Azotany, z czym to się je.

Azotany, z czym to się je.

szpinakSezon warzywniczy rozpoczyna się pełną parą. Myślę, że nie tylko ja posiałam już przedplony. To dobry moment by napisać kilka zdań o azotanach i azotynach.

Boimy się przez nie „sztucznych nawozów” i nowalijek uprawianych pod folią na przednówku. Czy słusznie?

Azotany są naturalnym składnikiem roślin. W tej formie są mało toksyczne dla ludzi i zwierząt, ale ponieważ w wyniku redukcji powstają z nich azotyny, rośliny o wysokiej zawartości azotanów, są potencjalnie niebezpieczne. Jak bardzo i które?

Azotyny powstają w wyniku przemiany chemicznej zarówno w samej roślinie w trakcie przechowywania, jak i w naszych organizmach już po spożyciu azotanów. Na dokładkę azotany są dość popularnymi konserwantami stosowanymi w wielu produktach spożywczych.

I tak ze względu na wzrost żywości przetworzonej w naszym menu, konserwowanej azotanami, oraz przez złe przechowywanie żywności organicznej, ilość azotynów obecnych w naszych organizmach stale wzrasta.

Mogą powodować szereg problemów zdrowotnych, od dyskomfortu typu bóle głowy i jelitowe rewolucje, po poważne jednostki chorobowe:

  • Przenikają do krwiobiegu i reagując z hemoglobiną, wywołują methemoglobinemię, czyli utratę zdolności wiązania i transportowania tlenu.
  • Produkują nitrozoaminy, które mają działanie potencjalnie mutogenne i rakotwórcze. 
  • Mogą wpływać na destrukcję witamin z grupy A i B oraz karotenoidów, co w znacznym stopniu obniża wartość odżywczą spożywanych warzyw, zawierających duże ilości azotanów. To ogólnie niepokojące, a dla wegetarian i wegan, u których w diecie witamin z grupy B zazwyczaj nieco brak, to bardzo zła wiadomość.
  • Zaburzają wchłanianie białka, tłuszczu i węglowodanów
  • Zaburzają pracę tarczycy
  • Są podejrzewane o o zwiększanie ryzyka nadciśnienia, insulinooporności, choroby Alzheimera i stłuszczenia wątroby.

No ogólnie raczej nic fajnego. Nie żebym chciała kogoś straszyć, ale…

Logicznym jest, że należy ograniczać spożywanie azotanów. Niewielka ilość – uważa się, że bezpieczna norma dla człowieka dorosłego o wadze 70 kg wynosi 350 mg azotanów i 14 mg – nie jest groźna, dodaj jednak dwa do dwóch i wyjdzie ci cztery. Trzeba też pamiętać, że dla dzieci normy te są dużo niższe. „Blue baby”, czyli sinica to choroba wynikająca z zatrucia azotanami, która wzięła nazwę  stąd, że dzieci siniały w wyniku methemoglobinemii. Winnymi zazwyczaj nie były warzywa, a woda pitna. Jak się okazało, w tym przypadku, który zarejestrowano w postaci ok. 2 tysięcy przypadków w latach 80, xx wieku, przyczyną problemu był wzrost używania nawozów azotowych, dostających się do wód gruntowych i cieków wodnych. Nie zmienia to jednak faktu, że azotany dla dzieci są szczególnie groźne, zwłaszcza dla niemowląt.

W zależności od diety 50-80% wszystkich azotanów dostarczanych z żywnością do naszych organizmów wprowadzamy przy spożywaniu warzyw. Pozostałe 50-20% to przetwory mięsne, serowe inna żywność przetworzona i woda pitna.

Dlatego niezmiernie ważne jest jak były uprawiane i przechowywane warzywa, które jemy. I o ile w przypadku warzyw kupowanych, nie mamy na większość elementów wpływu, to już na te uprawiane we własnych donicach czy pojemnikach, mamy. 

Poziom azotanów w warzywach jest zależny od kilku czynników, w tym od gatunku, odmiany, warunków środowiska w którym są uprawiane ( woda, gleba, warunki atmosferyczne ), stosowanego nawożenia organicznego lub mineralnego, terminu zbioru, a nawet pory dnia zbioru.

 Udział różnych czynników w akumulacji NO3  

czynniki genetyczne – 10%, okres uprawy – 15%, warunki glebowe – 20%, nawożenie – 35%, warunki klimatyczne – 20%.  

Jakie warzywa kumulują w sobie najwięcej azotanów:

  • Rzodkiewka              Rzodkiewka
  • Szpinak                      Szpinak
  • Sałata                         sałata na balkonie
  • Burak ćwikłowy       Burak liściowy
  • Kapusta                     Kapusta wiosenna
  • Brokuły                      Brokuły

 

Mniejsze zawartości azotanów występują w:

  • Fasoli szparagowej
  • Marchwi
  • Cebuli
  • Porze
  • Pietruszce
  • Selerze
  • Kalafiorze
  • Kalarepach
  • Ziemniakach

A najmniejsze w:

  • Pomidorach 
  • Papryce
  • Bakłażanach
  • Kukurydzy cukrowej
  • Grochu
  • Dyni
  • Ogórkach

Te różnice wynikają w dużej mierze z rodzaju części rośliny, którą zjadamy, oraz długości okresu wegetacji.

Ze względu na część jadalną:

Liście i łodygi mają największą kumulację azotanów, organy magazynujące czyli korzenie, bulwy, zgrubienia mają mniejszą zawartość od liści i łodyg, a z kolei owoce i nasiona mają mniejszą od bulw i zgrubień.

Ze względu na okres wegetacji:

Warzywa o krótkim okresie wegetacji takie jak szpinak, rzodkiewka, sałata, mają azotanów więcej niż te o wydłużonym takie jak pomidory, papryka czy bataty.

Dodatkowym czynnikiem jest termin uprawy. Warzywa krótkiego dnia czyli uprawiane wczesną wiosną i jesienią, mają azotanów więcej niż te uprawiane w pełnym słońcu.

I tu kolejna zależność, warzywa uprawiane w zimie pod osłonami w sztucznym świetle będą miały więcej azotanów niż te uprawiane w gruncie w pełni lata. I tu kłania się temat z pierwszych zdań moich rozważań – zimowe foliowe warzywka na bank mają więcej azotanów, nawet jeśli były uprawiane w hiper szklarniach przy czeskiej granicy, nie dającym biednym Czechom spać po nocach.

A kolor?

kapusta czerwona

 

Ma znaczenie. Może nie aż tak wielkie, ale ma. Dlatego warzywa kolorowe, fioletowe, pomarańczowe i czerwone mają  zazwyczaj mniej azotanów niż odmiany tych samych warzyw w kolorze zielonym. Nie są to jednak kluczowe różnice.

Uwaga na nawożenie

 

Głównym czynnikiem wpływających na zawartość azotanów w warzywach jest nawożenie azotowe i tu ma znaczenie zarówno forma nawozu, jak i jego ilość i termin podawania.

Starannie dobierajcie nawożenie. Dobrze poznajcie potrzeby nawozowe poszczególnych warzyw, które będziecie uprawiać i używajcie nawozów świadomie. Ja wiem, że to wymaga przyswojenia dość sporej ilości wiedzy, ale uwierzcie mi – warto.

Jeżeli swoje warzywka szczególnie liściowe nawozicie mineralnie, czyli nawozami sztucznymi, trzeba uważnie dawkować azot jednocześnie starając się by miał on formę amonową ( saletra amonowa) a nie saletrzaną ( forma azotanowa). Nie podawajcie też w zasadzie żadnych form azotu swoim roślinom tuż przed zbiorem ( kończymy nawożenie 2 tygodnie przed ).

I tu niespodzianka, używanie nawozów organicznych wcale nie oznacza, że pozbywamy się problemu. Owszem problem może występuje rzadziej, gdyż nawóz organiczny jest w formie wolniej przyswajalnej przez rośliny ( forma amonowa, stopień rozłożenia obornika, lub kompostu, rodzaj obornika itd.), ale przeazotować warzywa można zarówno obornikiem, jak i kompostem czy gnojówką z pokrzyw, jeśli użyjemy ich w zbyt dużej dawce, na dokładkę krótko przed zbiorami i to u warzyw, które pobierają azot bez opamiętania gdy tylko dostaną go pod korzeń. Mimo, że większość nawozów organicznych uwalnia się powoli ( podobnie jak część sztucznych, specjalnie do tego przygotowanych) sałatę czy szpinak stosując np. obornik kurzy, można napakować azotem ile fabryka da. Jeśli na dokładkę brak im światła, azotany nie będą przekształcane w białka, tylko gromadzone w tkankach roślinnych.

Bardzo ważnym czynnikiem, od którego w znacznym stopniu zależy akumulacja azotanów w roślinach, jest odczyn gleby. Ze względu na to, że pobieranie jonów NO3 rośnie wraz ze spadkiem wartości pH gleby, niski odczyn podłoża sprzyja gromadzeniu się azotanów w roślinach, za optymalne przyjmuje się pH gleby w granicach 6,5-7,5.

 A jak to jest w doniczkach?

balkonowy warzywnik

 

  • Po pierwsze jako, że do pojemników zazwyczaj używamy podłoży lekkich, gotowych, o pewnym zbilansowanym składzie mineralnym, trzeba mieć kalkulator pod ręką. Może bowiem być tak, że nasze podłoże dla rzodkiewek, szpinaku i sałat ma już wystarczające zasoby tego składnika i wcale nie trzeba dostarczać go dodatkowo, a może trzeba ale w bardzo ograniczonej ilości (po to ten kalkulator). O pH gleby teoretycznie nie musimy się martwić bo przy gotowym podłożu powinien i to dbać producent. Jeśli jednak mielibyście wątpliwości, test paskowy powinien je rozwiać ( teraz już można kupić takie testy nawet w marketach budowlanych).
  • Po drugie w przypadku, gdy nawożenie dodatkowe jest niezbędne i stosujemy nawóz wieloskładnikowy, trzeba po prostu uważnie czytać instrukcje na opakowaniach nawozów i nie podawać ich na oko, typu sypnę garść i będzie dobrze. Kalkulator w dłoń i obliczmy ile należy podać tego konkretnego nawozu temu konkretnemu warzywku na ilość podłoża, które ma w donicy. Dotyczy to zarówno nawozów mineralnych, jak i bardzo modnych ostatnio granulowanych nawozów organicznych. Jednocześnie nie proponowałabym nikomu o małym doświadczeniu używania nawozów jednoskładnikowych.
  • Po trzecie, jeśli przez pomyłkę uda Wam się podać azotu zbyt dużo, jest szansa by ograniczyć jego wchłonięcie, poprzez solidne przepłukanie podłoża. Oczywiście warunek zasadniczy jest taki, że donica musi mieć drożne i odpowiedniej wielkości otwory odpływowe. Niestety metoda ta ma swoje wady ( gdzieś ten wypłukany azot powędruje, mało to ekologiczne ) i w zasadzie należy ją stosować tylko w przypadkach bezpośredniego zagrożenia życia rośliny, np. gdy pomylicie saletrzaka z jakimś innym nawozem, lub pomieszają Wam się łyżeczki, którymi odmierzacie dawki  (zdarza się niestety).
  • Po czwarte i ostatnie, azotany kumulują się w roślinach w okresie suszy. Nie będę tu robić wykładu dlaczego, chodzi o spadek intensywności fotosyntezy i tak dalej. Istotne jest, że w donicach łatwo o niezrównoważone warunki wodne, które mszczą się w różny sposób, między innymi kumulacją azotanów w warzywach. Wniosek – nie przesuszamy.  

Dojrzały pomidor do śniadania a sałata do kolacji

Jest jeszcze jeden istotny czynnik dla akumulacji azotanów, a mianowicie stopień dojrzałości. Rośliny dojrzałe mają azotanów mniej niż te niedojrzałe. I tak więcej azotanów pędzie w buraczkach i marchwi uprawianej na pęczki, niż w tych na jesienny zbiór. Więcej w fasolce szparagowej niż strączkach fasoli uprawianych na suchą fasolę. I tak dalej.

I na koniec wisienka na torcie – pora dnia zbiorów. Światło jest warunkiem pobierania i wykorzystywania przez rośliny azotu potrzebnego do syntezy związków organicznych ( głównie białek), z tego powodu warzywa zwłaszcza liściowe lepiej zbierać popołudniu w dni słoneczne, a nie bladym świtem w dni pochmurne 🙂

Synu skocz po sałatę na balkon.

W zasadzie przechowywanie to temat na oddzielny artykuł. Wspomnę jednak, że podstawową zasadą jest przechowywać jak najkrócej, a warzywa o najwyższej zawartości azotanów jeszcze krócej niż najkrócej. Dlatego wszystkie listki należy zrywać tuż przed zrobieniem z nich pysznej sałatki. Młodą marchewkę najlepiej chrupać popołudniową porą „prosto z ziemi” , a świeżo ścięte brokuły czy jarmuż ładujemy do garnka jeszcze na tarasie. Żarcik. Ale wiecie o co chodzi, jak sądzę.

I jak? Wszystko już wiadomo?

Dla usystematyzowania powiążmy powyższe wiadomości w jakieś logiczne ciągi. Taki a’la teścik 😉 .

Jest wiosna, w balkonowym warzywniku za chwilę pojawią się szpinak, rzodkiewki i sałaty , a na parapecie mam rynienki z mikrolistkami. To nowalijki, które rosną w krótkim dniu i na dokładkę zjadamy z nich części o najwyższej zawartości azotanu. Co więc trzeba by ograniczyć ich kumulację w uprawianych smakowitościach?

a) ograniczać nawożenie azotem do odpowiednich dawek ( zarówno organicznym jak i mineralnym, mikrolistków wcale się nie nawozi, a sałaty i szpinak pojadą spokojnie na nawozie dodawanym do podłoża)

b) zbiór przeprowadzać popołudniu w pogodny dzień ( od razu mając zaplanowane co z delikwentem zrobimy. Jeśli to szpinak do mrożenia, to nie odkładajmy tematu do rana ).

c) zjadać zebrane nowalijki bezpośrednio po zbiorze ( przechowywane warzywa można kupić w sklepie. Po co uprawiać cokolwiek i po zerwaniu trzymać to w lodówce. Zasada prosta, zrywasz-zjadasz )

Dobrze.

Przeszliście do kolejnej rundy.

Wkrótce zaczniemy siać groszek, bób ( jeśli już tego nie zrobiliście) a zaraz potem marchew, cebulę, i fasolkę szparagową. To warzywa o średniej zawartości azotanów. Jak dbać by pozostała średnia?

a) Dokładnie odmierzać dawki nawozów w proporcjach odpowiednich dla tych warzyw ( fasola i bób podobnie jak groszek same zaopatrują się w azot, a marchew i cebula nie potrzebują go w wielkich ilościach ).

b) zbiór przeprowadzać w odpowiednim momencie ( o tym było powyżej ).

c) co zebrane to do gara, lub do zamrażary.

No i fajnie.

Warzywa o długim okresie wegetacji, nie zawierające azotanów w powalającej ilości, też trzeba pilnować. Można je przechowywać dłużej niż inne, ale trzeba zachowywać przy tym odpowiednie warunki. Jeśli w spiżarce jakieś warzywo zaczyna się psuć, trzeba natychmiast je usunąć. Nie przechowujcie też warzyw w folii, ponieważ brak tlenu sprzyja przekształcaniu azotanów w azotyny.

I jeszcze na pocieszenie – podczas gotowania zawartość azotanów w warzywach zmniejsza się o około 50%. Tyle, że w raz z nimi znikają cenne witaminy. No tak, mało to pocieszające.

Azotanów nie trzeba się bać, trzeba je kontrolować, i wtedy wszystko będzie nie tylko smacznie ale i zdrowo.

Po co komu MIKORYZA ?

Po co komu MIKORYZA ?

Rozpoczął się intensywny czas robienia rozsad. Siejemy, pomidory papryki, miechunki, okry i inne warzywne rozsady, które gdy zrobi się cieplej będziemy przesadzać do skrzynek i donic na naszych tarasach i balkonach.

Sklepy ogrodnicze kuszą z roku na rok, coraz większą ilością przeróżnych biostymulantów i ukorzeniaczy. Czy warto czy nie warto, i co warto, a co można sobie zdecydowanie odpuścić o tym innym razem. Dziś zajmę się pozycją z tego asortymentu, którą uważam za najgodniejszą uwagi. Mikoryzą.

Co to jest mikoryza?

Otóż mikoryza to grzybnia. Grzybnia zacnego rodzaju, która żyje w symbiozie z korzeniami roślin. Tworzy twór doskonały, który zwiększa powierzchnię chłonną korzeni nawet kilkaset razy. Pobudza przy okazji rozrost systemu korzeniowego,  przez co pozwala roślinie sięgać po zasoby, do których normalnie nie potrafiła by się dostać. Wymyśliła tą symbiozę sama natura, i na bank mieliście o tym na lekcjach biologii, tylko kto takie rzeczy pamięta.

Tego rodzaju symbioza to związek na całe życie, typu przyrzekam być z tobą na dobre i na złe do końca naszych dni. Czysta, bezwarunkowa miłość?. A nie, nie…, to małżeństwo z rozsądku. Grzyb bowiem nie może robić tego co jego partnerka roślina, czyli korzystać z dobrodziejstw fotosyntezy. I za ten właśnie dar, dzięki któremu ( w dużym uproszczeniu) dostaje osłodę życia czyli cukry, użycza swoich strzępek ( w dużym uproszczeniu), przez które roślina pobiera z gleby bardziej efektywnie związki mineralne.

To nadal nie wszystko.

Gdyby grzyb umiał mówić, usłyszelibyśmy piękne wyznanie, którego pragnęłaby niejedna niewiasta od swego mężczyzny i lepiej,  w jego przypadku nie byłyby to tylko słowa, bo tu liczą się wyłącznie czyny. Sama nie wiem skąd ta metafora

Kochanie sprawię, że będziesz piękna i silna, brzmiałoby pierwsze zdanie. Nasz grzyb bohater wytwarza hormony, które pobudzają jego partnerkę do wzrostu i zrównoważonego rozwoju.

Nie pozwolę Cię skrzywdzić, usłyszałaby, a grzyb mikoryzowy wydziela by to ziścić, substancje podobne do antybiotyków. Wpuszcza je do gleby, dzięki czemu zmniejsza prawdobodobieństwo zakażenia rośliny takimi patogenami jak bakterie i inne grzyby. Niestety nie radzi sobie z wirusami, ale to wredne potworki, wszyscy mamy z nimi problemy.

Kochanie, razem pokonamy każdy stres. A tak, właśnie tak. Grzyby mikoryzowe w przedziwny sposób dają roślinie, nazwijmy to – poczucie komfortu, dzięki któremu łatwiej znosi przesadzanie, chwilową suszę, czy zbyt wilgotne podłoże, o niezbyt odpowiednim pH.

Ktoś już zgubił się w gąszczu metafor? Krótkie podsumowanie:

Korzyści płynące ze stosowania mikoryzy to:

  • Lepszy i bardziej zrównoważony wzrost dzięki hormonom wytwarzanym przez grzybnię.
  • Gęstszy i mocniej rozbudowany system korzeniowy.
  • Zmniejszone zapotrzebowanie na wodę i nawozy, dzięki zwiększonemu poborowi substancji odżywczych.
  • Podniesiona odporność na stresowe warunki – suszę przesolenie podłoża, przesadzanie itd.
  • Ochrona przed patogenami glebowymi i chorobami, dzięki substancjom wytwarzanym przez grzyba do gleby.
  • W konsekwencji powyższych – wyższe plony.

 

I jak przekonani, że warto?

Dobra. Teraz tak. Nie jest obojętne, który grzyb pożenimy, z którą rośliną. Na rynku jest już trochę różnych preparatów, zawierających grzyby mikoryzowe i jeśli jesteście zdecydowani by spróbować, trzeba dokładnie czytać opisy na opakowaniach. Nawet jeśli na pudełku dużymi literami stoi, że w środku jest ukryta Mikoryza Uniwersalna, to jej uniwersalność jest jednak ograniczona. I mimo wszystko, należy doczytać do których roślin jest, a do których nie będzie odpowiednia. To po pierwsze.

Po drugie, można znaleźć w handlu szczepionki mikoryzowe dedykowane poszczególnym roślinom – dla pomidorów i papryk, dla borówek, dla iglaków, dla rododendronów. Może warto z tego skorzystać. Można kupić opakowania 150 g , jeśli nie zamierzacie uprawiać większej ilości, jednego rodzaju warzyw. Takie 750g mikoryzy wystarcza dla 200 sadzonek, więc 150g, będzie jak raz, na potrzeby balkonowej uprawy. i to na cały sezon.

Tak na marginesie powiem Wam, że nie obowiązuje w tej symbiozie monogamia. Bynajmniej, jeśli grzyb będzie miał dostęp do kilku roślin. Zbuduje sobie harem. Na szczęście każda z „żon” będzie miała tak samo dobrze 😉 I w drugą stronę, roślina może korzystać z różnych grzybów mikoryzowych, nie koniecznie jednego. Nota bene, preparaty w handlu to  właśnie mieszanki kilku odmian grzybni.

Z ciekawostek można też przytoczyć, że trwają badania nad komunikacją między roślinami za pomocą grzybni i wychodzi na to, że może to się dziać. Taki jakby „Awatar”.

Oczywiście działanie symbiozy w różnych warunkach, będzie przebiegać różnie. Nie należy się spodziewać, że Wasze rośliny, które normalnie miały 70cm, nagle urosną do dwóch metrów, a pomidory z nich będą miały dwa razy tyle objętości niż te bez stosowania mikoryzy. Efekty są bardziej subtelne. Wiele jednak osób ze świata nauki badało i nadal bada ten temat, jako obiecujący alternatywny sposób ochrony roślin uprawnych, zachowujący równowagę biologiczną ekosystemów i podążający że się tak wyrażę tropem natury.  Wnioski są bardzo przekonywujące. Być może donica czy skrzynia to naprawdę mikro ekosystem, ale sam mechanizm symbiozy i w niej będzie zachodził.

Jak stosować mikoryzę?

Jest kilka sposobów dzięki, którym nasze grzyby będą miały szansę połączyć się z rośliną, choć na opakowaniach zazwyczaj opisany jest jeden sposób.

Kupiliście mykoryzę ( mikoryzę – to to samo) w bliżej nieokreślonej formie stałej – granulki, proszek itp. Spoko. Butelka ze spryskiwaczem? Też dobrze, choć jak dla mnie „psikacz” najbardziej nadaje się do pikowania sadzonek.

Wróćmy do granulatu, lub proszku. Preparaty takie oprócz grzybni i prostego nośnika typu glinka, składają się z pewnej ilości nawozów i innych pożywek ( np. wyciągów z roślin, alg, odpowiednich cukrów itp.) które pomogą grzybni namnożyć się szybciutko. Niektóre firmy dodają też hydrożel, który ma niebagatelne znaczenie, bo jest podręcznym magazynem wody, a grzyby jak wiemy potrzebują wilgoci by się rozwijać.

Jak? Grzybnię należy umieścić jak najbliżej korzeni rośliny. Im bliżej, tym lepiej. Dlatego najszybsze efekty daje moczenie korzeni w zawiesinie z grzybnią, lub posypywanie wilgotnych korzeni preparatem w proszku.

 

Kiedy? Mikoryzowanie młodszych roślin ma największy sens. Rośliny jednoroczne jakimi są papryki, pomidory, i inne warzywka najsensowniej jest mikoryzować w trakcie przesadzania rozsady lub wysadzania gotowej rozsady na miejsce stałe. Rośliny wieloletnie można mikoryzować również później, ale prawda jest taka, że im wcześniej tym lepiej. Zagadnienie jest nieco szersze, zanudziłabym Was jednak.

 

Przypadek I

Mikoryzujemy młodą sadzonkę w trakcie pikowania

To proste. Jeśli pikujemy młodziutką sadzonkę, to możemy jej korzonki zanurzyć w wodzie a następnie obsypać je proszkiem, który pięknie przylepi się nam do nich. Jeśli producent mikoryzy opatrzył opakowanie stosownym opisem, w którym jest napisane, że można sporządzić żel, zawiesinę lub inny roztwór, to to właśnie zróbcie. Teraz sadzimy w dołek w doniczce, zasypujemy ziemią i gotowe.

Jeśli dysponujemy sprayem, pryskamy sowicie na korzenie, a dalej to samo.

 

Przypadek II

Mikoryzujemy starszą sadzonkę, lub sadzonkę rośliny o delikatnych korzeniach

Taka sytuacja dotyczy np. rozsad ogórków, dyń czy arbuzów. Przesadzamy bryłę korzeniową wraz z ziemią. W tej sytuacji sypiemy mikoryzowy proszek do dołka, przed przesadzeniem. Sadzimy rozsadę. Gotowe.

 

Przypadek III

Mikoryzujemy roślinę, wysadzoną wcześniej

Jeśli chcemy podać grzybnię roślinie, której już nie zamierzamy przesadzać, bo zrobiliśmy to wcześniej, możemy:

a)  Za pomocą patyczka, lub czegokolwiek innego zrobić dziurkę w podłożu (oczywiście w pobliżu korzeni) i wsypać do niej odpowiednią ilość proszku.

b) Wysiać proszek pod roślinę i podlać.

Każdy z tych sposobów gwarantuje dostanie się grzybni do korzeni rośliny. Natomiast ilość proszku jaką należy użyć trzeba sobie przeliczyć na podstawie wskazówek zamieszczonych na opakowaniu.

Ważne uwagi

Grzyb i roślina muszą mieć czas by stworzyć solidny związek. Nie należy im w tym przeszkadzać. Nie robimy więc przez pierwsze 3 tygodnie po mikoryzacji żadnych oprysków ( no mogłoby zaszkodzić rozwojowi grzybni), i ostrożnie od momentu mikoryzacji dawkujemy nawozy mineralne ( te z kolei mogą zaszkodzić roślinie, gdyż grzyby mikoryzowe zamieniają azot w formę amonową, a także udostępniają roślinom 70% więcej fosforu) Nawożenie organiczne spokojnie można stosować.

Co to ja jeszcze miałam….

A tak. Stosuję mikoryzy stosunkowo od niedawna, chyba trzeci sezon, ale nigdy się już z nimi nie rozstanę. Nigdy. Nigdy, nigdy, przenigdy. Nawet jeśli efekty nie zawsze są dla mnie naocznie oczywiste, to przekonują mnie badania naukowe z tego zakresu i fakt, że jest to „ingerencja” zupełnie ekologiczna i nie gwałcąca natury. Jeśli choć po części pomoże moim warzywom wydać obfitszy plon, na tak małej przestrzeni jaką dysponuję, to dla mnie warto. Z moich skromnych doświadczeń wynika, że najlepiej działają  w donicach grzybnie w obecności jakiegoś superabsorbentu ( hydrożel polimerowy ). Załatwia on problem przypadkowego przesuszenia podłoża, co dla grzybni może być sporym problemem. I to o hydrożelach napiszę następnym razem.

 

 

 

 

 

 

Domowej roboty nawóz do sadzonek pomidorów

domowy nawóz do pomidorów

Znalazłam kiedyś u jakiejś ogrodniczki amerykańskiej ( dobrych kilka lat temu) przepis na domowej roboty nawóz do sadzonek pomidorów i wypróbowałam.Pamiętam, że byłam bardzo zadowolona, a ostatnio trafił w moje ręce mój stary zeszyt z notatkami ogrodniczymi, w którym przepis sobie zanotowałam. Postanowiłam takoż, podać go do szerokiej wiadomości. Niebywale mi przykro, ale nie jestem w stanie odnaleźć strony źródła, więc go nie umieszczę. Nie był to jeszcze czas, w którym myślałam o pisaniu bloga i nie zapisywałam informacji, które nie wydawały mi się istotne. WIelce żałuję ;(

Wiele podobnych przepisów krąży po internecie przekazywanych ze strony na stronę, więc umówmy się, że ten będzie mój prawie autorski – inspirowany, gdyż nie dodaję do niego dodatkowej sugerowanej przez autorkę oryginału, porcji Siarki, i dodaję natlenionej herbatki kompostowej a nie świeżego biohumusu, gdyż nie mam po prostu do niego dostępności a butelkowany nie ma moim zdaniem tej mocy sprawczej.

Składniki jakich będziemy potrzebować:

– Woda z kranu, odstana kilka dni, lub deszczówka – 0,9 litra
– Zielona herbata – 1 łyżeczka
– Sól Epsom – 1/2 do 1 łyżeczki
– Melasa – 3/4 do 1 łyżeczki
– Herbatka kompostowa  – 6 łyżek stołowych.

– 1,2l butelka z nakrętką spray ( może być większa )
– Sitko o drobnych oczkach lub gazowa płachta
– Nawóz rybny tzw. mączka rybna lub kostny (opcjonalnie) – 1 łyżeczka

Podstawowymi składnikami mieszanki są  sól Epsom, zielona herbata, herbatka kompostowa i melasa bo to one zapewnią roślinom składniki odżywcze. Nawóz rybny lub kostny jest mile widziany, ale nie konieczny.

Składniki gotowe,  zaczynamy!

KROK 1: Napar z zielonej herbaty

Zaparzamy 1 łyżeczkę zwykłej zielonej herbaty w szklance (200ml) z wodą podgrzaną do 70 stopni C, i czekamy aż się ochłodzi.
Do przygotowanej wcześniej butelki z wodą 0,9l dolewamy 1 łyżkę naparu. Resztę herbaty śmiało wypijamy na zdrowie 🙂

KROK 2: Dodajemy Sól Epsom czyli siarczan magnezu

Dodajemy 3/4 do 1 łyżeczki soli Epsom do butelki i mieszamy.

UWAGA: Sól Epsom: zapewnia natychmiastową dawkę magnezu i siarki, dlatego dodatkowe dodawanie siarki nie jest moim zdaniem konieczne.

KROK 3: Dodajemy Czarną Melasę

Do butelki do rozpylania z wodą, herbatą i solą Epsom dodajemy teraz 3/4 do 1 łyżeczki melasy czarnej.  Mowa tu melasie z trzciny cukrowej, którą można kupić w sklepach ze zdrową żywnością.
WSKAZÓWKA: Można wlać melasę bezpośrednio do butelki i potrząsając rozpuścić ją w płynie, lub odlać z butelki część cieczy, i w niej rozpuścić melasę, a potem dodać ją z powrotem do butelki.
Czarna melasa to doskonałe źródło wielu składników odżywczych dla roślin, w tym węgla, żelaza, siarki, potasu, wapnia, manganu, miedzi i magnezu.
Trzeba dobrze wymieszać i odstawić butelkę na godzinę.

UWAGA: Taką mieszankę można używać nawet bez dodatku herbatki kompostowej, ale osobiście uważam, że dopiero jej dodatek czyni nawóz kompletnym. Mam jednak świadomość, że nie każdy produkuje kompost, a kupny może być stary. W oryginalnym przepisie w tym miejscu pojawiał się odlew dżdżownicowy czyli Biohumus, również własnej roboty. Jeśli lubicie eksperymenty możecie spróbować wykonać taką kompozycję z biohumusem kupnym, zwróćcie jednak uwagę na datę produkcji na opakowaniu. Im świeższy tym lepszy.

KROK 4: Przygotowujemy kompostową herbatkę ( w zasadzie to powinien być krok pierwszy, bo zajmuje najwięcej czasu)

Przepis na najprostszą herbatkę kompostową:

-10l deszczówki

-1,5kg świeżego kompostu ( musi być świeży, pięknie pachnący zdrową glebą)

-pompka akwaryjna z kostką do napowietrzania

Do deszczówki wsypujemy kompost, mieszamy i podłączamy akwaryjną pomkę z napowietrzaczem. Natleniona woda wspomoże rozwój mikroorganizmów. Teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość – tak około 5-7 dniową 😉 Spokojnie można herbatkę warzyć w domu, zapewniam, że nie ma nieprzyjemnego zapachu, a temperatura pokojowa jest najodpowiedniejsza. Ok. Zrobiona, teraz trzeba ją przecedzić.

WSKAZÓWKA: Użycie cienkiego sitka siatkowego jest niezbędne. Herbata kompostowa ma małe cząstki i osady, które mogą zapchać butelkę do rozpylania, więc im cieńsza siatka tym lepiej. Całkiem zgrabnie przesącza się taki płyn przez gazę, lub tetrową pieluszkę. Nie ma strachu wszystko co nam potrzebne zostanie w płynie w odpowiedniej ilości.

KROK 5: Dodajemy Herbatkę

Do naszej butelki 1,5l z już zmieszaną mieszanką kompostową z kroków 1-3  dodajemy 6 łyżek herbaty kompostowej czyli około 90ml. ( Resztę herbatki można spokojnie użyć w formie nierozcieńczonej do oprysków, są świetną szczepionką dla roślin)
WSKAZÓWKA:  Herbatkę do butelki warto zapodać przez lejek, by uniknąć bałaganu. Chyba, że macie ręce o stalowej konstrukcji 😉

Mieszanka nawozowa w zasadzie gotowa do użycia!

Aby sprawić by jak to się mówi dawała większego kopa, można dodać, nawóz rybny lub rogowy.

KROK 6: Dodajemy mączkę kostną lub rybną

Ok. O ile do tej pory było raczej przyjemnie zapachowo, to teraz już będzie mniej miło. Mączka rybna niestety nie pachnie różami. Poza tym uwaga –  aby korzystać z tego produktu,  trzeba uważać na wybór producenta. Produkty z różnymi dodatkami chemicznymi mogą całkowicie przekreślić wszystkie użyteczne efekty. Mączka jest powszechnie dostępna, bo to przynęta wędkarska, kupicie ją w sklepach zoologicznych, ale można ją dostać również w sklepach agro. Onegdaj produkt taki wypuściła firma Westland, ale nadal nie ma go w ofercie na polski rynek ;(

WSKAZÓWKA: Naprawdę ten dodatek nie jest konieczny. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości co do dostępnej mączki, nie kupujcie.

Po zmieszaniu mączki z płynem warto ją jeszcze raz przecedzić, by nierozpuszczone cząsteczki nie zapchały dyszy spryskiwacza.

 Mieszanka nawozowa z dodatkami czy bez, powinna być używana na bieżąco do oprysków. Oznacza to, że nie przechowujemy jej w butelce tylko wykonujemy przed planowanym opryskiem, zużywamy, a do kolejnego oprysku robimy nową. 

UWAGA: Dawkowanie jest raczej intuicyjne, po prostu należy spryskać liście w pochmurny, najlepiej bezwietrzny dzień. Nie stosujemy oprysków w pełnym słońcu, mgle, deszczu ani przy silnym wietrze, no ale to raczej każdy wie 🙂 Mieszankę możemy stosować interwencyjnie lub na stałe w odstępie tygodnia w fazie wzrostu jeszcze przed kwitnieniem.

 

 

Pomidory, jeszcze raz cz.1

Pomidory, jeszcze raz cz.1

Tak. Mam świadomość, że powtarzam się niczym zacięta płyta. Ale uprawiam co roku pomidory, i co roku patrzę na ten temat z nowej bogatszej o cały sezon, perspektywy.

Pomidory odznaczają się taką ilością wielkości, kolorów, kształtów i smaków, że wprawiają mnie w podziw z każdym rokiem głębszy.

Aztekowie nazywali pomidora Tomatle czyli puchnący. Ciekawe prawda?  Europejczykom długo zeszło zanim zasmakowali się w pomidorach, ale gdy już to się stało, zyskały one przydomek „rajskich owców”, jak też „jabłek miłości”. Mówi samo za siebie. W języku polskim nazwa została zapożyczona od włoskiego pomme d’oro i oznacza złote jabłko. Pomidory to dar natury. A rajskie owoce z własnego balkonu lub tarasu smakują dwa razy lepiej. Koniecznie musicie spróbować.

Z botanicznego punktu widzenia pomidor to jagoda, czyli owoc. l jak wiele innych owoców w przeciwieństwie do warzyw, składa się w przewadze z kwasów owocowych i cukrów.

A to też pomidor?

Jest kilka conajmniej gatunków będących w dużym pokrewieństwie z pomidorami, które jednak pomidorami nie są.

Tomatillo.

Fot. Pixebay

Oglądaliście „Smażone zielone pomidory”? Wbrew pozorom nie chodzi tu o niedojrzałe pomidory, ani o ich zieloną odmianę. Chodzi o psiankę o nazwie Tomatillo, kuzynkę pomidora i miechunki rozdętej. Jest jak pomidor psianką.

To egzotyczny krzak rodzący 6 centymetrowe jagody. W Meksyku przyrządza się z nich potrawę, która dała tytuł wspomnianemu powyżej filmowi. Teoretycznie da się nawet uprawiać Tomatillo u nas. Warunkiem jest ciepłe dobrze nasłonecznione miejsce.

Tamarillo.

Fot. Pixebay

Kolejny prawie pomidor. Cyfomandra grubolistna- intrygująca nazwa- czyli inaczej pomidor drzewiasty jest również psianką. I na tym pokrewieństwo się kończy. Jego owalne owoce ważące ok.100g można jeść na surowo, i duszone jak warzywo. Teoria mówi, że Tamarillo jest rośliną klimatu podzwrotnikowego, i szczególnie udaje się na obszarach wyżynnych.

Quito

Pomidor Quito lub inaczej Jagoda andyjska to kolczasty krzak tropikalny lubiący górzyste tereny. Psianka, lekko trująca, ale da się zjeść. Jeśli zgubicie się gdzieś na wyżynie patagońskiej bez jedzenia, można survivalowo łyknąć na wzmocnienie.

Dobra będzie tych podróbek, wracamy do pomidora.

Część 1 czyli od nasionka, do rozsady.

Siać czy kupować gotową rozsadę?

A to już ‚‚jak stryjenka uważa’’. A tak poważnie, jeśli macie kawałek jasnego parapetu to jasne, że siać.  Nasion niesamowitych odmian pomidorów jest bezliku, a rozsady producenci robią najczęściej z kilku sprawdzonych, odpornych odmian. Nikt na targu nawet nie słyszał o takich odmianach jak Pendulina Orange, Petrusha Gardener, czy Garden Pearl. Tam kupicie Betaluxa, Pokusę a jak będziecie mieć szczęście Maliniaka. Nie żeby to były złe odmiany. Poza tym najczęściej rozsady nie są oznakowane, a na pytanie -jakie to odmiany, usłyszycie najpewniej: -ten jest czerwony, ten malinowy, a tamten to taki koktajlowy”. Czyli siać. A kiedy?

Odpowiedni termin siewu.

Ponieważ od momentu siewu do wysadzenia gotowych rozsad do docelowych pojemników minie około 8 tygodni, termin siewu zależy od planowanego terminu umieszczenia roślin na stałe na dworze. W naszym klimacie najpewniej przypada on w połowie maja, po ostatnich przygruntowych przymrozkach. Oznacza to, że najlepszym terminem siewu jest druga połowa marca. Czyli właśnie teraz. Szybko! Nasiona, ziemia, pojemniki, jedziemyyyyy…!

Uwaga, wcześniejszy termin siewu jest możliwy jeśli mamy wystarczającą ilość światła. Można rośliny doświetlać przez pierwsze tygodnie gdy dni są jeszcze dość krótkie. Przy małych karłowych roślinach, dzięki temu zabiegowi można oczekiwać nieco wcześniej pierwszych dojrzałych owoców.

W czym siać i jak.

Najprościej w specjalnej ziemi do wysiewu. Gotowe mieszanki mają być zrównoważone pod względem przepuszczalności, ubogie w składniki odżywcze i wolne od patogenów i nasion chwastów. Mamy duży wybór tego typu podłoży dostępnych na rynku w bardzo różnych cenach. Prawie wszystkie na szczęście spełniają powyższe wymagania. Dobrym rozwiązaniem jest stworzenie własnej mieszanki z torfu wysokiego odkwaszonego i perlitu. O własnych mieszankach przeczytacie w tym artykule.

Test podłoży do siewu, okaże się lada dzień na blogu.

Czy zaprawiać nasiona? Jeśli pochodzą z niepewnego źródła, np. z wymiany nasion to wydaje mi się że warto. O ekologicznych sposobach zaprawiania nasion przeczytacie tutaj

Jeśli chcecie wysiać kilka odmian po jednej sztuce dobrym rozwiązaniem będzie mała wielodoniczka, lub tekturowe wytłoczki po jajkach, jeśli ktoś lubi takie recyclingowe zajawki. Te ostatnie sprawdzą się tylko wtedy, gdy natychmiast po wzejściu nasion, w fazie liścieni, przepikujecie je do odzielnych nieco większych doniczek. Nie zapomnijcie o oznaczeniach odmian.

siew pomidorów

Optymalna temperatura kiełkowania pomidorów to 22-25 stopni C, nie powinno dopuszczać się do jej spadku poniżej 20 stopni, bo wschody będą nierówne i niewydajne.

Po tygodniu, do dwóch, pojawią się pierwsze siewki ( zależy to od odmiany, zdolności kiełkowania nasion i podłoża – zbyt bogate w minerały podloże może utrudniać proces kiełkowania).  Jeśli wysialiście jedną odmianę w kilku egzemplarzach, zazwyczaj pierwsze, które wyszły z ziemi będą najsilniejsze i najbardziej plenne. Z ich przepikowaniem nie należy czekać. Wysadzamy do pojemników 200ml w fazie pierwszych liści właściwych, i…

Pielęgnacja rozsady.

Teraz rośliny potrzebują dużo światła i dużo ciepła. Temperatura w dzień powinna wynosić 20-22 stopnie C, a w nocy 16-18. Jeśli możecie wnieść na noc rozsadę do nieco chłodniejszego pomieszczenia niż to, w którym znajdują się w dzień, koniecznie z tego skorzystajcie. Dzięki temu zabiegowi rośliny będą silniejsze i bardziej odporne na późniejsze stresy związane ze zmianą otoczenia. Nie da rady? Trudno. Bez tego też sobie poradzą.

Co dwa tygodnie, rozsadę należy zasilić słabym roztworem nawozu. Może to być zrównoważony nawóz mineralny, lub organiczny np. Biohumus. Podlewanie powinno w tym okresie być równomierne i niezbyt obfite, tak by ziemia pozostawała wilgotna, ale nie mokra. Częstym błędem przy pierwszych samodzielnych próbach wyhodowania własnej rozsady pomidorów, jest właśnie zbyt obfite podlewanie. Powoduje ono uduszenie biednej roślinki zalanej falą naszej nadopiekuńczości.

 

Dobrze…załóżmy, że do tej pory wszystko przebiegało bez zakłóceń. Gdy Wasze pomidorkowe przedszkole dorośnie do wysokości 6-8 cm ( w zależności od odmiany), czas na przesadzkę do doniczek o średnicy 10-12cm z dobrą ziemią do uprawy. Może to być znowu gotowa mieszanka (uniwersalna, lub do rozsad) lub podłoże przygotowane samodzielnie. To podłoże powinno mieć więcej składników odżywczych. Na tym etapie można (ale nie trzeba) zacząć używanie biostymulatora np z alg lub wyciągu z grapefruita.

Nadal najważniejsze z ważnych jest nasłonecznienie. Jeśli światła będzie zbyt mało, wyrosną Wam żyrafowate, cienkie smutasy, słabe i mimozowate, a określane mianem „wybujałych”. Takie rośliny gorzej przeżywają wszystkie stresy, a co za tym idzie słabiej kwitną i owocują. Chociaż wola przetrwania jest wielka i jeśli po trudnym starcie dacie swoim roślinom odrobinę więcej „miłości” czyli ciepła, słońca i nawozu jest szansa na wyrównanie błędów młodości.

Podlewamy dopiero gdy zasoby wody są o krok od wyczerpania, czyli rzadziej, a obficiej. Koniecznie sprawdzajcie, czy doniczki mają drożny odpływ, i pod żadnym pozorem nie pozostawiajcie ich w wodzie, która napłynęła do tacek, po podlewaniu (chyba że zdążyliście przesuszyć podłoże maksymalnie i woda leci przez nie jak przes sito, zazwyczaj sadzonka w takiej sytuacji ma już listki klapotki czyli straciła turgot. Wtedy i tylko wtedy, należy  pozwolić by podłoże powoli nawilgotniało).

Jakie możeszcie napotkać trudności.

Najczęstszym problemem jest nadopiekuńczość. Konewka stoi koło wielodoniczki, lub kubeczków z rozsadami zawsze pełna, a my jak babcia wnuczkowi, „pchamy do dzioba” aż mu się ulewa, rozpuszczając się przy tym w błogim uśmiechu, podszytym lekką nutką zmartwienia – „jedź, jedź, takiś mizerny”. Prawda, że pachnie kłopotami?

Objawy podtopienia rozsad:

zahamowany wzrost

podwiędnięte,  jakby zgnicione końcówki liści, które w następnej kolejności usychają  prawie bez zmiany koloru

mdlejąca roślina tracąca turgor

 

Kolejny problem wynika zazwyczaj z przeświadczenia, że nasze pomidory mają być maksymalnie ekologiczne, czyli zero nawożenia. Hej, hej – eko, nie oznacza zagłodzony. W pierwszym okresie rozsadzie wystarczy pożywka z biohumusu, ale gdy liścienie zaczynają żółknąć to znak, że wykorzystały już wszystko co było w podłożu i czas na dokarmianie. Oczywiście żółknące liścienie to nie objaw, którym należy się martwić. Zżółkną, odpadną i po temacie, ale…. rozsada dała Wam właśnie sygnał, że chce jeść. Jeśli nie zareagujecie, Wasze pomidorowe krzaczki będą jak to się mówi, rachityczne, w jasnozielonym kolorze unoszące zdrobniałe wierzchołki liści ku górze jakby w błagalnym geście.

Nawożenie mineralne kontra organiczne.

To zawsze powód do dyskusji. Jak dla mnie w tej fazie uprawy bez różnicy, jeśli wie się czego i ile podawać. Za nawożeniem mineralnym przemawia fakt, że można dokładnie kontrolować ilość wszystkich podawanych składników. Za organicznym, że nie musimy się o to martwić aż tak bardzo, bo substancje mineralne uwalniają się w miarę powoli.

Do nawożenia mineralnego można stosować każdy nawóz mineralny o odpowiednich proporcjach składników pokarmowych, zaopatrzony również w mikroelementy. Azot powinien być mniej więcej w równej wartości z fosforem, natomiast potas o wartości nieco podwyższonej w stosunku do nich. Dobrym wyborem bedą nawozy NPK 2:2: 3,5 , lub 2,2 : 2,5 : 4,5, ale nie będzie też pomyłką użycie nawozu zrównoważonego, czyli o trzech równych wartościach. W każdym sklepie ogrodniczym znajdziecie takie nawozy w płynie, lub w postaci krystalicznej do rozpuszczenia w wodzie. Uwaga na dawkowanie. Dokładnie przeczytajcie instrukcję, a jeśli opakowanie nie posiada wyczerpujących informacji poszukajcie ich na stronie producenta. Absolutnie nie używamy nawozów mineralnych „na oko”.

Fertygujemy rozsadę czyli podlewamy rozcieńczonym nawozem przy każdym podlewaniu.

Z nawożeniem rozsad wiąże się pewien problem często bardzo niepokojący świeżo upieczonych ogrodników, czyli przenawożenie azotowe. Mimo stosowania się do tabeli producenta, zdarzy się czasami, że cosik nawozu będzie zbyt dużo. Rozsada wtedy podwija liście pod siebie, które zaczynają wyglądać niczym loki druhny. Nie należy panikować, wystarczy przez jakiś czas nie podawać rozsadzie nawozu, tylko samą wodę.

Nawożenie organiczne polega zazwyczaj na zastosowaniu w trakcie przesadzania rozsady, podłoża o odpowiedniej ilości materii organicznej zasobnej w składniki odżywcze. Najlepszym rozwiązaniem jest ziemia kompostowa. Potem już pozostaje podlewanie biohumusem i gnojówkami roślinnymi (jak tylko będzie je z czego przefermentować)

gnojówka roślinna do fertygacji pomidorów:

10l wody- najlepiej deszczówki

1kg roślin świeżych: pokrzywa, żywokost, narecznica, mniszek lekarski i skrzyp polny

W naczyniu plastikowym lub kamiennym pocięte liście zalewamy deszczówką. Odstawiamy w miejsce o pokojowej temperaturze, lub ciut niższej. Dbamy o napowietrzenie co jakiś czas mieszając. Gnojówka jest gotowa gdy przestanie się pienić czyli po około tygodniu. Nieprzyjemny zapach można złagodzić dodatkiem mączki skalnej, lub wyciągiem z ruty.

Do podlewania rozsad tak przygotowaną gnojówkę rozcieńczamy 1:20

 

cdn…

 

 

 

 

Podłoże dla warzyw – do siewu, rozsad i donic.

podłoże do warzyw

Aby warzywa wydawały obfite plony, poza oczywiście zapewnieniem im dobrego startu w postaci wyprodukowania zdrowej i zahartowanej rozsady, trzeba je posadzić w najlepszym dla niej podłożu.

W pojemnikach sprawa ta jest o tyle ułatwiona, że można stworzyć podłoże dokładnie dedykowane gatunkowi lub grupie gatunków, które zamierzamy wspólnie uprawiać.

Dlatego też, pierwszym podstawowym krokiem jest zrobienie rozeznania jaką ziemię preferuje dane warzywo. Jaki powinien być poziom pH, czy ziemia powinna być luźna i próchnicza, czy może cięższa z domieszką gliny. Czy nasi podopieczni będą zadowoleni z suchego podłoża, czy raczej preferują stałą, wysoką wilgotność. Wszystkie te dane pomagają dobrać odpowiednie składniki podłoża.

Sposoby są dwa. Można kupić gotowe podłoże, albo zrobić mieszankę samemu.

Z czego zrobić mieszankę?

Aby  zrobić dobrą ziemię pod warzywa do pojemników należy zaopatrzyć się w następujące składniki:

  • Torf wysoki odkwaszony (czasami jest niestety niezbędny, chociaż z przyczyn ekologicznych warto ograniczać jego użycie)
  • Włókno kokosowe
  • Piasek rzeczny
  • Glinkę
  • Ziemię liściową dla roślin lubiących bardziej kwaśny odczyn
  • Duuużo kompostu z pewnego źródła (najlepiej z własnego kompostownika, ale można już kupić kompost workowany o bardzo dobrej jakości)
  • Perlit
  • Mączkę skalną ( bazaltowa)

Wszystkie te składniki można kupić w dobrych sklepach ogrodniczych

Oczywiście nie koniecznie trzeba wszystkie kupić na raz, raczej należy najpierw przemyśleć jakiego rodzaju mieszankę będziemy potrzebowali i kupić te składniki, które będą do jej wykonania potrzebne. Chyba, że należycie do osób, które lubią mieć zapas wszystkiego, tak na wszelki wypadek .

Etap pierwszy – siew

siewki pomidorów
Fot. Pixabay

Nasiona warzyw jak zresztą wszystkie nasiona nie potrzebują na pierwszym etapie składników odżywczych, wszystko bowiem czego potrzebują mają zapakowane ze sobą.

Do siewu i kiełkowania używa się mieszanki ubogiej w substancje odżywcze. Pobudzi to rośliny do rozwoju w postaci budowania mocnego systemu korzeniowego.

Ważne niebywale, by podłoże takie było wolne od patogenów, nasion innych roślin i szkodników. Na tym etapie niezbędne nie są też pożyteczne mikroorganizmy.

Mieszanka do siewu, może więc składać się z :

  • Włókna kokosowego ( może być to luźne zmielone włókno kokosowe, lub brykiet)
  • Torfu odkwaszonego
  • Piasku rzecznego
  • Glinki wulkanicznej

I jak już wspominałam, można z tych składników zrobić własne podłoże, lub zakupić gotowca, których w tym momencie nie brak na rynku.

Dostępne w handlu gotowe mieszanki do siewu i pikowania z tego właśnie się składają. I dodatkowo z nawozu mineralnego w niewielkim stężeniu, lub nawozu organicznego w tych, które mienią się ekologicznymi. Ciekawe, że większość producentów nie umieszcza informacji  o składzie mieszanki na opakowaniu, zmuszając niejako potencjalnych klientów do kupowania kota w worku… przepraszam ziemi w worku. Nie wiem czym to jest podyktowane.  Ale uwaga, część z nich chwali się składem na swojej stronie internetowej, warto więc sięgnąć do tego źródła przed wyborem. Są też oczywiście chlubne wyjątki umieszczające wszystkie informacje lub np kod QR do nich.

Frakcja czyli grubość zmielenia materiału pod siew nie powinna moim zdaniem przekraczać 0-20mm, a pH winno mieścić się w widełkach 5,5-6,0 no ewentualnie 6,5 .Oczywiście w niezmielonym na pył podłożu rośliny też wykiełkują, ma ono jednak tendencje do zaskorupiania się przy wysychaniu.

Nie ułatwię Wam niestety zadania. Nie powiem, że podłoże tej firmy jest super, a tamtej do bani.

Udało mi się do tej pory wypróbować podłoża 7 firm i każde niestety miało jakieś wady. Nie do końca uważam jednak te wyniki za miarodajne, worki z ziemią zostały bowiem zakupione w różnych sklepach, a one jak wiadomo przechowują towar w różnych warunkach. Zdarzyły mi się w podłożu ziemiórki, cuchnący odór wskazujący na zatrzymywanie wody przez długi czas, zbyt duża ilość niezmielonego włókna kokosowego i nasiona chwastów. Trudno dociec przyczyny niektórych.

Musiałabym otrzymać podłoże do testów bezpośrednio od producenta, a na razie żaden się do mnie z taką propozycją nie zgłosił.

(Ledwo opublikowałam artykuł i już potrzebne sprostowanie. Właśnie otrzymałam odpowiedź mailową od firmy Hydrokomplet z propozycją przetestowania ich trzech podłoży – do wysiewu, do rozsady pomidora i papryki oraz do rozsady ogórków. Przeglądając w internecie oferty różnych producentów ze zdziwieniem skonstatowałam, że oferta tej firmy jest mi zupełnie nieznana, choć mieści się prawie po sąsiedzku, a stosuje w swoich produktach nawożenie organiczne. Napisałam więc maila z pytaniem o ich produkty i otrzymałam błyskawiczną odpowiedź)

Tak czy inaczej im mniej składników w takim podłożu tym lepiej ( jak na mój gust).

Etap drugi – rozsada

rozsada
Fot. Pixabay

Mniej więcej w momencie gdy pojawia się pierwsza para liści właściwych, przychodzi czas na przesadzanie siewek. Teraz potrzebne będzie im umiarkowane zasilenie i stała wilgotność podłoża. Podłoże powinno więc być przepuszczalne, by nie tworzyły się zatory wilgoci, a bryła korzeniowa była odpowiednio natleniona; i wzbogacone o składniki odżywcze czy to w postaci organicznej czy mineralnej. Substancja organiczna jest dla roślin bardzo korzystna również ze względu na znajdujące się w niej mikroorganizmy, pobudzające roślinę do wzrostu.

Jest to czas na zastosowanie ziemi tzw. uniwersalnej lub dedykowanej do rozsad konkretnego gatunku.

Firmy prześcigają się w wymyślaniu nowych chwytów marketingowych mających nakłonić nas do wyboru ich produktu, ich prawo. Jednakże ziemia uniwersalna czy do warzyw czy do kwiatów to nic innego jak już wspomniana mieszanka torfu, piasku, kompostu i kilku mniej zazwyczaj obecnych składników, zaprawiona większą ilością nawozu mineralnego niż ta do siewu.

Osobiście wybrałabym jednak podłoża zaopatrzone zamiast niego w nawóz organiczny.

Dostępne są w ofercie wielu firm, podłoża dedykowane niejako do konkretnych gatunków warzyw, i nie będę z tym polemizować. Osobiście raz użyłam takiej dedykowanej ziemi do produkcji rozsady pomidorów i papryk, i rośliny rosły w niej dokładnie tak samo jak w ziemi uniwersalnej do kwiatów, a musiałam za nią zapłacić kilka złotych więcej. Ale nikomu nie chcę psuć zabawy, wszak najcenniejsze są własne doświadczenia. (może przy okazji testowania tego typu podłoży dowiem się czegoś więcej o różnicy ich składu w stosunku do składu podłoża uniwersalnego – na pewno podzielę się z Wami tą wiedzą)

Mamy więc podłoża bio, gdzie firmy chwalą się że torf do ich produkcji pochodzi z z naturalnych złóż, które stale poddawane są rekultywacji. I mamy ziemię uniwersalną zrobioną również w przewadze z torfu z dodatkiem sztucznego lub organicznego nawozu. Wybór utrudniają kuszące dodatki. Znalazłam kilka firm zaopatrujących swoje mieszanki w różnego rodzaju substancje organiczne, od Guano z Namibii  , po kompleksy humusowe i mykoryzy, algii i inne stymulatory. Z chęcią bym je przetestowała, ale póki co…

…robię dla swoich rozsad własną mieszankę.

 

  • 2 miary torfu wysokiego lub substratu kokosowego ( jeśli macie obiekcie w temacie tej rekultywacji torfowisk )
  • 1 miara kompostu
  • 1/2 miary piasku rzecznego

Dodatek perlitu w miarę potrzeby spulchnienia.

Dodatek glinki i mączki bazaltowej zapewni zestaw mikroelementów i poprawi strukturę

(przez dodatek mam na myśli stosunek 1:50 tak około czyli łyżeczkę na szklankę ;))

Przed sadzeniem można zastosować nawodnienie podłoża roztworem humusowym ( dowolnej firmy – proporcje odpowiednie do ilości podłoża)

Oprysk EM (efektywne mikroorganizmy, w ofercie kilku firm)

Dla Okry wzbogaciłam mieszankę o niewielki dodatek mączki rogowej.

pH podłoża można sprawdzić za pomocą papierków lakmusowych.

Do czystego, suchego naczynia należy wsypać grudkę ziemi, zalać ją wodą destylowaną i zamieszać. Następnie w takim roztworze moczy się papierek lakmusowy i przykleja go do ścianki naczynia. Po kilkudziesięciu sekundach zmieni kolor. Wtedy papierek można wyjąć i  porównać jego barwę, z kolorową skalą pH na opakowaniu papierków.

Oczywiście zasoby w takim podłożu starczają tylko na pewien czas, szczególnie co bardziej żarłocznym roślinom, i zazwyczaj trzeba wprowadzić fertygację czyli podlewanie roztworem wodnym nawozu mineralnego.

Etap trzeci – ostatni – ziemia do skrzyń i donic

okra burgundJeśli chodzi o zapełnienie pojemników na balkonach, to bardzo ciekawe są w tym przypadku substraty do zielonych dachów. Właśnie przyglądam się propozycjom jakie mają w tym temacie firmy.

Oprócz bowiem oczywistych właściwości takiej ziemi, jakie powinna posiadać, jest jedna kwestia spędzająca mi osobiście sen z powiek, a mianowicie ciężar. Dobre mieszanki do uprawy warzyw zawierają sporą ilość kompostu i są ciężkie. A jak już wielokrotnie wspominałam, balkonów raczej nikt nie konstruował z myślą o urządzaniu na nich warzywników. Jedna doniczka to nie problem, ale kilka  skrzyń o pojemności 300l  to już nie przelewki.

Na dziś nie znalazłam satysfakcjonującego mnie rozwiązania. Nie tracę jednak nadziei.

Do donic i skrzyń używam więc na razie mieszanki:

  • 2 miary torfu wysokiego lub substratu kokosowego
  • 2 miary kompostu
  • 2 miary perlitu

Stosuję też dodatek glinki i mączki bazaltowej. Czasami również trochę ziemi liściowej, którą akurat sama produkuję, kwasów humusowych i Efektywnych Mikroorganizmów w zależności przeznaczenia podłoża.

Z kupnych podłoży najlogiczniejszym rozwiązaniem pozostaje znów ziemia uniwersalna( lub podłoże do warzyw), którą jednak osobiście wzbogaciłabym o pewną ilość perlitu, jeśli jej nie posiada.

Ważne

Minerały z kompostu, mączek skalnych, i glinek uwalniają się bardzo wolno. Dlatego podczas ich stosowania praktycznie nie istnieje ryzyko przenawożenia.

Mączki bazaltowe, w zależności od źródła pochodzenia, mogą różnić się składem. Dlatego przed zakupem upewnij się jaki jest skład kupowanej przez Ciebie mączki, a w szczególności czy nie zawiera metali ciężkich w ilości ponadnormowej ( mączki bazaltowe nie są zazwyczaj zupełnie od nich wolne). Dobrze jest, jeżeli producent mączki przedstawia wyniki badań, potwierdzające niską zawartość metali ciężkich.

I końcowa uwaga

Jeśli kupujecie gotowe podłoże zasięgnijcie informacji o jego składzie. Jeśli nie ma go na opakowaniu, poszukajcie na stronie producenta. Dobrze jest wiedzieć w co sadzicie swoje rośliny, choćby ze względu na ewentualne nawożenie, lub zastosowanie różnych polepszających glebę produktów.

Istotna kwestia – zawsze sprawdzajcie datę pakowania ziemi. Powinna być wydrukowana dodatkowo na opakowaniu. Worki zeszłoroczne, lub co gorzej dwuletnie, przechowywane w złych warunkach, zapewnią Waszym roślinom moc wrażeń, niestety nie pozytywnych. A małe sklepy ogrodnicze, kwiaciarnie itp. czasami nie są wstanie zbyć wszystkiego co zamówiły na sezon.

Kwiaty i zioła współrzędnie z warzywami, czyli oddział do zadań specjalnych.

Kwiaty i zioła współrzędnie z warzywami, czyli oddział do zadań specjalnych.
Rozsada warzyw już rośnie na parapecie. Czas pomyśleć o kwiatach i ziołach, które będą jej towarzyszyć.

Bazylia

bazylia Siam Queen

Cudowne zioło, aromatyczne i pięknie kwitnące. Jest niezliczona ilość odmian bazylii. Jedne pachną cytrusami inne tchną nutką cynamonu. Do wyboru, do koloru. Odmiany Siam Queen oprócz mocnego aromatu mają też niebywale ozdobne liście i kwiaty.

Bazylia jest doskonała partnerką dla wielu warzyw. Lubią jej towarzystwo pomidory i papryki.  Jej sąsiedztwo opóźnia atak mączniaka, a zapach odmiany anyżowej odstrasza ślimaki. Zdobi, korzystnie wpływa na otoczenie i rewelacyjnie smakuje w sałatkach. Prawda, że warto?

Dobrze jest zrobić rozsady bazylii, szczególnie tych bardziej ciepłolubnych odmian. Dzięki temu szybciej zapełnią przeznaczone dla nich miejsca w warzywniku. Siejemy w marcu, przesadzamy do gruntu po ostatnich przymrozkach.

Ogórecznik

ogórecznik

Poza tym, że przyciąga pszczoły, ogórecznik wytwarza saponiny, które wydziela przez system korzeniowy do ziemi, w której rośnie. Substancja ta jest bardzo korzystna dla roślin kapustnych – kalarepki, brukselki, brokułów. Sprawia że szybciej rosną i są bardziej odporne. Podobnie działa na groch zielony i groszek cukrowy. A w przypadku truskawek sprzyja zawiązywaniu się owoców. Ostatnim plusem ogórecznika są jadalne kwiaty i młode listki, doskonale nadające się do wczesno letnich sałatek. Może nie jest wybitnie ozdobny, ale cóż, nie każdy musi być piękny.

Ogórecznik siejemy do gruntu w kwietniu lub na początku maja.

Rumianek

rumianek

 

Powszechnie wiadomo, że rumianek jest doskonałym antyseptykiem. Siany w warzywniku chroni sąsiadów przed chorobami grzybowymi. Szczególnie dobrze dogaduje się z liściowymi przysmakami grządki szpinakiem, boćwinką, rukolą i mizunami.

Mięta pieprzowa posadzona w towarzystwie rumianku będzie bardziej aromatyczna.

Rumianek siejemy w kwietniu, w kolejnych latach sam będzie się wysiewał. Ma dość specyficzne z wyglądu siewki, które można po ich zlokalizowniu przepikować w bardziej porządane miejsca.

Kolendra

kolendra

Warto nie tylko ja posiać ale pozwolić kilku egzemplarzom zakwitnąć. Kwiaty kolendry są doskonałym wabikiem dla wielu pożytecznych owadów, a jednocześnie zapach kolendry odstrasza uciążliwe muchówki. Tam gdzie rośnie kolendra niechętnie lądują śmietki cebulanki, śmietki korzeniówki i połyśnice marchwianki.

Kolendrę siejemy w drugiej połowie kwietnia. Można zrobić to też wcześniej do doniczki. Jest dość delikatna lubi osłonięte od wiatru miejsce.

Akasamitki

Chyba już każdy wie, że ograniczają rozwój szkodliwych nicieni. Towarzystwo aksamitki jest w zasadzie wszędzie mile widziane, ale szczególnie zadowolone będą sałaty, brokuły i pomidory. Specyficzny zapach aksamitek odstrasza gryzonie. Nie macie gryzoni na balkonach? Szczęściarze. Ja niestety miewam takich gości.

Kwiaty aksamitek są jadalne, mają ciekawy, lekko cytrusowy posmak. Wabią pożyteczne owady, takie jak bzygi. Jest wiele odmian aksamitek, od miniaturowych po krzaczaste, można więc dobrać odpowiednią do wielkości pojemnika i ilości innych roślin, które zamierzamy w nim posadzić. Koniecznie czytajcie opisy odmian. Rozsadę można robić już teraz. Dzięki temu szybciej można cieszyć się kwitnącymi aksamitkami.

Nagietki

nagietki

Nagietków podobnie jak aksamitek jest odmian bezliku. Wszystkie w prostej linii pochodzą od lekarskiego protoplasty i wpływają na sąsiadów bardzo pozytywnie. Poza oczywistymi korzyściami współrzędności, mają szereg innych zalet. Są jadalne, doskonale sprawdzają się jako komponent domowych kosmetyków (maści z kwiatów nagietka leczą rany, i łuszczycę skóry). Natomiast napar, łagodzi dolegliwości żołądkowe. Róg obfitości. Do tego pięknie wyglądają.

Kto lubi szczególnie nagietka? Otóż pomidory, ogórki, groch, sałata i szparagi. A także marchew i rzepa.

Nagietki sieje się wprost do gruntu, gdy tylko temperatura dnia ustali się powyżej 10 stopni.

Czosnek ozdobny

czosnek ozdobny

Tak proszę Państwa. Nie tylko jego jadalna odmiana, ale również ozdobny kuzyn jest strażnikiem dla sąsiadów. Jego towarzystwo chroni przed kędzierzawością liści czy szarą pleśnią. Ma bardzo podobne właściwości do zwykłego czosnku i można z niego tak samo wytarzać preparaty do ochrony warzyw. Tylko kto poświęcałby na to, takie pięknoty. Za towarzystwo ozdobnego czosnku bedą wdzięczni: ogórek, pomidor, szpinak, sałata, burak oraz ziemniak.

Czosnek ozdobny sadzimy na jesieni, w skrzyniach można też na wiosnę. Można rozmnażać go z cebulek przybyszowych lub siejąc wytworzone na kwiatostanach mini cebulki napowietrzne, jest to jednak żmudny sposób. łatwiej kupić gotowe do zasadzenia cebule w sklepie ogrodniczym.

Nasturcja

nasturcja

Nie wyobrażam sobie warzywnika bez nasturcji. Jest piękna, jadalna i allelopatyczna. Uwielbiają ją dynie, sałaty i fasole. Ponieważ wabi mszyce warto posadzić ją w pewnym skupisku nieopodal roślin które chcemy ustrzec przed tymi amatorami roślinnych soków. Nie będą wstanie oprzeć się pokusie i wszystkie jak jeden mąż pomaszerują ku nasturcjom. Te zaś można wtedy potraktować specyfikiem z miodli czyli olejkiem neem i po sprawie. Jest też inny sposób, trzeba posadzić nasturcję w towarzystwie aksamitki, która zwabia bzygi. Już one rozprawią się z mszycami raz dwa.

Nasturcję wysiewamy od drugiej połowy kwietnia. Jest w handlu dostępnych wiele jej przepięknych odmian zarówno pnących jak i karłowych. Warto w kolejnych latach zebrać nasiona z własnych roślin.

Kocimiętka

kocimiętka

Jej największą zaletą oprócz fajnego wyglądu jest ochrona przed pchełkami ziemnymi. Warto więc posadzić ją przy rzodkiewce, rukoli i innych roślinach, które są narażone na ich ataki. Zapach kocimiętki odstrasza też komary, i przywabia pszczoły. Same pozytywy.

Kocimiętkę rozmnaża się poprzez podział kłączy, sadzonki wierzchołkowe, i siew. Do wyboru, do koloru. Można też kupić gotowe do wysadzenia młode rośliny. Dostępne są wiosną w centrach ogrodniczych.

Słonecznik

słonecznik

Jest w zasadzie w warzywniku jeden amator słoneczników, a mianowicie ogórek. Niebywale lubi jego towarzystwo. W mini warzywniku trudno byłoby uprawiać jego pełnowymiarową wersję, ale od czego są miniaturki. Mini słoneczniki będą tak samo miłe ogórkom, nie zabiorą tyle miejsca, i staną się przepiękną ozdobą gdy tylko zakwitną.

Słoneczniki siejemy bezpośrednio do gruntu na początku maja. RObienie rozsad ma sens tam gdzie młode rośliny są narażone na ataki ślimaków.

Hyzop

hyzop lekarski

Jest przepiękny z tymi swoimi granatowymi kwiatami. Uwielbiają go pszczoły i bielinek kapustnik. Należy więc postąpić strategicznie i posadzić go tak, by motyl wybrał hyzop zamiast jarmużu. Nie za blisko i nie za daleko. Ryzykowne? No cóż, jeśli w tej roli się nie sprawdzi, to napewno będzie pachnącą ozdobą.

Sadzonki hyzopu można kupić na wiosnę w centrum ogrodniczym. Jeśli jednak zdecydujecie się na własną rozsadę, to połowa marca to odpowiedni moment do wysiania hyzopu.

 

Oczywiście roślin ozdobnych, których allelopatyczne działanie służy warzywom jest więcej. WYmieniłam tu głównie te, które doskonale sprawdzą się nawet w mini ogródku i donicy. Warto przy najbliższych zakupach ogrodniczych zaopatrzyć się w nasiona tych pożytecznych roślin, lub wpisać do kalendarza zakup sadzonek gdy przyjdzie na to pora.

Fotografie użyte w tym artykule pochodzą z serwisu Pixebay i są opatrzone licencją free commercial.

Sałaty na balkonie

sałata na balkonie

Jako, że w końcu mamy coś na kształt przedwiośnia, postanowiłam skreślić kilka słów o uprawie sałaty. Wprawdzie było o sałatach przy okazji uprawy wszelkich zielonych listków, ale historia lubi się powtarzać w zasadzie w każdym sezonie 🙂

Po dyniach, pomidorach i bakłażanach, sałaty stają się moją nową namiętnością. Ich różnorodność odmianowa jest równie duża co powyższych, a kulinarna przydatność choć mniej może kreatywna, to przecież niezaprzeczalna. Bez miękkiej masłowej, orzechowej w smaku rzymskiej czy chrupiącej lodowej nie wyobrażam sobie życia. A ta samodzielnie zebrana z własnego mini ogródka, nie może się równać z żadną inną.

Na polskim rynku nasion pojawiło się w ostatnim czasie wiele odmian listkowych dedykowanych do uprawy  balkonowej, prawda jest jednak taka, że to te same odmiany, które sadzi się w gruncie z odpowiednią adnotacją na opakowaniu poszerzającą grupę docelową klientów. Nie zmienia to faktu, że oczywiście nadają się do uprawy w balkonowych skrzynkach i pojemnikach. Są to odmiany, którym ograniczona przestrzeń życiowa wcale nie przeszkadza, wyrosną bowiem prawie w każdym pojemniku od łubianki po truskawkach po tubę czy worek. Jeśli jednak wysadzilibyście rozsadę takiej sałaty rzymskiej „na listki” do gruntu, wyrośnie Wam piękna pełnowymiarowa główka. Sprawdziłam to – wysiane sałaty rzymskie z opisem na opakowaniu „na listki”, wysadzona do większych skrzynek

Pisałam onegdaj, że sałata jest doskonałym przedplonem do pojemników, i absolutnie się z tego nie wycofuję. Wgłębiając się jednak w temat sałat, należy zauważyć, że w tym przypadku istotny jest zarówno wybór odmiany jak i sposób startu.

Każda odmiana ma swój okres wegetacji (podany na torebce z nasionami). Mamy do wyboru sałaty wiosenne, letnie i jesienne, a nawet zimowe (zimujące w gruncie) .

Jeśli posadzimy bardzo wczesną wiosną letnią odmianę, będzie marudzić, że jej zimno 😉 i bardzo długo startować. Zwracajcie na to uwagę przy wyborze nasion.

Odmiany Baby Leaf

Odmianami idealnymi na przedplon są sałaty typu Baby Leaf o liściach zarówno gładkich jak i kędzierzawych. Zewnętrzne liście można sukcesywnie obrywać nawet przez sześć tygodni, a gdy źródełko się wyczerpie w ich miejsce posadzić na przykład szparagową fasolkę.

Odmiany liściowe

Jeśli mamy możliwość posadzenia sałaty nie tylko w balkonowej skrzynce, ale również w większym pojemniku możemy wybierać wśród wczesnych odmian głowiastych i liściowych.

Te drugie nie tworzą zwartych główek, ale rozmiarami potrafią dorównać tym pierwszym i występują w przeróżnych kolorach i wzorach liści. Ich uroda jest naprawdę imponująca.

Większość odmian liściowych to odmiany średniowczesne, czyli takie, które sieje się gdy temperatura gleby ustali się na poziomie 14-15 stopni, co zazwyczaj ma miejsce na przełomie marca i kwietnia. Bezkarnie można je wtedy posiać bezpośrednio do skrzynki balkonowej. Wykiełkują gdy tylko pojawi się kilka słonecznych dni, i nawet jeśli później  temperatura spadnie, spokojnie przetrwają chłody. Dla spokojności można je na noc otulić wiosenną włókninką, lub kloszem. Tworzą luźne rozety liści, i w przeciwieństwie do sałat dębolistnych Baby Leaf ścina się je w całości.

Do sałat liściowych należą odmiany: Crimson, Lollo Rossa, Lollo Blonda

Odmiany głowiaste

Na balkonie trudno je uprawiać bo potrzebują sporo miejsca, jeśli jednak dysponujecie nie tylko balkonowymi skrzynkami, a powiedzmy uprawiacie warzywa w kastrze, to możecie wybrać odmiany o zwartych mniejszych główkach, które dopełnią wizualnej kompozycji i uzupełnią obiadowe menu.

Do odmian głowiastych należą sałaty masłowe, rzymskie i kruche a wybór ich odmian jest naprawdę duży.

Wczesne odmiany to np. Królowa majowych, Pierwszy Zbiór

Uprawa z rozsady

Czy ma to sens? Oczywiście w przypadku upraw gruntowych jak najbardziej, ale na balkonie? Rok rocznie mam jakieś rozsady sałat na parapecie, głównie robione ze względu na małą ilość posiadanych nasion jakiejś egzotycznej odmiany, na której rozmnożeniu niebywale mi zależy. A czy przyspiesza to zbiory? Otóż tak. Przyspiesza, nawet na balkonie. Szczególnie w kapryśne wiosny, gdy temperatury wciąż serwują sinusoidę.

Sprawa należy raczej do prostych.

Potrzebny jest pojemniczek, może być np. po margarynie, trochę podłoża do siewu, nasiona wybranej wczesnej odmiany i spryskiwacz.

Wyrównujemy podłoże w pojemniczku, rozmieszczamy nasiona na wierzchu, przyciskamy je do podłoża, spryskujemy wodą i stawiamy w miejscu jasnym o temperaturze od 10-15 stopni. Sałata kiełkuje w świetle, nie przykrywamy jej więc warstwą ziemi. Jeśli umieścimy pojemniczek w miejscu o odpowiedniej temperaturze i świetle, siewki nie będą się wyciągać. Jeśli trochę nam się jednak „zżyrafią” nie szkodzi, naprawimy to przy kolejnym etapie.

Następnym zabiegiem jest pikowanie. Zabieramy się do tego delikatnie, najlepiej uzbrojeni w widelczyk do zakąsek, lub podobnie wyglądające specjalne narzędzie do pikowania.

Delikatnie wyciągamy siewkę z podłoża i umieszczamy w pojedynczym pojemniczku z podłożem uniwersalnym, lub mieszanką kompostową przykrywając ziemią do wysokości rozpoczynającej tworzyć się rozetki. Koniecznie podlewamy. Ja dodatkowo w tym momencie używam mykoryzy w sprayu, spryskując nią korzenie zanim umieszczę siewkę w ziemi.

Wersja rysunkowa pikowania za pomocą ołówka czyli taka dla lubiących wyzwania

pikowanie siewek

Wersja foto pikowania za pomocą jednorazowego widelca nie miałam nic innego na podorędziu.

 

I tyle, patrzymy jak rośnie, sprawdzamy wilgotność podłoża, podlewamy w miarę potrzeby. Nie nawozimy, bo w ziemi uniwersalnej ilość startowego nawozu w zupełności wystarczy na cały okres tworzenia się rozsady. Trzymamy w miejscu gdzie temp. wynosi ok. 10-15stopni i jest jasno. Gdy na dworze zrobi się koło 10 stopni obowiązkowo rozsada ląduje na dworze, by się zahartować. Na noc z powrotem do pomieszczenia.

Uprawa z siewu do gruntu

Czyli bezpośrednio do doniczki, lub skrzynki na dworze. Moja ulubiona. Siewki nie wyciągają się, są dobrze zahartowane, krępe. Siejemy w donicę lub skrzynkę gdy tylko ociepli się do 10-15 stopni w dzień i 7-10 stopni w nocy. Pilnujemy wilgotności, przykrywamy na początku wiosenną włókniną. Jedyne co trzeba później zrobić, to gdy osiągną słuszną wielkość przerwać je, by każdy pozostający w skrzynce egzemplarz miał odpowiednią ilość miejsca. Rozstaw roślin jest zazwyczaj określony na opakowaniu i zależy od odmiany. wyrwane mniejsze egzemplarze idealnie nadadzą się na wiosenną sałatkę.

sałaty w skrzynkach sałaty w skrzynkach

Choroby i szkodniki

Są 4 główne potencjalne problemy.

Pierwszy to ślimaki i nie myślcie sobie, że na balkonie jesteście bezpieczni. Ślimaki z sobie tylko znaną konsekwencją, potrafią dotrzeć w przeróżne, wydawałoby się niedostępne dla nich miejsca. Zdarzyło mi się już kilka razy nakryć łobuza w moich sałatach. Trzeba po prostu robić systematyczne inspekcje. Mniej zainteresowane są ślimaki odmianami liściowymi, bardziej głowiastymi. Na odmianach Baby Leaf raczej nie żerują, za to smalą cholewki do Królowej Majowych.

Drugi to więdnięcie młodych roślin. Zazwyczaj wynika z żerowania w glebie szkodników – pędraków chrabąszcza, które można sobie sprezentować w kompoście, ale też nie wymieniając i nie sprawdzając ziemi w pojemnikach przez kilka sezonów. Trzeba ziemię przekopać widełkami, znaleźć intruza i pogonić.

Trzeci to więdniecie i usychanie starszych roślin – uwaga to mogą być mszyce. Mszyca korzeniowa najcześciej dokucza odmianom głowiastym. Mszyce zagnieżdżają się w głąbie sałaty i wysysają z niej soki. Jeśli rośliny są mocno uszkodzone nie ma sensu dalej się upierać, trzeba usunąć najbardziej zaatakowane egzemplarze, a resztę potraktować jakimś ekologicznym środkiem przeciw mszycom np. miksturą z olejem neem. Coraz częściej dokuczają sałatom inne odmiany mszyc. Ciekawostką jest fakt, że mszyce są amatorami odmian zielonych, te o czerwonej barwie nie budzą w nich takiego zainteresowania.

Czwarty to szara pleśń. Wywołuje ją grzyb Botrytis sp., i dokucza sałatom szczególnie w wilgotne i zimne wiosny. Aby go unikać należy sadzić rośliny w większych odstępach. Koniecznie trzeba usuwać zakażone rośliny, resztę można potraktować specyfikiem z olejkiem herbacianym lub olejkiem z cytronelli, świetnie radzą sobie z wszelkimi grzybniami.

Mogą oczywiście zdarzyć się i inne przygody, ale sałaty tak naprawdę na balkonie rzadko sprawiają kłopoty.

Sporadycznie na sałatach pojawia się mączniak rzekomy, jest jednak wiele odmian odpornych na tą infekcję grzybową.Podobnie ma się sprawa z wirusami. Na nie niestety nie ma dobrego sposobu, jeśli się zdarzą trzeba rośliny usunąć.

 

Nawożenie

Sałaty nie potrzebują zazwyczaj dodatkowego nawożenia. Można podlewać je biohumusem, lub rozcieńczoną w stosunku 1:30 gnojówką z pokrzyw jeśli słabo przyrastają.

 

Ciekawostka: Sałata ma właściwości predestynujące ją do roli degustatora gleby. Jeśli zasadzona rozsada sałaty zacznie więdnąć i zamierać, a nie znajdziecie żadnych innych widocznych przyczyn tego stanu, prawdopodobnie winna jest gleba. Sałata bowiem reaguje na substancje toksyczne mocniej niż inne warzywa.

No i fajnie. To co? Siejemy zieleninkę  ?

 

 

W czym posadzić rozsady warzyw.

w czym posadzić rozsady

Najwyższy czas by pomyśleć w czym posadzić rozsady warzyw. Mi co roku towarzyszy pewien rytuał, znany wielu działkowcom i ogrodnikom. Mam na myśli zbieractwo kubeczków po jogurtach, opakowań po margarynach, warzywach i innych wiktuałach, oraz wycieczki do hipermarketów na dział z kwiatami, w celu zagarnięcia  plastikowych transporterów – wielopaków. Te ostatnie są nieocenione przy przenoszeniu i rozstawianiu rozsad. 

Kuwety, wielodoniczki i inne gotowce ze sklepów ogrodniczych są dla mnie absurdalnym wynalazkiem w tym recyclikowalnym nawale opakowań, jakim raczy nas przemysł spożywczy. Odstępstwem  maleńkim są doniczki z torfu, ale o tym już było.

  • Dla pomidorów, bakłażanów i papryk

    Pomidory, bakłażany i papryki wymagają w trakcie produkcji sadzonki dwukrotnego przesadzenia. Wzmacnia to ich system korzeniowy, i ogólnie wpływa korzystnie na rozwój rozsady. Dla nich zbieram trzy rodzaje pojemników.

  •  plastikowe małe tacki, które służą mi do siewu
  • kubeczki po jogurtach 250ml, do przepikowania
  • kubki po jogurtach 400ml lub 500ml, do przesadzenia rozsady

Dodatkowo potrzebne są plastikowe palety do małych kubków – jedna paleta mieści 24 kubki, oraz do dużych kubków z 12 lub 18 komorami. Dostaniecie takie w każdym markecie, który prowadzi sprzedaż doniczkowych, sezonowych kwiatów. Wystarczy poprosić Panią rozkładającą towar, ładnie się do niej uśmiechając.

  • Dla ziół, sałat i innych listków

    Tu preferuję opakowania po serkach lub margarynach jeśli robię większą ilość rozsad. Są niższe i szersze od kubeczków po jogurtach, i idealnie spełniają swoją rolę. Staram się dopierać takie, które pasują w komory palet, bo to bardzo ułatwia późniejsze uporządkowanie na parapetach i przenoszenie rozsad na balkon do zahartowania. 

    Listki i zioła sieję niezbyt gęsto i nie pikuję, wysadzam od razu na miejsce docelowe gdy tylko zrobi się cieplej.

  • Kwiatki

Większość sieję bezpośrednio do skrzynek, ale by przyspieszyć kwitnienie nemezji czy aksamitek, robię kilka rozsad. Dla nich zbieram plastikowe rynienki po kiełkach do siewu, i kubeczki po małych jogurtach do przepikowania.

W ten sposób pojemniki na rozsady nic nie kosztują. Po zakończonym sezonie, te które zbytnio się zużyły, trafiają do segregatora z plastikiem, a te które wytrzymały próbę czasu, umyte trafiają na półkę w garażu. Tam czekają na kolejny sezon.

kubeczki po jogurtach na rozsady
Wystarczy zostawić każde opakowanie po serku czy jogurcie
rozsada wychylona do światła
a kubeczki ustawić w plastikowym wielopaku na parapecie, pod kątem do światła
rozsada cebuli
Rozsada cebuli w rynience po pieczarkach.
Rozsada kwiatków w rynience po boczniakach.
hartowanie rozsad
Kubek w kubek na plastikowej palecie. Przenoszenie do hartowania zajmuje kilka minut.

Do czego wykorzystać skorupki jajek w warzywniku.

skorupki jajek w warzywniku

Skorupki od jaj są w moim warzywniku bardzo pożądanym surowcem.

Skorupki jaj składają się w ponad 95%  z minerałów. Głównie węglanu wapnia (37%). Znajdują się w nich również: magnez, potas, żelazo i fosfor w zacnej ilości oraz taki śladowy pierwiastek jak mangan. Jeśli wszystkie te powody nie są wystarczające, aby zainteresować się wykorzystaniem skorupek jaj w ogrodzie, wspomnę nieśmiało, że za ich pomocą można ograniczać ekspansję ślimaków, a nawet pozbyć się wizyt takich nieproszonych gości jak sarny( sarny bardzo nie lubią zapachu jaj). Na mój taras sarny nie zaglądają, więc do tego skorupek jaj nie używam  .

Kompostowanie

Ameryki tym nie odkrywam, wiem. Większość osób właśnie do tego skorupek używa. Kruszymy i wrzucamy do kompostownika, a wszystkie minerały zostają w stworzonym kompoście. Mają tę dodatkową zaletę, że neutralizują pH gleby – zaletę, jeśli chce się obniżyć kwasowość gleby , jeśli się bowiem nie chce, zaleta znika.

Wapniowo-mineralny starter dla roślin

Wiem, niektórzy stukają się w czoło, ale mimo faktu, że wapń, który zawierają skorupki jaj jest słabo rozpuszczalny w wodzie a co za tym idzie trudniej przyswajalny dla roślin, nie jest też tak, że rośliny zupełnie nie mogą z niego korzystać. Jak zajrzy tu jakiś chemik pewnikiem się dowiemy jaka jest dokładna różnica między CaCO3 MgCO3  , a – CaCO3  w ich przyswajaniu przez rośliny. a na razie niech mi wolno będzie zaproponować zmielone skorupki jajek jako dodatek do ziemi w doniczkach. Najlepiej zmielić wysuszone skorupki w melakserze. Można sypnąć kilka łyżeczek pod krzaczek. W czasie podlewania dobroczynne składniki wnikną w  podłoże (węglan wapnia słabo rozpuszcza się w wodzie dlatego zmielenie go na pył i zmieszanie z glebą czyni go bardziej efektywnym). Szczególnie zadowolone będą z takiego pomysłu, szczypiorek, lawenda i szałwia posadzone w donicach.

Naturalna muszelka do siewów

Próbowałam, da się. Wprawdzie trzeba dojść do pewnej wprawy przy zgniataniu skorupek, a trzeba to koniecznie zrobić gdy przesadzamy wyrośniętą sadzonkę, jednakże mini pomidorki, czy sałaty całkiem zdrowo sobie rosły. Troszkę to moim zdaniem niewygodne, trzeba bowiem każdą skorupkę delikatnie przedziurkować by miała odpływ wody w razie zbyt hojnej ręki, wszystkie umieścić w wytłaczance, dla stabilności, a pod spód dać jeszcze coś nieprzemakalnego np tackę od warzyw z marketu, ale jeśli ktoś lubi eksperymenty, to czemu nie…

skorupki jajek w warzywniku
Do wykorzystania nadają się zarówno skorupki jaj kurzych, jak i gęsich, kaczych, przepiórczych czy perliczych. Najlepiej by pochodziły od ptactwa własnego chowu.
siew pomidorów w skorupkach jaj
Skorupki można potraktować jako mini doniczki do siewu, karłowych pomidorków.
skorupki od jajek
Skorupki jako mineralny starter dla roślin.

Truskawki całoroczne idealne na balkon

truskawki balkonowe

Truskawki powtarzające owocowanie

Odmiany powtarzające owocowanie mają zupełnie inny cykl wzrostu i owocowania niżeli truskawka tradycyjna. Pąki kwiatowe tworzą się u tych odmian przez cały sezon uprawy.

Ich sadzonki można kupić na wiosnę w dobrych Centrach ogrodniczych. 

O  usunięciu pierwszego kwiatostanu po posadzeniu, decydujemy na podstawie stanu roślin – w momencie, gdy rośliny są silne i właściwie się rozbudują powinno się dopuścić do owocowania.

Bardzo ważnym zabiegiem jest też usuwanie pędów rozłogowych. Opóźnienie tego zabiegu może spowodować niekorzysty efekt, opóźnić owocowanie i tworzenie kolejnych kwiatów.

Rozłogi można ukorzenić z myślą o kolejnym sezonie. Jeśli tego nie zrobimy, ani ich nie usuniemy rośliny potrafią na takich rozłogach zakwitnąć a nawet zawiązać owoce. Nie jest to jednak zbyt korzystne, bo prowadzi do zdrobnienia owoców na całej roślinie. Ale…zjawiskowo wygląda.

Dodatkowo warto usunąć nadmiar liści zwłaszcza w drugiej części sezonu. Musimy pamiętać, iż odmiany powtarzające owocowanie nie tylko cały czas kwitną i owocują, ale również bardzo szybko rosną. Dlatego stare i uszkodzone liście usuwamy, co również pozwola utrzymać rośliny w lepszej kondycji.

truskawki wiszące
truskawki balkonowe

Sadzenie

 

 
 

Osobiście polecam Wam użycie ziemi kompostowej. Mieszanka ziemi kompostowej z włóknem kokosowym  ( lub odkwaszonym torfem wysokim)  i perlitem oraz dodatkiem piasku, zapewni truskawkom dobry start w skrzynkach. Tam gdzie posadzimy je minimalistycznie w małych pojemnikach warto zainwestować w hydrożel, dzięki któremu podłoże nie będzie wysychać na wiór w letnie dni. 

Ponadto na uwadze musimy mieć to,  że rośliny, aby mogły wydać wysoki plon, muszą być odpowiednio odżywione.

Nawożenie

 

Nawożenie dodatkowe rozpoczynamy dopiero po upływie 6-7 tygodni od posadzenia.

Do zasilania systematycznego można użyć gnojówki z żywokostu, oraz mączki kostnej. Gnojówka zapewni naszym owocom potas, a mączka kostna bogata w fosfor i azot będzie dbała o zdrowe liście, korzenie i stałe kwitnienie. 

Nie każdy jednak ma warunki do kiszenia roślinnego nawozu. Jeśli nie jesteście przeciwnikami nawożenia mineralnego, można truskawki fertygować przez cały sezon dedykowanym nawozem (koniecznie w dawkach podanych na opakowaniu – z nawozem mineralnym łatwo przedobrzyć). Ale, uwaga, są już w handlu nawozy organiczne (na bazie różnych oborników i biohumusu) dedykowane do truskawek i poziomek. To dobry ekologiczny sposób i trudniej o pomyłkę, bo większość nawozów organicznych dobrze przygotowanych, uwalnia składniki powoli.

Jesienią po zakończeniu zbiorów należy przyciąć pędy, na których truskawki owocowały. Ostatni raz zasilamy rośliny i umieszczamy w chłodnym jasnym pomieszczeniu, podlewając raz w tygodniu. W ten sposób zimujemy wszystkie odmiany o mniejszej mrozoodporności. Jeśli zapewnimy im odpowiednie zimowisko, truskawki na balkonie obficie będą owocowały przez 2-3 lata.

Najczęściej występujące choroby truskawek:

Szara pleśń truskawki
Grzyb poraża przede wszystkim owoce i kwiaty. Porażone kwiaty brązowieją i zasychają, a na owocach pojawiają się gnilne plamy. W miejscu porażenia rozwija się szary, pylący nalot zarodników konidialnych. Rozwojowi choroby sprzyja wilgotna i ciepła pogoda.

Biała plamistość liści truskawki
Objawy pojawiają się początkowo w postaci drobnych, brązowych plamek, które w miarę powiększania się stają się szarobiałe, otoczone czerwonobrunatną obwódką. Występują głównie na liściach i działkach kielicha, które przy silnym porażeniu zasychają. Niekiedy, szczególnie pod osłonami, objawy mogą wystąpić na owocach (suche, drobne plamy wokół porażonych nasion).

Antraknoza truskawki
Grzyby porażają wszystkie naziemne organy truskawki. Duże nasilenie choroby obserwowane jest w upalnych i wilgotnych latach. W wyniku porażenia rozwijają się suche, ciemnobrązowe nekrozy, na których (w wilgotnych warunkach) widoczne są jasnoróżowe skupienia zarodników konidialnych. Porażenie korony truskawki, na której rozwija się sucha, jasnobrązowa zgnilizna, powoduje gwałtowne zamieranie roślin.

 

Werticilioza truskawki
Objawy występują najczęściej na jednorocznych roślinach. Początkowo więdną i zamierają najstarsze, zewnętrzne liście, a następnie całe rośliny. Masowe zamieranie roślin obserwowane jest zwykle po posadzeniu podatnej odmiany truskawki na silnie skażonym polu (stanowiska po uprawach warzyw, ziemniakach, truskawkach). Grzyb poraża korzenie, z których przerasta do korony i ogonków liściowych powodując suchą, dobrze widoczną nekrozę ich podstawy.

Czerwona plamistość liści truskawki
Objawy występują przede wszystkim na liściach i działkach kielicha w postaci licznych drobnych, brunatnobrązowych plam. Pierwsze objawy występują na starszych liściach. Porażane liście żółkną, czerwienieją i szybko zasychają.

Mączniak prawdziwy truskawki
Biały, mączysty nalot występuje najsilniej na dolnej stronie liści, które charakterystycznie zwijają się łódkowato do góry. Nalot grzybni i zarodników konidialnych może pokrywać także inne, naziemne organy rośliny. Na silnie porażonych liściach powstają rozległe nekrozy, niekiedy czerwonobrązowe plamy dobrze widoczne na górnej stronie liścia. W szczególnie dużym nasileniu mączniak występuje w uprawach pod osłonami oraz na sadzonkach na plantacjach matecznych.

 

Odmiany truskawek na balkon

Do wyboru mamy całkiem sporą ilość odmian. Wszystkie bardzo smaczne.

Selva, Geneva, Albion, Monterey, Portola, Vima®Rina, Pink Panda i Temptation.

Odmiany te są niezależne od cyklu dnia, co oznacza że kwitną i owocują do późnej jesieni. Część z nich jest też niewrażliwa na chłody i owocuje nawet przy temperaturach poniżej 15 stopni. I może zimować w donicach. Ale uwaga, nie wszystkie.

Zimowanie

W zależności od pogody i odmiany truskawki trzeba bardziej lub mniej chronić przed mrozem. Odmiany odporne jak Pink Panda można zostawić w skrzynkach, zabezpieczając grubszą włókniną, lub wkopać w pojemniku do większej skrzyni, od góry przykrywając słomą lub włókniną. Mniej odporne odmiany należy zabrać do domu. Zimuje się je w chłodnym pomieszczeniu w okolicy 10-12 stopni, nie zapominając o podlewaniu co kilka tygodni. W tym czasie nie nawozimy.

Rozmnażanie

Oczywiście najprościej jest rozmnażać truskawki z rozłogów. Gdy krzaczek wypuści wąs z rozwijającą się nową rośliną trzeba pod nią podstawić doniczkę, lub woreczek z ziemią. Świeżą sadzonkę przytwierdzamy do podłoża i cierpliwie czekamy, aż zapuści w nim korzonki. Gdy to się już stanie możemy odciąć zbędny koniec wąsa, a następnie po 2-3 tygodniach odciąć sadzonkę od rośliny matecznej i posadzić do nowego pojemnika tak by rozetka z pąkiem była nad ziemią.

Te, które nie tworzą rozłogów rozmnaża się wyłącznie z nasion. Można je kupić, lub samemu zebrać z dorodnych owoców. Łatwiej jest oczywiście kupić w ich przypadku gotowa rozsadę, jednak jeśli macie ochotę, można poeksperymentować. Nasiona wysiewamy od razu po zbiorze, lub wczesną wiosną do doniczek, kuwetek z wilgotnym substratem do siewów. Przysypujemy z wierzchu drobnym piaskiem rzecznym i przykrywamy szybą lub plastikową przezroczystą tacką. 

Siewki powinny pokazać się po 2-3 tygodniach. 

Najpierw wytworzą dwa owalne liścienie, a następnie listki właściwe o powycinanych brzegach. Wtedy pikujemy siewki do doniczek 4-6 cm. Do wysadzenia będą gotowe po dwóch miesiącach. Jeśli wysiejemy je w lutym lub marcu, zakwitną i zaowocują jeszcze tego samego roku.