Run, mysior, run!

Jak co roku w zasadzie, na balkonie w skrzyni najlepiej osłoniętej przed wiatrem i deszczem, mieszka sobie mysz. Nie taka mała szara myszka, tylko rudy, polny mysior, spory i bardzo oswojony. Nie wiem czy to ten sam co roku, czy też każdej zimy inny odnajduje to ciepłe lokum, nie zmienia to jednak faktu, że jak tylko przychodzą jesienne chłody, pojawia się dziurka w skrzyni. Jakiś czas później, lokator nabiera odwagi, i z parapetu zewnętrznego ogląda z nami kino familijne w niedzielne popołudnia .

Nie broi, do domu się nie pcha. No może raz czy dwa kręcił się po pokoju w czasie wietrzenia, ale zanim skończyłam tankowanie tlenu, grzecznie wracał na taras. Nie jest przeszkadzajny, ale na stałe zostać nie może. Teraz stołuje się na zewnątrz, bo ostatnie truskawki z tarasu skonsumował już jakiś czas temu, ale już za chwilę nadejdzie pora sadzenia i siewów. Stołówka jakby sama do niego przyjdzie z bardzo ekskluzywnym, i urozmaiconym menu 

Trudno jednak zdecydować o egzekucji kogoś, kto ogląda z Waszą rodziną „High School Musical” wystawiając uszy znad ościeży okna. I kogo ewidentnie rodzina traktuje jak swojego. Gdy bowiem nasz domowy kot zawędrował na taras i mysz ze strachem przebiegła po kafelkach przed jego łapami, dało się słyszeć głos mojej latorośli, pełen niekłamanej troski:

-„Run, mysior, run!!!”

Sama patrząc na ten obrazek w myślach dopingowałam skubańca:

-„Po planie trójkąta, po planie trójkąta!

No i masz. Co roku ta sama heca.

Mam nadzieję, że wzmożony ruch na tarasie da mu do zrozumienia, że czas poszukać sobie innego lokum i obejdzie się bez deratyzacji. Co ja gadam, i tak bym nie potrafiła .

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *