Trudny czas dorastania

Jak myślicie? O czym będzie? O rozsadach….

a guzik prawda, będzie o nastolatkach. Tak się składa, że mam teraz w domu trzy sztuki. Ale będzie o tej psiej 🙂

Czas dorastania jest przedziwnym czasem. Wszystkie emocje na raz dopadają delikwenta, nie dając mu czasu na zastanowienie się czy jego reakcja jest adekwatna do przyczyny. I dotyczy to zarówno ludziowych nastolatków, jak i psich.

Nikita wchodzi w 9 miesiąc swojego życia, i jest przekochaną psicą o wielu zaletach, ale też świeżo upieczoną nastolatką otoczoną przez nadmiar bodźców. Nadal nakręca się niemożliwie na psie towarzystwo, zaczynając każde spotkanie od całego repertuaru sygnałów grożących. Nadal nie jest w stanie trzymać nerwów na wodzy, gdy jakieś psisko wyjapi się na nią z nienacka. Pyskówka w takiej sytuacji jest nieziemska.

A na dokładkę z każdej strony czai się niebezpieczeństwo, i niczym potwór z dziecięcej szafy, straszy, nie dając wytchnienia starganym nerwom. Dla Nikity, takim potworem jest miasto w dzień. Hałas, miliony pomieszanych zapachów, ludzie, którzy zachowują się bez sensu i psy przyczepione do tych ludzi, ciągane po ziemi gdy tylko pojawia się na ich horyzoncie…samochody, ptaki, koty…ajajaj. „Jak tu spokojnie wyjść na siku, kiedy wszyscy się na mnie uwzięli.”

W domu jest najgrzeczniejszym psem świata, przytulaśnym i mizialskim, na spacerze staje się drapieżnym łowcą, dybiącym na życie każdego gryzonia, a na treningu skupionym sportowcem, dla którego największą motywacją jest szarpak z piłką.

A ja w tym wszystkim jestem nadopiekuńczą matką, która stresuje się równie mocno, co jej psie dziecko, czy jest czy nie ma czym się stresować. Jak to się stało?

Zaraz, zaraz…kto w tym domu chciał psa?

Zabijcie mnie, nie wiem. Przerasta to moje pojęcie o wyobrażeniu. Kiedy Amira odeszła, powiedziałam wyraźnie, cytuję: ” Nigdy więcej nie chcę psa”. Jej ostatni rok życia i śmierć, były dla mnie tak bolesnym przeżyciem, że do dziś czuję okropne kłucie w piersi gdy o tym myślę. I oto, gdy moja rodzinka wymyśliła na spółkę nowego członka, zdecydowanie różniąc się w temacie rasy, ja w zasadzie dałam się wkręcić jak śrubka w sosnową deskę, a w mym umyśle zaświeciła się żaróweczka, może tak zostać psim trenerem?

To małżonek zdecydował, że to będzie Border Collie ( Emil chciał Samojeda, Milka Szpica Miniaturowego), a ja jakoś tak z rozpędu podjęłam pałeczkę w biegu i wyszukałam tą naszą łaciatą niunię. I wtedy zrozumiałam… Kochana, to maraton, a nie sztafeta, coś Ci się pomyliło No to pięknie. Mąż w pracy, dzieci w szkole, albo na treningu, ewentualnie w odmętach internetu. Dla kogo więc ten pies? No jak? Dla mnie przecież. Będzie mi towarzyszem w domu i w pracy.

BC to wyzwanie, to więcej niż pies, wszyscy wyznawcy tej religii,  krzyczeli do mnie z internetowych ambon, jasno dając do zrozumienia, że jeśli nie wychowam naszej psiej dzidzi w odpowiedniej wierze, będzie wcieleniem szatana. A ja kompletnie nie wiedziałam z czym to się je. Pies to pies przecież, tak? Nie? Zaczęłam mieć wątpliwości. BC nie wolno wybierać ze względu na urodę, nie należy kierować się kolorem, wyglądem uszu, czy trywialną chęcią „posiadania” zwierzęcego towarzysza. Jeśli zdradzisz się z takim małostkowym podejściem wśród fanów rasy, napiętnują Cię na wieki. Nie żebym się bała klątwy, ale…

Postawiłam na edukację . No bo nawet jeśli taki borderowy nastolatek  nie jest cały czas jednym okiem w piekle, to ma swoje psie problemy i trzeba być ignorantem by nie chcieć mu pomóc. Porzuciłam więc pomysły zostania psim trenerem ( klikery wiszą na kołku w szafie) i tak oto, kształcę się w psiej psychologii, jeżdżę na seminaria i warsztaty. Moim konikiem stało się zgłębianie psiej psyche, ze szczególnym uwzględnieniem rasy… ale numer.

Z każdym wspólnym dniem uczę się  czym jest budowanie więzi, wspólne przebywanie w obopólnym komforcie i odpowiedzialność za stworzenie, które darzy mnie tak bezgranicznym zaufaniem. Cudowna jest chęć bliskości jaką oferuje Niki. Oczywiście nie każdy Border jest taki, są i bardziej powściągliwe egzemplarze. Nikita jednak jest z tych, które chcą leżeć na ludzkich stopach, w ludzkim łóżku, czy na kanapie obok. Chce być głaskana, miziana po brzuszku, i ogarniana nieustanną uwagą. Drepcze za mną szlakiem między pokojami, jakbym miała rozpłynąć się w powietrzu, gdy tylko na chwilę spuści mnie z oka. Na spacerze jeśli schowam się jej za jakieś drzewo lub krzak, frustracja sięga zenitu. Biegnie na oślep w kierunku, gdzie widziała mnie przed nagłym zniknięciem, kompletnie tracąc rozum. Ale potrafi grzecznie czekać w aucie gdy idziemy rodzinnie na zakupy, ba potrafi nawet zostać sama w mieszkaniu nie czyniąc awantury, choć nie jest w stanie w tym czasie spać czy pogryzać zostawionej kości. Leży skupiona pod drzwiami nasłuchując kroków domowników.

Oprócz tych przymilaśnych kwestii, uwielbia kotłować się z Milkiem. Niczym para młodych niedźwiadków, mój 14 letni syn i psia młódka, przetaczają się po kanapie lub podłodze, tworząc mi tym totalny wnerw, bo kto to widział siać takie spustoszenie 

Nikita, daj łapę.

Nie jestem fanką sztuczek. Chyba, że mają jakieś praktyczne zastosowanie. Sztuczka powinna mieć jakiś cel. Uczymy się więc sportowego posłuszeństwa czyli obedience. Jakoś tak się stało, że trafiłyśmy za szczeniaka do Jagny Nowotarskiej i Michała Santorskiego na obóz letni dedykowany właśnie obi. Emil był tam Nikity przewodnikiem. Fajnie było. Okazało się, przy okazji, że to bardzo życiowe. Siad, waruj, zostań, chodzenie przy nodze, nawet aportowanie przedmiotów czy omijanie przeszkód, wszystko to przydaje się w codziennym życiu. Oczywiście w wersji light, bez spinki i nie na punkty, ale pomaga okiełznać nastolatkowy umysł, pełen niepokoju. Wakacje się skończyły, i wiadomo, treningi zostały dla mnie. Ale lubię to, obie to lubimy. Jest więc git.

Ćwiczymy też niuchactwo. Zabawy węchowe są super. Psinka musi spożytkować sporo energii, no i sprawia jej to ogromną radochę. Na początku było to mata węchowa, potem piórniki z jedzonkiem pochowane w mieszkaniu i zabawki interaktywne, które trzeba otwierać i przesuwać za pomocą łap i nosa, aż ukażą upragniony przysmak. Teraz zgłębiamy powoli tajniki noseworku. Polecam wszystkim, którzy mają psie dorastajki w domach. Po takim treningu młoda śpi jak zabita kilka godzin.

Mamy nadzieję, że Nikita będzie też próbować swoich sił w Canicrossie, ale tym razem z moim małżonkiem, bo ja za bieganiem nie przepadam, wolę górskie wędrówki. Są już do tego maleńkie przymiarki.

Oczywiście są i inne aktywności ciała i umysłu, których chciałabym z Niki spróbować, ale nie wszystko na raz.

Potrzebna mi smycz na spacery – 35m linki wystarczy ?

Aktualnie, chyba największym wyzwaniem dla mnie jest zaufanie. Linka dłuższa lub krótsza niczym mój wyrzut sumienia plącze się nam pod nogami na każdym spacerze. Potrzeba mi czasu i wielu udanych prób odwołania w kontrolowanych warunkach, by zaufać jej na kilkanaście minut spaceru i dać zupełną wolność. Co ciekawe Nikita nie jest przecież moim pierwszym psem. Jakoś nie kwoczyłam się tak nad Amirą. Dawałam jej dużo swobody, spuszczając ją ze smyczy nawet w miejskich parkach. Co to się ze mną podziało.

Jestem starsza. To się podziało. Jestem starsza, jestem od nastu lat mamą, i wyobraźnia działa mi dużo mocniej, niż gdy Amira była nastolatką, działając na niekorzyść Niki. No a poza tym, Nikita to nie Amira.

Choć Amira była psem delikatnym, ze strachem pod skórą, i miasto też nie było jej żywiołem, potrafiła odizolować się od niektórych bodźców. Totalnie nie interesowali ją ludzie. Co by nie robili, ignorowała ich ze stoickim spokojem ( poza dziećmi do momentu gdy pojawiły się w domu). Nie było więc niebezpieczeństwa, że do kogoś tak z głupia frant podbiegnie, oszczeka go, czy spróbuje złapać za rękaw. Nikita tak nie potrafi, ludzie mali czy duzi, budzą w niej całe spektrum emocji. Jednych się boi, inni ją ciekawią, jeszcze inni zupełnie nie interesują. Wszystko zależy od zachowania danego ludzia i sytuacji w jakiej się wspólnie znajdujemy.

Psy interesowały Amirę warunkowo, raczej wolała trzymać się od nich z daleka. Nikita tak nie potrafi. Chciałaby niby trzymać dystans, ale jednocześnie ciekawość i nakręcenie możliwością przetestowania co się stanie gdy podbiegnie, bierze górę. Gdy widzi jakiegoś konfratera, przywiera do ziemi z uszami na sztorc, wgapiając się hipnotyzującym wzrokiem, jednych przerażając, a innych wkurzając takim wyzwaniem. Mało który pies jest w stanie nie poczuć się zagrożony, gdy ona sprawia wrażenie jakby zwyczajnie nie wiedziała co innego mogłaby zaproponować. Belli zaoferowała takiego przywitalnego „paca” już na wstępie, czym wyraźnie rezydentkę skonfundowała.

No ale Amira była BOSem, a Nikita to Border Collie. Obie uszate piękności  skupione na swoim człowieku, obie zakochane w polowaniu na myszy, ale na tym podobieństwa się kończą. Nikita to mały wariatuńcio, który ma swoje zdanie na każdy temat i nie omieszka przetestować czy ma rację. Amira przy niej była delikatna psychicznie niczym śnieżny płatek.

Nikita:

Amira:

Darz Bór

Kolejnym przyczynkiem do ograniczania wolności mojej psiej nastolatce jest łowiecki koszmar dziejący się wokół nas. Nie wiem jak u Was, ale tutaj, nie ma dnia żebym na spacerze nie widziała, bądź nie słyszała myśliwych. Jakby uparli się wybić całą dziką zwierzynę w okolicy. Nie było tak. To przerażające i takie smutne. Ambony, przy których sadzi się las z kukurydzy, rosnące jak grzyby po deszczu.  Łąki rozjeżdżone przez terenowe samochody.  Wszędzie puszki po piwie i łuski od naboi. Za każdym razem, gdy wychodzimy na wędrówkę w miejsca odwiedzane przez myśliwych sprawdzamy stronę internetową gminy. Czy to nie jest tak, że powinien na niej znajdować się komunikat o polowaniu? Nie wiedziałam ani jednego.

Poziom frustracji na spacerach bywa więc wysoki. Z Amirą, potrafiłyśmy robić naście kilometrów dziennie nie widząc żywego ducha. Przez 13 lat jej życia na wsi, nigdy nie spotkałyśmy człowieka z bronią, nigdy nie słyszałyśmy strzałów. Jak tu spuścić z linki nastolatkę, która nie panuje nad emocjami, gdy nie dość, że słyszysz cały czas huk, to co i rusz sarny, przepłaszane ze swoich legowisk, czy żerowisk, biegną na oślep w naszym kierunku, pakując ją w tryb łowiecki, a mnie w stres spowodowany widokiem przestraszonych zwierząt, które na nasz widok mogą zawrócić prosto pod lufy. Przyjemność wspólnego wędrowania, wiecznie zaburzana. Nawet w miejscach, które wydawać by się mogło powinny być wolne od tego procederu, jak ścieżka edukacyjna w lesie sąsiadującym ze strefą uzdrowiskową, czy na łąkach przy domach. Ech…długo by pisać, ale co to da.

Na spacery chodzimy więc na 35 metrowej lince, której jaskrawy kolor zdradza nasze połączenie. Słabo sprawdza się w lesie, ale na łąkach, daje Nikicie namiastkę wolności, a mi niezbędne poczucie bezpieczeństwa.

 

Mam taki delikatny brzuszek, jednego Swena na wynos poproszę.

Niki wyszła z hodowli z pewnymi problemami układu pokarmowego spowodowanymi przez giardię. Najpierw byłam wściekła, jak można tak nie dopilnować, nie przebadać…ale ponamyśle  stwierdziłam, że cóż… zdarza się. Trudno tu nawet mówic o zaniedbaniu.  Wystarczyło, że jeden dorosły pies w hodowli przywlókł z podwórka, pewnie nawet sam nie chorował. Lamblie można spotkać w co drugiej kałuży, nie mówiąc o nie sprzątanych na osiedlach kupach. I rób co chcesz. Pech chciał, że akurat pojawiły się puszyste kulki, idealne do skolonizowania. Raj dla pierwotniaka.

Nadal brzuszek Nikity to jej pięta achillesowa. Po trzech dawkach Metronidazolu, kosmki jelitowe raczej bez szwanku z tej wojny nie wyszły. Każda jedzeniowa nowość prowadzi do strasznych wzdęć i biegunek.

I tak oto nasza księżniczka trawi tylko mięso z renifera. A bodajby to… biedne renifery.

Tak, mam świadomość swoistej schizofrenii, jaka jest naszym udziałem. Potępiamy polowania i hodowlę przemysłową zwierząt,  jesteśmy rodziną wegetarian, a jednocześnie mamy w domu mięsożercę, którego potrzeby musimy spełniać.

W tej sytuacji nawet może lepiej, że padło na renifery. Nie ma przemysłowych hodowli reniferów, żyją w lepszych warunkach od większości zwierząt hodowlanych. Etycznie nadal to dla mnie wątpliwe, ale pies nie będzie wcinał sałaty. Psia nastolatka musi jak każdy dorastający organizm jeść jak najzdrowiej. Odpowiednio dużo w odpowiedniej jakości. Ciągle jeszcze rośnie, i to co je teraz to inwestycja w przyszłość.

Nikita wciąga więc kilo reniferowego mięcha dziennie, z ziołowymi dodatkami, a ja po cichu liczę, że w końcu brzuszek się wyleczy i nie będzie jej tak dokuczał, gdy tylko zdarzy się jej łapnąć na spacerze trochę ziemi z kretowiska czy chlapnąć sobie kieliszeczek wody z kałuży.

No to jak to jest z tą rasą?

BC rzeczywiście są takie wymagające?  Nie wiem. Wiem jaka jest Nikita. Bestialsko zdolna, ucząca się w mig wszystkiego. Niesamowicie chętna do tej nauki, ciekawska i oddana. Dasz smaka dobrze, nie dasz…nie ważne, chodź się poprzeciągać szarpakiem. Baaardzo potrzebuje swojego człowieka. Ale nie koniecznie w ciągłym ruchu.

No właśnie. A co z tym ruchem? Podobno BC musi się wybiegać, robić kilometry?

Musi jak na mój rozum, mieć ruch, jak każdy pies. Zdrowy ruch, w zdrowej dawce. A młodociany pies powinien zażywać go adekwatnie do wieku i możliwości. Oraz planów związanych  z aktywnością fizyczną w dorosłym życiu. My robimy w dzień powszedni spacer około 5-6 km, a od niedzieli trochę dłuższy jak jest ładna pogoda i mamy czas. Jak leje siedzimy w domu i leniuchujemy. Treningi z obi robimy 3 razy w tygodniu, krótkie, do 15 minut. Noseworki w weekendy ale nie w każdy. I tyle. Dla jednych to będzie dużo, dla innych nie. Napewno BC nie jest kanapowym ozdobasem, którego jedyną aktywnością jest spacerek po osiedlowych ścieżkach na flexie. Od tego specjalistami są inne rasy, a i one potrzebują choć kilka razy w tygodniu, spacer eksploracyjny dla dobrostanu psychicznego.

Nikita to bystra, radosna psia nastolatka o wielkiej indywidualności i elastyczności, ale czas psiego dorastania jest bardzo krótki. Jeszcze kilka miesięcy i nasza dzidzia wkroczy na ścieżkę dorosłej młodości. Oby szczęśliwej i pełnej samych przyjemnych doświadczeń.

I taka to opowieść.

3 thoughts on “Trudny czas dorastania

  • 22/05/2020 o 12:32
    Permalink

    Superblog. Zarówno porady dotyczące roślinek, jak i psiaków. Cieszę się, że na niego trafiłam. Tym bardziej, że jest Pani zwierzolubem, jak ja.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  • 07/05/2020 o 18:28
    Permalink

    Witam Panią,
    Znalazłam pani blog dość przypadkowo, był prawie na samym początku
    mojego przeszukiwania Internetowych wiadomości.
    Przeczytałam parę Pani artykułów, są pełne istotnych treści i napisane z fantazją.
    Było bardzo mi miło spędzić czas na przeczytaniu historii Nikity.

    Odpowiedz
    • 08/05/2020 o 07:23
      Permalink

      Dziękuję. Znakiem tego czas na kolejny odcinek o niej

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *