Marzec, kwiecień…maj

Marzec już dawno odszedł  do krainy wspomnień, a i kwiecień dobił do  końca. Mimo panującej epidemii, życie toczyło się swoim rytmem. Większość potrzebnych zasobów miałam i siewy przebiegały bez zakłóceń. Znim wirus wkroczył z impetem w naszą codzienność kupiłam ziemię. Nawozy i wielodoniczki mam z poprzednich lat. Podobnie jak trochę środków wspomagających. Plan był taki, że miałam się ograniczać, a zamiast tego wysiałam wszystkiego dwa razy więcej. Jeszcze przed „pandemią” zaopatrzyłam się w podwyższone grządki, które miały posłużyć za lokum dla borówek. Niestety tych raczej teraz nie kupię, nie uśmiecha mi się bowiem jeździć do miasta do centrum, a krzaki przez internet okazały się totalną porażką. Chciał nie chciał, wróciłam do zalania parapetów falą rozsad. Dużo pomidorów, ale też słodkich papryk i rodzynków. Zrobiłam poza tym sporo rozsad sałat rzymskich i dosiewam je sobie regularnie, by mieć zbiory rozłożone w czasie. Wróciłam do pomysłu posiania buraków, kapust i brokułów. Wysiałam cebulę i szczypior czosnkowy. Niestety słabo mi wzeszły.

Pomidory, które wysiałam pod koniec lutego z niejasnych dla mnie przyczyn pochorowały się. Wyglądały jakbym je przelała, choć nie miało to miejsca.  Nie wszystkie, ale spora ich część. Nie ratowałam ich w zasadzie. Zdecydowałam się na wersję – „przetrwają najsilniejsi”. W ten sposób z 40 sztuk zostało mi 12, a na koniec 6. Poległy takie odmiany jak Dzieckij Słodkij czy Bohun. Pochorowało się Znamienite Bycze Serce, które w zeszłym sezonie biło rekordy plenności. Trudno. Z perspektywy czasu sądzę, że problem pojawił się z powodu zbytniego przesuszenia podłoża a potem obfitego podlania.  Nie byłam na miejscu cały czas, nie kontrolowałam więc wilgotności powietrza i podłoża należycie. Nie miałam tez cierpliwości z leczeniem, bo spokojnie dało by się je uratować. Pozostało z zimowego eksperymentu kilka pysznych odmian i wystarczą mi one na wczesne zbiory. Nowe zasiewy tylko przy kilku odmianach miały podobny problem, ale szybko sobie z nim poradziłam, mogąc reagować na bieżąco. Trochę problemów stwarzała niestabilna aura. Gdy było gorąco podłoże w kubkach nieomal się gotowało, gdy z kolei robiło się chłodno temperatura przy szybie robiła się dla młodych rośłin nieznośna. Z tego powodu zaczęły szczególnie te ustawione najbliżej okna wykazywać przeróżne niedobory temperaturo zależne. Pojawiły się fioletowe spody liści i zażółcone między nerwami końcówki. Nie dziwota gdy w korzeniach raz było ze 40 stopni a potem raptem 15. Musiałam zasłonić wszystkie kubki białymi kartkami i pilnować rotacji, tak by żadna sztuka nie była wystawiona na tak nieznośne warunki cały dzień. Uroki parapetowej uprawy rozsad

Pięknie rosły papryki. Nadal oczywiście rosną, dawno nie miałam takich dorodnych sadzonek. Mam takie zatrzęsienie ostrych odmian, że już zastanawiam się co z nimi będę robić. Moja spiżarka jest pełna suszu z poprzednich lat. W tym roku trzeba im jakiegoś innego przeznaczenia. Może jakieś pasty…?

Nie obyło się oczywiście bez nieprzyjemności. Taras opanowały ślimaki. W zeszłym roku jakiś skubaniec narobił dzieci i podrzucił mi potomstwo w truskawki. Jak tylko zrobiło się cieplej, latorośle wyruszyły na żer. Zjadły mi wszystkie wczesne sałaty, podgryzły nowe pędy truskawek i zabrały się za fioletowy groszek, który dopiero co wyszedł z ziemi. Żarty się skończyły czas wytoczyć działa. Mam ja w zaciszu kuchennej komórki piwo o wdzięcznej nazwie „Rzeźnik” przywiezione z gór przez znajomego. Czekało najwyraźniej okazji, by stać się godnym swego imienia.

 

Nie tylko ślimaki postanowiły urozmaicić mi front wiosennych robót balkonowych. Napadła mnie zielona mszyca. A w zasadzie nie mnie osobiście, tylko poziomki i truskawki, I o ile te drugie radzą sobie z paskudą, to poziomki mają spory problem. Dodatkowo siadła na właśnie pąkujących Kiwi. Ręczne masowe morderswo stało się moją codziennością, podobnie jak oprysk z czosnku. Niestety ten okazał się dla młodych listków Kiwi zbyt mocny. Poparzyłam biedactwo. Mam nadzieję, że mi wybaczy ;(

Kiwi było impulsywnym zakupem w Mrówce w czasie mojej ostatniej wizyty w Kielcach. Chociaż było strasznie zimno w zasadzie od razu po przywiezieniu posadziłam je do skrzyni. I dobrze zrobiłam, Bardzo zwlekało z wypuszczeniem liści, ale teraz wygląda na to, że będzie ładnie rosło. Miałam już kiedyś mini kiwi na balkonie, niestety kupione na targu bez oznaczeń odmiany i informacji czy jest samopylne, czy też potrzebuje partnera. Nigdy nie owocowało, więc w desperacji wysadziłam je pod płot do gruntu i słuch po nim zaginął. Tym razem kupiłam 2 krzaki samopylne i 2 potrzebujące towarzystwa o odpowiedniej płci. Bardzo jestem ciekawa efektu.

Pięknie wypuściła liście Hortensja. W zasadzie myślałam, że nie przeżyje zimy bo zostawiłam ją w małej doniczusi na tarasie, a tu proszę. Niespodzianka. Muszę ją koniecznie przesadzić do większego lokum.

Winogrona ładnie odbiły, choć niestety zbyt późno jeden krzak przycięłam. Soki już w nim ruszyły. Ech. No trudno, jakoś da radę. Zasmarowałam pastą ogrodniczą i przestał płakać. Nie mam doświadczenia z winogronem.

Pogoda ładna, więc co dzień rozsady łykają słonka i wiatru. Ten ostatni nie opuszcza nas prawie wcale niestety. A dziś w końcu spadł deszcz. Cieszy mnie to niezmiernie, bo zasoby deszczówki już dawno zniknęły.
Jeszcze 2 tygodnie i będzie można wysadzać na stałe miejscówki. Nie mogę się doczekać, bo gdzie się nie odwrócę to jakieś sadzonki.
Z ogrodniczym pozdrowieniem Anja

4 thoughts on “Marzec, kwiecień…maj

  • 08/05/2020 o 14:35
    Permalink

    Bardzo przydatne informacje. Dziękuję. Zdjęcia też obrazują wiele. Jak sadzisz, w czym, jak to wygląda. Super!

    Odpowiedz
      • 27/05/2020 o 16:45
        Permalink

        Dzień dobry, jestem bardzo początkującym mini ogrodnikiem warzywnym na balkonie, rozpocząłem w tym roku dopiero swoją wielką przygodę z pomidorami Chłonę każdą informację na każdy temat z tym związany i cóż, pani blog jest tak interesujacy, że czytam pewnie po kilka razy te same info. Na początek nawożenie, intuicyjnie, wcześniej podsypalem już granulowanym obornikiem końskim i zgromadzilem z 9 l biohumusu. Na krzaczku pojawił się pierwszy pomidorek Czy na począteku, bo obornik dałem tydzień temu, wystarczy jeszcze podlewać nierozcienczonym humusem (jak wyczytałem w poradnikach 150 ml na każde podlanie raz w tygodniu)? I kiedy zacząć dokarmianie mineralnie? Raz w tygodniu opryskuję drożdżami profilaktycznie przed wszelkimi grzybami. Donice są 10 l, dwa krzaczki to pomidory kujawskie (jak powiedziała mi pani z targowiska), i jeden malinowy ale nie wiem jaka to odmiana, niby maja być takie do donicy. Na razie są pięknie mocno wybarwione na zielono, więc chyba im jeszcze niczego nie brakuje. Pozdr serdecznie, i zostaję stałym czytelnikiem

        Odpowiedz
        • 28/05/2020 o 17:19
          Permalink

          Wkontaktuj się ze mną proszę przez facebooka https://www.facebook.com/zbalkonunatalerz/ By powiedzieć czy nawożenie jest prawidłowe muszę wiedzieć w jakiej ziemi zostały pomidory posadzone,i ile było tego obornika na donicę. Skoro wyglądają dobrze i zawiązują owoce, to mają pod dostatkiem na razie wszystkiego. Nawożenie mineralne wprowadzam jeśli mam na roślinie dużo zaiązanych gron i widzę, że mają za mało potasu, lub gdy widzę pojedyncze niedobory magnezu, molibenu lub wapnia. W przeciwnym wypadku nawożę organicznie. Nie wszystkie odmiany potrzebują dokarmiania mineralnego.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close