Kwiaty i zioła współrzędnie z warzywami, czyli oddział do zadań specjalnych.

Kwiaty i zioła współrzędnie z warzywami, czyli oddział do zadań specjalnych.
Rozsada warzyw już rośnie na parapecie. Czas pomyśleć o kwiatach i ziołach, które będą jej towarzyszyć.

Bazylia

bazylia Siam Queen

Cudowne zioło, aromatyczne i pięknie kwitnące. Jest niezliczona ilość odmian bazylii. Jedne pachną cytrusami inne tchną nutką cynamonu. Do wyboru, do koloru. Odmiany Siam Queen oprócz mocnego aromatu mają też niebywale ozdobne liście i kwiaty.

Bazylia jest doskonała partnerką dla wielu warzyw. Lubią jej towarzystwo pomidory i papryki.  Jej sąsiedztwo opóźnia atak mączniaka, a zapach odmiany anyżowej odstrasza ślimaki. Zdobi, korzystnie wpływa na otoczenie i rewelacyjnie smakuje w sałatkach. Prawda, że warto?

Dobrze jest zrobić rozsady bazylii, szczególnie tych bardziej ciepłolubnych odmian. Dzięki temu szybciej zapełnią przeznaczone dla nich miejsca w warzywniku. Siejemy w marcu, przesadzamy do gruntu po ostatnich przymrozkach.

Ogórecznik

ogórecznik

Poza tym, że przyciąga pszczoły, ogórecznik wytwarza saponiny, które wydziela przez system korzeniowy do ziemi, w której rośnie. Substancja ta jest bardzo korzystna dla roślin kapustnych – kalarepki, brukselki, brokułów. Sprawia że szybciej rosną i są bardziej odporne. Podobnie działa na groch zielony i groszek cukrowy. A w przypadku truskawek sprzyja zawiązywaniu się owoców. Ostatnim plusem ogórecznika są jadalne kwiaty i młode listki, doskonale nadające się do wczesno letnich sałatek. Może nie jest wybitnie ozdobny, ale cóż, nie każdy musi być piękny.

Ogórecznik siejemy do gruntu w kwietniu lub na początku maja.

Rumianek

rumianek

 

Powszechnie wiadomo, że rumianek jest doskonałym antyseptykiem. Siany w warzywniku chroni sąsiadów przed chorobami grzybowymi. Szczególnie dobrze dogaduje się z liściowymi przysmakami grządki szpinakiem, boćwinką, rukolą i mizunami.

Mięta pieprzowa posadzona w towarzystwie rumianku będzie bardziej aromatyczna.

Rumianek siejemy w kwietniu, w kolejnych latach sam będzie się wysiewał. Ma dość specyficzne z wyglądu siewki, które można po ich zlokalizowniu przepikować w bardziej porządane miejsca.

Kolendra

kolendra

Warto nie tylko ja posiać ale pozwolić kilku egzemplarzom zakwitnąć. Kwiaty kolendry są doskonałym wabikiem dla wielu pożytecznych owadów, a jednocześnie zapach kolendry odstrasza uciążliwe muchówki. Tam gdzie rośnie kolendra niechętnie lądują śmietki cebulanki, śmietki korzeniówki i połyśnice marchwianki.

Kolendrę siejemy w drugiej połowie kwietnia. Można zrobić to też wcześniej do doniczki. Jest dość delikatna lubi osłonięte od wiatru miejsce.

Akasamitki

Chyba już każdy wie, że ograniczają rozwój szkodliwych nicieni. Towarzystwo aksamitki jest w zasadzie wszędzie mile widziane, ale szczególnie zadowolone będą sałaty, brokuły i pomidory. Specyficzny zapach aksamitek odstrasza gryzonie. Nie macie gryzoni na balkonach? Szczęściarze. Ja niestety miewam takich gości.

Kwiaty aksamitek są jadalne, mają ciekawy, lekko cytrusowy posmak. Wabią pożyteczne owady, takie jak bzygi. Jest wiele odmian aksamitek, od miniaturowych po krzaczaste, można więc dobrać odpowiednią do wielkości pojemnika i ilości innych roślin, które zamierzamy w nim posadzić. Koniecznie czytajcie opisy odmian. Rozsadę można robić już teraz. Dzięki temu szybciej można cieszyć się kwitnącymi aksamitkami.

Nagietki

nagietki

Nagietków podobnie jak aksamitek jest odmian bezliku. Wszystkie w prostej linii pochodzą od lekarskiego protoplasty i wpływają na sąsiadów bardzo pozytywnie. Poza oczywistymi korzyściami współrzędności, mają szereg innych zalet. Są jadalne, doskonale sprawdzają się jako komponent domowych kosmetyków (maści z kwiatów nagietka leczą rany, i łuszczycę skóry). Natomiast napar, łagodzi dolegliwości żołądkowe. Róg obfitości. Do tego pięknie wyglądają.

Kto lubi szczególnie nagietka? Otóż pomidory, ogórki, groch, sałata i szparagi. A także marchew i rzepa.

Nagietki sieje się wprost do gruntu, gdy tylko temperatura dnia ustali się powyżej 10 stopni.

Czosnek ozdobny

czosnek ozdobny

Tak proszę Państwa. Nie tylko jego jadalna odmiana, ale również ozdobny kuzyn jest strażnikiem dla sąsiadów. Jego towarzystwo chroni przed kędzierzawością liści czy szarą pleśnią. Ma bardzo podobne właściwości do zwykłego czosnku i można z niego tak samo wytarzać preparaty do ochrony warzyw. Tylko kto poświęcałby na to, takie pięknoty. Za towarzystwo ozdobnego czosnku bedą wdzięczni: ogórek, pomidor, szpinak, sałata, burak oraz ziemniak.

Czosnek ozdobny sadzimy na jesieni, w skrzyniach można też na wiosnę. Można rozmnażać go z cebulek przybyszowych lub siejąc wytworzone na kwiatostanach mini cebulki napowietrzne, jest to jednak żmudny sposób. łatwiej kupić gotowe do zasadzenia cebule w sklepie ogrodniczym.

Nasturcja

nasturcja

Nie wyobrażam sobie warzywnika bez nasturcji. Jest piękna, jadalna i allelopatyczna. Uwielbiają ją dynie, sałaty i fasole. Ponieważ wabi mszyce warto posadzić ją w pewnym skupisku nieopodal roślin które chcemy ustrzec przed tymi amatorami roślinnych soków. Nie będą wstanie oprzeć się pokusie i wszystkie jak jeden mąż pomaszerują ku nasturcjom. Te zaś można wtedy potraktować specyfikiem z miodli czyli olejkiem neem i po sprawie. Jest też inny sposób, trzeba posadzić nasturcję w towarzystwie aksamitki, która zwabia bzygi. Już one rozprawią się z mszycami raz dwa.

Nasturcję wysiewamy od drugiej połowy kwietnia. Jest w handlu dostępnych wiele jej przepięknych odmian zarówno pnących jak i karłowych. Warto w kolejnych latach zebrać nasiona z własnych roślin.

Kocimiętka

kocimiętka

Jej największą zaletą oprócz fajnego wyglądu jest ochrona przed pchełkami ziemnymi. Warto więc posadzić ją przy rzodkiewce, rukoli i innych roślinach, które są narażone na ich ataki. Zapach kocimiętki odstrasza też komary, i przywabia pszczoły. Same pozytywy.

Kocimiętkę rozmnaża się poprzez podział kłączy, sadzonki wierzchołkowe, i siew. Do wyboru, do koloru. Można też kupić gotowe do wysadzenia młode rośliny. Dostępne są wiosną w centrach ogrodniczych.

Słonecznik

słonecznik

Jest w zasadzie w warzywniku jeden amator słoneczników, a mianowicie ogórek. Niebywale lubi jego towarzystwo. W mini warzywniku trudno byłoby uprawiać jego pełnowymiarową wersję, ale od czego są miniaturki. Mini słoneczniki będą tak samo miłe ogórkom, nie zabiorą tyle miejsca, i staną się przepiękną ozdobą gdy tylko zakwitną.

Słoneczniki siejemy bezpośrednio do gruntu na początku maja. RObienie rozsad ma sens tam gdzie młode rośliny są narażone na ataki ślimaków.

Hyzop

hyzop lekarski

Jest przepiękny z tymi swoimi granatowymi kwiatami. Uwielbiają go pszczoły i bielinek kapustnik. Należy więc postąpić strategicznie i posadzić go tak, by motyl wybrał hyzop zamiast jarmużu. Nie za blisko i nie za daleko. Ryzykowne? No cóż, jeśli w tej roli się nie sprawdzi, to napewno będzie pachnącą ozdobą.

Sadzonki hyzopu można kupić na wiosnę w centrum ogrodniczym. Jeśli jednak zdecydujecie się na własną rozsadę, to połowa marca to odpowiedni moment do wysiania hyzopu.

 

Oczywiście roślin ozdobnych, których allelopatyczne działanie służy warzywom jest więcej. WYmieniłam tu głównie te, które doskonale sprawdzą się nawet w mini ogródku i donicy. Warto przy najbliższych zakupach ogrodniczych zaopatrzyć się w nasiona tych pożytecznych roślin, lub wpisać do kalendarza zakup sadzonek gdy przyjdzie na to pora.

Fotografie użyte w tym artykule pochodzą z serwisu Pixebay i są opatrzone licencją free commercial.

Sałaty na balkonie

sałata na balkonie

Jako, że w końcu mamy coś na kształt przedwiośnia, postanowiłam skreślić kilka słów o uprawie sałaty. Wprawdzie było o sałatach przy okazji uprawy wszelkich zielonych listków, ale historia lubi się powtarzać w zasadzie w każdym sezonie 🙂

Po dyniach, pomidorach i bakłażanach, sałaty stają się moją nową namiętnością. Ich różnorodność odmianowa jest równie duża co powyższych, a kulinarna przydatność choć mniej może kreatywna, to przecież niezaprzeczalna. Bez miękkiej masłowej, orzechowej w smaku rzymskiej czy chrupiącej lodowej nie wyobrażam sobie życia. A ta samodzielnie zebrana z własnego mini ogródka, nie może się równać z żadną inną.

Na polskim rynku nasion pojawiło się w ostatnim czasie wiele odmian listkowych dedykowanych do uprawy  balkonowej, prawda jest jednak taka, że to te same odmiany, które sadzi się w gruncie z odpowiednią adnotacją na opakowaniu poszerzającą grupę docelową klientów. Nie zmienia to faktu, że oczywiście nadają się do uprawy w balkonowych skrzynkach i pojemnikach. Są to odmiany, którym ograniczona przestrzeń życiowa wcale nie przeszkadza, wyrosną bowiem prawie w każdym pojemniku od łubianki po truskawkach po tubę czy worek. Jeśli jednak wysadzilibyście rozsadę takiej sałaty rzymskiej „na listki” do gruntu, wyrośnie Wam piękna pełnowymiarowa główka. Sprawdziłam to – wysiane sałaty rzymskie z opisem na opakowaniu „na listki”, wysadzona do większych skrzynek

Pisałam onegdaj, że sałata jest doskonałym przedplonem do pojemników, i absolutnie się z tego nie wycofuję. Wgłębiając się jednak w temat sałat, należy zauważyć, że w tym przypadku istotny jest zarówno wybór odmiany jak i sposób startu.

Każda odmiana ma swój okres wegetacji (podany na torebce z nasionami). Mamy do wyboru sałaty wiosenne, letnie i jesienne, a nawet zimowe (zimujące w gruncie) .

Jeśli posadzimy bardzo wczesną wiosną letnią odmianę, będzie marudzić, że jej zimno 😉 i bardzo długo startować. Zwracajcie na to uwagę przy wyborze nasion.

Odmiany Baby Leaf

Odmianami idealnymi na przedplon są sałaty typu Baby Leaf o liściach zarówno gładkich jak i kędzierzawych. Zewnętrzne liście można sukcesywnie obrywać nawet przez sześć tygodni, a gdy źródełko się wyczerpie w ich miejsce posadzić na przykład szparagową fasolkę.

Odmiany liściowe

Jeśli mamy możliwość posadzenia sałaty nie tylko w balkonowej skrzynce, ale również w większym pojemniku możemy wybierać wśród wczesnych odmian głowiastych i liściowych.

Te drugie nie tworzą zwartych główek, ale rozmiarami potrafią dorównać tym pierwszym i występują w przeróżnych kolorach i wzorach liści. Ich uroda jest naprawdę imponująca.

Większość odmian liściowych to odmiany średniowczesne, czyli takie, które sieje się gdy temperatura gleby ustali się na poziomie 14-15 stopni, co zazwyczaj ma miejsce na przełomie marca i kwietnia. Bezkarnie można je wtedy posiać bezpośrednio do skrzynki balkonowej. Wykiełkują gdy tylko pojawi się kilka słonecznych dni, i nawet jeśli później  temperatura spadnie, spokojnie przetrwają chłody. Dla spokojności można je na noc otulić wiosenną włókninką, lub kloszem. Tworzą luźne rozety liści, i w przeciwieństwie do sałat dębolistnych Baby Leaf ścina się je w całości.

Do sałat liściowych należą odmiany: Crimson, Lollo Rossa, Lollo Blonda

Odmiany głowiaste

Na balkonie trudno je uprawiać bo potrzebują sporo miejsca, jeśli jednak dysponujecie nie tylko balkonowymi skrzynkami, a powiedzmy uprawiacie warzywa w kastrze, to możecie wybrać odmiany o zwartych mniejszych główkach, które dopełnią wizualnej kompozycji i uzupełnią obiadowe menu.

Do odmian głowiastych należą sałaty masłowe, rzymskie i kruche a wybór ich odmian jest naprawdę duży.

Wczesne odmiany to np. Królowa majowych, Pierwszy Zbiór

Uprawa z rozsady

Czy ma to sens? Oczywiście w przypadku upraw gruntowych jak najbardziej, ale na balkonie? Rok rocznie mam jakieś rozsady sałat na parapecie, głównie robione ze względu na małą ilość posiadanych nasion jakiejś egzotycznej odmiany, na której rozmnożeniu niebywale mi zależy. A czy przyspiesza to zbiory? Otóż tak. Przyspiesza, nawet na balkonie. Szczególnie w kapryśne wiosny, gdy temperatury wciąż serwują sinusoidę.

Sprawa należy raczej do prostych.

Potrzebny jest pojemniczek, może być np. po margarynie, trochę podłoża do siewu, nasiona wybranej wczesnej odmiany i spryskiwacz.

Wyrównujemy podłoże w pojemniczku, rozmieszczamy nasiona na wierzchu, przyciskamy je do podłoża, spryskujemy wodą i stawiamy w miejscu jasnym o temperaturze od 10-15 stopni. Sałata kiełkuje w świetle, nie przykrywamy jej więc warstwą ziemi. Jeśli umieścimy pojemniczek w miejscu o odpowiedniej temperaturze i świetle, siewki nie będą się wyciągać. Jeśli trochę nam się jednak „zżyrafią” nie szkodzi, naprawimy to przy kolejnym etapie.

Następnym zabiegiem jest pikowanie. Zabieramy się do tego delikatnie, najlepiej uzbrojeni w widelczyk do zakąsek, lub podobnie wyglądające specjalne narzędzie do pikowania.

Delikatnie wyciągamy siewkę z podłoża i umieszczamy w pojedynczym pojemniczku z podłożem uniwersalnym, lub mieszanką kompostową przykrywając ziemią do wysokości rozpoczynającej tworzyć się rozetki. Koniecznie podlewamy. Ja dodatkowo w tym momencie używam mykoryzy w sprayu, spryskując nią korzenie zanim umieszczę siewkę w ziemi.

Wersja rysunkowa pikowania za pomocą ołówka czyli taka dla lubiących wyzwania

pikowanie siewek

Wersja foto pikowania za pomocą jednorazowego widelca nie miałam nic innego na podorędziu.

 

I tyle, patrzymy jak rośnie, sprawdzamy wilgotność podłoża, podlewamy w miarę potrzeby. Nie nawozimy, bo w ziemi uniwersalnej ilość startowego nawozu w zupełności wystarczy na cały okres tworzenia się rozsady. Trzymamy w miejscu gdzie temp. wynosi ok. 10-15stopni i jest jasno. Gdy na dworze zrobi się koło 10 stopni obowiązkowo rozsada ląduje na dworze, by się zahartować. Na noc z powrotem do pomieszczenia.

Uprawa z siewu do gruntu

Czyli bezpośrednio do doniczki, lub skrzynki na dworze. Moja ulubiona. Siewki nie wyciągają się, są dobrze zahartowane, krępe. Siejemy w donicę lub skrzynkę gdy tylko ociepli się do 10-15 stopni w dzień i 7-10 stopni w nocy. Pilnujemy wilgotności, przykrywamy na początku wiosenną włókniną. Jedyne co trzeba później zrobić, to gdy osiągną słuszną wielkość przerwać je, by każdy pozostający w skrzynce egzemplarz miał odpowiednią ilość miejsca. Rozstaw roślin jest zazwyczaj określony na opakowaniu i zależy od odmiany. wyrwane mniejsze egzemplarze idealnie nadadzą się na wiosenną sałatkę.

sałaty w skrzynkach sałaty w skrzynkach

Choroby i szkodniki

Są 4 główne potencjalne problemy.

Pierwszy to ślimaki i nie myślcie sobie, że na balkonie jesteście bezpieczni. Ślimaki z sobie tylko znaną konsekwencją, potrafią dotrzeć w przeróżne, wydawałoby się niedostępne dla nich miejsca. Zdarzyło mi się już kilka razy nakryć łobuza w moich sałatach. Trzeba po prostu robić systematyczne inspekcje. Mniej zainteresowane są ślimaki odmianami liściowymi, bardziej głowiastymi. Na odmianach Baby Leaf raczej nie żerują, za to smalą cholewki do Królowej Majowych.

Drugi to więdnięcie młodych roślin. Zazwyczaj wynika z żerowania w glebie szkodników – pędraków chrabąszcza, które można sobie sprezentować w kompoście, ale też nie wymieniając i nie sprawdzając ziemi w pojemnikach przez kilka sezonów. Trzeba ziemię przekopać widełkami, znaleźć intruza i pogonić.

Trzeci to więdniecie i usychanie starszych roślin – uwaga to mogą być mszyce. Mszyca korzeniowa najcześciej dokucza odmianom głowiastym. Mszyce zagnieżdżają się w głąbie sałaty i wysysają z niej soki. Jeśli rośliny są mocno uszkodzone nie ma sensu dalej się upierać, trzeba usunąć najbardziej zaatakowane egzemplarze, a resztę potraktować jakimś ekologicznym środkiem przeciw mszycom np. miksturą z olejem neem. Coraz częściej dokuczają sałatom inne odmiany mszyc. Ciekawostką jest fakt, że mszyce są amatorami odmian zielonych, te o czerwonej barwie nie budzą w nich takiego zainteresowania.

Czwarty to szara pleśń. Wywołuje ją grzyb Botrytis sp., i dokucza sałatom szczególnie w wilgotne i zimne wiosny. Aby go unikać należy sadzić rośliny w większych odstępach. Koniecznie trzeba usuwać zakażone rośliny, resztę można potraktować specyfikiem z olejkiem herbacianym lub olejkiem z cytronelli, świetnie radzą sobie z wszelkimi grzybniami.

Mogą oczywiście zdarzyć się i inne przygody, ale sałaty tak naprawdę na balkonie rzadko sprawiają kłopoty.

Sporadycznie na sałatach pojawia się mączniak rzekomy, jest jednak wiele odmian odpornych na tą infekcję grzybową.Podobnie ma się sprawa z wirusami. Na nie niestety nie ma dobrego sposobu, jeśli się zdarzą trzeba rośliny usunąć.

 

Nawożenie

Sałaty nie potrzebują zazwyczaj dodatkowego nawożenia. Można podlewać je biohumusem, lub rozcieńczoną w stosunku 1:30 gnojówką z pokrzyw jeśli słabo przyrastają.

 

Ciekawostka: Sałata ma właściwości predestynujące ją do roli degustatora gleby. Jeśli zasadzona rozsada sałaty zacznie więdnąć i zamierać, a nie znajdziecie żadnych innych widocznych przyczyn tego stanu, prawdopodobnie winna jest gleba. Sałata bowiem reaguje na substancje toksyczne mocniej niż inne warzywa.

No i fajnie. To co? Siejemy zieleninkę  ?

 

 

W czym posadzić rozsady warzyw.

w czym posadzić rozsady

Najwyższy czas by pomyśleć w czym posadzić rozsady warzyw. Mi co roku towarzyszy pewien rytuał, znany wielu działkowcom i ogrodnikom. Mam na myśli zbieractwo kubeczków po jogurtach, opakowań po margarynach, warzywach i innych wiktuałach, oraz wycieczki do hipermarketów na dział z kwiatami, w celu zagarnięcia  plastikowych transporterów – wielopaków. Te ostatnie są nieocenione przy przenoszeniu i rozstawianiu rozsad. 

Kuwety, wielodoniczki i inne gotowce ze sklepów ogrodniczych są dla mnie absurdalnym wynalazkiem w tym recyclikowalnym nawale opakowań, jakim raczy nas przemysł spożywczy. Odstępstwem  maleńkim są doniczki z torfu, ale o tym już było.

  • Dla pomidorów, bakłażanów i papryk

    Pomidory, bakłażany i papryki wymagają w trakcie produkcji sadzonki dwukrotnego przesadzenia. Wzmacnia to ich system korzeniowy, i ogólnie wpływa korzystnie na rozwój rozsady. Dla nich zbieram trzy rodzaje pojemników.

  •  plastikowe małe tacki, które służą mi do siewu
  • kubeczki po jogurtach 250ml, do przepikowania
  • kubki po jogurtach 400ml lub 500ml, do przesadzenia rozsady

Dodatkowo potrzebne są plastikowe palety do małych kubków – jedna paleta mieści 24 kubki, oraz do dużych kubków z 12 lub 18 komorami. Dostaniecie takie w każdym markecie, który prowadzi sprzedaż doniczkowych, sezonowych kwiatów. Wystarczy poprosić Panią rozkładającą towar, ładnie się do niej uśmiechając.

  • Dla ziół, sałat i innych listków

    Tu preferuję opakowania po serkach lub margarynach jeśli robię większą ilość rozsad. Są niższe i szersze od kubeczków po jogurtach, i idealnie spełniają swoją rolę. Staram się dopierać takie, które pasują w komory palet, bo to bardzo ułatwia późniejsze uporządkowanie na parapetach i przenoszenie rozsad na balkon do zahartowania. 

    Listki i zioła sieję niezbyt gęsto i nie pikuję, wysadzam od razu na miejsce docelowe gdy tylko zrobi się cieplej.

  • Kwiatki

Większość sieję bezpośrednio do skrzynek, ale by przyspieszyć kwitnienie nemezji czy aksamitek, robię kilka rozsad. Dla nich zbieram plastikowe rynienki po kiełkach do siewu, i kubeczki po małych jogurtach do przepikowania.

W ten sposób pojemniki na rozsady nic nie kosztują. Po zakończonym sezonie, te które zbytnio się zużyły, trafiają do segregatora z plastikiem, a te które wytrzymały próbę czasu, umyte trafiają na półkę w garażu. Tam czekają na kolejny sezon.

kubeczki po jogurtach na rozsady
Wystarczy zostawić każde opakowanie po serku czy jogurcie
rozsada wychylona do światła
a kubeczki ustawić w plastikowym wielopaku na parapecie, pod kątem do światła
rozsada cebuli
Rozsada cebuli w rynience po pieczarkach.
Rozsada kwiatków w rynience po boczniakach.
hartowanie rozsad
Kubek w kubek na plastikowej palecie. Przenoszenie do hartowania zajmuje kilka minut.

Do czego wykorzystać skorupki jajek w warzywniku.

skorupki jajek w warzywniku

Skorupki od jaj są w moim warzywniku bardzo pożądanym surowcem.

Skorupki jaj składają się w ponad 95%  z minerałów. Głównie węglanu wapnia (37%). Znajdują się w nich również: magnez, potas, żelazo i fosfor w zacnej ilości oraz taki śladowy pierwiastek jak mangan. Jeśli wszystkie te powody nie są wystarczające, aby zainteresować się wykorzystaniem skorupek jaj w ogrodzie, wspomnę nieśmiało, że za ich pomocą można ograniczać ekspansję ślimaków, a nawet pozbyć się wizyt takich nieproszonych gości jak sarny( sarny bardzo nie lubią zapachu jaj). Na mój taras sarny nie zaglądają, więc do tego skorupek jaj nie używam  .

Kompostowanie

Ameryki tym nie odkrywam, wiem. Większość osób właśnie do tego skorupek używa. Kruszymy i wrzucamy do kompostownika, a wszystkie minerały zostają w stworzonym kompoście. Mają tę dodatkową zaletę, że neutralizują pH gleby – zaletę, jeśli chce się obniżyć kwasowość gleby , jeśli się bowiem nie chce, zaleta znika.

Wapniowo-mineralny starter dla roślin

Wiem, niektórzy stukają się w czoło, ale mimo faktu, że wapń, który zawierają skorupki jaj jest słabo rozpuszczalny w wodzie a co za tym idzie trudniej przyswajalny dla roślin, nie jest też tak, że rośliny zupełnie nie mogą z niego korzystać. Jak zajrzy tu jakiś chemik pewnikiem się dowiemy jaka jest dokładna różnica między CaCO3 MgCO3  , a – CaCO3  w ich przyswajaniu przez rośliny. a na razie niech mi wolno będzie zaproponować zmielone skorupki jajek jako dodatek do ziemi w doniczkach. Najlepiej zmielić wysuszone skorupki w melakserze. Można sypnąć kilka łyżeczek pod krzaczek. W czasie podlewania dobroczynne składniki wnikną w  podłoże (węglan wapnia słabo rozpuszcza się w wodzie dlatego zmielenie go na pył i zmieszanie z glebą czyni go bardziej efektywnym). Szczególnie zadowolone będą z takiego pomysłu, szczypiorek, lawenda i szałwia posadzone w donicach.

Naturalna muszelka do siewów

Próbowałam, da się. Wprawdzie trzeba dojść do pewnej wprawy przy zgniataniu skorupek, a trzeba to koniecznie zrobić gdy przesadzamy wyrośniętą sadzonkę, jednakże mini pomidorki, czy sałaty całkiem zdrowo sobie rosły. Troszkę to moim zdaniem niewygodne, trzeba bowiem każdą skorupkę delikatnie przedziurkować by miała odpływ wody w razie zbyt hojnej ręki, wszystkie umieścić w wytłaczance, dla stabilności, a pod spód dać jeszcze coś nieprzemakalnego np tackę od warzyw z marketu, ale jeśli ktoś lubi eksperymenty, to czemu nie…

skorupki jajek w warzywniku
Do wykorzystania nadają się zarówno skorupki jaj kurzych, jak i gęsich, kaczych, przepiórczych czy perliczych. Najlepiej by pochodziły od ptactwa własnego chowu.
siew pomidorów w skorupkach jaj
Skorupki można potraktować jako mini doniczki do siewu, karłowych pomidorków.
skorupki od jajek
Skorupki jako mineralny starter dla roślin.

Truskawki całoroczne idealne na balkon

truskawki balkonowe

Truskawki powtarzające owocowanie

Odmiany powtarzające owocowanie mają zupełnie inny cykl wzrostu i owocowania niżeli truskawka tradycyjna. Pąki kwiatowe tworzą się u tych odmian przez cały sezon uprawy.

Ich sadzonki można kupić na wiosnę w dobrych Centrach ogrodniczych. 

O  usunięciu pierwszego kwiatostanu po posadzeniu, decydujemy na podstawie stanu roślin – w momencie, gdy rośliny są silne i właściwie się rozbudują powinno się dopuścić do owocowania.

Bardzo ważnym zabiegiem jest też usuwanie pędów rozłogowych. Opóźnienie tego zabiegu może spowodować niekorzysty efekt, opóźnić owocowanie i tworzenie kolejnych kwiatów.

Rozłogi można ukorzenić z myślą o kolejnym sezonie. Jeśli tego nie zrobimy, ani ich nie usuniemy rośliny potrafią na takich rozłogach zakwitnąć a nawet zawiązać owoce. Nie jest to jednak zbyt korzystne, bo prowadzi do zdrobnienia owoców na całej roślinie. Ale…zjawiskowo wygląda.

Dodatkowo warto usunąć nadmiar liści zwłaszcza w drugiej części sezonu. Musimy pamiętać, iż odmiany powtarzające owocowanie nie tylko cały czas kwitną i owocują, ale również bardzo szybko rosną. Dlatego stare i uszkodzone liście usuwamy, co również pozwola utrzymać rośliny w lepszej kondycji.

truskawki wiszące
truskawki balkonowe

Sadzenie

 

 
 

Osobiście polecam Wam użycie ziemi kompostowej. Mieszanka ziemi kompostowej z włóknem kokosowym  ( lub odkwaszonym torfem wysokim)  i perlitem oraz dodatkiem piasku, zapewni truskawkom dobry start w skrzynkach. Tam gdzie posadzimy je minimalistycznie w małych pojemnikach warto zainwestować w hydrożel, dzięki któremu podłoże nie będzie wysychać na wiór w letnie dni. 

Ponadto na uwadze musimy mieć to,  że rośliny, aby mogły wydać wysoki plon, muszą być odpowiednio odżywione.

Nawożenie

 

Nawożenie dodatkowe rozpoczynamy dopiero po upływie 6-7 tygodni od posadzenia.

Do zasilania systematycznego można użyć gnojówki z żywokostu, oraz mączki kostnej. Gnojówka zapewni naszym owocom potas, a mączka kostna bogata w fosfor i azot będzie dbała o zdrowe liście, korzenie i stałe kwitnienie. 

Nie każdy jednak ma warunki do kiszenia roślinnego nawozu. Jeśli nie jesteście przeciwnikami nawożenia mineralnego, można truskawki fertygować przez cały sezon dedykowanym nawozem (koniecznie w dawkach podanych na opakowaniu – z nawozem mineralnym łatwo przedobrzyć). Ale, uwaga, są już w handlu nawozy organiczne (na bazie różnych oborników i biohumusu) dedykowane do truskawek i poziomek. To dobry ekologiczny sposób i trudniej o pomyłkę, bo większość nawozów organicznych dobrze przygotowanych, uwalnia składniki powoli.

Jesienią po zakończeniu zbiorów należy przyciąć pędy, na których truskawki owocowały. Ostatni raz zasilamy rośliny i umieszczamy w chłodnym jasnym pomieszczeniu, podlewając raz w tygodniu. W ten sposób zimujemy wszystkie odmiany o mniejszej mrozoodporności. Jeśli zapewnimy im odpowiednie zimowisko, truskawki na balkonie obficie będą owocowały przez 2-3 lata.

Najczęściej występujące choroby truskawek:

Szara pleśń truskawki
Grzyb poraża przede wszystkim owoce i kwiaty. Porażone kwiaty brązowieją i zasychają, a na owocach pojawiają się gnilne plamy. W miejscu porażenia rozwija się szary, pylący nalot zarodników konidialnych. Rozwojowi choroby sprzyja wilgotna i ciepła pogoda.

Biała plamistość liści truskawki
Objawy pojawiają się początkowo w postaci drobnych, brązowych plamek, które w miarę powiększania się stają się szarobiałe, otoczone czerwonobrunatną obwódką. Występują głównie na liściach i działkach kielicha, które przy silnym porażeniu zasychają. Niekiedy, szczególnie pod osłonami, objawy mogą wystąpić na owocach (suche, drobne plamy wokół porażonych nasion).

Antraknoza truskawki
Grzyby porażają wszystkie naziemne organy truskawki. Duże nasilenie choroby obserwowane jest w upalnych i wilgotnych latach. W wyniku porażenia rozwijają się suche, ciemnobrązowe nekrozy, na których (w wilgotnych warunkach) widoczne są jasnoróżowe skupienia zarodników konidialnych. Porażenie korony truskawki, na której rozwija się sucha, jasnobrązowa zgnilizna, powoduje gwałtowne zamieranie roślin.

 

Werticilioza truskawki
Objawy występują najczęściej na jednorocznych roślinach. Początkowo więdną i zamierają najstarsze, zewnętrzne liście, a następnie całe rośliny. Masowe zamieranie roślin obserwowane jest zwykle po posadzeniu podatnej odmiany truskawki na silnie skażonym polu (stanowiska po uprawach warzyw, ziemniakach, truskawkach). Grzyb poraża korzenie, z których przerasta do korony i ogonków liściowych powodując suchą, dobrze widoczną nekrozę ich podstawy.

Czerwona plamistość liści truskawki
Objawy występują przede wszystkim na liściach i działkach kielicha w postaci licznych drobnych, brunatnobrązowych plam. Pierwsze objawy występują na starszych liściach. Porażane liście żółkną, czerwienieją i szybko zasychają.

Mączniak prawdziwy truskawki
Biały, mączysty nalot występuje najsilniej na dolnej stronie liści, które charakterystycznie zwijają się łódkowato do góry. Nalot grzybni i zarodników konidialnych może pokrywać także inne, naziemne organy rośliny. Na silnie porażonych liściach powstają rozległe nekrozy, niekiedy czerwonobrązowe plamy dobrze widoczne na górnej stronie liścia. W szczególnie dużym nasileniu mączniak występuje w uprawach pod osłonami oraz na sadzonkach na plantacjach matecznych.

 

Odmiany truskawek na balkon

Do wyboru mamy całkiem sporą ilość odmian. Wszystkie bardzo smaczne.

Selva, Geneva, Albion, Monterey, Portola, Vima®Rina, Pink Panda i Temptation.

Odmiany te są niezależne od cyklu dnia, co oznacza że kwitną i owocują do późnej jesieni. Część z nich jest też niewrażliwa na chłody i owocuje nawet przy temperaturach poniżej 15 stopni. I może zimować w donicach. Ale uwaga, nie wszystkie.

Zimowanie

W zależności od pogody i odmiany truskawki trzeba bardziej lub mniej chronić przed mrozem. Odmiany odporne jak Pink Panda można zostawić w skrzynkach, zabezpieczając grubszą włókniną, lub wkopać w pojemniku do większej skrzyni, od góry przykrywając słomą lub włókniną. Mniej odporne odmiany należy zabrać do domu. Zimuje się je w chłodnym pomieszczeniu w okolicy 10-12 stopni, nie zapominając o podlewaniu co kilka tygodni. W tym czasie nie nawozimy.

Rozmnażanie

Oczywiście najprościej jest rozmnażać truskawki z rozłogów. Gdy krzaczek wypuści wąs z rozwijającą się nową rośliną trzeba pod nią podstawić doniczkę, lub woreczek z ziemią. Świeżą sadzonkę przytwierdzamy do podłoża i cierpliwie czekamy, aż zapuści w nim korzonki. Gdy to się już stanie możemy odciąć zbędny koniec wąsa, a następnie po 2-3 tygodniach odciąć sadzonkę od rośliny matecznej i posadzić do nowego pojemnika tak by rozetka z pąkiem była nad ziemią.

Te, które nie tworzą rozłogów rozmnaża się wyłącznie z nasion. Można je kupić, lub samemu zebrać z dorodnych owoców. Łatwiej jest oczywiście kupić w ich przypadku gotowa rozsadę, jednak jeśli macie ochotę, można poeksperymentować. Nasiona wysiewamy od razu po zbiorze, lub wczesną wiosną do doniczek, kuwetek z wilgotnym substratem do siewów. Przysypujemy z wierzchu drobnym piaskiem rzecznym i przykrywamy szybą lub plastikową przezroczystą tacką. 

Siewki powinny pokazać się po 2-3 tygodniach. 

Najpierw wytworzą dwa owalne liścienie, a następnie listki właściwe o powycinanych brzegach. Wtedy pikujemy siewki do doniczek 4-6 cm. Do wysadzenia będą gotowe po dwóch miesiącach. Jeśli wysiejemy je w lutym lub marcu, zakwitną i zaowocują jeszcze tego samego roku.

Niedobory u pomidorów- objawy, postępowanie

niedobory u pomidorów

Objawy niedoborów u pomidorów

Jako, że chyba największym zainteresowaniem jeśli chodzi o uprawy doniczkowe warzyw, cieszy się obok papryk, uprawianie pomidorów; to najczęściej właśnie z nimi miewamy problemy. O chorobach nękających nasze krzaczki napisze następnym razem, dziś będzie o niedoborach.

W donicach niedobory zdarzają się bardzo często. Przyczyna tkwi w kilku czynnikach. Pierwszym, dosyć częstym jest nasze „ekologiczne” podejście. Tak bardzo chcemy by nasze pomidorki były eko, że karmimy je łyżeczką biohumusu na tydzień naiwnie myśląc, że urodzą nam dorodne owoce o wodzie i słońcu. Może gdyby to były humusowe ziemie gruntowe…byłaby taka szansa, chociaż… nie chyba nawet wtedy jednak nie.  W donicy gdzie sypiemy 10 do 20l torfowego podłoża wzbogaconego jedynie startową mieszanką nawozu mineralnego, nie ma na to szansy. W zasadzie od razu możemy przyjąć, że to co jest w donicy starczy na bardzo krótko i wszystko nasz krzaczek musi dostać z zewnątrz, bo to co dostaje na starcie zaraz po wysadzeniu zje w mgnieniu oka by utworzyć okrywę liściową. Jeśli właśnie rozpoznaliście siebie w powyższym tekście nie przejmujcie się. To normalne w zasadzie ( szczególnie u mieszczuchów jakim jestem), a skoro czytacie ten tekst, oznacza to, że  już zrozumieliście podobnie jak ja, że słońce i woda to za mało.

Pomidory są roślinami bardzo wymagającymi pod względem nawożenia, choć wydaje się, że rosną same, a nawożenie mineralne jest złe. Od razu przypomina mi się historia rodem z ogródków działkowych mojej ukochanej Babci. Pewna nasza znajoma uprawiała pomidory za pomocą azofoski i „krowich placków” i miała imponujące plony, których…uwaga…nikt w rodzinie nie chciał jeść, bo jeden pomidor ważył kilogram. Wszyscy uważali, że to nienaturalne, sztucznie pędzone a co za tym idzie niezdrowe

Chcę w tym miejscu zdementować ten obiegowy dziwny pogląd. Wielkość owocu pomidora świadczy o  zdrowej kondycji rośliny, a nie przenawożeniu, i jest uwarunkowana odmianowo. Nie dajcie sobie wmówić, że pomidor rośnie beznawozowo, ale też nie wierzcie w to, że duży, idealnie równo wybarwiony owoc to przenawożony pomidor, który Wam zaszkodzi.

Wracając do niedoborów.

Przy dużych wahaniach temperatury i wilgotności powietrza, deficycie światła ( jeśli mamy zbyt gęstą obsadę balkonu jak ja), szczególnie w newralgicznych momentach dla rośliny (kwitnienie i zawiązywanie owoców) małej donicy, w której bryła korzeniowa przerosła już wszystko, u pomidorów często pojawiają się następujące objawy niedoborów poszczególnych mikroelementów:

niedobory żelazaŻelazo – brak tego pierwiastka objawia się zahamowaniem wzrostu. W części wierzchołkowej widoczne jest przejaśnienie liści (chloroza). Rośliny mają wysokie zapotrzebowanie na żelazo od początku kwitnienia i wtedy właśnie najczęściej nowe przyrosty liści wyglądają jakby ktoś od środka pociągnął je jaśniejszą farbą.

 

 

 

niedobory boruBor – poczernienie i stopniowe zamieranie wierzchołka pędu. W konsekwencji, w dolnej części rośliny, wyrastają nowe pędy. Ogonki liściowe stają się kruche. Na owocach pojawiają się brunatne plamy. Wokół szypułki tworzy się korkowa struktura. Brzydko wygląda i część owocu czyni niejadalnym.

 

 

 

 

niedobory molibenuMolibden – początkowo na najstarszych liściach widoczne są jasnozielone cętkowate drobne plamy postępujące od wierzchołka liści. Przebarwienia z czasem przechodzą w nekrozy. Objawy niedoboru molibdenu początkowo zlokalizowane są na starszych, a później przenoszą się na młodsze liście. Owoce stają się drobniejsze, dłużej dojrzewają.

 

 

 

Mangan – na roślinach niedożywionych manganem występują charakterystyczne objawy w postaci żółtozielonych przebarwień. Symptomy te początkowo rozwijają się na środkowych, a później przenoszą się na wierzchołkowe liście. Z czasem powierzchnia blaszki liściowej staje się pofałdowana, a chlorystyczne plamki uwypuklają się między nerwami. Zmienione liście wywijają się w górę i stają się zdeformowane ( foty brak, bo nie miałam nieprzyjemności).

Miedź – wzrost rośliny ulega zahamowaniu. Blaszki liściowe zmieniają kolor na niebieskozielony. Środkowe i górne liście są mniejsze i zwijają się ( brak foty, jakoś niedobór miedzi nigdy mi się nie zdarzył).

Jak sobie z nimi poradzić?

Mikroelementy najszybciej przyswajane są przez liście. Jeśli więc zauważycie u swoich podopiecznych powyższe objawy, najprostszym a jednocześnie najskuteczniejszym sposobem jest podanie mieszanki dolistnej ( oprysk czyli ) zawierającej mikroelementy. Nie będę w tym miejscu reklamować konkretnych produktów, ale wiele firm specjalizujących się w nawozach mineralnych ma w swojej ofercie płynne mieszanki dedykowane pomidorom, które w swoim składzie mają  schelatowane pierwiastki śladowe. Koniecznie trzymajcie się dawek znajdujących się w informacji na opakowaniu. Można oczywiście stosować jednoskładnikowe pożywki, jeśli ewidentnie brak tylko jednego minerału, choć tak naprawdę jest to rzadkością i sensowniejsza jest taka multimikrominerałka w oprysku.

 

Bardzo ważne jest dobre zaopatrzenie roślin w makroelementy, takie jak wapń, magnez i potas. Objawy niedoborów makroelementów są następujące:

niedobory wapniaWapń – rośliny wykazują zwiększone zapotrzebowanie na ten pierwiastek w okresie owocowania. Niedobór wywołuje suchą zgniliznę wierzchołków owoców. Liście wierzchołkowe są skręcone i zasychają. Na owocach pojawia się od strony piętki plamka, ciemnego zabarwienia, która z czasem powiększa się tworząc zgniły obszar i czyniąc owoc zupełnie bezużytecznym. Jeśli uda nam się w porę zahamować ten proces, nie bójcie się takich poplamionych owoców, po odkrojeniu zniszczonej przez niedobór części, śmiało można resztę wsunąć na kanapce. Często braki wapnia są pozorne i wynikają z niedomiernego podlewania. Podlewanie 1 raz dziennie 10l donicy na bank zakończy się właśnie suchą zgnilizną wierzchołkową, szczególnie u odmian podłużnych takich jak Green Sausage lub Lima. Po powrocie do zrównoważonego podlewania wszystko powinno się samo ustatkować. Jeśli jednak chcecie ratować owoce, zanim sytuacja wróci do normy, niezbędny jest oprysk z saletry wapniowej. I uwaga: pryskamy owoce nie liście. Tylko w ten sposób szybko dostaną to co jest im potrzebne. Dla osób, które wzbraniają się przed nawożeniem mineralnym taki sposób jest mocno kontrowersyjny, wiem. Macie wybór – albo saletra wapniowa, albo część pomidorów do wyrzucenia.

I tu jeszcze jedna uwaga. Pomidory zaatakowane suchą zgnilizną wierzchołkową, nie są niejadalne. Wręcz są bardzo smaczne. Trzeba odkroić ciemną część i można śmiało wszamać zdrową resztę. Chyba, że prawie cały pomidor to ciemna masa 🙁

Magnez –to pierwiastek, którego niedobory są chyba najpowszechniejsze w uprawie pomidorów w donicach i nie tylko. Niedobory te ujawniają się najpierw na dolnych liściach w postaci jaśniejszych przebarwień. Zmiany rozpoczynają się od nieparzystego listka górnego, a później obejmują kolejne, licząc od góry ku podstawie liścia złożonego. Nerwy wraz z przylegającymi do nich tkankami pozostają zielone, ale pozostała część blaszki liściowej przebarwia się na żółto lub kremowo. Przy ostrym niedostatku magnezu ogonki stają się kruche a liście stopniowo zasychają i odpadają.  Niedobór magnezu powoduje osłabienie wzrostu, jest też odpowiedzialny za kwaśny smak owoców. Często niedobory magnezu przybierają w początkowym stadium postać plam na liściach do złudzenia przypominając groźne choroby. Najszybszym sposobem zapewnienia roślinie dawki magnezu będzie oprysk siarczanem magnezu lub jego schelatowaną wersją. Przy znacznych niedoborach zabieg można powtarzać nawet co 3 dni. Pamiętajcie jednak, że antagonistą magnezu jest wapń, jak przesadzicie, zaburzycie wchłanianie wapnia i…. z deszczu pod rynnę.

niedobór potasuPotas – jest pierwiastkiem stymulującym gospodarkę wodną roślin. Jego niedobór początkowo powoduje żółknięcie i brązowienie, a w końcu doprowadza do zasychania całej blaszki liściowej.  Problem zaczyna być widoczny od brzegów liścia i postępuje do wewnątrz. Niedobór tego pierwiastka powoduje również załamywanie się gron, pękanie i niedostateczne wybarwienie owoców. Pewnie nie jeden raz słyszeliście ” jak masz skurcze pij dużo soku pomidorowego bo ma potas”. No właśnie. Znakiem tego, pomidor zapotrzebowanie na potas ma spore. Doskonale zaspokaja jego apetyt gnojówka z żywokostu do każdego podlewania w stosunku 1:20 lub zbilansowany nawóz mineralny NPK 9-9-27

 

 

niedobory fosforuFosfor – to pierwiastek, który wpływa na prawidłowy rozwój systemu korzeniowego, przyspiesza wytwarzanie kwiatów oraz stymuluje zawiązywanie się owoców. Niedostateczna ilość tego składnika w glebie skutkuje tym, że liście pomidora stają się szarozielone i kruche, a nerwy wraz z ogonkami liściowymi przyjmują barwę fioletową lub czerwoną. Początek wygląda niewinnie, ot kilka fioletowych plamek, ale z czasem liście zaczynają przypominać skórę smoka, a kwiaty są nieliczne i często nie wiążą owoców. Brak tego pierwiastka w roślinie może być również spowodowany nieodpowiednim pH gleby oraz zbyt niską temperaturą na zewnątrz. Dużą ilość tego pierwiastka znajduje się w mączce rogowej. Garstka do doniczki ( żartuję – trzeba sprawdzić dawkowanie na ilość ziemi by nie przedobrzyć) i temat z bańki. Przyswajanie fosforu zaburza zbyt niska temperatura otoczenia, dlatego jeśli donicę z pomidorem zostawi się w maju na balkonie w zimne noce, niedobory mogą się pokazać.

 

Azot – najstarsze liście są bladozielone, później żółkną. Łodygi są cienkie. Owoce są małe i zniekształcone.

Azot jest podstawowym składnikiem pokarmowym dla roślin. Największe zapotrzebowanie na ten pierwiastek występuje podczas zawiązywania i formowania się owoców pomidora. Niedostatek tego składnika znacznie hamuje wzrost oraz ogranicza plonowanie roślin. Pomidory słabo się krzewią, a łodyga staje się wiotka i cienka. Symptomy braku azotu można również zauważyć na liściach, które początkowo zmieniają barwę na jasnozieloną, a potem stają się bladożółte. Postępująca chloroza z czasem obejmuje całą powierzchnię blaszki liściowej wraz z nerwami. Stanie się tak jeśli potencjalnie duży krzak pomidora posadzisz w małej donicy. W którymś momencie gość nie wytrzyma i… zżółknie.

Jak sobie z niedoborami makroelementów radzić? Rozsądnie nawozić.

Nawożenie pomidorów w donicach w wielkim skrócie

Najkorzystniejszym sposobem nawożenia pomidorów w donicach jest nawożenie płynne, czyli fertygacja nawozami mineralnymi o dobrze wyważonych proporcjach. Fertygacja to połączenie nawadniania z nawożeniem. Rozpuszczamy nawóz mineralny w wodzie i voilà – gotowe, można podlewać. Podstawową zaletą fertygacji jest możliwość precyzyjnego odżywiania roślin, a w donicy jest to podstawą sukcesu. Szczytem ideału byłoby nawożenie płynne podawane za pomocą systemu kropelkowego, ale to już w marzeniach na razie.

Drugim sposobem jest nawóz siany, zazwyczaj w postaci granulek. Tu mamy do wyboru nawozy organiczne, organiczno-mineralne i czysto mineralne. Bardzo istotne jest obliczenie dawki odpowiedniej dla danej fazy wzrostu pomidora i wielkości pojemnika. Niestety, od matematyki nie ma zwolnienia nawet w ogrodnictwie.

Po kolejne – gnojówki roślinne. Umieszczam je jako oddzielny rodzaj nawożenia, choć w zasadzie zalicza się do fertygacji. Czysta ekologia, ale na tarasach i balkonach dość problematyczna. O tym w innym artykule.

I na koniec  pozostaje nawożenie dolistne. Doskonałe do działań interwencyjnych, bo działające najszybciej. Płynną pożywkę rozpuszczamy w odpowiedniej ilości wody i wykonujemy oprysk. I znów matematyka, koniecznie pilnujcie proporcji, zbyt duże stężenie może zniszczyć roślinę, nie ma żadnego lania nawozu „na oko” , bo Wam ”oko zbieleje” od efektu.

Dawek nie podaję, bo jak już wspominałam wszystko jest ruchome. Pudełko z instrukcją za przewodnika, kalkulator w dłoń i „jedziesz Joanna”

Na dziś tyle, pokuszę się w wolnej chwili o obszerniejszy tekst o nawożeniu.

Aspiryna w ogrodzie

aspiryna w ogrodzie

Czy aspiryna  to lekarstwo również dla roślin?

Może część z Was używa aspiryny nie tylko w przypadku bólu głowy czy przeziębienia. Jeśli nie, chciałabym Was zachęcić do poszerzenia spektrum jej zastosowań. Aspiryna bowiem sprawdza się również w ogrodzie.

1. Zwiększa wzrost i wydajność roślin

Aspiryna zawiera aktywny składnik znany jako kwas salicylowy, pochodzący z kory wierzby. Kwas ten wzmacnia układ odpornościowy roślin (rośliny syntetyzują go naturalnie, ale w mniejszych ilościach). Dodatkowe podawanie go roślinom zwiększa ich odporność, co pomaga im zwalczać szkodniki i ataki mikrobiologiczne. Oprysk z aspiryny prowadzi do zwiększenia zawartości witaminy C w roślinie.

aspiryna w ogrodzie

Oprysk wzmacniający z aspiryny:

1 tabletka aspiryny (500) na 4,5 litra wody destylowanej (demineralizowanej) Aspirynę rozpuszczamy w wodzie ( w destylowanej lepiej się rozpuszcza), oprysk robimy w godzinach porannych, gdyż uwaga-lepiej jest wchłaniany przez rośliny, no i nie będą z nim stykać się pszczoły i inne zapylacze, dla których nie byłoby to wskazane.

(Należy zachować ostrożność podczas stosowania kwasu acetylosalicylowego w ogrodzie, ponieważ zbyt duże stężenie może spalić lub uszkadzać rośliny. Niewłaściwe użycie może prowadzić do powstania brązowych plam, poparzeń liści. Nie należy przekraczać 1 tabletki na 1 litr wody.)

2. Pomaga roślinom zwalczać choroby grzybowe.

Aspiryna w ogrodzie sprawdza się jako środek zapobiegający ZZ na pomidorach i ziemniakach. Należy w tym przypadku opryskiwać rośliny w przypadku aktywnego alertu (alerty dla swojego województwa sprawdzisz tutaj)

Odpowiednie stężenie to od 250 do 500 mg aspiryny na około 4,5 litra wody.  opryskujemy rośliny dwa lub trzy razy na miesiącu w równych odstępach. ​​Rozwiązanie jest skuteczne tylko przed pierwszą oznaką zarazy.

Na koniec dodam, że aspiryna przedłuża świeżość kwiatów ciętych, i poprawia zdolność szybkiego ukorzeniania sadzonek wierzchołkowych, wystarczy zanurzyć odcięty pęd w sproszkowanej tabletce.

W balkonowym warzywniku aspiryna pojawia się co 3 tygodnie. Oprysk dostają wszystkie rośliny. Nie zauważyłam, żeby którekolwiek reagowały negatywnie.

 

link do artykułu o aspirynie w ogrodzie na newscientist 🙂

Olejki eteryczne w ogrodzie nie tylko balkonowym

olejki eteryczne w ogrodzie

Olejkiem w owada

olejki eteryczne

Istnieje szeroki wachlarz olejków eterycznych, które przy konsekwentnym stosowaniu mogą być używane do zwalczania niepożądanych  owadów w ogrodach, na tarasach i balkonach.

Olej z rozmarynu

jest silnym środkiem odstraszającym owady w tym muchy, pchły i komary. Rozmaryn jest również doskonały w ​​zapobieganiu larwom owadów, gąsienicom gustujących w liściach , pomidorów, ogórków, melonów, a nawet niektórych korzeniowych warzyw.

Olejek z mięty pieprzowej

jest doskonałym naturalnym środkiem owadobójczym, który działa na mszyce, pluskwy, białe muchy, mrówki, chrząszcze i pchły. Mięta pieprzowa odstrasza również pająki .

Olejek tymiankowy

działa przeciw takim owadom,  jak kleszcze i karaluchy.

Olejek goździkowy

na komary i meszki.

Mieszanka odstraszająca owady

Mieszamy w butelce 0,35l do spryskiwania w równych proporcjach olejki tymiankowy, goździkowy, z mięty pieprzowej i rozmarynu (można dodać również eukaliptusowego) ok 10 kropel. Dolewamy wodę i spryskujemy miejsca najczęściej odwiedzane przez owady. Nie spryskujemy roślin a jedynie doniczki, ścieżki, zakamarki na podłodze. Utrzymujący się zapach będzie odstraszał nieproszonych gości.

Domowy repelent

Będziecie potrzebować:

  1. Małą ciemną buteleczkę z rozpylaczem
  2. 60 ml wody
  3. 6 ml ekstraktu z oczaru wirginijskiego (1 łyżeczka)
  4. 10 kropli olejku jojoba

Wszystkie składniki mieszamy następnie dodajemy:

  1. 2 krople olejku z cytronelli
  2. 2 krople olejku z eukaliptusa
  3. 2 krople olejku z mięty pieprzowej

Teraz przychodzi czas na olejek który ma niższy poziom lotnych związków organicznych. Będzie głównym składnikiem i dominującym zapachem w naszym specyfiku. Do wyboru mamy olejki: goździkowy, lawendowy, z drzewa herbacianego oraz sosnowy. Wybieramy jeden i dodajemy 10 do 15 kropel.

Na koniec dodajemy harmonizator, czyli olejek który złagodzi odczuwanie przez nas zapachowego miszmaszu tutaj możemy wybrać spośród:

olejku cedrowego- naturalny środek owadobójczy o świeżym zapachu z sosny.

olejku z drzewa sandałowego – nieco słabsza ochrona przed komarami, ale ma niesamowity ciepły i drzewny aromat.

 oraz patchouli – odstrasza mrówki, pchły i wszy, niestety nie komary, ale do tego mamy inne składniki mieszanki. Bardzo silny, dymny i piżmo zapach.

Decydujemy się na jeden, maksymalnie dwa olejki i dodajemy 6 kropel

Oczywiście można poeksperymentować z poszczególnymi składami tak by zapach działał  na nas pozytywnie. Troszkę to jak tworzenie perfum. Koniecznie też sprawdzajcie czy któryś z olejków Was nie uczula.

Nasz środek odstraszający komary jest gotowy. Przed użyciem należy dobrze wstrząsnąć buteleczką.

Mieszanka eliminująca owady

W przypadku szczególnie nasilonych inwazji szkodników w uprawach, spróbujcie użyć oleju Neem. Ten naturalny środek owadobójczy rozpuszcza chitynową powłokę wielu trudnych do zlikwidowania pasożytów ogrodowych, odwadniając je i ostatecznie zabijając. Olej Neem działa nie tylko na dorosłe owady. Zabija również larwy i jaja, dzięki czemu jest super skuteczną, całkowicie naturalną metodą zmniejszania populacji niepożądanych owadów. (olej z miodli indyjskiej, jest do kupienia w aptekach internetowych)

Kilka kropli oleju z miodli indyjskiej ( do 10 ) rozpuszczamy w 0,35 lita wody destylowanej w spryskiwaczu. Rozpylamy w miejscach bytowania szkodników.

Pszczółko, chodź tu, chodź, chodź…

olejek neroli

Olejki eteryczne w ogrodzie mogą owady odstraszać lub eliminować,ale mogą też wabić. Najbardziej kuszący dla pszczół jest zapach olejku Neroli czyli kwiatu pomarańczy, ale lawenda, hyzop, majeranek, helichrysum, bazylia, szałwia i rozmaryn są również bardzo kuszące dla wszelkich zapylaczy. Wystarczy odrobinę olejku zmieszanego z wodą rozpylić na tarasie czy balkonie w pobliżu pojemników z warzywami by pszczoły i trzmiele przyleciały z ochotą.

Na grzyba też się przyda

tymianek

Olejki z cynamonu, drzewa herbacianego, tymianku, oregano i mięty pieprzowej są doskonałym pomocnikiem w walce z chorobami grzybowymi roślin. Dość wspomnieć jaką furorę robi Herbatka Tymiankowa (HT) wśród działkowiczów uprawiających warzywa. Przepis na nią krąży po internecie zjednując sobie coraz szersze rzesze zwolenników.

W walce z grzybami pasożytniczymi sprawdzają się wspomniany wyżej olejek z miodli indyjskiej, oraz z drzewa herbacianego. Ten ostatni jest jednym z niewielu naturalnych środków zaradczych, które nie tylko zapobiegają rozwojowi grzybów, ale także zabijają wiele ich gatunków.

Kolejnym olejkiem grzybobójczym jest olejek z cytronelli. Dwa związki organiczne tego olejku – cytronalal i linalool – hamują wzrost wielu gatunków grzybów.  Skuteczne w stosunku do grzybów ogrodowych są też oleje wyekstrahowane z roślin z rodziny Allium (cebula, czosnek itp.)

 

Preparat z olejku herbacianego drzewa

Około jednej łyżki oleju z drzewa herbacianego, 1 łyżeczka oliwy z oliwek na 1l wody rozpuszczamy w butelce do rozpylania. Stosuje się bezpośrednio opryskując zakażone rośliny i podłoże raz lub dwa razy w tygodniu. Pamiętajcie, aby unikać opryskiwania liści, gdy pogoda jest bardzo gorąca i sucha, ponieważ olej z drzewa herbacianego może łatwo wypalić liście.

Preparat tymiankowo-oreganowy (HT)

Do butelki PET o poj. 1,5 l wsypujemy 2 paczki przyprawy TYMIANEK i 2 paczki OREGANO / w sumie 40 g/zalewamy ½ l czystej zwykłej wódki + ½ l przegotowanej ostudzonej wody.

Odstawiamy na 24 godz. mieszając od czasu do czasu. Stabilizujemy w temperaturze pokojowej przez noc. Nazajutrz odcedzamy nalewkę wyciskając dokładnie osad na sitku. Troty, pozostałe po odcedzeniu, zalewamy w naczyniu ½ l wrzątku i szczelnie nakrywamy. Po ostudzeniu ponownie odcedzamy na sitku a przesącz dolewamy do wcześniej uzyskanego ekstraktu. Nalewkę możemy przetrzymywać cały sezon i używamy jej w ilości 150 ml na 2-3 l oprysku.

Oprysk z olejku cytronellowego

10 kropel olejku rozpuszczamy w wodzie (ok. 0,5l) spryskujemy zakażone rośliny w pochmurny dzień.

 

A kysz kocie, zmykaj psie

rozmaryn odstrasza koty

Czy wiecie, że koty nienawidzą zapachu rozmarynu? Wystarczy spryskać okolicę, którą chcemy chronić przed wizytami kota  olejem rozmarynowym rozcieńczonym wodą. Alternatywnie można dodać kilka kropli olejku rozmarynowego do szerokiego, płytkiego pojemnika częściowo napełnionego wodą. Roztrzebcie widelcem energicznie mieszankę, aby rozbić kropelki oleju, a następnie zamoczcie paski tkaniny lub kawałki sznurka. Należy je moczyć wystarczająco długo, aby wchłonęły cały olej.  Mocujemy je między roślinami lub wokół ogrodu, tarasu lub na drodze, którą najczęściej dostaje się do Was kot . Dobrym sposobem jest też wieszanie szmatek między rzędami ogrodów, wokół roślin lub gdziekolwiek gdzie kot lubi kopać. Co jakiś czas zabieg należy powtórzyć.

Olejek eteryczny z czarnego pieprzu  może być również używany do powstrzymania większych ssaków z dala od ogrodu., bo na balkon raczej obcy pies nam się nie zabłąka 😉 Psy w szczególności ze swoimi wrażliwymi nosami nie lubią silnego zapachu oleju pieprzowego. Możecie zastosować tę samą metodę sznurkową / szmatką jak przy olejku rozmarynowym (powyżej). Pamiętajcie, że nadużywanie tego olejku może sprawić, że Wasz ogród będzie mniej przyjemny dla ludzi.

Soda oczyszczona w ogrodzie

soda oczyszczona w ogrodzie

Już dawno obiecywałam ten wpis, ale natłok ogrodowych prac wciąż odsuwał w czasie jego powstanie. W końcu jednak udało mi się, i proszę bardzo oto i on:

Istnieje wiele zastosowań  sody oczyszczonej w ogrodzie. Możecie dzięki niej zapobiec rozwojowi grzybów,  pomoże Wam w promowaniu zdrowych roślin i sprawdzeniu poziomu kwasowości gleby. Łatwo też sporządzić z niej domowy pestycyd, nieszkodliwy dla naszego zdrowia.

Domowy środek grzybobójczy.

 2 łyżki sody mieszamy z dwoma litrami wody destylowanej, dodajemy 2 krople mydła potasowego lub płynu do mycia naczyń. Mieszankę wlewamy do opryskiwacza, stosujemy profilaktycznie u roślin z tendencjami do zapadania na choroby grzybowe. Nadaje się do opryskiwania pomidorów, róż, truskawek.

Naturalny nawóz wzmacniający rośliny.

Wymieszajcie jedną łyżeczkę sody oczyszczonej, z jedną łyżeczką soli Epsom (siarczan magnezu), połową łyżeczki amoniaku w 4,5 litrach wody ( nie pełna 5 litrowa konewka) , najlepiej deszczowej. Podlewamy rośliny raz w tygodniu. Ma działanie wzmacniające, rozbudowujące system korzeniowy, przeciwdziałający  starzeniu się dolnych liści. Stwarza też warunki niekorzystne do rozwoju patogenów glebowych.

Domowy ukorzeniacz.

Przesadzając rośliny można posłużyć się sodą w celu pomniejszenia stresu. Do tego celu, wsypujemy cienką warstwę sody do doniczki, na nią sypiemy warstwę ziemi i umieszczamy przesadzaną roślinę. Zapobiega to więdnięciu świeżo przesadzonych roślin.

Naturalny pestycyd wersja 1.

Połączcie jedną łyżeczkę sody do pieczenia, 1/3 szklanki (79 mililitrów) oliwy z oliwek z jedną szklanką (237 ml) wody. Preparat jest dość łagodny, nie na wszystkie szkodniki działa, ale z pewnością pomaga ograniczyć ich populację, a nam nie szkodzi. Jeśli jednak nie da rady Waszym nieproszonym gościom, można sporządzić jego nie co mocniejsza wersję.

Naturalny pestycyd wersja 2.

Wymieszajcie jedną łyżkę oliwy z oliwek, dwie łyżeczki sody do pieczenia, i kilka kropli mydła potasowego w płynie w szklance wody. Ta wersja powala mszyce i inne owady latające, zniechęca też owady do siadania na roślinie. Zabieg należy powtarzać co trzy dni oraz po deszczu.mrówki i mszyce

Preparat na mrówki ( niezbyt humanitarny)

Mieszanina glukozy, cukru pudru lub fruktozy z sodą oczyszczoną działa na mrówki trująco. Słodycz mrówkę kusi, zjada proszek i do widzenia, żegnaj piękny świecie. Proporcje pół na pół. Na 2 łyżki sody, dwie cukru pudru lub glukozy. Nie może to być zwykły cukier bo jego kryształki nie zmieszają się z sodą i mrówki nie dadzą się nabrać. Ja mimo wszystko mam obiekcje, ale jeśli komuś mrówki dokuczą tak bardzo, że nerw go weźmie morderczy to…

…i na ślimakiślimaki na truskawkach

Podobną trucizną jest soda dla ślimaków. Wystarczy sowicie posypać nią w okolicy naczęściej odwiedzanych roślinnych przysmaków. Uwaga! Nie posypcie przy okazji liści samą sodą bo niektóre delikatne rośliny mogą zareagować poparzeniem.

Mieszanka do ochrony kapustnych.gąsienice na kapustnych

Zmieszana z mąką pszenną soda oczyszczona pomaga ochronić przed żerowaniem gąsienic na kapustach, brokułach i jarmużach. Proszki mieszamy dokładnie i że się tak wyrażę, kurzymy nimi nad roślinami. Zabija gąsienice na śmierć. Zabieg trzeba powtarzać po deszczu.

By mieć słodkie pomidory.pomidorki porzeczkowe

Wiadomo, że soda obniża kwasowość gleby. Jeśli dodamy jej odrobinę wokół krzaków pomidorów, będą one miały lepszy, słodszy smak. Tylko nie przesadźcie.

Test Ph gleby.

Skoro już mowa o glebie, za pomocą sody i octu można zrobić test jej kwasowości.

Zbieramy 2 próbki gleby w małych pojemnikach. Potrzebne nam będzie  pół kubka octu i pół szklanki sody oczyszczonej.

Wlewamy ocet do jednej z próbek gleby. Jeśli gleba zacznie bulgotać pęcherzykowo, jest alkaliczna, co oznacza, że ​​poziom pH przekracza 7. Jeśli nie ma reakcji, sprawdzamy drugą próbkę. Wsypujemy sodę oczyszczoną do około pół filiżanki wody. Wylewamy na próbkę, bąbelki na powierzchni gleby oznaczają, że poziom pH jest niższy niż 7, mamy kwaśną glebę.

Jakby nie patrzeć soda oczyszczona w ogrodzie ma wiele pożytecznych zastosowań, jest dla „człowieków” bezpieczna i nie paskudzi środowiska. Polecam to Waszej uwadze.

 

 

Posiej sobie bratka – kwiaty jadalne i ich smak.

kwiaty jadalne

Kuchenne fanaberie czy interesujący i wartościowy składnik diety?

Osobiście uważam, że to drugie. Tak szybciutko napiszę więc o kwiatach jadalnych. Wprawdzie do kwietnego sezonu jeszcze kawałek drogi, ale ja niecierpliwie czekam chwili gdy będzie można znów pławić się w tych smakowych i estetycznych rozkoszach. Warto więc może przypomnieć, które kwiaty możemy konsumować i jakie doznania nas czekają.
Warto też pomyśleć o posianiu w najbliższych tygodniach jadalnej mieszanki kwietnej, która urozmaici wiosenne dania.
Ja dziś właśnie sieję aksamitki i bratki na wiosenną rozsadę. Pamiętajcie, że te kupione w doniczkach w ogrodniczych sklepach i kwiaciarniach były uprawiane najprawdopodobniej ze sporym dodatkiem chemicznych środków ochrony i sztucznych konserwowanych chemicznie nawozów. Nie nadają się do jedzenia. Dlatego warto przeznaczyć na własną rozsadę skrzynkę lub dwie.
 

Kwiaty jadalne i ich smak 

Aksamitka (Tagetes signata pumila) – jasno żółte i pomarańczowe kwiaty o lekko cytrusowym smaku.
Akacja – same kwiaty,no te to są super pycha, z miodowym posmakiem.
Bez czarny (Sambucus canadensis) – lekko słodkawy smak-uwaga, kwiaty czarnego bzu potrafią uczulać.
Bez lilak (Syringa vulgaris) – lawendowe kwiaty o intensywny aromacie i smaku cytryny.
Begonie – łagodny soczysty smak, świetne do sałatek
Bratek (Viola X Wittrockiana) – kwiaty o kolorze purpurowym, białym, żółtym mają słodki, cierpki smak.
Fiołek (Viola odorata) – kwiaty o kolorze ciemnofioletowym i białym o słodkim smaku, wyśmienite na kanapki i jako dodatek do serka białego.
Fiołek trójbarwny (Viola tricolor) – żółto fioletowo lawendowe kwiaty o kwaskowym posmaku. Można także jeść liście.
Floksy – nigdy nie próbowałam w zasadzie nie wiem dlaczego Obrazek
Goździk ogrodowy (Dianthus caryophyllus) – czerwone, różowe i białe kwiaty z posmakiem sama nie wiem czego.
Hibiskus – róża chińska (Hibiscus rosa sinensis) – kwiaty mają nieznacznie kwaskowy smak.
Liliowiec (Hemerocallis) -kolorowe kwiaty o słodkim posmaku i chrupiącej budowie sałaty, mogą być spożywane we wszystkich fazach wzrostu.
Lwie Paszcze – nie są zbyt smaczne, z lekkim posmakiem goryczki ;:306 ale można próbować. Ja raczej nie gustuję.
Mieczyk (Gladiolus spp.) – kwiaty o wielu kolorach mają strukturę i posmak sałaty. Ogrodowe hybrydy często nie mają zbyt interesujących walorów smakowych. Lepsze są odmiany ustalone.
Mniszek lekarski (Taraxacum officinale) – żółte kwiaty mają smak miodu (jeśli są młode, starsze mają gorzki smak).
Malwa – jadalne są płatki malw, ale smaku nie znam.
Nagietek lekarski (Calendula officinalis) – wielobarwny kwiat o pieprznym smaku.
Nasturcja (Tropaeolum majus) – czerwone, żółte, i pomarańczowe kwiaty mają smak pieprzu. Jadamy także liście.
Niecierpek (Impatiens wallerana) – wielokolorowe małe kwiaty o łagodnym smaku.
Ogórecznik lekarski (Borago officinalis) – drobne niebieskie kwiaty mają subtelny smak ogórka.
Ostropest plamisty (Silybum marianum) zarówno purpurowe kwiaty, liście jak i nasiona są jadalne.
Róża (Rosa spp) – ma delikatny owocowy smak.
Rumianek (Chamaemilum nobile) – kwiaty o posmaku jabłka.
Słonecznik – płatki mają lekki słonecznikowy posmak, łagodne
Stokrotka (Bellis perennis) – biało-żółte kwiaty z lekkim smakiem mięty. Sporo zależy od tego gdzie i w jakim towarzystwie rosły
Szałwia (Salvia officinalis) – lawendowo-niebieskie kwiaty o specyficznym smaku
Szczypiorek (Allium schoenoprasum) – lawendowo-różowe kwiaty przypominające pompony. Złożone z wielu małych kwiatuszków o smaku cebuli kuleczki.
Tulipany (Tulipa spp.) – wielokolorowe kwiaty z posmakiem chrupkiego ogórka. Nie jemy cebulek, bo są trujące.
Kwiaty dyni, cukinii, kabaczka – mają delikatny, słodkawy posmak tych warzyw.
Kwiaty groszku jadalnego (Pisum sativum (var. macrocarpon) – lekko słodkawy smak. Nie spożywamy kwiatów groszku ozdobnego, bo są toksyczne!

Oczywiście jadalne są również kwiaty drzew i krzewów owocowych oraz ziół i warzyw:
brzoskwinia, cytrusy, goździkowiec, grusza, jabłoń, jaśmin (nie jaśminowiec), judaszowiec, lipa, morela, pigwa, śliwka, wiśnia, anyż, bazylia, czosnek, kolendra, koniczyna, koper, lawenda, lubczyk, mięta, oregano, rozmaryn, rumianek, szałwia, lawenda, wrzos, wiesiołek, pierwiosnek, szczypiorek, ślaz, tymianek, żywokost. Powtarzam się? No tak.

Pewnie wielu nie wymieniłam, musiałabym zajrzeć do mądrej księgi Obrazek
Zastosowanie może być różne. Można na surowo, kandyzować, suszyć, podsmażać, zamrażać w lodzie lub maśle, zapiekać w cieście, no pomysłów naprawdę mnogość. Gdybyście chcieli większej porcji wiedzy polecam lekturę książek i blogu Małgosi Kalemba-Drożdż, dzięki której w dużej mierze stałam się kwiato- i chwastożercą.

Niestety kwiaty jadalne potrafią uczulać, więc radzę nie zaczynać od całej miski na raz Obrazek

Jeszcze jedno – Nie należy spożywać kwiatów co do których nie jesteście pewni pochodzenia lub jadalności. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości lepiej zostańcie przy sałatce z sałaty.