Minął maj

Minął maj

Mało wpisów, bo roboty huk. Nie dość, że wciąż jeszcze wysadzam rozsady, to kończę część pomidorową książki. Jakoś to, mam nadzieję ogarnę przed wyjazdem, który zbliża się coraz szybciej.

Tymczasem maj minął. Z czego się niebywale cieszę. Był tak zimny i mokry, że na bank nikt za nim tęsknił nie będzie. Ja bynajmniej.

Przez deszcze straciłam część świeżo wysadzonych do skrzyń pod chmurką, Dwarfów. Smuteczek, bo każdy był innej odmiany. W związku z tym niektórych odmian nie dane mi będzie spróbować w tym roku. Spora przykrość, tym bardziej, że liczyłam na zebranie z nich nasion dla Was. Ale nie desperujmy. To tylko jakieś 10 sztuk. Cała reszta ma się dobrze. Narazie…

Kompletnie olałam opryski. Nie wiem czy dobrze, to się dopiero okaże. Problem polegał na tym, że nie bardzo było jak znaleźć okienko odpowiedniej ku temu aury. Albo lało, albo prażyło słońcem. Dni pochmurnych z dostatecznie wysoką temperaturą w zasadzie nie było.

Dziś zakładam nawadnianie, ciekawa jestem jaką szykuje mi niespodziankę.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Zapowiedź serii moich książek – „Z balkonu na talerz”

Zapowiedź serii moich książek – „Z balkonu na talerz”

Myślę, że już czas na zapowiedź. Wkrótce ukaże się moja pierwsza książka, z planowanego większego cyklu, oprawiona wspólnym tytułem „Z balkonu na talerz”. Seria będzie traktować o uprawie warzyw i owoców w donicach, i będzie podzielona na części, które mam zamiar wydawać w miarę moich możliwości dość regularnie. Pierwsza o pomidorach, bo jakżeby inaczej 🙂

W serii ukażą się:

Papryki słodkie i ostre w donicach.

Nietypowe warzywa na balkonie.

Krzewy i drzewa owocowe w donicach.

Ogródek doniczkowy na małym balkonie.

Dynia, ogórek i spółka – uprawa donicowa.

Książki będą publikowane poprzez App Store i Google Play. Wersji drukowanej na razie nie przewiduję, ale też nie wykluczam.

 

Dla osób, które pobiorą moją publikację, przewiduję dodatkową niespodziankę 🙂

Deszcz, deszcz, słońce…maj

Deszcz, deszcz, słońce…maj

„Nie straszne nam wichry i burze. Niegroźne nam deszcze ulewne. Nie pochłoną nas bagna, kałuże. Nasze peleryny są pewne!

Jesteśmy nieprzemakalni….” mruczę sobie pod nosem, ale wnerw mam nieziemski.

Z tą nieprzemakalnością, jest bowiem słabo. Tydzień ulewnych deszczy narobił sporo strat, nawet na tak małym i odizolowanym od gruntu areale jak mój.

Najpierw padł rozsadnik. Miałam w nim Mini Pak-Choi pozostawione do kwitnięcia, na zbiór nasion. Plastikowa konstrukcja nie wytrzymała zadanej jej ilości wody, i rynienka złożyła się, przewracając. Udało mi się uratować dosłownie jedną sztukę. Reszta  🙁

Gdybym była na miejscu, może udałoby się uratować więcej sztuk, ale niestety byłam w mieście. Kapustki przeleżały się w wodzie. Tatara, i kicha.

W rynience rosły też rozsady karłowych jarmużów. 2 sztuki uratowane.

 

Kolejny klops to skrzynki z nawadnianiem, czyli te z rezerwuarem na wodę. Zgromadziło się jej takie mnóstwo, że ziemia cały czas była w skrzynkach niczym bagno Szreka. Zanim wylałam ten robiący złą robotę nadmiar, który jest błogosławieństwem w czasie suszy, a w przypadku ulewnych deszczy powoduje, że ziemia w skrzynce nie ma jak wyschnąć; koperek z nasturcją, które w nich rosną, jak też mizuny i inne listki, zrudziały na końcówkach liści. Teraz jest już ciepło więc mam nadzieję na powrót równowagi, ale co się już stało, to się nie odstanie. Zalanie, zawsze kończy się tak samo.

 

W międzyczasie zawiązały pięknie borówki i truskawki. Te pierwsze deszcze spędziły pod dachem, więc nic im raczej nie będzie, ale z truskawkami już nie tak różowo. Skrzynie wystają poza górny taras akurat w miejscu, w którym rosną truskawki. Nie są więc osłonięte od deszczu. Lało po nich równo, i choć wielgaśne liściory robiły owocom za parasole, to i tak wszystkie, które akurat zaczęły nabierać rumieńców podgniły.

borówki w donicytruskawki w skrzyni

Mocno oberwały pomidorowe rozsady na jesienny zbiór, które w czasie największej ulewy stały na zewnątrz pod dachem. Wiatr i smagający deszcz, w połączeniu z chłodem nocy, zrobiły z nich piegusowate biedactwa. Przemoknięte liście dosłownie zlane, wyglądały jakby tkanki w nich popękały. Zacinało tak okrutnie, że nawet fakt, że stały pod dachem nic tu nie zmienił. Dokładnie tak samo jak w tych, które zostawiłam przed Zimnymi Ogrodnikami na noc, na parapecie zewnętrznytruskawka wiszącam. Odchorują, jak nic. Cieszę, się że choć część zostawiłam w domu na parapecie. Miały ciemno, ale lepsze lekko wyciągnięte, niż z podeszczowymi nekrozami.

Zalało też skrzynki z truskawkami zwisającymi. Dwie sztuki nie przetrwały tego eksperymentu, reszta jest w nienajgorszej kondycji.

Napomknę, przy okazji, że moje niezadowolenie z zakupów w sadowniczy.pl rośnie z dnia na dzień. Nie napisałam jeszcze recenzji, bo cały czas obserwuję, co się dzieje z posadzonymi od nich roślinami. Z przykrością stwierdzam, że to porażka.  Więcej nie popełnię zakupów w tym sklepie.  I nie polecam go z pewnością. Tylko truskawki wyszły w miarę obronną ręką.

 

Wilgoć i ciepło, wiadomo, ślimaki. Wspinają się mi po dzikim winie na balkon. Uh, łobuzy. Co dzień zbieram kubeczek. Zastanawiam się co z nimi robić  podobno krem ze śluzu jest bardzo w cenie. Może jakiś karny obóz  pracy? Niechby odpracowały ten wikt na krzywy ryj

Tyle doniesień z frontu walki z powodzią. Teraz troszkę radosnych wieści. Zawiązały się pierwsze pomidorki. Tym razem najniecierpliwszy okazał się Dwarf Red Heart.

Red Heart

Reszta balkonowców kwitnie, lub zbiera się do kwitnienia. Wysiane ogórki wzeszły. Posadziłam już też wszystkie papryki. Zostały tylko rozsady Dwarfów do skrzyń w gruncie i kilka wysokich rarytasów typu Wolverine, czy Xanadu Green Goddess, z którą wiąże się ciekawa historia.

Dostałam kilka nasionek od znajomej forumki. Było moim cichym marzeniem mieć tą odmianę w kolekcji, gdyż jest niebywale urodziwa. Pech chciał, że mojej jedynej wysianej sztuce, przyplątał się problem na łodydze. Opiszę go w następnym poście, bo to doskonały przykład jak uratować pomidora ukorzeniając jego czubek.

Udało się pięknie i moja bogini jest już w zasadzie gotowa do posadzenia.

Mam nadzieję, że w Waszych uprawach deszcze nie narobiły szkód, i wszystko Wam pięknie kwitnie i rośnie.

Ja zbieram się do założenia nawadniania, bo wkrótce wakacje, a deszcze nie będą trwały wiecznie….mam nadzieję. Relacja walki z moją Irrigatią oczywiście pojawi się na blogu.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

 

 

 

Podsumowanie kwietnia

Podsumowanie kwietnia

No pięknie. Maj mnie zastał. Jak zwykle….zaskoczenie, ale że już? Maj? No tak. Już maj.

Kwiecień był pracowity, na przemian zimny i gorący. Okazało się jak zwykle, że zrobiłam za dużo rozsad. Normalka. Przyczyna tkwi w pakowaniu dubli do kubeczków, bo takie zdrowe… Mam ewidentny wstręt do zabijania roślin zdrowych i tendencje do ratowania za wszelką cenę chorych. I przez to mój dom wygląda jak dżungla.

Oczywiście nie ma możliwości wysadzenia ich wszystkich u mnie, więc trzeba będzie za chwilę włączyć tryb rozdawactwa. Jeśli ktoś mieszka blisko mnie ( nie wysyłam już niczego po ostatnich przebojach z pocztą – część mikoryz nie dotarła do celu ) lub może sobie podjechać, to proponuję śledzić świeże posty. Wkrótce ukaże się lista moich nadwyżek pomidorowo- paprykowych.

Co się działo w kwietniu.

Zakwitły obficie truskawki. Liście mają przy tym większe od moich dłoni. To efekt jesiennego nawożenia skrzynki, nawozem eko na bazie obornika i wełny owczej. Ponieważ w skrzynkach mam pszczółki nie było mowy o wymianie podłoża, ani głębokim przekopywaniu, więc sypnęłam na jesieni granulatu i zmieszałam go z wierzchnią warstwą. Chyba solidnie mi to wyszło, bo krzaki truskawek oszalały. Mają piękne wielkie kwiatuchy, zielone błyszczące liście, normalnie jak z reklamy. Ciekawam czy i smak będzie wyjątkowy.

Zakwitły też borówki amerykańskie, czym zrobiły mi wielką i miłą niespodziankę. Niestety mocny wiatr, trochę osypał kwiecie, ale może kilka jagódek zjemy.

Zakwitły ostre papryki, niestety pierwszymi kwiatami, które trzeba usunąć.

Posadziłam zioła: tymianek, rozmaryn, bazylię, maggi, pietruszkę naciową, szałwię, lawendę, i cząber. Wszystko nówki doniczkowe. Bazylia i pietruszka po prostu marketowe z przyprawowej półki, reszta z ogrodniczego sklepiku. Cząber od razu się pochorował, zdaje się, że część korzonków była uszkodzona, bo spory kawałek sadzonki po prostu uschnął, ale reszta chyba przeżyje.

We wszystkie dziury w skrzynkach wysiałam smagliczkę, nasturcję i nagietki.

W doniczki posiałam ogórki, ale wschodzą bardzo opornie. Wyjątek stanowi Iznik z eksperymentalnego pudełka z Kik’a. Ten wystrzelił po kilku dniach.

Posiałam też dyńkę Baby Boo prosto z ostatniego żywego egzemplarza, który zimował na półce w pokoju. I natychmiast wykiełkowała. Teraz zastanawiam się, czy dać ją na balkon, czy jednak gdzieś na zalesiu.

Na balkonie bowiem robi się gęsto w skrzyniach, a to za sprawą winogron i truskawek. Jednym i drugim trzeba trochę przestrzeni zostawić, więc możliwości obsady są znacznie ograniczone. Oprócz truskawek powtarzających, które mam w skrzyniach i odmładzam sobie samodzielnie, zakupiłam dwie nowe odmiany truskawki pnącej : Monterey i Vima Rina, więc kolejne obrzeża będą truskawkowe. Stwierdzam, że sprawdza się ten system. Brzeg skrzyni wygląda atrakcyjnie gdy zwisają z niego pędy truskawek z owocami. Owoce nie tarzają się w błocie, a reszta skrzyni pomieści jeszcze sporo. No i całoroczne truskawki to super frajda.

We wszystkich skrzyniach jako przedplon miałam posiany szpinak. Gdy przyszła paczka z truskawkowymi korzonkami ( kupiłam sadzonki typu frigo ) czas było szpinak zebrać. Osobiście najbardziej lubię szpinakowe listki na surowo. Oprócz sałatek na bieżąco przeze mnie podjadanych, ( a które wcinałam co dzień) zebrałam dwa ciasno upchane worki (Ikeowskie żółte) do zamrożenia. To rewelacyjny zbiór i stwierdzam, że już co roku będę tak robić. żadne tam rzodkiewki, szpinak moi mili, szpinak rządzi!

Wysiane mizuny, sałaty i musztardowce pięknie obrosły mi donice. To rewelacyjne listki, polecam je wszystkim Wam do doniczek.  Szybciutko rosną, wystarczy im biohumus za polewkę i urozmaicają sałatkowe menu . W dodatku urosną w każdym pojemniku. Same plusy.

Co jeszcze. Przesadzanie. Całe mnóstwo przesadzania, pomidorów, papryk i bakłażanów, z mniejszych kubków do większych.

Dosiałam sałaty. Wzeszła marchewka w skrzynce i koperek. W końcu.

Aaa, no i przyszła paczka z „sadowniczego”. Nie do końca jestem usatysfakcjonowana. Trochę było z tym perturbacji, a i to co zastałam w paczce pozostawia nieco do życzenia, ale o tym przeczytacie w „zakupy w sadowniczy.pl” . Dla niecierpliwych tylko napomknę, iż konkluzja jest taka, że zakupów w tym przybytku na pewno nie powtórzę. Zapłaciłam podwójnie za pojedynczą przesyłkę, sadzonka borówki to chory żart, a bardzo droga karłowa grusza wygląda na przesuszoną. Ale jakieś plusy też są.

Chyba tyle o kwietniu.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

 

 

 

Czas na pierwszą gnojóweczkę roślinną

Czas na pierwszą gnojóweczkę roślinną

Ha, wczoraj poparzyłam się pokrzywami przy pieleniu grządki na zalesiu. Znakiem tego, czas na zrobienie pierwszej w tym roku pokrzywówki, czy jak kto woli gnojówki z pokrzyw.

Temat ten był poruszany niejednokrotnie w moim wątku forumowym, bo sprawa to niebagatelna. Szczególnie dla balkonowych ogrodników. Spróbujcie trzymać na balkonie niedomknięte wiadro z przefermentowaną gnojówką, a gwarantuję że wzbudzicie najgorsze instynkty u swoich sąsiadów.

Są jednak i na to sposoby. Zaraz Wam zdradzę jakie.

No to gdzie te pokrzywy?

Ja mam je pod nosem. Wprawdzie uszczuplam zasoby rok rocznie, ale nadal mają się dobrze. Ale gdzie szukać pokrzyw gdy się mieszka w bloku?

Otóż pokrzywa to roślina azotolubna. Rośnie więc wszędzie tam gdzie będzie miała azotu pod dostatkiem. Lubi miejsca żyzne, dobrze zaopatrzone w wilgoć i najlepiej czuje się w półcieniu, choć słońcem też nie gardzi. Jak tylko dobrze się rozejrzycie okaże się pewnikiem, że rośnie w pobliskim rowie, lub na skraju jakiegoś szuwarowiska. Przydroża, przypłocia, przylesia, wszystkie te przy… są dla niej idealne i tam należy jej szukać. U mnie oprócz przylesia występuje jeszcze przy…grządkach bo wyczaiła skubana, że nawożę naturalnie gnojówką z pokrzyw. Czy nie wygląda Wam to na jakąś odmianę kanibalizmu?

Uwaga: pokrzywę można jak każdą roślinę uprawiać w donicy. Wystarczy do tego celu wykopać odrobinę kłączy. Pokrzywa jest pierońsko ekspansywna, więc migiem zarośnie cały pojemnik jaki dla niej przeznaczycie. No i trzeba dać jej pod korzenie to co lubi czyli duuużo kompostu. A, bardzo ważne – nie dajcie jej zakwitnąć. Najlepiej kosić ją jak mój teść trawnik, czyli raz na trzy tygodnie. Pięknie odrasta, jest cały czas młoda i świeża jak poranek, a oprócz gnojówki można z niej korzystać kulinarnie. Potrawka a’la szpinak z pokrzywy jest bajkowa. Polecam.

Jeśli macie maluchy na pokładzie, proponuje raczej postawić doniczkę poza zasięgiem ich łapek, bo mogłoby to być bardzo bolesne doświadczenie, mocno odstraszające młodych adeptów sztuk ogrodniczych. A tego nie chcemy.

Sama pokrzywa, a może w zestawie?

Ja swój eliksir wzmacniam często kilkoma dodatkowymi składnikami. I tak na 15l wiadro pokrzywy, dodaję garść liści mniszka, żywokostu, wrotyczu, i  podagrycznika.  Wszystkie składniki powinny zabierać 1/3 pojemności wiaderka. Panoszą mi się między skrzyniami w warzywniku, tylko rwać. Można też dodać trawę, i miętę, ale ta ostatnia jeszcze u mnie nie wyszła z ziemi. Jest o różnych specyfikach wpisów kilka, polecam gdyby komuś temat chciał się rozwinąć: Naturalne nawożenie i ochrona roślin.

Rozdrabnianie, zalewanie i napowietrzanie i cierpliwe czekanie…

Kilka ciachnięć nożyczkami w zupełności wystarczy, teraz wodą do prawie pełna – u mnie kastra budowlana o pojemności 50l ( najlepiej deszczówką) siadamy z patyczkiem w ręku i czekamy…  Co jakiś czas patyczek do wiaderka i miąchamy. I tak ok. 2 tygodnie. Można umilać sobie czas lekturą bloga.

Jak już się ładnie przekisi, to zaczyna dawać w nos Jedna z koleżanek blogerek napisała, że to przeżycie transcendentne. No tak…w zasadzie to tak. I tu wspomniane przeze mnie wcześniej sposoby na odwonnienie:

  • Ruta.

Od czasu do czasu zdarza mi się siać Rutę. Nie za często, bo krzaczor z tego rośnie żywopłotowy. Zioło to ma zbawienny wpływ na zapach gnojówek roślinnych. Nie żeby go kompletnie niwelował, ale czyni go bardziej znośnym. Wyciąg ze świeżej Ruty dodany do już przekiszonej gnojówki trochę uratuje nasze nosy.

  • Mączka bazaltowa

Dodatek mielonej skały też pomaga. Oczywiście, nie liczcie na cud, fiołkami pachnieć nie zacznie. Z tymi skalnymi proszkami trzeba jednakże uważać. Niosą one w sobie potencjał mineralny i zasadotwóczy, no i nie tylko.

Taka mączka potrafi też zawierać inne minerały i pierwiastki takie jak ołów, kadm, nikiel, chrom, rtęć, łącznie ze srebrem, kobaltem i radem. Oczywiście w śladowych ilościach. Tak czy inaczej należy korzystać świadomie i z umiarem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Szczelne zamykanie wiaderka

No jakie to proste. Fakt im lepiej napowietrzona gnojóweczka tym lepsza, ale jeśli nie ma się wyjścia, lepiej wiaderko szczelnie zamykać w dzień, a na przykład na noc zostawiać otwarte. A mieszać bladym świtem lub wieczorem, gdy sąsiedzi nie wylegają na balkony. Można też zainstalować domowej roboty zestaw napowietrzający doprowadzając do wiaderka powietrze za pomocą zestawu akwarystycznego. Wymaga to troszkę pokombinowania z wieczkiem, no i doprowadzenia prądu na balkon, ale specyfik jest idealnie napowietrzony a subtelne zapaszki nie ulatują w eter.

Ok. Czasu minęła mało, wiele ( wszystko zależy od temperatury, ale od 7 do 12 dni ) i mamy złoto dla naszych warzyw gotowe.

Co z nią teraz należy zrobić?

Proponuję stosować ją jako środek wspomagający nawożenie. Całkiem nawożenia nie zastąpi, ale uczyni rośliny bardziej efektywnymi.

Do podlewania roślin używam roztworu 1:20 Jedna część eliksiru roślinnego na 20 części wody. Nie podlewam czystą pokrzywówką czosnku, cebuli, fasoli i grochu.

Stosuję raz w tygodniu.

Czy można gnojówkę przechowywać i jak?

Jasne, że można. Jak każda kiszonka gnojówka całkiem nieźle się przechowuje. Można spokojnie upakować ją do butelki zakręcić i używać wedle potrzeby. Znam osoby, które przechowują gnojówkę w beczkach, takich jak do kiszonych ogórków. Robią zapas i potem tylko używają 🙂

Z czego jeszcze można sporządzić gnojówkę roślinną?

A teraz uwaga – gnojówkę pokrzywową można zastąpić gnojowką z ogórecznika. Zawera sporo azotu i potas. Osobiście uważam, że jest nawet lepsza. Wprawdze ogorecznik dziko żyjący to raczej marzenie, ale akurat jest dobry moment by posiać sobie delikwenta w donicę. Same z niego korzyści, kwiaty i nasiona można jeść, podobnie jak młode liście.  Sok ma właściwości wzmacniające organizm. Przywabia pszczoły i trzmiele. Na dokładkę jest chyba najmniej cuchnącą kiszonką roślinną jaką znam. Można go sobie wsiewać do tego celu co jakiś czas w ciągu sezonu. A jak zostawicie sobie kilka roślin, będziecie bardzo szybko samowystarczalni, bo kwitnie obficie i ma dużo nasion.

Gnojówka z tego leczniczego ziela jest idealna do pomidorów  papryk. Rozcieńczoną 1:10

Poniżej w wielkim skrócie jakie jeszcze można sporządzić eliksiry roślinne typu „gnojówka”:

Do wspomagania nawożenia można użyć przeróżnych chwaściorów przefermentowanych w wodzie:

  • Glistnik jaskółcze ziele
  • Dziki czarny bez
  • Gwiazdnica pospolita
  • Liście pomidora
  • Mniszek lekarski
  • Roszponka warzywna
  • Żywokost
  • Podagrycznik
  • Trawa ( do roślin kwasolubnych)
  • Ogórecznik

Jako biostymulatory doskonale działają w formie gnojówki:

  • Czarny bez
  • Cebula
  • Czosnek
  • Szczaw
  • Skrzyp
  • Bylica piołun
  • Wrotycz ( tego ostatniego nie należy stosować jednoskładnikowo, a jedynie jako dodatek do innych gnojówek)

Uwaga: wszystkie powyższe można mieszać ze sobą, rozszerzając w ten sposób spektrum działania.

Zasady wykonywania wszystkich gnojówek są takie same.

 

Resztki z odcedzonych gnojówek koniecznie na kompostownik, jeśli macie takowy. Przyspieszają kompostowanie.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Dzień jak co dzień

Dzień jak co dzień

W sobotę kożuch, w poniedziałek krótkie spodenki. Ale pogoda.

Kilka ostatnich dni intensywnie ogrodowałam. Wszystko mnie boli. Ajajaj ale musowo było odrobić zaległości. Wszak oprócz tarasu mam jeszcze zalesie ( dla niewtajemniczonych – kilkanaście arów ilastej ziemi, na której mam skrzynkowy ogródek i foliaka )

Obrobiłam więc truskawki, bo czekały na to już od dawna, Przewidłowałam dwie grządki pod… no właśnie sama nie wiem pod co. Grządki mają trzeci rok.  W pierwszym były nawożone obornikiem. Najpierw były na niej pomidory, później dynie. Kompletnie bez sensu z punktu widzenia zmianowania, ale  sami rozumiecie…brak miejsca. Teraz chyba dobrze byłoby wysiać tam fasolkę. Może tyczną ? Tylko trzeba by zbić jakąś pergolkę… Od tych wideł plery mnie bolą.

Wyczyściłam ziołową grządkę i w końcu poobcinałam pozimowe kikuty z szałwii. Teraz wyglądają przyzwoicie. Swoją drogą idzie im 8 rok, staruszki się z nich robią.

Mężu zbił mi jeszcze jedną grządkę ze starej kanapy i desek  Powoli zalesie wygląda jak postapokaliptyczny ogród szalonej wiedźmy. Szafki połatane deskami i skrzynie kanap jako grządki, wyłożone starą folią.

Kilka skrzyń zrobionych ze starych palet ząb czasu nadgryzł już solidnie, jedną musiałam rozebrać, bo mrówki się do niej dobrały. Stąd odzyskowe łatańce. Nie uśmiecha mi się kupowanie desek w tartaku na ten wiwat. Za droga imprezka. Pocieszam się, że jestem trendy, teraz jest moda na Zero Waste. A estetyka…Posieję brzegiem smagliczki i nasturcje i będzie dobrze.

Wykopałam dół ogniskowy do palenia drewna w bezpiecznej odległości od drzew i części grządkowej. W totalnej glinie! Normalnie spokojnie można garnki lepić. Będę w nim sporządzać popiół drzewny

Koleżanka przywiozła mi 5 kostek słomy pszenicznej, wszystko będzie pięknie ściółkowane w tym roku, i na zalesiu i na tarasie. Już się zastanawiam jak przytrzymać tą słomę w donicach i skrzyniach. Do tej pory ściółkowałam chrobotkiem, ale ten po dzielnej, kilku letniej służbie dokonał żywota. W tym roku stawiam na słomę i kokosowe krążki. Te ostatnie niestety nie są tanie, więc na razie tylko kilka sztuk w ramach eksperymentu.

No wiem. Trochę niebalkonowy ten dzisiejszy wpis, ale na tarasie też się działo. Dzień zaczęłam od wyniesienia rozsad na balkon.

Niestety nie wszystkie bakłażany były gotowe na takie zimne powietrze i słońce.  „Dzień i Noc” kiepsko wygląda po tym hartowaniu. Trudno. Nie mam czasu stać nad rozsadami na tarasie i patrzeć czy coś nie mdleje. Musi sobie poradzić.poparzenie słoneczne na liściu bakłażana

Chciałam Wam powiedzieć, że dopiero niedawno zauważyłam u siebie syndrom pielęgniarski. Jasne przejmuję się, że jakaś roślina mi niedomaga. Ale nie wpadam w panikę, jak onegdaj biegając w kółko i krzycząc: „Co robić! Co roooobić!Zajęło mi to raptem 15 lat . Teraz patrzę na poparzenie słoneczne i ze sceptyczną miną konstatuję: ” kapkę za dużo było tej kąpieli, no nic…” Decyzje o opryskach przychodzą mi just like that, że o amputacjach nie wspomnę. Ogólnie fachowa beznamiętność.

Ale, ale…Mogę też pochwalić się odznaką nekromanty 4 stopnia. Nie pozostawiam bowiem przypadków beznadziejnych by dokonały żywota; mając pełen parapet w zasadzie należałoby traktować takowe jako zrządzenie losu; a ja reanimuję je niczym serialowi lekarze, krzyczący przy masażu serca, między jednym trzaskającym żebrem a drugim: ” Nie na mojej zmiaaniee!!! Oczywiście nie każdy pacjent da się uratować, i choć determinacja mnie nie opuszcza, po zgonie otrzepuję się i wracam do innych zajęć, nie rozdzierając szat, a jedynie na chłodno analizując popełnione błędy.

Na szczęście to sporadyczne przypadki. Inaczej nie wiem, czy umiałabym zachować taką zimna krew. Tak czy inaczej uważam to za wielki postęp.

W nocy padało. Dzień zapowiada się pochmurny, temperatura raczej niewyględna. Chyba zajmę się przesadzaniem pomidorów. Co chwilę kolejna partia dorasta do przeprowadzki. O…i posieję okry i ogórki. No to do dzieła.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Zimno, ciemno…no kwiecień

Zimno, ciemno…no kwiecień

Czujecie to? Ale lodownia jeden stopień! Jeden! A w poniedziałek biegałam po tarasie w krótkich spodenkach, bo było ponad 20.

Wiadomo, kwiecień. Ale mimo wszystko te amplitudy temperatur dają w kość. Wiele prac po prostu leży odłogiem. A i człowiek jakiś taki rozleniwiony ciutkę, bez energii. Skupiłam się więc na przesadzaniu. Na pierwszy ogień poszły Mini Indygo. Mam ich 9 sztuk i w 200ml kubeczkach spokojnie jeszcze mogły zostać, ale postanowiłam, że im dogodzę. Są większe od wszyskich sadzonek Dwarfów i o wiele większe od Venus. Miałam je posadzić w skrzynkach balkonowych, ale już widzę, że raczej są za duże. 

Zamieszkały na razie w 5-setkach, a potem się zobaczy

Potem wyszukałam w gąszczu rozsad chorego bakłażana. Pamiętacie delikwenta? Ten co tak tajemniczo tracił turgor.

Nie wyrósł jakoś za bardzo, nie mdleje już, ale… tak tak proszę państwa, piękny niedobór wapnia. Wręcz podręcznikowy przykład. Po tych dziwnych przygodach przesadziłam go do kokosowego podłoża z nawozem startowym NPK 20:20:20 ale bez mikroelementów, a podlewany był na początku samą wodą. Dopiero od niedawna zaczęłam mu podawać Kristalon zielony z mikroelementami, a i on nie ma w swoim składzie wapnia. Sama woda kranowa nie wystarcza w tym temacie i zrobił się problemik. No nie szkodzi, nie ma tego złego…mam piękne poglądowe foty  Przesadziłam go do Hollasowej ziemi warzywnej i zrobiłam oprysk z saletry wapniowej. W zasadzie żal mi go, biedak ma całe życie pod górkę.

Mam jeszcze jedną taką parkę problematyków, papryczki chili NN, które dosłownie wykazują na liściach całe spektrum niedoborów. Dziś przesadziłam je do wielgachnych kubków po lodach takich litrowych i przy okazji sprawdziłam jak wyglądają korzenie. Te papryki były sadzone testowo z mikoryzą i bez. No nie uwierzycie korzenie papryki bez mikoryzy są dorodniejsze od tej potraktowanej mikoryzą, i to sporo dorodniejsze?

Sadzonka Chili NN z mikoryzą uniwersalną
Sadzonka Chili NN bez mikoryzy

Nic już nie rozumiem  w prawdzie była to mikoryza uniwersalna, ale moim zdaniem powinna chociaż nie wpłynąć negatywnie… To ja tu pieję pochwały na temat mikoryzowania, a tu taki numer? A  może ja kubki pomyliłam…

Bez niej, czy z nią papryki mają niedobór magnezu, więc dostały oprysk z florovitu na chlorozy (azot, magnez, żelazo). W zasadzie nie mam potrzeby ratowania ich, ale z drugiej strony dlaczego miałabym im dać umrzeć.

 

Kupiłam z półki „kupuję nie marnuję” pomidory Adora. Były już pomarszczone, ale zdrowe więc wcięłam je na kanapce jednocześnie plując pestkami prosto w wielodoniczkę No dobra, nie do końca tak było, z tym pluciem. Tak czy inaczej już wykiełkowały.

Podobnie jak papryki Sweet Bite, które w pierwszej serii nie chciały kiełkować, więc wysiałam je drugi raz hojną ręką. No i teraz mam 

To już ostatnie siewy pomidorów i papryk w tym roku. Teraz za kilka dni rozpocznę sianie ogórków i kawonów. Zastanawiam się tylko, co zrobię jak się pogoda nie poprawi. Jest tak ciemno i zimno, brrr. Miało być tak, że pomidory pójdą na dzień na taras do foliaków. Miałyby tam więcej światła i hartowały by się w przyzwoitych warunkach, ale gdzie? Przy dwóch stopniach nad zerem nawet w foliaku temperatura byłaby dla nich zabójcza. Muszę niezbędnie zrobić jakąś reorganizację parapetów bo zginę.

A na razie tylko ciepła herbata z miodkiem może mnie uratować.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Zakupy w sadowniczy.pl

Zakupy w sadowniczy.pl

Wiele bardzo ciekawych odmian owoców, które można sadzić w donicach nie jest dostępna w tradycyjnym handlu detalicznym. Trudno kupić karłowe drzewka owocowe, hybrydy borówek, winorośle szlachetne czy truskawki zwisające, powtarzające owocowanie. Trudno się dziwić, sklepy ogrodnicze zamawiają to co im rok rocznie najlepiej schodzi, a nowości wprowadzają bardzo asekuracyjnie. Co innego internet. Internet nie wie co to strach.

Dlatego też oferta sklepów internetowych jest dużo bardziej atrakcyjna dla balkonowych ogrodników.

Postanowiłam sprawdzić jak to wygląda w praktyce. Na pierwszy ogień poszedł sklep Sadowniczy.pl

Sadowniczy ma bajkową ofertę. Karłowate drzewka owocowe w doniczkach, krzewy owocowe na pniu, borówki amerykańskie, maliny, winogrona…etc. No wybór nie jest prosty. Sklep ma dobre opinie, wielu zadowolonych klientów, prowadzi blog i grupę facebookową. Widać, że pracuje na to sztab ludzi.

Zmówienie zaczęłam od rozmowy z konsultanką. Zapytałam czy wybrane przeze mnie odmiany borówek, truskawek i winorośli nadają się do upraw pojemnikowych.Rozmawiało się miło, Pani wyraziła wątpliwość co do uprawy winorośli na balkonie, ale gdy poprosiłam o wskazanie najodpowiedniejszej odmiany zamilkła,dziwne. Tak więc rozmowa nie miała hapy endu, pozostawiając u mnie spory niedosyt. No nic. Może coś na łączach.

Założyłam konto i natychmiast dostałam maila z poradami co mam zrobić i jak. Grzebiąc w ofercie i co i rusz zmieniając decyzję, dostałam kolejnego maila z zapewnieniem, że konsultanci ze sklepu są gotowi mi pomóc. Inwigilacja w trosce o klienta godna podziwu. Niczym w świeżo otwartej Mrówce w pobliskim wietrznym mieście, w której co chwilę ktoś podchodził do mnie pytając w czym może pomóc. Nota bene zapał minął im tak po około miesiącu, i trzeba było już robić łapankę z nagonką żeby się czegoś dowiedzieć od obsługiNo, takie życie.

Postanowiłam nie wystawiać na próbę kolejnego konsultanta, który również mógł tajemniczo zamilknąć przy pierwszym trudniejszym pytaniu, i zgrabnie samodzielnie przebrnęłam przez cały proces wybierania interesujących mnie pozycji z oferty.

Popełniłam różne kombinacje by sprawdzić jak najkorzystniej sformułować zamówienie względem przesyłki i stwierdzam, że system jest troszkę mylący. Obietnica jednej zapłaty za przesyłkę dzieloną, niestety nie spełnia się, gdy zamówimy zarówno nasiona, krzewy w doniczkach, sadzonki frigo, jak i np. coś z oferty narzędzi ogrodowych czy akcesoriów. System naliczył mi wtedy dwie zapłaty po 23 zł i w żaden sposób nie dało się go przekonać, że powinien być wierny polityce firmy i trzymać się jej obietnic.

Podobnie obiecywana przesyłka gratisowa w przypadku dodania do koszyka produktu BOMBI, nie kasowała dodatkowej opłaty za przesyłkę. Faktem jest, że mając w koszyku 2 krzewy, 2 drzewka owocowe, siatkę na krety, sadzonki truskawek i winorośl; realny koszt przesyłki jest spory.Przy odrobinie wyobraźni wiadomo, że spakowanie takiego zamówienia, musi spełniać specyficzne wymogi, no i nie będzie to jedna przesyłka, więc nie całe 24 zł to i tak bardzo mało. Tylko po co te nęcące sugestie, że jeśli weźmie się do koszyka taki czy inny produkt, to przesyłka jest gratis?

No nie wiem. Może mój mały móżdżek tego nie ogarnia i trzeba było jakoś jeszcze inaczej. Albo dopytać może. Eeee, nie będę kruszyć kopii, lecę dalej.

Zamówiłam co następuje, od drugiej pozycji bo jabłonka Red Loove jest gratisem:

Mam nadzieje, że mój małżonek nie zagląda tu zbyt często, bo jak sobie to zsumuje to będę spać na wycieraczce .

Siatka będzie służyć w podwyższonych grządkach, kupiłam ją niejako przy okazji, gratisową jabłonkę posadzę też na działce w gruncie, reszta będzie testowana na tarasie.

Sprawdzająco zadałam jeszcze pytanie na czacie ile lat ma sadzonka winorośli, co doprowadziło do zabawnej sytuacji ( wyszło, że pytam ile lat może rosnąć winorośl). Sadzonka ma być 3 letnia. Wow. Niesamowite, jeśli to prawda to wielki szacun…. no nic zobaczy się.

Uwaga: zwracajcie uwagę w opisach na rodzaj opakowania. Wprawdzie strona ma czytelne opisy, ale informacji jest dość dużo i łatwo przeoczyć.

I tak:

Sadzonki truskawek Firgo to forma nagokorzenna. Otrzymujecie spakowane razem w balocik sadzonki, gołe, bez liści, zabezpieczone specjalnie na podróż. Nie wygląda to tak jak kupna w centrum ogrodniczym sadzonka w doniczce, nie przestraszcie się 🙂

Krzewy owocowe występują w balotach jak i w doniczkach.  Do posadzenia na balkonie wybierajcie te w doniczkach. Podobnie ma się sprawa z drzewkami owocowymi.

Otrzymałam wiadomość, że moje zamówienie będzie realizowane sukcesywnie w ciągu 17 dni, podzielone wedle magazynów z, których pochodzą poszczególne jego elementy. Wybrałam ekologiczną fakturę elektroniczną. Zatwierdziłam wszystko co miałam zatwierdzić, zapłaciłam przelewem. Przekazałam w polach opisu przy zamówieniu prośby dotyczące kontaktu w sprawie planowanych wysyłek.

No i czekam. Gdy tylko przesyłki zaczną spływać, nakręcę filmik z ich rozpakowywania 🙂 i umieszczę tu pod spodem. Mam wielką nadzieję, że wszystko będzie w najlepszym porządku.

 

Kolejny będzie Działkowiecsklep.pl

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Pracowity kwietniowy dzień

Pracowity kwietniowy dzień

 

Dziś był bardzo pracowity dzień. Najpierw musiałam założyć cieniówkę. Piękna pogoda, czas wyprowadzić rozsady na spacer, a bez cieniówki to po prostu nie możliwe. Słońce jest tak ostre, że chwila, moment i wszystko mdleje i się parzy.

Za pomocą więc syna osobistego, prywatnego 🙂 powiesiłam zgrabnie cieniówkę 70% czyli dość gęstą. Tym razem inaczej niż w zeszłym roku. Nie ocieniowałam całego tarasu, tylko jego środkową część na trzech żerdziach. A to dlatego, że w zeszłym sezonie miałam z tym trochę problemów. Nie mogłam uprawiać nic w skrzynkach bo cieniówka rozciągnięta po całości uniemożliwiała dostęp do nich.

wieszanie cieniówki

Tyle wystarczy by schować pod nią rozsady. Resztę cieniówki zużyję na zacieniowanie foliaka. No i fajnie.

Następnie wyciągnęłam wszystkie rozsady na taras. Jest tego, powiem Wam, więc troszkę mi zeszło. Przy okazji podlewanie, przegląd i takie tam. Jak już udało mi się wszystkie przenieść, zabrałam się za pikowanie pomidorów. Mam jeszcze sporo z tych ostatnio sianych do przepikowania, więc od dzieła.

pikowanie pomidorów

Do późnego popołudnia siedziałam i pikowałam jak ten świstak w te sreberka

Jak tylko słońce przeniosło się na zachodnią ścianę, zabrałam się za sadzenie ziół. Kupiłam w sobotę kilka odmian mięty i oregano pstrokate, czas im było do ziemi.

I jak tylko się z tym uporałam trzeba było zacząć wnosić rozsady do domu

Uwaga – kuchenne rewolucje

Wszystkie rozsady wylądowały w kuchni, bo tam słoneczko zagląda do samego zachodu. I w tym stanie moja kuchnia będzie czekać jutra 🙂

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja

Marzec 2019 – podsumowanie

Marzec 2019 – podsumowanie

Jestem zakręcona jak bąk w tulipanie. Marzec minął mi nie wiem kiedy. Obfitował w siewy pomidorów i papryk, ale też kłopoty z internetem 🙁 No nic, oby do przodu.

Doszły do mnie nasiona ze Stanów.

Co mnie niezmiernie ucieszyło, bo już byłam cała w strachu, że zaginęły w pętli czasu. Stres był tym większy, że były podstawą wymiany z koleżanką, Kasią. Ze wstydu bym się spaliła, tym bardziej, że nasiona od Kasi już dawno siedzą u mnie w kubkach ( wybacz Moja Droga, że to tak długo trwało, mam nadzieję, że przesyłka już do Ciebie dotarła).

Gdy tylko wyrwałam kopertę z rąk listonosza, łapczywie rozrywając ją w biegu między drzwiami a kanapą, zgrabnym rzutem w podłoże kokosowe wysiałam po 2 nasiona z każdej odmiany. Teraz mam podwójne szczęście w każdej komórce.

Pochorowały się papryki, na szczęście tylko dwie.

O dziwo, obie testowe Chili NN z mikoryzą uniwersalną. Dwie wersje bez mikoryzy wyglądają normalnie. Pytanie – winna jest mikoryza, czy mikoryza w reakcji z czymś, a może coś zupełnie nie zależnego od niej? Nie umiem określić. Wygląda jak uszkodzenia chłodowe, ale nie wystawiałam papryk na dwór. Podobnie wygląda też poparzenie chemią, albo wodą na słońcu, ale to akurat nie mogło się zdarzyć. No i nie wiem. Na razie postawiłam je w mniej słonecznym miejscu i czekam. Podejrzewam jednak poparzenie. Niestety sadzonki przez to ciepluszenie są bardzo wydelikacone. Bliskość szyby ze słonecznymi promieniami jest najprawdopodobniejszą wersją.

Wymyłam taras i wysiałam przedplony, które w ciepłe dni pięknie wykiełkowały.

Postawiłam na sałaty, mizuny, endywię i szpinak. Część wysiałam bezpośrednio do skrzynek, część do doniczek i trzymam je w balkonowym foliaczku. Większość ładnie powschodziła, wyjątkiem jest sałata Królowa Majowych, która drugi rok z rzędu wcale mi nie kiełkuje, choć to kolejna, nowa torebka. Zagadka.

 

Zaliczyłam starcie z kotem, zakończone okratowaniem wszystkich skrzynek i przygotowałam wszystkie pojemniki do obsadzenia.

Co roku ta sama śpiewka. Gdy nadchodzi wiosna, kot teściów zakrada się na taras i grzebie mi w skrzynkach. Czasami nawet robi sobie z nich kuwetę, wnerwiając mnie okrutnie. Co roku przygotowuję mu różnego rodzaju przeszkadzajki. Najskuteczniejsze okazało się okratowanie skrzynek na czas wschodów. Gdy pojemnik zarośnie zielenią kocur się wylogowuje z tematu.

szpinak-przedplon

Wysadziłam do doniczki topinambur.

I wypuścił piękne listki. Trzeba będzie lada moment go przesadzić, ale na razie mimo ciasnej doniczki całkiem dobrze sobie radzi.

Pszczółki skrzynkowe rozpoczęły wyloty.

W zasadzie nie wiem kiedy, ale widać, że kolonia ma się dobrze. Specjalnie nie przekopywałam skrzynki na jesieni, żeby nie zniszczyć im domu w nadziei, że gdzieś tam sobie mieszkają. No i są. Zastanawiam się co zrobię, gdy trzeba będzie posadzić coś po przedplonach. Nie wiem jak głęboko jest „ul” i czy przy sadzeniu go nie zniszczę. Najwyżej tak jak w zeszłym roku posieję tam coś, zamiast wysadzać z rozsady.

Reszta to sianie, pikowanie, sianie i pikowanie…

I tak w kółko.

Z ogrodniczym pozdrowieniem

Anja