Nawożenie dolistne

Co to takiego nawożenie dolistne i po co się je stosuje?

Powiem Wam, że w uprawie donicowej nawożenie dolistne bywa zbawieniem. Korzenie uprawianych roślin spełniają różne funkcje, jednak podstawowym ich celem jest pobieranie składników pokarmowych i zaopatrywanie rośliny w wodę. Co jednak jeśli donica jest niewielka, a podawane nawozy rozpuszczają się zbyt szybko i podłoże ulega nadmiernemu zasoleniu?

Ano kłopoty murowane. Z drugiej strony podawanie mniejszych dawek nawozów, lub stosowanie jedynie nawozów organicznych może niestety spowodować, że naszemu pomidorkowi, czy papryce zabraknie nie całego spektrum składników, a wybiórczo jednego. Dodatkowo, trudne utrzymanie optymalnych warunków uprawy w niewielkim pojemniku może skutkować zahamowaniem pobierania jednego z minerałów. Tak czy inaczej, nawet jeśli na początku okresu wegetacyjnego zadbaliśmy o wszystko i zawartość wszystkich składników w podłożu jest optymalna, po miesiącu lub dwóch często zaczynają się schody. Chlorozy liści, dziwne dziury i zniekształcenia, zahamowanie wzrostu i opadające zawiązki. Huston mamy problem.

I tu z pomocą przychodzi nawożenie dolistne. Rośliny bowiem mogą pobierać składniki odżywcze nie tylko za pomocą korzeni, ale również poprzez liście, łodygi, pąki a nawet owoce.

Krótka ściąga – kiedy stosować nawożenie dolistne:

  • Przy ograniczonej aktywności korzeni, np. w skutek przelania
  • Przy widocznym wystąpieniu niedoborów składnika na liściach, pędach lub owocach wynikających z braków tego składnika w podłożu np. przy zbyt małym pojemniku
  • Przy niedoborze składnika wynikającego nie z jego braku w podłożu, a z braku możliwości pobierania go przez roślinę np. przy suchej zgniliźnie wierzchołkowej powstałej po przesuszeniu podłoża

Do nawożenia dolistnego stosuje się nawozy mineralne czyli tzw. sztuczne ( choć ostatnio zaczynają pojawiać się na rynku mgiełki nawozowe z bohumusu czy obornika – czego to ludzie nie wymyślą, deszcz z kupą  )

Są to jednak nawozy  ( mówię o tych mineralnych) stosowane formie bardzo rozcieńczonej. Z jednej strony powoduje to niezbyt trwały efekt, ale… straty składników są mniejsze niż przy podawaniu nawozu do ziemi, a samo działanie jest ekspresowe w porównaniu z absorbcją korzeniową, a o to przecież chodzi w działaniu interwencyjnym. Np. azot stosowany dolistnie w postaci mocznika jest już po 30 minutach w połowie pobrany, a po 40 godzinach przyswojony nieomal w 100%

Tempo pobierania składników mineralnych z nawozów stosowanych dolistnie:

Azot (N) 80% po 5 godzinach
Magnez (Mg) 20% po 1 godzinie; 50% po 5 godzinach
Fosfor (P) 50%po 2,5-6dniach
Potas (K) 50%po 1-4 dniach
Wapń(Ca) 50% po 4-5 dniach
Bor (B) 50% po 2 dniach
Miedź (Cu) 50% po 1-2 dniach
Mangan (Mn) 50% po 1-2 dniach
Cynk (Zn) 50% po 1 dniu
Żelazo (Fe) 8% po 1 dniu

 

Wiadomo więc już po co jest nawożenie dolistne. Ma w przypadkach awaryjnych zapobiegać nawozowej katastrofie. Nie należy jednak sądzić, że zastąpi nawóz podawany do gleby. Nie, nie zastąpi.

Dobra. Teraz o tym jak stosować.

  • Zależnie od intensywności występowania objawów niedoborów trzeba zrobić 3 do 6 oprysków w odstępach około tygodniowych. 
  • W zależności od wieku rośliny stosujemy stężenie niższe lub wyższe ale w granicach zalecanych w przypadku danego nawozu. Im młodsza roślina tym niższe stężenie nawozu. To bardzo ważne bo podanie zbyt dużego stężenia może spowodować uszkodzenie a nawet śmierć rośliny, a tego nie chcemy.

Od razu powiem w tym miejscu, że wskazówki na butelkach z nawozami do oprysków przez długi czas napawały mnie bezgraniczną frustracją. Taki zapis:  0,3- 0,03…. % rany o co w tym chodzi? Ile ja mam tego dać na litr wody. I czy mam dać z górnej stawki widełek czy z dolnej? Tu  właśnie trzeba się zastosować do zdroworozsądkowej reguły – im młodsza roślina tym mniejsze stężenie. Im słabsze objawy tym bliższe dolnej granicy widełek stężenia itd.

  • Musicie pamiętać, że pobieranie składników przy nawożeniu dolistnym jest mocno uwarunkowane od czynników zewnętrzych. Co to znaczy? Tyle, że powietrze musi mieć określoną wilgotność i temperaturę. Suche i gorące klimaty to przepis na kolejne kłopoty. Nie opryskujemy w słońcu, w upały i susze. Najlepiej zabiegi takie wykonywać rano lub wieczorem w pochmurne bezwietrzne dni. Powiedziałabym, że można świetnie zaaranżować takie warunki w domowej łazience, ale to kłopotliwe. No chyba, że nie ma innego wyjścia.
  • Kolejna wskazówka – opryskujemy nie tylko wierzch liści, ale również spód, bo to właśnie spodnia strona blaszek liściowych silniej pobiera składniki mineralne niż górna.

Zalecane stężenia nawozów do dokarmiania dolistnego  – tabelka 

I ostatnia sprawa. Forma nawozu. 

Tu już trzeba liznąć kapkę chemii. Nie byłam z niej zbyt mocna w szkole, ale okazało się, że ogrodnictwo to w 60% wiedza chemiczna, lub jej pokrewna. Dochodzi do tego jeszcze matematyka ( drugi z moich najgorszych szkolnych koszmarów), a reszta to powiedzmy szeroko pojęta wiedza przyrodnicza. Kto by pomyślał. By uprawiać warzywa trzeba mieć ścisły umysł.

Wracając do tematu, w przypadku makroskładników najlepiej postawić na saletry i mocznik, natomiast mikroskładniki najszybciej i najlepiej przyswajane są w postaci chelatów, czyli połączeń ze związkami organicznymi.

Oczywiście i tu przychodzą nam z pomocą producenci nawozów, prześcigając się wręcz w wymyślaniu nowych kompleksowych formuł, zawierających różne kombinacje do dolistnego nawożenia. Warto je stosować? 

Oczywiście. Jeśli ma się odpowiednią wiedzę, stosowanie nawozu jednoskładnikowego nie jest problemem. Jeśli jednak nie jest się pewnym co do tego, co należy podać i w jakich ilościach, taka wersja w butelce z napisem „na żółknięcie liści” lub „na suchą zgniliznę” może być dobrym rozwiązaniem.  A poza tym jak się jest chemicznym niedoukiem, tak jak ja, często trzeba zdać się na tych, którzy zminimalizują ewentualne zagrożenie pomyłką.

Żeby było łatwiej poniżej podaję kilka przykładowych sytuacji awaryjnych i sposób na nie za pomocą dolistnej interwencji nawozowej, oraz opisu czego możecie się po takiej interwencji spodziewać.

Niedobór wapnia na liściach papryki. 

O dziwo to dość częsty problem, i to już w ostatnim stadium rozsady, lub w czasie kwitnienia. Spotkać Was może z różnych powodów. Nie będę się w to teraz zagłębiać. Tak czy inaczej…

Objawy:

Zniekształcenia i dziury w młodych liściach o nieregularnych i poszarpanych kształtach. Roślina hamuje ze wzrostem i kwitnieniem. W dalszej fazie dochodzi do karłowacenia. źle to rokuje dla plonów.

niedobór wapnia

Interwencja:

U mnie w takim wypadku w ruch idzie saletra wapniowa.  3 opryski w odstępie 5 dni w stężeniu 0,3 %

Saletra wapniowa wchłania się dość szybko, niestety zniekształcenia na liściach już zniekształconych pozostaną. Trzeba obserwować nowe przyrosty. Jeśli kolejne liście będą rozwijały się prawidłowo, kuracja przyniosła oczekiwany rezultat.

Niedobór magnezu na liściach pomidorów i papryk.

To kolejny często spotykany problem, który dotyka i moje warzywa. Przyczyny tkwią zazwyczaj w zachwianiu równowagi mineralnej w podłożu, ale też związane są często z odmianą. Sporo odmian pomidorów jest bardziej zachłanna na magnez. Jeśli się tego nie wie, łatwo o niedobory.

Objawy:

Zaczyna się od jasnych plam na liściach, zwanych fachowo chlorozami. Takie jasnozielone plamki między nerwami na liściach

W końcowym stadium mogą prowadzić nawet do paskudnych nekroz. Poza zachwianiem procesu fotosyntezy co powoduje słaby wzrost rośliny i zaburza pobieranie innych składników mineralnych, niedobór magnezu wpływa również na smak owoców. Pomidory są kwaśne, a papryki bez wyrazu. 

Interwencja:

Osobiście stosuję w takich przypadkach jakiś preparat kompleksowy z podwyższoną zawartością siarczanu magnezu, i schelatowaną formą żelaza mając w głowie, że problem już pociągnął za sobą inne konsekwencje. Doskonałe do tego są preparaty floromix lub florovit  na chlorozy. Stosuje się je co 4 dni, aż do ustąpienia objawów. Można też zrobić oprysk z samego siarczanu magnezu, szczególnie gdy objawy zauważymy  i rozpoznamy w początkowym stadium ( kupicie w aptece, to sól gorzka ) w stężeniu 0,5% 3 do 4 oprysków w odstępie 5-7 dni.

Sucha zgnilizna wierzchołkowa na owocach pomidorów i papryk.

Tak. To kolejny przypadek, który zdarza się każdemu chociaż raz. Zazwyczaj pojawia się gdy kilka razy zapomnimy podlać donicę z pomidorami. Podatne są na tą przypadłość szczególnie odmiany o podłużnych owocach.

Objawy:

Na owocach od strony wierzchołka pojawiają się ciemne, wklęsłe plamy, sięgające w głąb miąższu.

niedobór wapnia na pomidorach
żniwo niedoboru wapnia

Interwencja:

Jedyną słuszną metodą jest jak dla mnie oprysk z saletry wapniowej i uwaga…. opryskujemy owoce, a nie liście. Trzeba zrobić 2 do 4 oprysków, w zależności od zaawansowania problemu, gdy tylko zauważymy objawy. Odstęp 4-5 dniowy. Ostatni taki zabieg należy wykonywać na 2 tygodnie przed zbiorem owoców. 

Pojawiły się też nowe formuły nawozowe z wapniem i cynkiem do zapobiegania takim sytuacjom jak powyżej opisywana. Oprysk w takim przypadku robi się profilaktycznie  dwa razy. W czasie kwitnienia i w czasie owocowania.

Nie bójcie się nawożenia dolistnego. Czasami nie ma wyjścia. Lepiej bowiem mieć zdrowe, pełne składników odżywczych warzywa, niż chore, wycieńczone rośliny, nie cieszące ani oka, ani podniebienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close