Kończy się czerwiec

Kapryśny miesiąc, który przyniósł ze sobą całą masę problemów. Najpierw szalone upały. Nie nadążałam z podlewaniem, potem zimno i deszcz na przemian z huraganowymi wiatrami, które targały roślinami wysysając z nich życie.

Te na dokładkę połamały mi pomidory donicowe, które stały pod chmurką na ganku. Ech…

Całe spektrum grzybowych problemów na ogórkach i pomidorach zmusiło mnie do użycia pełnej gamy oprysków eco. Poszły w ruch opryski prewencyjne z mleka, propionianu wapnia, oleju rydzowego ( to na przędziorki, które rozpanoszyły się w bakłażanach) a nawet poliversum na mączniaka. Sytuacja nieco się poprawiła, ale utrzymujące się zimno niestety nie pozwala roślinom na pełną rekonwalescencję.

Zbiory.

Dojrzały pierwsze ogórki i pomidory. W tym roku najwcześniejsze okazały się Perła Ogrodu i Pendulina Orange.

Ogórek Iznik, pięknie zaowocował, zebrałam już z niego 7 pełnowymiarowych sałaciaków, ale dopadł go mączniak i razem z deszczem i niską temperaturą zmusiły go do wyhamowania. Część zawiązków zaczęła obumierać, część jeszcze walczy. Niestety widać wyraźne, że ma problemy z pobieraniem z podłoża, bo na owocach pokazała się cała paleta niedoborów mineralnych. Przykre. Mam mimo to  nadzieję, że kilka ogóreczków jeszcze będzie miał.

Zaczęła nieśmiało kwitnąć cyklantera, już nie mogę się doczekać jej podchrupywania.

Bakłażany owocują choć nie bez przeszkód. Dokuczają im nieziemsko przędziorki mimo moich usilnych zabiegów. Co siedem dni oprysk z oleju rydzowego jakoś trzyma w ryzach populację. Może teraz przy niższej temperaturze i większej wilgotności łatwiej będzie nad nimi zapanować, choć akurat te warunki samym bakłażanom nie służą.

Przy okazji. Mam donicę w której posadzone były dwa okazy oznaczone jako Red Turkish. Ciekawostką jest, że jeden z nich ma inne liście i owoce. Od początku wyglądał mi podejrzanie, bo liście miał jak talerze w dodatku oprawione charakterystycznym dla wielkoowocowych odmian puszkiem. Myślałam, że to omyłkowo zrobiony opis, do momentu gdy zakwitł, a z kremowo-fioletowych małych kwiatków, bardziej przypominające kwiaty ziemniaka niż bakłażana, zaczęły zawiązywać się owoce. Są jajowate, czyli nie takie jak powinny być, ale uwaga… w przypominające Red Turkish paseczki. Na razie są malutkie, trudno więc domyśleć się koloru jaki będą miały w dorosłości, jednak jestem przekonana, że roślina jest naturalnym F1 sporządzonym w poprzednim sezonie przez jakiegoś tarasowego trzmiela. Nie mam pojęcia z czym mógł się skrzyżować mój zeszłoroczny Red Turkish, bo na tarasie i pod tarasem było sporo różnych odmian. Jednego jestem pewna, jedyną pasiastą odmianą jaką w tym roku siałam z powodzeniem była Listada de Gandia, i dziwny hybrydek na bank nią nie jest. Jego kwiatki nie są białe jak w przypadku Red Turkish, mają delikatne fioletowe zabarwienie, ale ich wielkość i obfitość w gronie jednoznacznie wskazuje na pokrewieństwo z Turkish. Ot zagwozdka 🙂 Czas pokaże co wyrośnie i czy będzie jadalne.

Cucamelon w końcu zaczął się wspinać po podporach, ale nie widać by chciał kwitnąć. Zakwitły natomiast melony, chociaż podobnie jak ogórek chorują. Na razie tylko męskim kwieciem. W foli kwitną niebywale obficie i nawet zawiązują, ale zawiązki w większości opadają. Niestety nie podcinałam ich, jak radzą znawcy tematu, za trzecim pędem bocznym, i wyrósł mi gąszcz nieziemski, który na dokładkę poplątał się z rosnącymi w sąsiadujących donicach arbuzami. Ciekawe czy doczekam się jakichś owoców.

Co jeszcze? Acha, zbiory groszku były całkiem pokaźne. Zamroziłam je po krótkim zblanszowaniu na parze ( 5 minut w parowniku) Skończyły się tarasowe sałaty, na wykończeniu są też cebule dodawane systematycznie do sałatek. Nieustannie owocują truskawki, a rodzynek Aunt Molly produkuje ilości owoców nie do przejedzenia. Bób mimo słabego zawiązywania wydał na świat miseczkę potomstwa. Jeden obiad i po temacie. Muszę z niego zrezygnować, Najmniejszego sensu nie ma uprawa w donicy. Lepiej w to miejsce posiać fasolę. Ta też niestety się nie udała w tym roku. Kiepski zbiór, ale trochę w tym mojej winy bo nie dosiałam jej tak jak powinnam, gdy część roślin obumarła. Spokojnie można by jeszcze ją dosiać, tylko to zimno…

… przyszło w momencie gdy zaczęły dojrzewać pomidory, to je niestety opóźni, szkoda, bo zaczęły już się zapalać po kolei wszystkie koktajlowe, a wielkoowocowe nabrały solidnej masy. Mam jednak wrażenie, że  pomidorów będzie mniej niż w zeszłym roku. Szczególnie tych dużych. Jest dopiero koniec czerwca, a rośliny już nie są w idealnej kondycji. Ale nie desperujmy. Sporo odmian ładnie kwitnie na wyższych piętrach.

Muszę zacząć wysiewy poplonu, bo coraz więcej dziur w skrzyniach. Sama nie wiem na co postawić przy tej dziwnej pogodzie.

Upały na przemian ze spadkami temperatury poniżej 10 stopni nie w smak są żadnemu warzywu, i jeszcze te wiatry. Wycinajmy więcej lasów, używajmy więcej chemii, jak tak dalej pójdzie zafundujemy sobie Interstellar, ech. Gdzie są ekolodzy?

2 thoughts on “Kończy się czerwiec

  • 01/07/2018 o 09:58
    Permalink

    Aniu piękne masz zbiory! Mnie jednak ciekawi Hybrydek. Wstawiaj jego zdjęcia, oczywiście w miarę możliwości 🙂

    Odpowiedz
    • 03/07/2018 o 19:35
      Permalink

      Oki, zaraz będę pisać post typu aktualności to opisze Hybrydka 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close