Podsumowanie sezonu

suszone ostre papryki

Nie tak miało być. Ale życie jak zwykle pisze własne scenariusze, nie zawsze biorąc pod uwagę moje zakrojone na szeroką skalę plany.

Miałam dokończyć książkę, a leży odłogiem, wprawdzie prawie napisana, ale nie oprawiona w ilustracje.

Miałam zbierać nasiona z Dwarfów, by otworzyć sklepik z tymi trudno dostępnymi w Polsce odmianami, ale pod koniec sierpnia moje uprawy nawiedziły plagi egipskie i zbieranie nasion  w tej sytuacji byłoby conajmniej kontrowersyjne, a już napewno nieodpowiednie do przeznaczenia handlowo-populizatorskiego. Na szczęście kilka najważniejszych dla mnie odmian, zebrałam wcześniej.

Miałam fotografować każdy krzak z każdą odmianą, a zrobiłam jedynie połowę dokumentacji, bo w czasie jednej z ulewnych burz, opisy zrobione na powlekanych folią papierze zostały kompletnie zniszczone i odmiany posadzone w zbiorczych skrzyniach straciły imiona.

Ale żeby nie było, że same sęki, to sezon uważam za całkiem udany. Pomidorów było może trochę mniej niż w dwóch poprzednich sezonach, ale ładnie rozłożyły się w czasie z owocowaniem i długo w jesienne chłody zostało mi kilka krzaków opierających alternariozie i ZZ. Tak. W tym roku po raz pierwszy od niepamiętnych czasów miałam dwa przypadki ZZ na tarasie. Na szczęście, choroba postępowała powoli i tylko nieliczne owoce były do wyrzucenia. Szybciorem więc pozbyłam się tych ognisk zapalnych, nawet nie próbując stosowania jakichś prewencyjnych środków.

Pięknie plonowały truskawki. Sprawiły się krzaki z zeszłorocznych rozłogów, ukorzenionych przeze mnie. Natomiast sadzonki Frigo, które kupiłam via internet w sadowniczy.pl w niczym nie przypominają tych gęstych krzaków ze ich zdjęć. Jedyna zaleta to smak. Są naprawdę pyszne i całkiem spore, choć nie powalają plennością. Może w przyszłym sezonie pokażą co potrafią.

Jestem niesamowicie zadowolona z borówek amerykańskich. Baaardzo długo dojrzewały, jeszcze na początku listopada zbieram ostatnie owoce, ale było ich naprawdę dużo jak na dwa krzaczki, i miały dużo wyrazistrzy smak niż te kupowane na tackach w markecie. Nie owocująca Pink Lemon ma piękne nowe przyrosty i nadal ma liście mimo, że już grudzień. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie doczekam się z niej owoców.

Same siebie przeszły papryki. I to zarówno ostre jak i słodkie. Fakt, mogłyby wejść w owocowanie nieco wcześniej, ale to moja wina, bo wysiewałam wszystkie dość późno. Tak czy inaczej krzaki były dosłownie oblepione paprykami. Mam też nowego faworyta, kundelek chili do złudzenia przypominający marketowe owoce osiągną idealny dla mnie stopień ostrości. Mogę go chrupać jak jabłko, bez strachu, że dostanę kapsaicynowej czkawki i będę próbowała w niekontrolowanym szale wypić pobliską Nidę.  Trudno w prawdzie orzec, czy uda się powtórzyć tą idealną proporcję smaków w następnym pokoleniu, ale nie omieszkam tego sprawdzić.

Były ogórki, choć bardzo dokuczał im mączniak. Były marchewki, choć ich wielkość i wygląd pozostawiały raczej sporo do życzenia. Doskonale wyszły mi rodzynki brazylijskie. W tym roku po raz pierwszy nie usychały mi na krzakach liście. Znacząco zwiększyłam nawożenie, wniosek – w poprzednich latach po prostu je głodziłam.

Z ziół mało korzystałam, a posadziłam fantastyczne odmiany mięty i oregano. Sama nie wiem dlaczego, chyba z racji na niedoczas nie było w tym roku zbyt wielu kuchennych szaleństw. Jeszcze na biegu pomroziłam sobie mieszane pakiety do zup na zimę. Bardzo chorowała mi przemarznięta w zimie i przelana na wiosnę szałwia. Zatkał się odpływ w skrzyni , a ja nie zauważyłam tego i nieszczęście gotowe. Po raz pierwszy od wielu sezonów nie mogłam się cieszyć jej kwiatami, a szalenie je lubię.

Posiane zbyt późno cyklantery dopiero w październiku zawiązywały pierwsze owoce. Wystarczyło by troszkę skubnąć ich jeszcze przed jesienią i zebrać parę nasion na następny sezon.

Natomiast dwa posadzone w skrzyni szlachetne winogrona wcale nie chciały rosnąć i przebimbały cały sezon w zasadzie nie wypuszczając odrostów. Trzecia odmiana była bardziej łaskawa, wyrósł jej pęd na jakieś 5m, już zaglądający sąsiadowi na górny balkon. Powinna owocować w przyszłym roku, jeśli nie przemarznie w zimę w tej skrzyni.

Ot tyle. Pomidory poszły w dużej mierze w słoiki. Papryki ostre ususzyłam, a słodkie schrupaliśmy żywcem sukcesywnie ściągając je z krzaków. Już nie nawożę, jedynie podlewam, ale i podlewanie z racji na zimne noce mocno ograniczyłam. Jako jednak, że nawet teraz noce są powyżej zera, niczego z tarasu nie ściągnęłam.

Muszę się przyznać, że zostawiłam totalny bałagan, wyjeżdżając do miasta, dziś więc był ten moment. Szybkie sprzątanie, ściągnięcie cieniówki, zdemontowanie systemu nawadniania. Tak, do tej pory bujał i nawadniał po troszku skrzynie. Jako, że sporadycznie zaglądam na taras z racji na dzielące nas o tej porze roku kilometry, nawadnianie było niezbędne by stojące pod dachem skrzynie a w nich truskawki, winogrona i zioła nie uschły na wiór. No ale mamy już jakby nie patrzeć grudzień. Jakoś tak zleciało, w tej jesiennej aurze.

Tak czy inaczej można już planować kolejny sezon.

 

 

 

Znowu jesień – wrzesień

Explosive Ember

Trzeba przyznać, że nie czuje się nadchodzącej jesieni. Ciepło, przyjemnie, słonecznie. U mnie wrzesień zaczął się pod znakiem papryk. Jest ich mnóstwo i to zarówno słodkich jak i ostrych. O ile słodkie schodzą na pniu do kanapek i sałatek, to ostre gromadzą mi się na parapetach, albo schną naturalnie w słonku na krzakach. Nie jestem jakaś wybitnie zakręcona na punkcie paprykowych odmian, choć jest ich pewnie tyle co pomidorowych. Raczej poruszam się w trybikach pewnego ustalonego rodzinnie kanonu, czyli trochę słodkich ale nie dużych, kilka krzaków papryk pomidorowych do upieczenia i na leczo, oraz ostre, ale nie za ostre. Nikt u mnie nie ma podniebienia mogącego pokonać kapsainocynowe wyższe sfery, nie sieję takoż żadnych Reaperów czy Skorpionów, bo i komu 🙂

Rok rocznie  sieję za to jakąś ostrą paprykę o mini owocach, o średnim wysyceniu piekielności. W tym roku była to Sangria Chili, o dużych krzakach, i niziutka fioletowa Explosive Ember, która o dziwo wyszła mi słodka. Musiała skundlić się poprzedniemu właścicielowi ( nasiona z wymiany), nie będę jej więc powtarzać, choć urody jej nie można odmówić.

Zaskoczeniem była dla mnie Aji Pineapple, miałam jakieś kilka nasionek z wymiany, dość leciwych, udało im się jednak wykiełkować. Porosły mi piękne, wiotkie krzaki, które najpierw obsypały się gęstym białym kwieciem, a potem…dosłownie z każdego kwiatka wyrósł owoc. Było ich takie mnóstwo, że nie wiedziałam co z nimi robić. Niestety żółte odmiany niezbyt dobrze się suszą, wiszą więc ku ozdobie. Zdejmę je pewnie przed przymrozkami, a narazie mężu pogryza je do wszystkiego.

Ogólnie lubię papryki Aji, miałam już Aji Lemon o orzeźwiającej ostrości i Aji Imbambura, która rosła w krzak imponujących rozmiarów. Pasuje mi ich wyrazista ostrość i zdobność. No i plenność. W przyszłym sezonie też sobie jakąś sprawię, a co! 🙂

Co sezon sadzę odmianę Peter Pepper znaną też pod nazwą Red Penis Pepper lub swojskim przydomkiem papryfiutek 😉 Od kilku lat poluję na jej pomarańczowa odmianę, więc gdyby ktoś miał, to jestem chętna.

Peter Pepper jest wdzięczna odmianą. Ładnie rośnie, ma zwarte krzaczki i obficie owocuje. Ma ostrość znośną 10,000 23,000 SHU, dobrą w zasadzie do wszystkiego.

 

Na początku wyglądają niepozornie, pomarszczone jakby zniekształcone owoce, koniecznie trzeba z nich zdejmować  okwiat, bo inaczej przewężenia w miejscach gdzie resztki po kwitnieniu uschną na owocu, pozostaną na stałe.
Ten konkretny krzaczek miał akurat czubate końcówki, czyli nie do końca takie jak powinny być.

Są jeszcze dwie odmiany ostre, które ze względu na smak oraz wyjątkową urodę są kultywowane w balkonowym warzywniku od prawie początków jego istnienia. Mówię tu o Jamaican Hot Red i Jamaican Hot Yellow. Śliczne kolorowe grzybki nie są jakoś przerażająco ostre, bo tylko 100.000 ~ 200.000 SHU, ale jest to już zdeklarowana ostrość, nie ma to tamto. To więcej ostrości niż w sosie Tabasco, podpowiem dla lepszego zobrazowania. Ich ostrość jest jednak przyjemna, nie tak paląco, drażniąca jak niektórych innych znanych mi odmian o podobnym miejscu w skali Scoville’a. I mają jeszcze jednego plusa ode mnie, pięknie się suszą i to zarówno czerwona jak i żółta wersja.

Jamajkan Yellow Hot w fazie dojrzewania.
Jamajkan Red Hot, w pełni dojrzała
Suszone Jamajkan Hot Red I Yellow, nie tracą koloru nie łapią żadnej pleśni.

Wszystkie papryki nawożę tak samo, czyli na początku nawozami mineralnymi, a potem naturalnymi, o wysokiej zawartości potasu. Rzadko miewam niedobory, a i chorób raczej nie bywa. Czasami pojawiają się mszyce, w tym roku jednak jakoś ominęły taras. Czasami czepią się przędziorki, ale te upodobały sobie u mnie bakłażany, paprykom jakoś nie wchodzą w paradę. Niczym więc nie zmącone rosną, kwitną i owocują, owocują, owocują…

Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja popijam ze spokojem kawę na tarasie i delektuję się widokiem moich papryk.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

W czasie suszy…pomidory owocują

W czasie suszy…pomidory owocują

Sierpień minął pod znakiem suszy. Gdyby nie zgromadzone wcześniej beczki deszczówki i skrzętnie dawkowane zasoby wody wodociągowej, ze zbiorów nie byłoby dane nam się cieszyć. Starałam się bardzo ekonomicznie gospodarować wodą, wszystkie donice dostały więc podstawki, pod skrzynie podłożyłam łapacze a podlewanie rozkładałam na raty, by korzenie dały radę wchłonąć wilgoć bez najmniejszej straty.

Pomidory owocowały jak zwykle z wielkim bum. Wszystkie prawie na raz, nie szło ogarnąć tego ogromu. Starałam się fotografować je i opisywać na bieżąco, ale oczywiście pogubiłam się gdzieś w połowie tematu.

Jest jeszcze jeden pomidor, którego historię chciałabym przytoczyć. To Xanadu Green Goddess, którego nasionko dostałam od znajomej forumowiczki. Bardzo chciałam go mieć, więc mimo sporych nadwyżek sadzonek, wysiałam. Pech chciał, że moja jedyna “bogini” miała feler.

 

Nie mam pojęcia skąd wzięła się ta wada. Podejrzewałam wirusa, ale ponieważ po operacji odcięcia czubka i ukorzenienia go, roślina już rosła dalej bez zakłóceń, zakwitła i zaowocowała, myślę, że była to jakaś wada rozwojowa i nie dociekam co było przyczyną. Bywa. Cieszę się, że udało mi się ją uratować i spróbować. Odmiana ma ciekawy smak, słodkawa, ale jakby z korzenną nutą, która trąci egzotyką. Ciekawy pomidorek.

Tak minął sierpień, zbieranie pomidorów, zaprawianie pomidorów, podcinanie pomidorów i nawożenie pomidorów. Cała reszta nie wymagała aż takiej atencji. Papryki rosły i wchodziły kolejno w owocowanie, truskawki cały czas dawały owoce, borówki dojrzewały i dojrzewały…Skończyły się mizuny i chociaż ambitnie dosiewałam je co jakiś czas, temperatury i brak wody nie ułatwiały im życia. W moment kwitły, nie dając zbyt dużej ilości liści.

Koniec.

Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

 

Zagadkowo więdnąca rozsada bakłażana

Zagadkowo więdnąca rozsada bakłażana

Dziś na tapecie nagły prawie zgon i cudowne ozdrowienie. A było to tak…

Szykowałam rozsady do przeprowadzki od samego rana. Z racji na słabe oświetlenie w mieszkaniu i parapet, który nie chce mimo mych próźb, rozciągnąć się w żaden sposób, postanowiłam większe egzemplarze zawieźć na wieś.

Wczoraj 20 stopni, a dziś 5, więc musiałam rozsady choć trochę zabezpieczyć.

Na  niższej półce mojej PRLowskiej konsolki stały sobie 3 bakłażany.  Wszystkie wysadzone do nowych kubków z dodatkiem mikoryzy uniwersalnej kilka dni temu. Pakuję ja je na paletkę, a tu jeden wygląda jak zdechła ryba Ki diabeł?

Oba liścienie kompletnie zwiędnięte, starsze liście też lekko zdechnięte. Symetrycznie, więc raczej nie furazyjne więdnięcie, które przyszło mi do głowy w pierwszym momencie. Mój mózg wygrzebywał ze wszystkich zakamarków wszelkie przypadki zwiędnięć, jakie przytrafiły mi się w czasie mojej ogrodniczej “kariery”. Zdarzyło mi się zostawić przez przypadek rozsady papryk na balkonie na noc przy temperaturze w okolicy 0 stopni. Efekt był bardzo podobny. Dawno temu zalałam też rozsadę pomidora, to też dało bardzo bliskie dzisiejszemu przypadkowi, objawy. Co jeszcze? Więdnące arbuzy, to akurat był grzyb. No i rozsady postawione zbyt blisko szyby w słoneczny dzień. To jednak żaden z tych przypadków. Może w takim razie ziemiórki. Już lata tego tałatajstwa trochę. Niestety podłoża kupne zawierają często taki gratis, i i tym razem też dostała mi się paczka z ziemiórkami. Jeśli to atak szkodnika na korzenie, to nie pomoże nic poza wymianą podłoża. A może zareagował tak na mikoryzę?

 

Nie wdając się dalej w rozważania, wyciągnęłam delikwenta za uszy z doniczki. Na szczęście akurat miałam w czajniku, ostudzoną przegotowaną wodę. Solidne płukanie korzeni i areszt w szklance z przegotowaną wodą na kilka godzin. Najwyżej stracę jedną rozsadę, nie ma co panikować.


Mam tej odmiany na szczęście dwie sadzonki. To  bakłażan Kamo.

Po 5 godzinach, gdy wróciłam do domu, bakłażan w szklance przywitał mnie na baczność  i co Wy na to?

Cudowne ozdrowienie po kilku godzinach płukania korzeni w przegotowanej wodzie

Obejrzałam dokładnie ziemię w której mieszkał. Nie widzę w niej larw. Nawilgocenie też w granicach normy. Mogłoby to jeszcze być nieprawidłowe pH, ale gdyby tak było, padłyby wszystkie rozsady sadzone w tej samej ziemi, a nie jedna. No i nie wiem.

Na razie, po dwóch godzinach w nowej ziemi, wygląda normalnie.


Zobaczymy jak będzie się czuł jutro.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Fioletowe ziemniaki będą w tym roku w balkonowym warzywniku

Fioletowe ziemniaki będą w tym roku w balkonowym warzywniku

Nie miałam w zeszłym roku jakiegoś spektakularnego sukcesu w uprawie balkonowych ziemniaków i miałam raczej temat potraktować w kategorii jednorazowego eksperymentu. Tymczasem kilka dni temu przyszła do mnie paczka z trzema kilogramami fioletowych sadzeniaków.

No dobra, nie da rady się wywinąć. Będzie więc wedle sztuki ogrodniczej uprawa w worach. Można kupić gotowe worki dedykowane do uprawy ziemniaków i w takie mam zamiar się na tą okoliczność, zaopatrzyć.

Nie przepadam za tą formą, ale skrzynki “rosnącej” nie chce  mi się konstruować, a do worka można zgrabnie dosypywać wedle potrzeb.  Skrzynie, które w zeszłym roku służyły ziemniakom, w tym sezonie będą miały innych lokatorów, posadzę w nich winogrona. Nie ma więc rady.

Dla tych, którzy nie mieli okazji uprawiać ziemniaków w pojemnikach pokrótce przybliżę tu temat:

Ziemniaki, jako że interesuje nas część podziemna, uprawia się dosypując ziemię do pojemnika w trakcie ich wzrostu. Chodzi o to by przyrastające  bulwy były jak najszczelniej odseparowane od słonecznego światła.

Krok 1 – wybór odmiany

Pisałam już o tym, więc nie będę wdawać się w szczegóły. Jako, że na balkonach mamy ograniczenia, najlepszym rozwiązaniem są odmiany o małych bulwach, nie produkujące wielkich liściowych krzaków. Nie nadają się też zazwyczaj na sadzeniaki ziemniaczki z marketów, bo skropione chemią przeciw kiełkowaniu, będą opierać się naszym próbom. Jeśli macie możliwość kupienia już lekko skiełkowanych sadzeniaków, wyśmienicie.

Krok 2 – przygotowanie sadzeniaków

W zasadzie tylko małe ziemniaczki wielkości piłki golfowej powinno sadzić się w całości. Jeśli akurat takie macie, luksus, całe do ziemi, jeśli nie  – dzielimy bulwę na części w taki sposób, by na każdej pozostały dwa, trzy oczka. Teraz musimy dać im obeschnąć. Nie sadzimy świeżo pociętych kawałków do ziemi. Najlepiej postawić je gdzieś w suchym miejscu, w słońcu, na 3-4 dni. Może być parapet. Powinny ładnie obeschnąć. Jeśli zaczną podgniwać nie nadają się do sadzenia.

Krok 3 – sadzenie

Mamy worek? Ok. Teraz ziemia. Na dwie miary ziemi ogrodowej ( powiedzmy uniwersalnej workowanej ) jedna miara kompostu ( swojego lub kupnego ) Mamy to? No to dalej…każdy kawałek ziemniaka przygotowany wcześniej sadzimy w worku, w dołku głębokim na ok.14 cm oczkiem do góry, cięciem do dołu. Między sadzeniakami zostawiamy odległość ok. 20cm. Aaaaaa, widzicie? Dopiero teraz widać jak duży powinien być worek. Tak duży, ile kawałków bulw chcecie posadzić.

A kiedy sadzimy? Dobre pytanie. Teoretycznie można wcześniej niż ziemniaki w gruncie, ale wiąże się to z pewnym niebezpieczeństwem dla pomidorów, jeśli i je zamierzacie uprawiać na balkonie. Już tłumaczę.

Zaraza ziemniaczana, która jest zmorą nieziemską, za przyczyną grzyba Phytophthora, rozwija się na zarażonych ziemniakach. Jeśli sadzeniaki, które umieściliście w workach były nosicielami grzyba, ten wcześniej czy później trafi na liście Waszych pomidorów. I rozchodzi się tu o to “wcześniej” właśnie. Jeżeli posadzimy ziemniaki w maju, potencjalny wysyp zarodników grzyba przypadnie na sierpień. Miesiąc ten jest zazwyczaj gorący i suchy, a nasz Phytophthorek- potworek potrzebuje wilgoci i chłodu. Zaraza ma szansę wcale się nie rozwinąć. Jeśli jednak zdecydujemy się na wcześniejsze sadzenie ziemniaczków i zarodniki pójdą w powietrze w lipcu…. gdy deszcze potencjalnie są najobfitsze, no sami sobie odpowiedzcie. Oczywiście posadzone przez Was ziemniaczki mogą wcale nie mieć w sobie grzyba, a zaraza i tak pomidory dopadnie. Przenosi się bowiem z wiatrem na duże odległości. Dobra nie o zarazie ziemniaczanej miało być. Sadzimy od kwietnia (jeśli możemy zapewnić roślinom komfort cieplny i uchronić je przed przymrozkami) do maja.

Krok 4 – zakopywanie i nawożenie

W workach z nawożeniem, jeśli zastosujecie ziemię kompostową w podanych powyżej proporcjach, można się wstrzymać, jeśli jednak zastosujecie podłoże ubogie w kompost to  troszkę nawozu się ziemniakom przyda.  Bulwy ziemniaka , jak wspominałam, niczym wampiry, muszą żyć w ciemności, więc przy każdych 20cm przyrostu pędów trzeba do worka dorzucić 10 cm ziemi.  Odpowiednim nawozem  do zmieszania z podłożem, będzie nawóz niskoazotowy i niskofosforowy, ale za to bogatszy w potas NPK 3-4-6  . Osobiście nie nawoziłabym ziemniaków w workach obornikiem. Za dużo azotu i niebezpieczeństwo parcha.

Krok 5 – zbiory

Ziemniaczki gotowe są do zbioru ok 2 tygodnie po kwitnieniu. Wtedy zbierzemy tak zwane: młode ziemniaki, mniam. Super jarzynka. Pełnowymiarowe bulwy gotowe są na wykopki po ok. 100-120 dniach od posadzenia, w zależności od odmiany.

To tyle w skrócie :

No i pięknie, a moje fioletowe ziemniaczki skubaniutkie poczuły wiosnę, i już kiełkują. Muszą niestety wziąć na wstrzymanie.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

Lista pomidorowa, czyli o Dwarfowych planach na szeroką skalę

Lista pomidorowa, czyli o Dwarfowych planach na szeroką skalę

Chyba zaraz bęben mi się w pralce urwie coś czuję. Tak się tłucze, ze myśli nie mogę skupić  :roll:

O czym to miało być? A tak, o pomidorowej liście. Co roku robię listę, jak większość pomidoroholików. Ślęcząc nad nią godzinami, planuję ile rządków w gruncie, ile w folii a ile w donicach. Które odmiany, na które miejscówki itd.itp. Oczywiście staram się potem trzymać tych planów, choć czasem mi się nie do końca z różnych względów udaje. A to pomieszam opisówki i do donic trafi coś co miało być w folii, albo coś wypadnie, rozchoruje się lub nie wykiełkuje. No bywa.

Tak czy inaczej lista to podstawa i dobra zabawa.

W tym roku planuję sporo nowości, znowu.;:306 Sama nie wiem jak to się dzieje. Jakbym czuła przymus próbowania ciągle czegoś nowego. A może przyczyna tkwi w przeogromnej ilości nasion jakie posiadam. Wypełniają wszak opasły segregator. A ja ciągle dokupuję, wymieniam…

katalog z nasionami pomidorów

Oprócz debiutantów powtórzę też wiele odmian, których nie miałam okazji nawet spróbować, jako że zrejterowałam zbiory.

Oczywiście najważniejszy punkt programu stanowią Dwarfy.

Pojawią się w donicach i skrzyniach tak jak  stwórca przykazał 😉

Na początek te które już były:

(Autorem  poniższych opisów jest kolega z Forum Oaza kazko47  który  w wątku: Pomidory karłowe – Dwarf Tomato Project – i nie tylko.  wykonał kawał świetnej roboty, gromadząc wszystkie bardzo przydatne informacje w jednym miejscu. Zgodził się bym wykorzystała je na blogu, za co serdecznie dziękuję.)

 

Kookaburra Cackle – krzyżówka: Wilpena x Cherokee Purple
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin silny.
Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 100-110 cm.
Owoce okrągłe do lekkospłaszczonych, gładkie, o brązowym do czekoladowym kolorze dojrzałych owoców.
Miąższ ciemnopurpurowy soczysty, bardzo smaczny, owoce wielkości 120-150 g. Bardzo wczesna odmiana,
po 70 dniach zaczyna dojrzewać dużo bardzo smacznych pomidorów. Odmiana odporna na choroby i warunki uprawy.
Uprawa pomidorów w odkrytym gruncie, można uprawiać na tarasach i balkonach. Odmiana opracowana w latach 2008-2015.
Wprowadzona na rynek w 2016r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.
Częścią tej samej linii są odmiany: Maralinga, Sturt Desert Pea Dwarf, Waratah, Dwarf Mahogany, Pink Coorong i Tanunda Red

Dwarf Kelly Green – krzyżówka “Golden Dwarf Champion” i “Green Giant”
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący o zwartych sztywnych pędach typu dwarf. Wysokość rośliny
to 120-150cm, liście typu rugose, regularne, pomarszczone, ciemnozielone. Okrągłe owoce, zielone,
jasno bursztynowe w pełnej dojrzałości, od 100 do 180 gramów. Zielony miąższ, soczysty, wyśmienicie
zrównoważony smak. Jest jedną z bardziej plennych odmian dwarfów, odporna na większość chorób.
Dojrzewają po ok.75 dniach. Jest to odmiana opracowana w latach 2006-2012. Nadaje się do uprawy
w donicach. Wprowadzona na rynek w 2013r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Sean’s Yellow Dwarf – krzyżówka: “Budai Torpe” i “Cherokee Green”
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący o zwartych sztywnych pędach typu dwarf. Wysokość rośliny
nie przekracza 100-130 cm, liście typu rugose, regularne, pomarszczone, ciemnozielone. Owoc pomarańczowo-żółty,
miąższ marmurkowy jasnożółty o bardzo soczystym różowym, cudownym smaku: intensywny i orzeźwiający. Waga owoców od 100 do 250 gramów spłaszczone typu befsztyk. Dobra wydajność do mrozów. Zbiór owoców rozpoczyna się po 80 dniach.
Odmiana odporna na większość chorób. Jest to odmiana opracowana w latach 2006-2013. Nadaje się do uprawy w donicach. Wprowadzona na rynek w 2014r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Dwarf Pink Passion – krzyżówka: Roza Vetrov x Anna Banana Russian
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin
średniosilny. Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 100-110 cm.
Należy do wyższych odmian nowych karłów. Owoce w kształcie serca, ciemnoróżowy kolor z odcieniem fioletowym
i dyskretnej ciemnozielonej barwie.Miąższ soczysty, dość ścisły o zrównoważonym, słodkim smakiem. Waga owoców
to 120-250 g. dojrzałe po 65 dniach. Regularne owocowanie do późnej jesieni. Odmiana odporna na warunki
uprawy i choroby. Dobrze rośnie na tarasach i balkonach w donicach. Odmiana opracowana w latach 2008-2014.
Wprowadzona na rynek w 2015r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Mr. Snow – krzyżówka: Golden Dwarf Champion x Green Giant
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Silne mocne pędy o zwartej budowie, silny wzrost.
Liście ciemnozielone, pomarszczone typu rugose. Liście ziemniaczane. Wysokość roślin 70-120 cm, owoce
kuliste, lekko spłaszczone,mięsiste o wadze 180-250g. Kolor kości słoniowej z bladym różowym rumieńcem.
Smak jest pyszny, zrównoważony, pełny pomidorowy.Pomidor dość późny, pierwsze zbiory po 86-90 dniach.
Wymagają podwiązywania przy niskich palikach ze względu na ciężar owoców. Mogą być uprawiane w donicach,
na balkonach, tarasach.Wprowadzony na rynek w 2011r. Jest to odmiana powstała w ramach projektu
Dwarf Tomato Project

Mallee Rose – krzyżówka: Rosella Purple F4 x Orange Heirloom
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin
silny. Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 90-120 cm.
Owoce typu befsztyk lekko żebrowane, w różowym kolorze, soczyste o przyjemnym smaku.Miąższ dobrze wybarwiony.
Pomidory o wadze 180-300 g. Jest odmianą późną, silnie rosnącą i plenną.Dojrzewają po ok.90 dniach.
Uprawa w odkrytym gruncie, zaleca się uprawę przy podporach.Tolerancyjna na warunki uprawy i choroby.
Odmiana opracowana w latach 2007-2016. Wprowadzona na rynek w 2017r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Boronia – krzyżówka: New Big Dwarf x Paul Robeson
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost
roślin silny. Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 90-100 cm.
Owoce lekkospłaszczone typu befsztyk, dojrzałe owoce o odcieniu brązowo-fioletowym z przewagą czerwieni.
Miąższ dość ścisły, soczysty, bardzo smaczny o pełnym zbalansowanym smaku, lekka słodycz. Przypomina
“Cherokee Purple” zarówno pod względem wyglądu, jak i wyśmienitej jakości smaku. Pomidory o wadze
od 150 do 270 g. dojrzewają po 70 dniach. Wykazuje tolerancje na warunki uprawy i choroby, zastosowanie
typowo deserowe, na sałatki, surówki. Dobrze rośnie w donicach na tarasach i balkonach. Odmiana opracowana
w latach 2006-2013. Wprowadzona na rynek w 2014r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Dwarf Crimson Sockeye – krzyżówka: Rosella Purple F4 x Pink Berkeley Tie Dye
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin silny.
Liście ciemnozielone ziemniaczane, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 100-120 cm.
Owoce okrągłe do lekkospłaszczonych, gładkie lub lekko żebrowane, o bogatym, ciemno-różowym kolorze,
dość ścisłym soczystm, dobrze wybarwionym miąższm. Wyjątkowy pyszny smak pomidorów o wadze 90-240 g.
Jest odmianą późną, silnie rosnącą i plenną.Uprawa w odkrytym gruncie, zaleca się uprawę przy podporach.
Tolerancyjna na warunki uprawy i choroby. Odmiana opracowana w latach 2009-2015. Wprowadzona na rynek w 2016r.
w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Adelaide Festiwal – krzyżówka: Rosella Purple x Pink Berkeley Tie Dye
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin
silny. Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 90-100 cm.
Purpurowe pomidory z zielonymi pionowymi paskami, które dojrzewają do oliwkowo-złotych. Owoce to średnio
duże okrągłe do lekkospłaszczonych o wadze 180-300 g. Miąższ fioletowo-czerwony, bardzo soczysty, pyszny,
dobrze zbalansowany smak pomidorowo-owocowy. Pomidory można zrywać po 80 dniach od wysadzenia.
Uprawa zagęszczona, także w donicach. Ze względu na ciężar pomidorów należy uprawiać przy podporach.
Odmiana opracowana w latach 2008-2014. Wprowadzona na rynek w 2015r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Arctic Rose– krzyżówka: Budai Torpe x Black From Tula
Pomidor karłowy sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Wysokość roślin ok.60 cm. Mocne,silne pędy o zwartej kompaktowej budowie. Regularne liście, ciemnozielone, pomarszczone typu rugose. Wiele okrągłych, różowych pomidorów, soczystych o dobrze zbalansowanym i pysznym smaku, o wadze 100-150 g. Idealny do uprawy w donicach, na tarasach i balkonach. Krótki okres wegetacji, do pierwszych zbiorów 58-60 dni. Wprowadzony na rynek w 2012r. Jest to odmiana powstała w ramach projektu Dwarf Tomato Project

Sleeping Lady– krzyżówka: “Budai Torpe” i “Black from Tula”
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, roślina
nie przekracza 110 cm.Odmiana o ciemnozielonych,pomarszczonych, regularnych liściach typu rugose. Owoce
są gładkie, okrągłe lub lekko spłaszczone . Waga owoców to 90-180 g. Dojrzałe owoce mają kolor czerwony
do czekoladowo-mahoniowego (podobny do “Cherokee Chocolate” lub “Paul Robeson”). Miąższ dość ścisły,
soczysty o smaku dobrze zbalansowanym i przyjemnym. Odmiana dość późna, dojrzewa po 85-88 dniach.
Nadaje się do uprawy w donicach. Jest to odmiana opracowana w latach 2006-2011. Wprowadzona na rynek
w 2011r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Dwarf Sweet Sue – krzyżówka: “Golden Dwarf Champion” i “Green Giant”
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący o zwartych sztywnych pędach typu dwarf. Wysokość rośliny
nie przekracza 120-150 cm, liście typu rugose, ziemniaczane, pomarszczone, ciemnozielone. Wytwarza
okrągłe, lekko spłaszczone owoce, gładkie. Dojrzałe są żółte z różowym rumieńcem, miąższ soczysty,
aromatyczny, pyszny pełny, zbalansowany smak ze szczególnie słodkimi akcentami. Masa owoców to
150- 450g. Jest jedną z bardziej plennych odmian dwarfów i odporna na większość chorób. Pierwsze
dojrzałe owoce po ok.80 dniach. Jest to odmiana opracowana w latach 2006-2012. Nadaje się do uprawy
w donicach. Wprowadzona na rynek w 2013r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Dwarf Blazing Beauty – krzyżówka: Golden Dwarf Champion x Elbe
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin silny.
Liście ciemnozielone ziemniaczane, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 60-70 cm. Owoce średniej wielkości do dużych od 120 do 350 g., okrągłe,gładkie. Dojrzałę owoce mają kolor głęboko pomarańczowy, o dość zwartym soczystym, dobrze wybarwionym miąższu. Smak intensywny, z nutą kwaskową, zbalansowany pomidorowo-owocowy. Już po 75 dniach dojrzewa i można go używać do surówek, sałatek. Dwarf Blazing Beaty jest pierwszą pomarańczową odmianą wydaną przez “Dwarf Tomato Project”.Dobrze rośnie w donicach, przy podporach. Odmiana opracowana w latach 2006-2013. Wprowadzona na rynek w 2014r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

BrandyFred – krzyżówka: Dwarf Wild Fred x Brandywine (PL)
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin silny.
Liście ciemnozielone ziemniaczane, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 90-100 cm.Owoce okrągłe
do lekkospłaszczonych, gładkie, w pełni dojrzałe purpurowe do fioletowych typu befsztyk. Miąższ ciemnoczerwony,
soczysty, bardzo smaczny, bogaty i zrównoważony. Waga pomidorów to 200-450 g.Jest odmianą wczesną, pierwsze
dojrzałę pomidory już po 75 dniach, daje duży plon wyrównanych owoców. Długi okres plonowania. Uprawa pomidorów w odkrytym gruncie, można uprawiać również na tarasach i balkonach. Odmiana opracowana w latach 2008-2015.
Wprowadzona na rynek w 2016r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Summertime Green – krzyżówka: Golden Dwarf Champion x Green Giant
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost
roślin silny.Liście ciemnozielone, pomarszczone,regularne typu rugose.Rośliny osiągają wysokość ok.100 cm.
Owoce koloru zielonego czasami z różowym lub bursztynowym rumieńcem.Są soczyste, słodkie i owocowe,
bardzo smaczne. Waga owoców od 200 do 350g. Pierwsze dojrzałe owoce zbiera się po ok.85 dniach.
Mogą być uprawiane w donicach, na balkonach, tarasach. Wymagają podwiązywania dużych owoców.
Wprowadzony na rynek w 2011r. Jest to odmiana powstała w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Emerald Giant – krzyżówka Golden Dwarf Champion x Green Giant 
Pomidor sztywnołodygowy, typu dwarf. Ma bardzo mocną łodygę centralną, zwartą budowę. Wysokość
120 cm.Jest samokończący, liście ziemniaczane, ciemnozielone, pomarszczone, typu rugose. Owoce
są gładkie i spłaszczone o wadze od 160 do nawet 400g.Zielone owoce, na wielu owocach pojawia się
blady różowy rumieniec. Miąższ jest jasnozielony, a smak jest zrównoważony, pełny i pyszny. Odmiana
późna, pierwsze owoce po 90 dniach. Mogą być uprawiane w donicach, na balkonach, tarasach.
Wprowadzony na rynek w 2011r. Jest to odmiana powstała w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

New Big Dwarf- krzyżówka: Dwarf Champion x Ponderosa.
Pomidor karłowy sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Dorasta do ok.60-70 cm., o mocnych
centralnych pędach, zwartej budowie. Liście regularne, mocno pomarszczone typu rugose. Owoce mięsiste typu befsztyk, o wadze 200-350g. Ciemnoróżowe, dobrze wybarwione, o bardzo dobrym smaku i aromacie, słodkie. Wymagają podwiązywania przy niskich palikach ze względu na ciężar mięsistych owoców. Pierwsze owoce dojrzewają po 65-70 dniach. Polecany na kanapki i sałatki. Nadaje się do uprawy w donicach, w kontenerach na tarasach i balkonach. Krzyżówka powstała w 1915 roku, wprowadzony na rynek w 1919r.

Beryl Beauty– krzyżówka Golden Dwarf Champion x Green Giant
Pomidor sztywnołodygowy, typu dwarf. Ma bardzo mocną łodygę centralną, zwartą budowę. Wysokość
120 cm.Jest samokończący, liście ziemniaczane, ciemnozielone, pomarszczone, typu rugose. Owoce
są gładkie i okrągłe, od 90 do 160g. Dojrzałe pomidory są zielone, z lekkimi przebarwieniami.
Miąższ jest jasnozielony, a smak jest zrównoważony, pełny i pyszny. Pierwsze dojrzałe owoce są
po 90 dniach. Mogą być uprawiane w donicach, na balkonach, tarasach. Wprowadzony na rynek w 2011r.
Jest to odmiana powstała w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Tasmanian Chocolate – krzyżówka: New Big Dwarf x Paula Robesona
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Bujne ciemnozielone regularne liście typu rugose.
Mocne, silne łodygi. Pokrój roślin zwarty o silnym wzroście. Wysokość roślin to 90-120 cm.Owoce kuliste,
lekko spłaszczone, mięsiste, koloru głęboki mahoń,o wadze 150-350g. Pyszny, zrównoważony smak,
pomidorowo-owocowy. Odmiana dość póżna, pierwsze owoce po 85-86 dniach. Mogą być uprawiane w donicach,
na balkonach, tarasach.Wprowadzony na rynek w 2011r. Jest to odmiana powstała w ramach projektu
Dwarf Tomato Project.

Dwarf Golden Gypsy – krzyżówka: Golden Dwarf Champion x Elbe
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost roślin silny.
Liście ciemnozielone ziemniaczane, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 110-120 cm.
Owoce okrągłe do lekkospłaszczonych, gładkie. Dojrzałe mają intensywny żółty kolor(dobrze wybarwione),
o również żółtym soczystym miąższu, intensywnym owocowym smaku, pyszny. Waga owoców to 200-450 g.
Jest to wczesna odmiana, dojrzałe pomidory po 75 dniach, o długim plonowaniu. Można je uprawiać w gruncie,
na balkonach i tarasach. Jest tolerancyjna na warunki uprawy i choroby. Wymaga uprawy przy podporach (duże owoce).
Odmiana opracowana w latach 2008-2015. Wprowadzona na rynek w 2016r.w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Poszło też zamówienie do przemiłej Pani Basi w Stanach, która robi dla mnie zakupy w tamtejszych internetowych sklepach z nasionami i mam wielką nadzieję, że dotrze do mnie jeszcze przed terminem siewów. W tej paczce mają się znaleźć:

Barossa Fest

Dwarf Black Angus

Dwarf Caitydid

Dwarf Melanie’s Ballet

Dwarf Peppermint Stripes

Purple Reign

Waratah

Sturt Desert Pea

Kangaroo Paw Red

Dwarf Scarlet Heart

Dwarf Saucy Mary

Dwarf Moliagul Moon

Dwarf Mahogany

Dwarf Grandpa Gary’s Green

Dwarf Firebird Sweet

Dwarf Bendigo Drop

Dwarf Barossa Moon

Dwarf Awesome

Coorong Pink

 

Zakupiłam kilka odmian na Alle.. wśród nich znalazły się

Dwarf Purple Heart – krzyżówka: Dwarf Wild Fred x Brad’s Black Heart
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy, wzrost
roślin silny. Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin to 80-100 cm
Owoce ciemnopurpurowy prawie czarny, od 150 do 350 gramów, w kształcie serca, typu befsztyk, miąższ
ciemnoszkarłatny, soczysty o pysznym dobrze zbalansowanym smaku. Mimo tego że owoce są duże, dojrzewają
po ok.70 dniach. Pomidor typowo deserowy, do spożycia na świeżo, w surówkach, sałatkach.
Można uprawiać w doniczach, zaleca się uprawę przy podporach. Odmiana opracowana w latach 2007-2014.
Wprowadzona na rynek w 2015r. w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Dwarf Champion – krzyżówka: NN x Tomato de Laye
Jest to karłowa, sztywnołodygowa, samokończąca odmiana pomidora typu dwarf. Roślina o bardzo grubych, silnych
łodygach, zwartym pokroju. Liście ciemnozielone, pomarszczone, bujne typu rugose.
Wysokość roślin to 60-90 cm. Owoce kuliste, purpuroworóżowy kolor, gładkie, mięsiste typu befsztyk.
Bardzo smaczne o wadze ok.100-220 g. Polecany na kanapki i sałatki. Nadaje się do uprawy w donicach, na tarasach
i balkonach. Jest to jedna z pierwszych nazwanych odmian typu dwarf, odkryta w 1886 r. a wprowadzona do produkcji
przez Alexandra Livingstona w 1896r.

Delta Black Dwarf- nie mam opisu niestety

a z forumowej wymiany na dziś mam dwie odmiany:

Fred’s Tie Dye – krzyżówka: Dwarf Wild Fred x Pink Berkeley Tie Dye
Pomidor sztywnołodygowy, samokończący typu dwarf. Budowa roślin zwarta, mocne sztywne pędy,
wzrost roślin silny. Liście ciemnozielone regularne, pomarszczone, typu rugose. Wysokość roślin
to 90-100 cm Owoce okrągłe do lekkospłaszczonych, typu befsztyk,średnie do dużych, waga 150-200g.
Kolor dojrzałych pomidorów purpurowy ze złotymi i zielonymi paskami i głębokim szkarłatnym miąższem.
Miąższ ścisły, soczysty o bogatym, intensywnym, zrównoważonym smaku. Pomidory dojrzewają w ciągu
75 dni od wysadzenia. Typowo deserowe, na surówki i sałatki. Można uprawiać w donicach i uprawiać
przy podporach. Odmiana opracowana w latach 2007-2014. Wprowadzona na rynek w 2015r.
w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Dwarf Wild Fredkrzyżówka:New Big Dwarf x Carbon
Jest to samokończąca odmiana karłowego sztywnoowocowego pomidora, typu dwarf. Mocne silne pędy, zwarta kompaktowa budowa. Ciemnozielone pomarszczone regularne liście typu rugose.
Owoce okrągłe, mięsiste,typu befsztyk, o wadze od 150-350 g. Purpurowe z fioletowym odcieniem owoce charakteryzują
się znakomitym bogatym, zrównoważonym słodkim smakiem z nutą dymną i aromatem. Polecany na kanapki i sałatki.
Nadaje się do uprawy w donicach, na tarasach i balkonach.Wymagają podwiązywania przy niskich palikach ze względu
na ciężar mięsistych owoców. Na rynek wprowadzony w 2011r. Jest to odmiana powstała w ramach projektu Dwarf Tomato Project.

Nie będę w tym roku odnawiać odmian:

Idarot Dwarf – nie smakował nikomu, choć to normalny w smaku pomidorek. Chyba po prostu było zbyt wiele słodkich odmian i taki o większej kwasowości nie podchodził. Ponieważ mam sporo nasion, odnowię go w kolejnym sezonie.

Dwarf Russian Swirl – miałam jedno czy dwa nasionka, ale mi nie wykiełkowały. Nie mam więc co wysiać ;(

Koniec listy Dwarfowej 🙂

Kolejne będą odmiany wysokie.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

 

Fioletowe bataty

uprawa fioletowych batatów

Nie mogłam się powstrzymać. Miałam już nie uprawiać batatów, bo to mało opłacalne, ale gdy zobaczyłam te fioletowe bulwy poległam. Gen ogrodnika nie dawał mi spokoju. Najpierw zaczęłam szukać jakichś informacji o odmianie. Niestety na stronie farmy, która uprawia te cudeńka nie było opisu. Ale udało mi się ustalić, że farma jest ekologiczna, istniała więc duża szansa, że bulwy nie są spryskane żadnym antykiełkiem. Zrobiłam więc tak:

Bardzo szybciutko. Teraz tylko trzeba poczekać na pędy. Wychodzi na to, że w tym roku będą na balkonie fioletowe bataty.

Fioletowe bataty zaskoczyły mnie nie tylko wyglądem. Są pyszne zarówno pieczone jak i gotowane. Mają mniej marchewkowo-dyniowy posmak w porównaniu z wersją pomarańczową, doskonale więc nadają się do dań, które wymagają bardziej wytrawnego towarzystwa.

No to co? Ciąg dalszy, miejmy nadzieję, nastąpi…

Moja uprawa Miechunki Physalis w donicach

Physalis-owoc

Miechunkę Physalis sprowadzają markety z Kolumbii i Peru. Jest rośliną egzotyczną, ciepłolubną i w naszych warunkach jednoroczną. Ale uprawa jej w Polskich warunkach jest możliwa.

Pakowane do koszyczków po 100g owoce w charakterystycznych wysuszonych baldachach, kosztują od 8 do 5 zł.

W celu spróbowania doniczkowej uprawy skusiłam się na jedno opakowanie. Już na oko widać było, że są większe od uprawianych przeze mnie od lat Aunt Molly. Mają też inny smak. Są zdecydowanie bardziej wyraziste, ja bym je porównała do smaku pomarańczowych cukierków nimm2. Słodkie a zarazem kwaśne, pyszne. Orzeźwiające i pełne witamin.

Forumowe opinie nie zachęcały do eksperymentu, wszyscy narzekali na brak kwitnienia, zbyt późno zawiązujące się owoce i słabe plony. Ale ja, jak to ja. Jak się sama nie przekonam, to nic mnie nie zrazi 😉

Pierwsze kroki czyli rozsada

Rozsadę zrobiłam dość wcześnie, bo na początku lutego poszły do ziemi wydłubane ze sklepowych okazów nasionka. Wykiełkowały ładnie i dość szybko, w zbiorowym pudełku po margarynie.

No to czas do donic.

Po przepikowaniu, rosły elegancko aż do maja, przesadzane po drodze dwa razy, do większych donic. Po zahartowaniu, stanęły w docelowych donicach 20l  i 30l na tarasie. Dałam jedną do czarnej donicy a drugą do białej by zobaczyć, która wersja bardziej im spasuje, ale stwierdzam, że nie robiło im to różnicy. Resztę sadzonek zlikwidowałam, wszak to uprawa eksperymentalna, a nie towarowa 😉 Biała docelowo wylądowała pod tarasem i dosięgała sufitu.

 

Od razu widać było, że to nie ułomki, rosły w górę bardzo powoli, rozgałęziając się na boki. Piękne zamszowe liście większe od dłoni, wyglądały bardzo efektownie. Faktycznie, gdy Aunt Molly zaczęły już regularnie owocować, moje Physalis z marketu nie miały jeszcze ani jednego kwiatka, ale cierpliwość i słoneczna pogoda zrobiły swoje.

I gdzie te owoce?

Pierwsze owoce pojawiły się w połowie czerwca, a dzięki ciepłej końcówce lata w zasadzie owocowały aż do końca listopada.

Idealnie uzupełniły się z moimi rodzynkami karłowymi, bo te w połowie lipca już zrejterowały.

Owoce moich Physalis miały ten sam smak co hipermarketowe  a cały plon wyniósł około 4 koszyczki po 100g. Czy to dużo, czy mało? Sama nie wiem. Wiem natomiast, że niebywałą frajdę miałam ze skubania ich prosto z krzaka.

Physalis-owoc

A czy to się opłaca. Hmmm, sami musicie ocenić. Krzak zasila się podobnie jak bakłażana, nie rośnie sam. Ale koszt obsługi 1 sztuki ( rośliny) nie wydaje się być duży.

Są jednak pewne przeszkody.

Roślina jest duża, na balkon raczej się nie nadaje, w gruncie będzie jej za zimno, a w szklarni? Pewnie byłaby zadowolona, ale zabierałaby miejsce pomidorom i bakłażanom, więc z tak delikatesowym plonem u mnie odpada. W zasadzie tylko posiadacze większej przestrzeni tarasowej mogą z sensem taki eksperyment wykonywać i to pod warunkiem, że taras tak jak mój, pławi się w południowym słońcu przyklejony do ocieplonej ściany budynku. Wszelkim egzotykom, w to graj 🙂 taka miejscówka.

Na zdjęciu poniżej niedojrzałe owoce Physalis i prawie dojrzałe już Aunt Molly.

Na zachętę.

Raczej nie imają się tej miechunki szkodniki czy choroby. Może dlatego, że żadna rodzima gadzina nie odkryła jeszcze tego smaku. A może pogoda była tak łaskawa. Faktem jest, że krzaki były zdrowiuśkie do samego końca. Jedynymi amatorami na moje owoce były osy. Jeśli nie zdjęłam z krzaków dojrzałych owoców, a te pękły puszczając obficie sok, natychmiast pojawiały się osy i wyjadały baldachy do cna. Co ciekawe, tylko te pęknięte, do całych nie podfruwały nawet.

Jest jeszcze jeden smaczek tej uprawy, Physalis niebywale dobrze się przechowuje. Gdy Aunt Molly jest już zasuszonym rodzynkiem Physalis kryje w baldachu nadal soczysty owoc.

Oto fotki zrobione dziś:

Jeśli macie ochotę poeksperymentować, pora rozejrzeć się po półkach marketów, jeszcze miesiąc i można siać 🙂

Kurkuma w doniczce

Kurkuma w doniczce

Uprawa kurkumy stała się u mnie faktem jakby sama. Przeczytałam któregoś dnia w jakieś książce kucharskiej, o świeżej kurkumie jako składniku potrawy, i przypomniałam sobie, że trzymam taki zapomniany kawałek bulwy w koszyku z czosnkiem. Zajrzałam tam, a on w cieple wypuścił kiełki. Skoro tak, to trzeba mu do ziemi pomyślałam, i myk go w doniczkę.

Jak widać wyrósł z tego kawałka cały gąszcz listków. Nie dbałam o nie szczególnie, rosły sobie gdzieś na parapetku tarasu, a ja od czasu do czasu zachodziłam w głowę co z nimi dalej zrobić. Na zimę zabrałam ją do mieszkania przesadzoną w większą donicę. Niestety brak światła dawał się jej we znaki, tworząc na liściach wyraźne oznaki niedoborów. Obcięłam ją więc do gołej ziemi i zostawiłam w chłodnym miejscu aż do maja. Wtedy całą zawartość doniczki wykiprowałam do skrzynki w której posadziłam pomidora, myśląc że kurkuma już nie żyje i… w połowie sierpnia pokazały się znajome łebki nad ziemią. Nadmienię tu, że w doniczce znalazłam jedynie stare wysuszone kłącze, z którego już wcześniej wyrastały liście, nowe bulwki były ledwo wykształcone, wielkości małego paznokcia i kolorze imbiru. Nie przypuszczałam więc, że będzie tak zawzięta i wypuści znów liście. A jednak.

Dałam jej rosnąć i tyle. Liście zwijały  się w upały, ale dalej rosła niezrażona. Jesienią gdy przyszły przymrozki, wykopałam ją i posadziłam z powrotem w doniczce. Teraz upiększa klasę biologii w szkole moich Milków, ale po zimie trafi znów na taras. Tyle mojej historii. Kompletnie przypadkowa uprawa, zaprzeczająca wszelkim regułom, a jednak polubiłam tą upartą roślinę i postanowiłam dowiedzieć się o niej czegoś więcej.

Czy na przykład jest sens uprawiania jej, skoro na doczekanie obfitego plonu kłączy raczej nie ma co liczyć? A może jednak da się ją uprawiać tak by kłącza przyrastały. Oto czego się dowiedziałam:

Nie wiem, czy wiecie, ale nie tylko kłącze kurkumy jest jadalnym ziołem przyprawowym. Liście są równie zacne. Jedno ale, nie należy przesadzać z ich dawkowaniem. Nie traktujemy kurkumowych liści jak warzywa, a jak zioło. To bardzo ważne, bo zawartość substancji czynnych, które mają przynieść zdrowotne korzyści w zbyt dużej ilości mogłoby zaszkodzić.

Liście kurkumy to lecznicze zioło i przyprawa, nie warzywo.

Nie oznacza to jednak, że nie można ich używać do przyrządzania potraw. Wręcz przeciwnie. Jako takie, liście te są szeroko stosowane w kuchni indyjskiej, tajskiej i malezyjskiej. W kuchni Mangaloreańskiej liście kurkumy służą do przyrządzenia słodkiego dania o nazwie Patholi. To słodka kluska ryżowa gotowana na parze zapakowana do liści kurkumy. Wygląda osobliwie, niczym liściaste tacos 😉

Ugotowany liść kurkumy da podobny smak i barwę zupie, jak sproszkowana kurkuma, można więc go dodać do wegetariańskiego bulionu. Nie przeszukiwałam internetu, ale założę się, że na zagranicznych stronkach znajdziecie całą gamę przepisów z wykorzystaniem kurkumowych liści.

Oprócz zastosowania w kuchni, są doskonałym składnikiem do przyrządzania domowych kosmetyków. Liście kurkumy można suszyć, a pokruszone dodawać do maseczki, która pomaga rozprawić się z przebarwieniami skóry. W internecie można znaleźć dokładne przepisy na tego typu kosmetyki.

Kurkumina, składnik leczniczy kurkumy, który znajduje się w liściach ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe, które przyspieszają gojenie. Papka ze zgniecionego liścia kurkumy zmieszanego z wodą, jest doskonałym antyseptykiem na skaleczenia i drobne oparzenia.

Jeśli więc nie dla kłączy to dla liści też można sobie zafundować doniczkę z kurkumą.

Kilka słów o uprawie kurkumy w donicy.

Kurkuma to tropikalna roślina z tej samej rodziny co imbir. W idealnych dla siebie warunkach ma wielkie, zielone, rozłożyste liście i dorasta do 3 metrów. Gdy dojrzeje, zakwita małymi jasnymi kwiatkami, które wysuwają się na jednej łodydze z jej wnętrza. Ale do tego potrzebuje tropikalnego ciepła i wilgotności. W Polsce to trudne. Moje dorosły do 40 cm, zanim przyszły przymrozki.

Gdyby chcieć uprawiać ją dla kłączy, trzeba pamiętać, że od posadzenia do zbiorów roślina ta potrzebuje aż 10 miesięcy. A ponieważ zbiory muszą nastąpić przed przymrozkami, co oznacza w naszym klimacie okolice października, najwyższy czas by się do tego zabrać.

Sadzenie:

Kłącza kupicie  w markecie, bez problemu. Wybierajcie te pulchne, z jak największą ilością guzków wzdłuż boków, bo to z tych miejsc wyrosną liście. Na początek wystarczą doniczki o 35 cm ∅

  1. Pokrójcie kłącze tak by każdy kawałek zawierał po 2 lub 3 oczka.
  2. Każdy kawałek wyłóżcie do doniczki podsypanej kompostem zmieszanym z gliną.
  3. Całość przykryjcie warstwą kilku centymetrów ziemi i podlejcie.
  4. Nałóżcie od góry na doniczkę plastikową torebkę i umieście w miejscu najcieplejszym jakie macie w mieszkaniu. Aby kłącza wykiełkowały a nie zgniły w wilgotnej ziemi najlepsza temperatura to około 32 stopni C. Czyli…kaloryfer. Na tym etapie nie ma znaczenia czy doniczka będzie stała w świetle czy nie.

Tyle jeśli chodzi o etap pierwszy.

Uprawa wstępna  w mieszkaniu:

Teraz trzeba sprawdzać doniczki co kilka dni, i gdy pojawią się łebki, które wyglądają niczym kiełki krokusów, trzeba doniczki przenieść do jasnego miejsca. Uważajcie na temperaturę, jeśli na dworze jest mróz, to na parapecie w pobliżu szyby, może im być za zimno. Idealna temperatura to około 26 stopni. Jest na to sposób. Lampka z żarówką o barwie światła dziennego dogrzeje i doświetli małą kurkumę. Można też stosować maty grzewcze, takie jak w szklarniach dla sadzonek, jeśli takie macie. Macie? Ja nie. Mogłabym ewentualnie wyciągnąć z lamusa poduszkę elektryczną, albo… ja wiem? Robić co pół dnia świeży termofor
Plastikowa torebka idzie do recyklingu, a my teraz biegamy z dzbankiem letniej wody i nie dopuszczamy by gleba miała wahania wilgotności. Powoli też obniżamy temperaturę otoczenia. Poważnie? Wychodzi na to, że trzeba przy tej roślinie stać na baczność dniem i nocą. Jakoś tego nie robiłam i też wyrosła. Ale…nie doczekałam się kłączy, więc może coś jest na rzeczy.

Kiedy roślina osiągnie 20 cm trzeba ją przesadzić do donicy docelowej. Ta powinna mieć ok. 15l i 60 cm ∅ Pozostaje już tylko zahartować ją i wystawić na dwór gdy temperatury w nocy utrwalą się powyżej 15 stopni C, czyli u nas pod koniec maja. Przez pewien czas trzymać trzeba kurkumę pod cieniówką by wiosenne słońce nie poparzyło jej liści.

Stanowisko:

Kurkuma dobrze znosi półcień, ale w słońcu też nie narzeka. Ponad miarę jednak kocha tropikalną duszność, czyli ciepło w połączeniu z wilgocią, dlatego warto dla niej znaleźć miejsce gdzie można polewać podłogę wodą, która parując w słońcu, będzie jej umilać wzrost. Z tego powodu dobrym towarzystwem dla niej będą ogórki, one też lubią łąźnię parową.

Nawożenie:

Nawozimy ją herbatką kompostową, lub nawozem o proporcjach dla roślin okopowych np. ziemniaków. Częstotliwość nawożenia zależy od rodzaju stosowanego nawozu, ale nie rzadziej niż co kilka tygodni.

Zbiory:

Oprócz tego, że możemy uczknąć od czasu do czasu listek, czekamy. Kłącza są gotowe do zbioru gdy liście zaczną brunatnieć, po 8 do 10 miesiącach. Wyciągamy roślinę z doniczki  i odcinamy łodygi łodygi około  2-3cm nad masą kłączy. Można je przechowywać w lodówce lub suszyć.

Fot. Pixebay

Prawda, że proste?

Cucamelon – uprawa balkonowa

Cucamelon – uprawa balkonowa

Cucamelon to pnący twór wydający niezliczone ilości mini owocków o smaku kwaskowatego ogórka, trochę podobny do kiwano, którego uprawę zarzuciłam kilka sezonów wstecz. Inne nazwy to ogórek meksykański, mysi ogórek lub mini arbuz, chociaż osobiście uważam że z arbuzem ma raczej mało wspólnego 😉

Owoce są chrupkie, ale czy smaczne? Kwestia gustu. Podobno, całkiem fajnie smakują jako kiszonka.

Popełniłam w minionym sezonie wysiew Cucamelonów w myśl zasady “skąd możesz wiedzieć, jeśli nie próbowałeś”  chociaż wiele opinii forumowiczów wskazywało na to, że raczej nie zagoszczą w naszym menu na stałe.

Nasionka dostałam z adnotacją:

“Nasiona wysiewamy od połowy wiosny do doniczek. Przed wysiewem należy je namoczyć w letniej wodzie przez 12h. Doniczkę ustawiamy w miejscu jasnym i słonecznym. Kiełkowanie następuje od tygodnia do miesiąca przy zachowaniu stałej temperatury na poziomie 21-26 stopni C.”

Osobiście jednak nie namoczyłam ich na aż tak długo i kiełkowały bez problemu.

Startowały po wysadzeniu dość powolnie, nawet obawiałam się, że nie zakwitną, ale jak już zaczęły to nie mogły przestać 🙂

Moim zdaniem w  uprawie wcale nie są wymagające. Nawoziłam je podobnie jak resztę warzyw dyniowatych, bo niewymagające nie oznacza nie potrzebujące składników mineralnych. Rosły w dużej skrzynce, ale nie był to wybór dedykowany, po prostu tam akurat zwolniło się miejsce. Nie potrzebują tak głębokiego pojemnika, wystarczy im standardowa 20l donica. Są niebywale czepliwe, jeśli więc w pobliżu znajdą jakaś naturalną podporę oplotą ją bardzo skrzętnie. W moim przypadku najbliżej było im do pomidora, więc zrobiły sobie z niego pergolkę 😉

Lato było upalne, Cucamelony więc czuły się jak ryby w wodzie. Po kolejnym koszyczku przestałam je zbierać, bo nie było na nie chętnych niestety. W zasadzie nikomu nie smakowały, choć wyglądały urokliwie.

Konkluzja: dla mnie eksperyment jednorazowy. Choć przyznam, że doskonale sprawdza się jako pnącze ozdobne, to dla smaku uprawiać go nie zamierzam, bo nie trafił w nasz gust. I tyle 🙂