobrze się suszą, wiszą więc ku ozdobie. Zdejmę je pewnie przed przymrozkami, a narazie mężu pogryza je do wszystkiego.

Ogólnie lubię papryki Aji, miałam już Aji Lemon o orzeźwiającej ostrości i Aji Imbambura, która rosła w krzak imponujących rozmiarów. Pasuje mi ich wyrazista ostrość i zdobność. No i plenność. W przyszłym sezonie też sobie jakąś sprawię, a co! 🙂

Co sezon sadzę odmianę Peter Pepper znaną też pod nazwą Red Penis Pepper lub swojskim przydomkiem papryfiutek 😉 Od kilku lat poluję na jej pomarańczowa odmianę, więc gdyby ktoś miał, to jestem chętna.

Peter Pepper jest wdzięczna odmianą. Ładnie rośnie, ma zwarte krzaczki i obficie owocuje. Ma ostrość znośną 10,000 23,000 SHU, dobrą w zasadzie do wszystkiego.

 

Na początku wyglądają niepozornie, pomarszczone jakby zniekształcone owoce, koniecznie trzeba z nich zdejmować  okwiat, bo inaczej przewężenia w miejscach gdzie resztki po kwitnieniu uschną na owocu, pozostaną na stałe.
Ten konkretny krzaczek miał akurat czubate końcówki, czyli nie do końca takie jak powinny być.

Są jeszcze dwie odmiany ostre, które ze względu na smak oraz wyjątkową urodę są kultywowane w balkonowym warzywniku od prawie początków jego istnienia. Mówię tu o Jamaican Hot Red i Jamaican Hot Yellow. Śliczne kolorowe grzybki nie są jakoś przerażająco ostre, bo tylko 100.000 ~ 200.000 SHU, ale jest to już zdeklarowana ostrość, nie ma to tamto. To więcej ostrości niż w sosie Tabasco, podpowiem dla lepszego zobrazowania. Ich ostrość jest jednak przyjemna, nie tak paląco, drażniąca jak niektórych innych znanych mi odmian o podobnym miejscu w skali Scoville’a. I mają jeszcze jednego plusa ode mnie, pięknie się suszą i to zarówno czerwona jak i żółta wersja.

Jamajkan Yellow Hot w fazie dojrzewania.
Jamajkan Red Hot, w pełni dojrzała
Suszone Jamajkan Hot Red I Yellow, nie tracą koloru nie łapią żadnej pleśni.

Wszystkie papryki nawożę tak samo, czyli na początku nawozami mineralnymi, a potem naturalnymi, o wysokiej zawartości potasu. Rzadko miewam niedobory, a i chorób raczej nie bywa. Czasami pojawiają się mszyce, w tym roku jednak jakoś ominęły taras. Czasami czepią się przędziorki, ale te upodobały sobie u mnie bakłażany, paprykom jakoś nie wchodzą w paradę. Niczym więc nie zmącone rosną, kwitną i owocują, owocują, owocują…

Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja popijam ze spokojem kawę na tarasie i delektuję się widokiem moich papryk.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

W czasie suszy…pomidory owocują

W czasie suszy…pomidory owocują

Sierpień minął pod znakiem suszy. Gdyby nie zgromadzone wcześniej beczki deszczówki i skrzętnie dawkowane zasoby wody wodociągowej, ze zbiorów nie byłoby dane nam się cieszyć. Starałam się bardzo ekonomicznie gospodarować wodą, wszystkie donice dostały więc podstawki, pod skrzynie podłożyłam łapacze a podlewanie rozkładałam na raty, by korzenie dały radę wchłonąć wilgoć bez najmniejszej straty.

Pomidory owocowały jak zwykle z wielkim bum. Wszystkie prawie na raz, nie szło ogarnąć tego ogromu. Starałam się fotografować je i opisywać na bieżąco, ale oczywiście pogubiłam się gdzieś w połowie tematu.

Jest jeszcze jeden pomidor, którego historię chciałabym przytoczyć. To Xanadu Green Goddess, którego nasionko dostałam od znajomej forumowiczki. Bardzo chciałam go mieć, więc mimo sporych nadwyżek sadzonek, wysiałam. Pech chciał, że moja jedyna “bogini” miała feler.

 

Nie mam pojęcia skąd wzięła się ta wada. Podejrzewałam wirusa, ale ponieważ po operacji odcięcia czubka i ukorzenienia go, roślina już rosła dalej bez zakłóceń, zakwitła i zaowocowała, myślę, że była to jakaś wada rozwojowa i nie dociekam co było przyczyną. Bywa. Cieszę się, że udało mi się ją uratować i spróbować. Odmiana ma ciekawy smak, słodkawa, ale jakby z korzenną nutą, która trąci egzotyką. Ciekawy pomidorek.

Tak minął sierpień, zbieranie pomidorów, zaprawianie pomidorów, podcinanie pomidorów i nawożenie pomidorów. Cała reszta nie wymagała aż takiej atencji. Papryki rosły i wchodziły kolejno w owocowanie, truskawki cały czas dawały owoce, borówki dojrzewały i dojrzewały…Skończyły się mizuny i chociaż ambitnie dosiewałam je co jakiś czas, temperatury i brak wody nie ułatwiały im życia. W moment kwitły, nie dając zbyt dużej ilości liści.

Koniec.

Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

 

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close