Po co komu MIKORYZA ?

Rozpoczął się intensywny czas robienia rozsad. Siejemy, pomidory papryki, miechunki, okry i inne warzywne rozsady, które gdy zrobi się cieplej będziemy przesadzać do skrzynek i donic na naszych tarasach i balkonach.

Sklepy ogrodnicze kuszą z roku na rok, coraz większą ilością przeróżnych biostymulantów i ukorzeniaczy. Czy warto czy nie warto, i co warto, a co można sobie zdecydowanie odpuścić o tym innym razem. Dziś zajmę się pozycją z tego asortymentu, którą uważam za najgodniejszą uwagi. Mikoryzą.

Co to jest mikoryza?

Otóż mikoryza to grzybnia. Grzybnia zacnego rodzaju, która żyje w symbiozie z korzeniami roślin. Tworzy twór doskonały, który zwiększa powierzchnię chłonną korzeni nawet kilkaset razy. Pobudza przy okazji rozrost systemu korzeniowego,  przez co pozwala roślinie sięgać po zasoby, do których normalnie nie potrafiła by się dostać. Wymyśliła tą symbiozę sama natura, i na bank mieliście o tym na lekcjach biologii, tylko kto takie rzeczy pamięta.

Tego rodzaju symbioza to związek na całe życie, typu przyrzekam być z tobą na dobre i na złe do końca naszych dni. Czysta, bezwarunkowa miłość?. A nie, nie…, to małżeństwo z rozsądku. Grzyb bowiem nie może robić tego co jego partnerka roślina, czyli korzystać z dobrodziejstw fotosyntezy. I za ten właśnie dar, dzięki któremu ( w dużym uproszczeniu) dostaje osłodę życia czyli cukry, użycza swoich strzępek ( w dużym uproszczeniu), przez które roślina pobiera z gleby bardziej efektywnie związki mineralne.

To nadal nie wszystko.

Gdyby grzyb umiał mówić, usłyszelibyśmy piękne wyznanie, którego pragnęłaby niejedna niewiasta od swego mężczyzny i lepiej,  w jego przypadku nie byłyby to tylko słowa, bo tu liczą się wyłącznie czyny. Sama nie wiem skąd ta metafora

Kochanie sprawię, że będziesz piękna i silna, brzmiałoby pierwsze zdanie. Nasz grzyb bohater wytwarza hormony, które pobudzają jego partnerkę do wzrostu i zrównoważonego rozwoju.

Nie pozwolę Cię skrzywdzić, usłyszałaby, a grzyb mikoryzowy wydziela by to ziścić, substancje podobne do antybiotyków. Wpuszcza je do gleby, dzięki czemu zmniejsza prawdobodobieństwo zakażenia rośliny takimi patogenami jak bakterie i inne grzyby. Niestety nie radzi sobie z wirusami, ale to wredne potworki, wszyscy mamy z nimi problemy.

Kochanie, razem pokonamy każdy stres. A tak, właśnie tak. Grzyby mikoryzowe w przedziwny sposób dają roślinie, nazwijmy to – poczucie komfortu, dzięki któremu łatwiej znosi przesadzanie, chwilową suszę, czy zbyt wilgotne podłoże, o niezbyt odpowiednim pH.

Ktoś już zgubił się w gąszczu metafor? Krótkie podsumowanie:

Korzyści płynące ze stosowania mikoryzy to:

  • Lepszy i bardziej zrównoważony wzrost dzięki hormonom wytwarzanym przez grzybnię.
  • Gęstszy i mocniej rozbudowany system korzeniowy.
  • Zmniejszone zapotrzebowanie na wodę i nawozy, dzięki zwiększonemu poborowi substancji odżywczych.
  • Podniesiona odporność na stresowe warunki – suszę przesolenie podłoża, przesadzanie itd.
  • Ochrona przed patogenami glebowymi i chorobami, dzięki substancjom wytwarzanym przez grzyba do gleby.
  • W konsekwencji powyższych – wyższe plony.

 

I jak przekonani, że warto?

Dobra. Teraz tak. Nie jest obojętne, który grzyb pożenimy, z którą rośliną. Na rynku jest już trochę różnych preparatów, zawierających grzyby mikoryzowe i jeśli jesteście zdecydowani by spróbować, trzeba dokładnie czytać opisy na opakowaniach. Nawet jeśli na pudełku dużymi literami stoi, że w środku jest ukryta Mikoryza Uniwersalna, to jej uniwersalność jest jednak ograniczona. I mimo wszystko, należy doczytać do których roślin jest, a do których nie będzie odpowiednia. To po pierwsze.

Po drugie, można znaleźć w handlu szczepionki mikoryzowe dedykowane poszczególnym roślinom – dla pomidorów i papryk, dla borówek, dla iglaków, dla rododendronów. Może warto z tego skorzystać. Można kupić opakowania 150 g , jeśli nie zamierzacie uprawiać większej ilości, jednego rodzaju warzyw. Takie 750g mikoryzy wystarcza dla 200 sadzonek, więc 150g, będzie jak raz, na potrzeby balkonowej uprawy. i to na cały sezon.

Tak na marginesie powiem Wam, że nie obowiązuje w tej symbiozie monogamia. Bynajmniej, jeśli grzyb będzie miał dostęp do kilku roślin. Zbuduje sobie harem. Na szczęście każda z „żon” będzie miała tak samo dobrze 😉 I w drugą stronę, roślina może korzystać z różnych grzybów mikoryzowych, nie koniecznie jednego. Nota bene, preparaty w handlu to  właśnie mieszanki kilku odmian grzybni.

Z ciekawostek można też przytoczyć, że trwają badania nad komunikacją między roślinami za pomocą grzybni i wychodzi na to, że może to się dziać. Taki jakby „Awatar”.

Oczywiście działanie symbiozy w różnych warunkach, będzie przebiegać różnie. Nie należy się spodziewać, że Wasze rośliny, które normalnie miały 70cm, nagle urosną do dwóch metrów, a pomidory z nich będą miały dwa razy tyle objętości niż te bez stosowania mikoryzy. Efekty są bardziej subtelne. Wiele jednak osób ze świata nauki badało i nadal bada ten temat, jako obiecujący alternatywny sposób ochrony roślin uprawnych, zachowujący równowagę biologiczną ekosystemów i podążający że się tak wyrażę tropem natury.  Wnioski są bardzo przekonywujące. Być może donica czy skrzynia to naprawdę mikro ekosystem, ale sam mechanizm symbiozy i w niej będzie zachodził.

Jak stosować mikoryzę?

Jest kilka sposobów dzięki, którym nasze grzyby będą miały szansę połączyć się z rośliną, choć na opakowaniach zazwyczaj opisany jest jeden sposób.

Kupiliście mykoryzę ( mikoryzę – to to samo) w bliżej nieokreślonej formie stałej – granulki, proszek itp. Spoko. Butelka ze spryskiwaczem? Też dobrze, choć jak dla mnie „psikacz” najbardziej nadaje się do pikowania sadzonek.

Wróćmy do granulatu, lub proszku. Preparaty takie oprócz grzybni i prostego nośnika typu glinka, składają się z pewnej ilości nawozów i innych pożywek ( np. wyciągów z roślin, alg, odpowiednich cukrów itp.) które pomogą grzybni namnożyć się szybciutko. Niektóre firmy dodają też hydrożel, który ma niebagatelne znaczenie, bo jest podręcznym magazynem wody, a grzyby jak wiemy potrzebują wilgoci by się rozwijać.

Jak? Grzybnię należy umieścić jak najbliżej korzeni rośliny. Im bliżej, tym lepiej. Dlatego najszybsze efekty daje moczenie korzeni w zawiesinie z grzybnią, lub posypywanie wilgotnych korzeni preparatem w proszku.

 

Kiedy? Mikoryzowanie młodszych roślin ma największy sens. Rośliny jednoroczne jakimi są papryki, pomidory, i inne warzywka najsensowniej jest mikoryzować w trakcie przesadzania rozsady lub wysadzania gotowej rozsady na miejsce stałe. Rośliny wieloletnie można mikoryzować również później, ale prawda jest taka, że im wcześniej tym lepiej. Zagadnienie jest nieco szersze, zanudziłabym Was jednak.

 

Przypadek I

Mikoryzujemy młodą sadzonkę w trakcie pikowania

To proste. Jeśli pikujemy młodziutką sadzonkę, to możemy jej korzonki zanurzyć w wodzie a następnie obsypać je proszkiem, który pięknie przylepi się nam do nich. Jeśli producent mikoryzy opatrzył opakowanie stosownym opisem, w którym jest napisane, że można sporządzić żel, zawiesinę lub inny roztwór, to to właśnie zróbcie. Teraz sadzimy w dołek w doniczce, zasypujemy ziemią i gotowe.

Jeśli dysponujemy sprayem, pryskamy sowicie na korzenie, a dalej to samo.

 

Przypadek II

Mikoryzujemy starszą sadzonkę, lub sadzonkę rośliny o delikatnych korzeniach

Taka sytuacja dotyczy np. rozsad ogórków, dyń czy arbuzów. Przesadzamy bryłę korzeniową wraz z ziemią. W tej sytuacji sypiemy mikoryzowy proszek do dołka, przed przesadzeniem. Sadzimy rozsadę. Gotowe.

 

Przypadek III

Mikoryzujemy roślinę, wysadzoną wcześniej

Jeśli chcemy podać grzybnię roślinie, której już nie zamierzamy przesadzać, bo zrobiliśmy to wcześniej, możemy:

a)  Za pomocą patyczka, lub czegokolwiek innego zrobić dziurkę w podłożu (oczywiście w pobliżu korzeni) i wsypać do niej odpowiednią ilość proszku.

b) Wysiać proszek pod roślinę i podlać.

Każdy z tych sposobów gwarantuje dostanie się grzybni do korzeni rośliny. Natomiast ilość proszku jaką należy użyć trzeba sobie przeliczyć na podstawie wskazówek zamieszczonych na opakowaniu.

Ważne uwagi

Grzyb i roślina muszą mieć czas by stworzyć solidny związek. Nie należy im w tym przeszkadzać. Nie robimy więc przez pierwsze 3 tygodnie po mikoryzacji żadnych oprysków ( no mogłoby zaszkodzić rozwojowi grzybni), i ostrożnie od momentu mikoryzacji dawkujemy nawozy mineralne ( te z kolei mogą zaszkodzić roślinie, gdyż grzyby mikoryzowe zamieniają azot w formę amonową, a także udostępniają roślinom 70% więcej fosforu) Nawożenie organiczne spokojnie można stosować.

Co to ja jeszcze miałam….

A tak. Stosuję mikoryzy stosunkowo od niedawna, chyba trzeci sezon, ale nigdy się już z nimi nie rozstanę. Nigdy. Nigdy, nigdy, przenigdy. Nawet jeśli efekty nie zawsze są dla mnie naocznie oczywiste, to przekonują mnie badania naukowe z tego zakresu i fakt, że jest to „ingerencja” zupełnie ekologiczna i nie gwałcąca natury. Jeśli choć po części pomoże moim warzywom wydać obfitszy plon, na tak małej przestrzeni jaką dysponuję, to dla mnie warto. Z moich skromnych doświadczeń wynika, że najlepiej działają  w donicach grzybnie w obecności jakiegoś superabsorbentu ( hydrożel polimerowy ). Załatwia on problem przypadkowego przesuszenia podłoża, co dla grzybni może być sporym problemem. I to o hydrożelach napiszę następnym razem.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close