Co słychać na tarasie?

Co słychać na tarasie?

Rozpoczęło się kwitnięcie dzikiego wina, którym opleciony jest cały balkonowy warzywnik. Odgłos jest nieziemski. Czujemy się jak w środku wielkiego ula. Posłuchajcie:

Obładowane nieziemsko pyłkiem, buszują po balkonowych płytkach, a potem niezdarnie szukają drogi powrotnej trafiając prosto w cieniówkę. Setki pszczół.

Taka akcja trwa kilka dni. Wkrótce dzikie wino przekwitnie i znów słychać będzie głównie trzmiele, które wiernie odwiedzaja taras przez cały sezon.

 

 

 

Kończy się czerwiec

Kończy się czerwiec

Kapryśny miesiąc, który przyniósł ze sobą całą masę problemów. Najpierw szalone upały. Nie nadążałam z podlewaniem, potem zimno i deszcz na przemian z huraganowymi wiatrami, które targały roślinami wysysając z nich życie.

Te na dokładkę połamały mi pomidory donicowe, które stały pod chmurką na ganku. Ech…

Całe spektrum grzybowych problemów na ogórkach i pomidorach zmusiło mnie do użycia pełnej gamy oprysków eco. Poszły w ruch opryski prewencyjne z mleka, propionianu wapnia, oleju rydzowego ( to na przędziorki, które rozpanoszyły się w bakłażanach) a nawet poliversum na mączniaka. Sytuacja nieco się poprawiła, ale utrzymujące się zimno niestety nie pozwala roślinom na pełną rekonwalescencję.

Zbiory.

Dojrzały pierwsze ogórki i pomidory. W tym roku najwcześniejsze okazały się Perła Ogrodu i Pendulina Orange.

Ogórek Iznik, pięknie zaowocował, zebrałam już z niego 7 pełnowymiarowych sałaciaków, ale dopadł go mączniak i razem z deszczem i niską temperaturą zmusiły go do wyhamowania. Część zawiązków zaczęła obumierać, część jeszcze walczy. Niestety widać wyraźne, że ma problemy z pobieraniem z podłoża, bo na owocach pokazała się cała paleta niedoborów mineralnych. Przykre. Mam mimo to  nadzieję, że kilka ogóreczków jeszcze będzie miał.

Zaczęła nieśmiało kwitnąć cyklantera, już nie mogę się doczekać jej podchrupywania.

Bakłażany owocują choć nie bez przeszkód. Dokuczają im nieziemsko przędziorki mimo moich usilnych zabiegów. Co siedem dni oprysk z oleju rydzowego jakoś trzyma w ryzach populację. Może teraz przy niższej temperaturze i większej wilgotności łatwiej będzie nad nimi zapanować, choć akurat te warunki samym bakłażanom nie służą.

Przy okazji. Mam donicę w której posadzone były dwa okazy oznaczone jako Red Turkish. Ciekawostką jest, że jeden z nich ma inne liście i owoce. Od początku wyglądał mi podejrzanie, bo liście miał jak talerze w dodatku oprawione charakterystycznym dla wielkoowocowych odmian puszkiem. Myślałam, że to omyłkowo zrobiony opis, do momentu gdy zakwitł, a z kremowo-fioletowych małych kwiatków, bardziej przypominające kwiaty ziemniaka niż bakłażana, zaczęły zawiązywać się owoce. Są jajowate, czyli nie takie jak powinny być, ale uwaga… w przypominające Red Turkish paseczki. Na razie są malutkie, trudno więc domyśleć się koloru jaki będą miały w dorosłości, jednak jestem przekonana, że roślina jest naturalnym F1 sporządzonym w poprzednim sezonie przez jakiegoś tarasowego trzmiela. Nie mam pojęcia z czym mógł się skrzyżować mój zeszłoroczny Red Turkish, bo na tarasie i pod tarasem było sporo różnych odmian. Jednego jestem pewna, jedyną pasiastą odmianą jaką w tym roku siałam z powodzeniem była Listada de Gandia, i dziwny hybrydek na bank nią nie jest. Jego kwiatki nie są białe jak w przypadku Red Turkish, mają delikatne fioletowe zabarwienie, ale ich wielkość i obfitość w gronie jednoznacznie wskazuje na pokrewieństwo z Turkish. Ot zagwozdka 🙂 Czas pokaże co wyrośnie i czy będzie jadalne.

Cucamelon w końcu zaczął się wspinać po podporach, ale nie widać by chciał kwitnąć. Zakwitły natomiast melony, chociaż podobnie jak ogórek chorują. Na razie tylko męskim kwieciem. W foli kwitną niebywale obficie i nawet zawiązują, ale zawiązki w większości opadają. Niestety nie podcinałam ich, jak radzą znawcy tematu, za trzecim pędem bocznym, i wyrósł mi gąszcz nieziemski, który na dokładkę poplątał się z rosnącymi w sąsiadujących donicach arbuzami. Ciekawe czy doczekam się jakichś owoców.

Co jeszcze? Acha, zbiory groszku były całkiem pokaźne. Zamroziłam je po krótkim zblanszowaniu na parze ( 5 minut w parowniku) Skończyły się tarasowe sałaty, na wykończeniu są też cebule dodawane systematycznie do sałatek. Nieustannie owocują truskawki, a rodzynek Aunt Molly produkuje ilości owoców nie do przejedzenia. Bób mimo słabego zawiązywania wydał na świat miseczkę potomstwa. Jeden obiad i po temacie. Muszę z niego zrezygnować, Najmniejszego sensu nie ma uprawa w donicy. Lepiej w to miejsce posiać fasolę. Ta też niestety się nie udała w tym roku. Kiepski zbiór, ale trochę w tym mojej winy bo nie dosiałam jej tak jak powinnam, gdy część roślin obumarła. Spokojnie można by jeszcze ją dosiać, tylko to zimno…

… przyszło w momencie gdy zaczęły dojrzewać pomidory, to je niestety opóźni, szkoda, bo zaczęły już się zapalać po kolei wszystkie koktajlowe, a wielkoowocowe nabrały solidnej masy. Mam jednak wrażenie, że  pomidorów będzie mniej niż w zeszłym roku. Szczególnie tych dużych. Jest dopiero koniec czerwca, a rośliny już nie są w idealnej kondycji. Ale nie desperujmy. Sporo odmian ładnie kwitnie na wyższych piętrach.

Muszę zacząć wysiewy poplonu, bo coraz więcej dziur w skrzyniach. Sama nie wiem na co postawić przy tej dziwnej pogodzie.

Upały na przemian ze spadkami temperatury poniżej 10 stopni nie w smak są żadnemu warzywu, i jeszcze te wiatry. Wycinajmy więcej lasów, używajmy więcej chemii, jak tak dalej pójdzie zafundujemy sobie Interstellar, ech. Gdzie są ekolodzy?

Maj 2018, podsumowanie miesiąca.

Maj 2018, podsumowanie miesiąca.

Maj 2018, podsumowanie miesiąca.

Maj minął pracowicie. Czas pędzi jak szalony. Najpierw arktyczne noce, zmuszające do czekania z zostawianiem donic na balkonie, potem palące słońce i 30 stopniowe upały w dzień na przemian z zimnymi nocami poniżej 5 stopni. Deszczu brak kompletny, a gdy już zebrało się na ulewę, zaraz po niej moje pomidory zapadły na dziwną dolegliwość, która nie na żarty mnie przestraszyła. Nadal nie do końca jestem przekonana czy diagnoza była trafna. Tak czy inaczej sytuacja wygląda na opanowaną. Opiszę ten przypadek oddzielnie, bo może komuś przytrafi się podobna historia.

Papryki mocno oberwały przez przetrzymanie w kubkach. Niedobory wapnia doprowadziły aż do nekrotycznych wykruszeń. Nie wspominając o powykręcanych liściach. Na szczęście po przesadzeniu do dużych donic w zasobną ziemię, powoli doszły do siebie i już owocują.

Eksperyment z wczesnymi ziemniaczkami dobiegł końca. Garstka małych bulw nie była imponująca, ale jeden obiadek dla jednej osoby był. Myślę, że gdyby miejsce było bardziej nasłonecznione uprawa byłaby bardziej wydajna. A tak, miałam pnącze ziemniaczane w skrzynce. Wysokość roślin przekroczyła 80 cm. I  z tego powodu jak i z racji na słabnącą kondycję roślin wykopki były nieco przedwczesne. Myślę, że jeszcze dwa, trzy tygodnie podwoiły by zbiór.

Zaczął owocować groszek, pomidory kwitną i zawiązują ładnie owoce. W ziołowym ogródku pięknie rozrasta się szałwia i trawa cytrynowa.

Troszkę problemów mają truskawki. Zbyt krótki okres odpoczynku teraz na nich staje się widoczny. Kwitną i owocują, ale bardzo szybko starzeją im się dolne liście. Pojawiły się też niedobory potasu na liściach. Po zasileniu nawozem organicznym do truskawek, prawie zniknęły. Owoce są smaczne.

 

Dostałam nasionka mini pak-choi  od znajomej. Najmniejsze warzywo świata normalnie. Żeby się tym najeść musiałabym chyba obsadzić cały balkon tylko tą mini kapustką.

A tak pozwoliłam jej zakwitnąć.

 

Pięknie rozrastają się moje dwa ogórki Iznik. Może w tym roku oda mi się w końcu skosztować tej odmiany. Wykiełkowały Cucamelony, ale jakoś bardzo powoli rosną.

Kastra z bobem została wyniesiona bo zasłaniała słońce skrzynkom z melonami, dokończy owocowanie na schodach przed domem. Nie będzie w tym roku szalonej ilości bobu, w zasadzie zawiązało się tylko po kilka strąków na każdym krzaku. Nie wiem czemu, bo trzmiele prawie zamieszkały w tej kastrze. Ekonomicznie kompletna klapa. Ale to już wiedziałam zanim je posadziłam. Strąki wyglądają pękato.

Z owadów gościnne występy miała pewna gąsienica, bardzo ładna i żarłoczna ( Paź Królowej). Została wyproszona, bo upodobała sobie donicową marchewkę.

Mączliki próbowały zaklepać miejscówkę z jarmużu. Po prysznicu z oleju rydzowego zrezygnowały. Mszyca na rumianku i bakłażanach, ale nie w ilości której nie można ściągnąć ręcznie.

Miałam też osę, która zrobiła gniazdo nad drzwiami. Zastanawialiśmy się rodzinnie czy pozwolić jej wychować potomstwo, ale rozsądek zwyciężył i gniazdo zostało usunięte delikatnie razem rodzicielką. Nie była zachwycona i wcale się nie dziwię.

W dużej skrzyni zadomowiły się pszczoły – porobnice włochatki. One dostały zezwolenie na gniazdowanie i być może zostaną na dłużej. Co ciekawe to ta sama skrzynia, w której mieszkał w zimie mysior, a potem kocisko przychodziło robić sobie kuwetę.

Kot już na taras nie przychodzi na szczęście. Jest zbyt leniwy by slalomem przeciskać się przez gąszcz dzikiego wina. Opanował pomieszczenie gospodarcze i chyba jest zadowolony z życia.

Były też zbiory koperku i sałat. Koperek Herkules okazał się mało aromatyczny niestety. Wolę Lucullusa. Ale jest co jest. Już poszedł do zamrażarki.

Niestety w tym roku niezbyt mi wyszła fasolka, z której byłam dumna przez kilka poprzednich sezonów. Długo kiełkowała, nie wzeszła cała którą wysiałam. Wygląda, że w tym roku trochę kichowato. Może jeszcze posieję drugą partię.

Pięknie natomiast rozrósł się rodzynek brazylijski Aunt Molly i już zjedliśmy z niego pierwsze owoce.

Taki był maj w balkonowym warzywniku.

Jako, że moje warzywnikowe poczynania rozrosły się o kawałek pojemnikowo-gruntowego ogrodu, mam coraz mniej czasu. Do obsługi doszedł foliak 3x5m pomidory, cukinie i dynie w gruncie, oraz 12 skrzyń różnej wielkości z mieszankami warzywnymi.

Trochę to utrudnia działania blogerskie. To i fakt, że nadal nie mam stałego internetu. 

Ale dam radę. Już szykuję artykuł o nawożeniu pomidorów i papryk. Moje tegoroczne doświadczenia sporo mnie nauczyły.

 

Czekając na Zimnych Ogrodników.

Czekając na Zimnych Ogrodników.

Piękny ciepły i słoneczny kwiecień już się skończył. Oby kolejny miesiąc był równie łaskawy.

Patrząc na aurę wydaje się, że w tym roku Zimni Ogrodnicy nie będą, aż tak zimni. Tylko czy napewno? Kilka lat wstecz, zdarzały się różne wersje, niektóre wręcz arktyczne,  sama nie wiem co robić. Na razie grzecznie kubeczkuję wszystkie ciepłoluby, czujnie sprawdzając prognozy na każdą kolejną noc.

Polecam Wam do tego dwie wersje tej samej w zasadzie witryny: ICM UW meteo.pl oraz mapy.meteo.pl   Prognoza ta sama, ale różna czytelność. Meteogramy na początku sprawiały mi trochę problemu, ale łatwiej w nich odczytać zaprognozowany deszcz, niż klikając w mapę godzina po godzinie.

Bardzo już chciałabym wysadzić wszystkie pomidory, bakłażany i papryki do donic. Poukładać sobie wszystko na tarasie i podłączyć nawadnianie, bo na razie wielką ilość czasu zajmuje mi bieganie z konewką. Dziś przetestowałam podejrzany na pintereście patent, nawadniania kropelkowego własnej roboty. Działa, ale nie będę obwieszać tarasu butelkami po napojach  wyglądałoby to kosmicznie. Pod tarasem jednak, gdzie nawadniania nie ma, taki sposób, pomoże mi zaoszczędzić sporo czasu.

Pomysł jest bardzo sprytny. Potrzebna jest butelka Pet po jakimś napoju, najlepiej kolorowa bo w przejrzystej bedą rosły glony. Przewód do kroplówki, i siatka po cytrynach. Dodatkowo kilka sztuk zacisków.

Ja przetestowałam zestaw na 10l doniczce z pomidorem. 1l wody na najwolniejszym biegu schodził 7 godzin.

Pacjent zadowolonyFotka robiona wieczorową porą, więc pomidorek już troszkę poskręcał liście. Czyli jedzonka mu nie brak.

Dzisiaj zakończył też swój okres wegetacyjny szpinak skrzynkowy. Ciepło i słońce bardzo szybko pobudziło go do kwitnięcia. Całkiem spora micha

Jutro zaczynam sadzenie w jego miejsce sałat, które już czekają w rozsadniku:

Kwiecień 2018, czyli goniąc własny ogon

Kwiecień 2018, czyli goniąc własny ogon

Kwiecień dobiega końca.

Nie jestem wstanie ogarnąć wszystkiego. Dziś pikowałam sałaty, sadziłam truskawki, robiłam generalny przegląd rozsad, który nie wypadł do końca satysfakcjonująco, biegałam z konewką w tą i z powrotem, siałam kwiatki, fasole, aaaaaaa, niewyróbka.

Wciąż boję się zostawiać rozsady na tarasie na noc, więc biegam jak bezgłowy kurczak każdego wieczora i rankiem. Trochę to bez sensu, bo kilka przesadzonych rozsad zostawiam już od tygodnia i mimo kilku chłodnych nocy nic im nie dolega, mimo to jakoś nie mogę sama siebie przekonać, że nic się nie stanie, maluchom w kubeczkach.

Na szczęście rozwiesiłam cieniówkę na początku miesiąca. Mimo , że pół tarasu ma  w 65% niektóre bakłażany poparzyło. Nie chce sobie wyobrażać co byłoby bez cieniówki. Drugie pół mam w 55%, ale tam głównie stawiam starsze pomidorki, one tak nie reagują na silniejsze słońce.

W tym roku cieniówka została rozciągnięta na rurkach pcv, takich do ciepłej wody. Trochę ten patent kosztował, ale rurki do zimnej wody chociaż tańsze, nie nadają się. Odkształcają się w słońcu. Mam nadzieję, że tym razem, żaden wiatr nie da rady konstrukcji.

Napełniłam dziś też beczkę wodą. Na razie kranówką, bo deszczu nie było od miesiąca. Czas zrobić podejście do systemu nawadniania. W zeszłym roku strajkował z nieznanych mi przyczyn, może tym razem uda mi się go zmusić do współpracy.

Padam z nóg.

Czekając na wiosnę… konkurs na blogu

Czekając na wiosnę… konkurs na blogu

Hej, hej. Podobno wiosna nadchodzi. Moje truskawki znów zaczęły owocować. Jak nic czują wiosnę…

truskawki na balkonie

Wysiałam prawie wszystkie pomidory. Prawie, bo dziś dostałam jeszcze jedną paczuszkę z Dwarfami od kolegi Błażeja. Czyli dosieweczka będzie. Zarzekałam się w zeszłym roku, jak żaba błota, że nigdy więcej żadnych wielodoniczek i co? Posiałam pomidory w szklarenki z Lidla. Niech będzie na moje usprawiedliwienie, że brak mi miejsca na parapetach przez truskawki, które nadal ciepluszą się w domu w ciągu nocy, a nawet w ostatnie mroźne dni.

siew pomidorów

To pod szklarenkami to ich większe wcielenie. Nowy nabytek – inspekt balkonowy. Kupiłam go z myślą o uprawie boczniaków, które też nabyłam  ale na razie jest jeszcze za zimno więc inspekt robi za podstawkę do szklarenek z pomidorami.

boczniak uprawa na balkonie

Przesadziłam wszystkie okry, bo jakoś marnie wyglądały i zgromadziłam 6 różnych podłoży do siewu. Dziś wysiałam do nich testowe pomidory i bazylie, ale o tym będzie w oddzielnym poście. Ciągle czytam w różnych miejscach, że jedno podłoże gorsze od drugiego, czas to sprawdzić i skrobnąć o rezultatach sprawdzianu, tak sobie pomyślałam. Może komuś się to przyda. Jasne, że się przyda  mi.

Dostałam od firmy Legutko paczuszkę z nasionami, dla mnie i moich czytelników. Bardzo pięknie dziękuję. Ktoś zainteresowany? Strategicznie chyba byłoby wymyślić jakiś konkurs tyle, że znakomita większość to odmiany nie do pojemników niestety. Ma ktoś kilka większych skrzynek, albo grządkę u mamy w ogródku?

To może tak. Dla chętnych na nasionka, ziół, kiełków, mikrolistków, warzyw i kwiatków nie tylko na balkon, ogłaszam konkurs, na pomysł na konkurs  Trzy najlepsze subiektywnie pomysły, zostaną bezczelnie wykorzystane, i nagrodzone zestawem nasion od Firmy Legutko, oraz dodatkiem niezpodzianką z moich prywatnych zasobów. Pomysły zamieszczajcie w komentarzach pod postem.
nasiona Legutko

Ale będzie jak nikt tego nie przeczyta, i wszystko zostanie dla mnie. Będę musiała zdemontować kratę do sąsiada i zrobić po staropolsku „zajazd”  żeby mieć gdzie to wszystko wysiać – żarcik.

 

Balkonowy warzywnik w lutym

Balkonowy warzywnik w lutym

Z racji na zmianę dostawcy jestem bez internetu już 3 tydzień. Bardzo trudno prowadzić blog bez internetu, stwierdzam.

No cóż, jest jak jest.

Tymczasem w domu parapety zaczynają się zielenić. Wysiane zostały papryki zarówno ostre, jak i słodkie. Wychylają też główki bakłażany. Z wczesnych siewów prosto do skrzyń raczej nici, bo przymroziło tak, że nawet na tarasie ziemia jest jak kamień. Marchew i cebula muszą więc czekać grzecznie na poprawę aury.

Przezimowany Malabar wygląda całkiem nie najgorzej. Liczę, że w tym roku doczekam się w końcu jakichś sensownych przyrostów i spróbuję wykorzystać go kulinarnie.
Zrezygnowałam natomiast z batatów. Przy ogromie zaplanowanych warzyw, stwierdzam, że z racji na małe zainteresowanie domowników spożywaniem tego zacnego warzywa,zarzucam temat. Może wrócę do niego za kilka sezonów. Eksperymentalnie natomiast będą wczesne ziemniaczki. Wybrałam trzy drobno bulwiaste odmiany: Jazzy, Queen Ann oraz Bulitt. Bardzo jestem ciekawa co z nich będzie.

W tym roku wróci też burak liściowy, marchew, rodzynek brazylijski i cukinia. Kilka nowych krzaczastych odmian czeka na wypróbowanie.

Z dyń będzie jedynie maluteńka Baby Boo biała i pomarańczowa. Planuję też comeback okry w trzech odmianach. Siedzi już wykiełkowana w kubeczkach, mam tylko nadzieję, że nie zrobi się zanadto wybujała. Dla niej temperatury jakie mam w domu są jednak odrobinę za niskie.

Wszystkie rozsady są tymczasowo doświetlane za pomocą białych ledów   (6500K) o mocy 10-15W. Nie znalazłam niestety silniejszych. Wygląda na to, że taka fototerapia dająca dodatkowe 3 godziny światła dziennie i poprawiająca ilość światła w godzinach popołudniowych gdy na parapetach robi się bardzo „pochmurno”, daje rezultaty. Papryki i bakłażany wyglądają na całkiem krępe. Już wkrótce zaczną się wysiewy pomidorów. Oby do wiosny…

 

Rozpoczęcie sezonu 2018

Rozpoczęcie sezonu 2018

Ogłaszam uroczyste otwarcie sezonu balkonowego warzywnika 2018

Wiem, jest dopiero styczeń. Nie oznacza to jednak kompletnej laby. Zanim pierwsze nasiona wystartują, trzeba zrobić plan.

Zaplanowanie obsady warzywnika jest ważne nawet w przypadku wielkoformatowej uprawy, a w okolicznościach małego gabarytu jest absolutną koniecznością.

Pomaga mi w tym program komputerowy stworzony przez brytyjskich pasjonatów. Nie piszę tego postu by ich reklamować, ale uważam, że zrobili kawał fajnej roboty. Program ma moduł warzywnika w pojemnikach co znacząco ułatwia zaplanowanie ilości roślin, które zmieszczą się na zadanej przestrzeni. Niestety nie przewidziano polskiego tłumaczenia. Trzeba więc znać odrobinę angielski. Na  szczęście aplikacja jest dość intuicyjna i ma bardzo przyjazny interfejs. Program nazywa się Vegetable Garden Planner zaplanujecie w nim zarówno tradycyjny warzywnik jak i taki pojemnikowy. Ma moduły planujące system nawadniania i wiele innych udogodnień. Można w nim generować i opisywać własne używane odmiany. Podlinkowałam, jakby ktoś chciał popróbować.

Oto plan majowy gdy wszystkie miejsca są już zajęte. Nie jest jeszcze ukończony, bo brakuje nazw odmian i jeszcze nie oznaczyłam do końca wszystkich terminów zbiorów, przez co obsada się chwilami na planie dubluje. Muszę też jeszcze raz przejrzeć kompatybilność sąsiedzką, bo poleciałam troszkę z pamięci. Tak czy inaczej spora część planowania już za mną. Teraz tylko rozpiska robienia rozsad, sprawdzenie stanu banku nasiennego, i można brać się do pracy.

planowanie warzywnika na balkonie

 

Z tego co się zorientowałam brakuje mi bardzo wczesnej marchewki. Całą resztę mam i to w nadmiarze.

No to gotowi do startu….

 

Balkonowy warzywnik we wrześniu i październiku

Balkonowy warzywnik we wrześniu i październiku

Muszę przyznać, że jesień ze swoimi niekończącymi się deszczami nie sprzyjała ani fotografowaniu, ani ogólnie ogrodowym pracom. Stąd też dokumentacji jest mało i nie jest zbyt imponująca. Dlatego jesienne miesiące w tym roku wszystkie razem.

Długo na tarasie dojrzewały ostre papryki, opierały się też chorobom grzybowym pomidory, a truskawki w zasadzie nie przestały owocować do dziś.

Wrzesień

…deszczowy ale ciągle zielony. Nie nadążaliśmy w zasadzie z przerabianiem pomidorów i bakłażanów. Zrobiłam sporo słoików lutenicy, przeciery pomidorowe, zupy… aż łezka w oku się kręci.

 

Październik

…nie był lepszy. Kilka wręcz upalnych dni i deszcz, deszcz, deszcz…

Powoli zaczęłam likwidować pomidory, zostało tylko kilka najbardziej odpornych na grzybowe infekcje. Zebrałam większość papryk i nim się obejrzałam zrobił się listopad.

chwilę później pojawiły się przymrozki, a ja wyjechałam i taras pozostał samotny nie do końca posprzątany w oczekiwaniu na kolejny sezon.

Jesienne pomidory

Jesienne pomidory

Sezon pomidorowy dobiega końca również u mnie. Krzaki wprawdzie są w dobrej kondycji, ale temperatury w nocy spadają poniżej 10 stopni, a to pomidorom nie w smak.

Dzisiejszy zbiór balkonowych pomidorów

Jesienne pomidory

Sporo zielonych marznie na krzakach, wyglądając na próżno słonecznego ciepła. Deszcz je obmywa, wiatr chłoszcze bez litości, aż żal bierze. Pękają przez to na potęgę. Nic to. Muszą sobie jakoś radzić.

Jesienne pomidory

Za kilka dni zdejmę wszystkie z krzaków i zostawię w dojrzewalni. A sezon pomidorowy 2017 zostanie oficjalnie zamknięty.

Już teraz jednak mogę pokusić się o skrótowe podsumowanie.

Sezon był rewelacyjny. Dzięki suchej pogodzie chorób w zasadzie nie było, niedobory chociaż występowały, nie stanowiły o plonowaniu. Oprysków ochronnych prawie nie robiłam. Takiego urodzaju pomidorów nie było w balkonowym warzywniku nigdy. Cieszy mnie to, a jednocześnie strasznie wysoko ustawia poprzeczkę na kolejny sezon, bo tylko po części czuję się matką tego sukcesu. Jeśli przyszły sezon nie będzie tak pogodowo łaskawy, trzeba będzie jednak pomysleć o zwiększeniu zabiegów ochronnych i pielęgnacyjnych.