Zwalczanie mszyc

Tak, wiem, że do ataków mszyc jeszcze troszkę nam czasu zostało, ale w rozmowie z czytelniczką bloga poruszyłyśmy kwestię, braku takiego artykułu wybiórczo traktującego o tych uciążliwych szkodnikach, więc tak szybciutko, przy weekendzie napisałam.

Zwalczanie mszyc

Mszyce należą do rzędu pluskwiaków równoskrzydłych i są tak bardzo wkurzające jak ich rozwój skomplikowany.
Zacznijmy od zapłodnionych jaj, które gdzieś tam sobie przyczepione czekają. Wylęgną się z nich larwy założycielki przyszłych kolonii, które pojawią się, o zmoro, na naszych buraczkach, bobie, paprykach i pomidorach. Tadam… i uskrzydlone samice lecą w poszukiwaniu idealnego miejsca na swoją kolonię. O…tamten rząd papryk w donicach wygląda zachęcająco. Teraz zaczyna się rozrastanie kolonii. Jedna samica w sprzyjających warunkach pogodowych może urodzić 100 młodych samic . Wśród nich znajdują się bezskrzydłe samice, które od wiosny do lata wydają potomstwo bez zapłodnienia. Dzieciarnia urodzona na roślinie wtranżala soki aż trzeszczy.
Wbijają swoją ssawkę w kilku miejscach, szukając tkanki przewodzącej, a gdy na nią natrafią sok pod wpływem ciśnienia komórkowego wlewa im się do „dziobów” niczym mamine mleko oseskowi. I to w takiej ilości, że owad nie jest wstanie go strawić. Zaczyna więc popuszczać coś co nazywamy spadzią, na którą jest sporo chętnych. Dzieje się tak dlatego, że spadź zawiera mnóstwo cukru, którym nie pogardzą mrówki a nawet pszczoły. I byłoby całkiem znośnie gdyby nie fakt, że stanowi także podłoże dla rozwoju grzybów sadzaków, które pokrywają liście czarnym nalotem. Ten grzyb bardzo utrudnia liściom asymilację, gdyż czarny nalot nie dopuszcza miejscowo światła. Tworzą się plamy a w późniejszym stadium nekrozy.
Jesienią w trakcie krótkiego okresu pojawiają się samce dokonujące zapłodnienia, samice składają jaja w szparach kory i w bylinach, a wiosną następnego roku cała akcja powtórzy się co do przecinka.
Na dokładkę mszyce wypijając zarażony wirusami sok, stają się jego nosicielkami. Oj niefajnie.
Nie dość, że ranią rośliny i zabierają im życiodajne soki, to zarażają różnego rodzaju innymi problemami. Kiszka.

Zadbaj o zdrowie roślin

Przede wszystkim należy zwracać baczną uwagę na zdrowe, zrównoważone odżywianie roślin i zapewnieniu im dobrych warunków życiowych poprzez dobranie odpowiedniego stanowiska. Szczególnie narażone na wyniszczające ataki, są przenawożone rośliny o wybujałych pędach i słabych tkankach, oraz rośliny niedożywione. Dzieje się tak nie dlatego, że mszyce takie akurat rośliny lubią, ale dlatego, że jeśli kolonia trafi na takie papryki czy pomidory wyssanie z nich życia pójdzie jej w trymiga.
Każda roślina zaatakowana przez szkodnika przechodzi do kontrataku. Wytwarza substancje, które mają po pierwsze zniechęcić rabusia, po drugie naprawić nadwyrężone tkanki. Jeśli jest osłabiona innymi czynnikami zwyczajnie nie podoła.

Stwórz sprzyjające warunki naturalnym wrogom

Mszycowe kolonie to stołówki dla wielu innych gatunków. Naturalni wrogowie mszyc to biedronki oraz ich larwy, larwy bzygowatych, larwy złotooków, gąsieniczki, skorki, chrząszcze, drapieżne pluskwiaki, pająki i niektóre ptaki. Jeśli więc pozwolimy im robić swoje, kolonie będą sukcesywnie uszczuplane. Warunek – musicie wiedzieć kto swój, a kto wróg. I tym swoim dać schronienie na zimę, by od wczesnej wiosny patrolowali Waszą okolicę.

A na wabika?

Istnieje przekonanie, że jeśli w pewnym oddaleniu, ale i sąsiedztwie narażonych na skolonizowanie warzyw, sadzimy, siejemy rośliny bardziej dla mszyc ponętne, które przeznaczymy z premedytacją na odstrzał, to uchronimy te, na których nam zależy. Trzeba jednakże wiedzieć jakie odmiany mszyc preferują jakie rośliny i tak sparować wabik i warzywo by pasowały do siebie pod względem mszycowych podniebień.
Czy to prawda czy nie, musicie ocenić sami. Jedni twierdzą, że to żadna ochrona tylko zwabianie tałatajstwa na swoją zgubę, inni przekonują, że system działa i chroni.
I tak oto nasturcję atakuje czarna mszyca trzmielinowo-burakowa, zwana też mszycą bobową. Teoretycznie więc posianie jej w rozsądnym pobliżu buraków czy bobu, powinna go chronić. Troszkę to problematyczne bo bób jest atakowany często zanim nasturcjowe krzaki dobrze wyjdą z nasion, ale można sobie rozsadę przecież zrobić.
Próbowałam oczywiście tej metody i sama nie wiem. Jednego roku wydaje mi się, że to działa, drugiego, że nie .

Usuwaj kolonie

Jeśli mimo wszystko zauważycie na swoich warzywach mszyce, usuwajcie owady.
Ja staram się wychwycić moment, w którym skrzydlata wersja potwora zaczyna pojawiać się na tarasie. To jeszcze jest moment, w którym można kulturalnie pozbawić je życia za pomocą dwóch palców.
Ale co jeśli zdążyły założyć kolonię pod naszą nieuwagę?
Najprostszym sposobem jest spłukanie intruzów strumieniem ciepłej wody.
Biorę donicę pod prysznic, ustawiam temperaturę na 45 stopni ( mam taką możliwość dzięki baterii termostatycznej ) zasłaniam ziemię w donicy foliowym workiem i wpuszczam populację w kanał .
Jeśli donica jest zbyt duża bym mogła zatargać ją do domu, podobną akcję urządzam na tarasie za pomocą ciśnieniowej myjki.
A co jeśli ma się tylko ręczny spryskiwacz? No tak, to pewne utrudnienie. W tej sytuacji najlepiej zrobić „zabójczy” oprysk.

Opryski na mszyce

Zacznijmy od czegoś mniej radykalnego, niech to będzie woda z mydłem potasowym.
Eeee, nie, to niewiele da. Pryskałam taką mieszanką mszycowe kolonie i jakoś wielkiej skuteczności nie widziałam.

Goryczel – znacie taki chwaścior? Otóż goryczel doskonale sprawdza się w walce mszycami.
Zbieramy pędy w okresie kwitnienia i suszymy. Na 1l wody bierzemy 10 dag roztartego suszu i gotujemy przez 30 minut. Dodajemy 2ml mydła potasowego i spryskujemy kolonię. W ciągu doby po oprysku powinniście znaleść całą kolonię pod krzakiem martwą, trzeba tylko bardzo solidnie wykonać oprysk.

Łuski czosnek+cebula – troszkę mniej skuteczny oprysk. Na moje oko tak około 40-50% koloni odpada w ciągu 1 do 2 dni. Ale oprócz biobójczości ma inne zalety, zwiększa odporność roślin, można nim podlać rośliny by pozbyć się również problemów odglebowych, więc może warto.
150-200 g suchych łusek cebuli i czosnku, zalewamy 10l wody i odstawiamy na 4-5 dni.

Surowy czosnek – 200 g roztartego czosnku moczymy w 10l wody. Taką mieszankę wykorzystujemy zaraz po sporządzeniu. Działa nie tylko na mszyce, ale również na miodówki i przędziorki.

Szczaw polny+mniszek – troszkę to kłopotliwa metoda, bo trzeba wiedzieć gdzie rośnie polny szczaw. Ja mam o tyle dobrze, że rośnie u mnie na działce pod domem.
200 g korzeni roztartych polnego szczawiu, oraz jeden solidny korzeń mniszka zalejcie 10l ciepłej wody. Nie może mieć wyższej temperatury niż 40 stopni C. Odstawiamy na 2 godziny, ładujemy do spryskiwacza i jazda.

Do wszystkich powyższych oprysków można dodać 2 ml mydła ogrodniczego potasowego dla poprawienia przyczepności.
Oczywiście to tylko kilka wybranych propozycji z całej gamy oprysków ekologicznych.

Do środków ekologicznych zalicza się też gotowe mieszanki dostępne w handlu na bazie oleju rzepakowego lub rydzowego. Nie będę ich tu reklamować, znajdziecie je w każdym sklepie ogrodniczym. Duszą owada na śmierć.

Ciężka altyrelia czyli środki tzw. chemiczne.
Napisałam tak zwane, bo chemią tak naprawdę jest wszystko. Trochę to mylne pojęcie.
Umówmy się, że w tym miejscu chodzi o preparaty owadobójcze o podwyższonej szkodliwości dla innych organizmów żywych, wykorzystujące środki pozyskiwane syntetycznie.
Takie środki jak Polisect lub Pirimix nowy AE, to środki przeznaczone dla amatorskich upraw, ale raczej stosowałabym je na roślinach ozdobnych, a nie na warzywach. Środki te zawierają pochodne pyretryny czyli związku naturalnego wytwarzanego przez rośliny w celu ochrony zawiązujących się i dojrzewających nasion przed szkodnikami. Znajdują się w dużej ilości np. w koszyczkach kwiatowych złocienia dalmatyńskiego. Niestety są nietrwałe, więc te które ładuje się do preparatów owadobójczych to ich kuzynki – pyretroidy. Te są trwalsze, zachowują dłuższą aktywność biochemiczną, ale nadal łatwo ulegają biodegradacji. Nie takie więc może straszne. Mechanizm ich działania jest podobny do działania neurotoksyn. Taka np. mszyca, jak ją spryskać takim pyretroidem, najpierw dostaje jak to się mówi szfunglu, czyli robi się nienaturalnie pobudzona, potem wyczerpana, by na koniec procesu ulec paraliżowi prowadzącemu do śmierci. Żeby nie było, opryski ekologiczne opisane przeze mnie powyżej wcale nie są dla mszyc bardziej humanitarne.
Jest i haczyk. Jeśli użyjecie takiego środka kilka razy w krótkim czasie, to mszyce wykminią temat, i następną kolonię wyprodukują odporną na ten środek.
Pyretroidy są mało szkodliwe dla ludzi i innych organizmów wyższych, ale nie zupełnie obojętne. Zatrucia zdarzają się rzadko i to chyba tylko gdy ktoś siebie spryskałby sowicie zamiast mszyc. Jednakże osobiście nie jadłabym warzyw pryskanych takimi preparatami prosto z krzaka.

Są i środki bardziej zaawansowane, ale o tych nawet nie będę wspominać, żeby komuś nie przyszło do głowy próbować. Żartuję.

Każdy decyduje sam, o swoim talerzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close