Fioletowe ziemniaki będą w tym roku w balkonowym warzywniku

Fioletowe ziemniaki będą w tym roku w balkonowym warzywniku

Nie miałam w zeszłym roku jakiegoś spektakularnego sukcesu w uprawie balkonowych ziemniaków i miałam raczej temat potraktować w kategorii jednorazowego eksperymentu. Tymczasem kilka dni temu przyszła do mnie paczka z trzema kilogramami fioletowych sadzeniaków.

No dobra, nie da rady się wywinąć. Będzie więc wedle sztuki ogrodniczej uprawa w worach. Można kupić gotowe worki dedykowane do uprawy ziemniaków i w takie mam zamiar się na tą okoliczność, zaopatrzyć.

Nie przepadam za tą formą, ale skrzynki „rosnącej” nie chce  mi się konstruować, a do worka można zgrabnie dosypywać wedle potrzeb.  Skrzynie, które w zeszłym roku służyły ziemniakom, w tym sezonie będą miały innych lokatorów, posadzę w nich winogrona. Nie ma więc rady.

Dla tych, którzy nie mieli okazji uprawiać ziemniaków w pojemnikach pokrótce przybliżę tu temat:

Ziemniaki, jako że interesuje nas część podziemna, uprawia się dosypując ziemię do pojemnika w trakcie ich wzrostu. Chodzi o to by przyrastające  bulwy były jak najszczelniej odseparowane od słonecznego światła.

Krok 1 – wybór odmiany

Pisałam już o tym, więc nie będę wdawać się w szczegóły. Jako, że na balkonach mamy ograniczenia, najlepszym rozwiązaniem są odmiany o małych bulwach, nie produkujące wielkich liściowych krzaków. Nie nadają się też zazwyczaj na sadzeniaki ziemniaczki z marketów, bo skropione chemią przeciw kiełkowaniu, będą opierać się naszym próbom. Jeśli macie możliwość kupienia już lekko skiełkowanych sadzeniaków, wyśmienicie.

Krok 2 – przygotowanie sadzeniaków

W zasadzie tylko małe ziemniaczki wielkości piłki golfowej powinno sadzić się w całości. Jeśli akurat takie macie, luksus, całe do ziemi, jeśli nie  – dzielimy bulwę na części w taki sposób, by na każdej pozostały dwa, trzy oczka. Teraz musimy dać im obeschnąć. Nie sadzimy świeżo pociętych kawałków do ziemi. Najlepiej postawić je gdzieś w suchym miejscu, w słońcu, na 3-4 dni. Może być parapet. Powinny ładnie obeschnąć. Jeśli zaczną podgniwać nie nadają się do sadzenia.

Krok 3 – sadzenie

Mamy worek? Ok. Teraz ziemia. Na dwie miary ziemi ogrodowej ( powiedzmy uniwersalnej workowanej ) jedna miara kompostu ( swojego lub kupnego ) Mamy to? No to dalej…każdy kawałek ziemniaka przygotowany wcześniej sadzimy w worku, w dołku głębokim na ok.14 cm oczkiem do góry, cięciem do dołu. Między sadzeniakami zostawiamy odległość ok. 20cm. Aaaaaa, widzicie? Dopiero teraz widać jak duży powinien być worek. Tak duży, ile kawałków bulw chcecie posadzić.

A kiedy sadzimy? Dobre pytanie. Teoretycznie można wcześniej niż ziemniaki w gruncie, ale wiąże się to z pewnym niebezpieczeństwem dla pomidorów, jeśli i je zamierzacie uprawiać na balkonie. Już tłumaczę.

Zaraza ziemniaczana, która jest zmorą nieziemską, za przyczyną grzyba Phytophthora, rozwija się na zarażonych ziemniakach. Jeśli sadzeniaki, które umieściliście w workach były nosicielami grzyba, ten wcześniej czy później trafi na liście Waszych pomidorów. I rozchodzi się tu o to „wcześniej” właśnie. Jeżeli posadzimy ziemniaki w maju, potencjalny wysyp zarodników grzyba przypadnie na sierpień. Miesiąc ten jest zazwyczaj gorący i suchy, a nasz Phytophthorek- potworek potrzebuje wilgoci i chłodu. Zaraza ma szansę wcale się nie rozwinąć. Jeśli jednak zdecydujemy się na wcześniejsze sadzenie ziemniaczków i zarodniki pójdą w powietrze w lipcu…. gdy deszcze potencjalnie są najobfitsze, no sami sobie odpowiedzcie. Oczywiście posadzone przez Was ziemniaczki mogą wcale nie mieć w sobie grzyba, a zaraza i tak pomidory dopadnie. Przenosi się bowiem z wiatrem na duże odległości. Dobra nie o zarazie ziemniaczanej miało być. Sadzimy od kwietnia (jeśli możemy zapewnić roślinom komfort cieplny i uchronić je przed przymrozkami) do maja.

Krok 4 – zakopywanie i nawożenie

W workach z nawożeniem, jeśli zastosujecie ziemię kompostową w podanych powyżej proporcjach, można się wstrzymać, jeśli jednak zastosujecie podłoże ubogie w kompost to  troszkę nawozu się ziemniakom przyda.  Bulwy ziemniaka , jak wspominałam, niczym wampiry, muszą żyć w ciemności, więc przy każdych 20cm przyrostu pędów trzeba do worka dorzucić 10 cm ziemi.  Odpowiednim nawozem  do zmieszania z podłożem, będzie nawóz niskoazotowy i niskofosforowy, ale za to bogatszy w potas NPK 3-4-6  . Osobiście nie nawoziłabym ziemniaków w workach obornikiem. Za dużo azotu i niebezpieczeństwo parcha.

Krok 5 – zbiory

Ziemniaczki gotowe są do zbioru ok 2 tygodnie po kwitnieniu. Wtedy zbierzemy tak zwane: młode ziemniaki, mniam. Super jarzynka. Pełnowymiarowe bulwy gotowe są na wykopki po ok. 100-120 dniach od posadzenia, w zależności od odmiany.

To tyle w skrócie :

No i pięknie, a moje fioletowe ziemniaczki skubaniutkie poczuły wiosnę, i już kiełkują. Muszą niestety wziąć na wstrzymanie.

 

Fioletowe bataty

uprawa fioletowych batatów

Nie mogłam się powstrzymać. Miałam już nie uprawiać batatów, bo to mało opłacalne, ale gdy zobaczyłam te fioletowe bulwy poległam. Gen ogrodnika nie dawał mi spokoju. Najpierw zaczęłam szukać jakichś informacji o odmianie. Niestety na stronie farmy, która uprawia te cudeńka nie było opisu. Ale udało mi się ustalić, że farma jest ekologiczna, istniała więc duża szansa, że bulwy nie są spryskane żadnym antykiełkiem. Zrobiłam więc tak:

Bardzo szybciutko. Teraz tylko trzeba poczekać na pędy. Wychodzi na to, że w tym roku będą na balkonie fioletowe bataty.

Fioletowe bataty zaskoczyły mnie nie tylko wyglądem. Są pyszne zarówno pieczone jak i gotowane. Mają mniej marchewkowo-dyniowy posmak w porównaniu z wersją pomarańczową, doskonale więc nadają się do dań, które wymagają bardziej wytrawnego towarzystwa.

No to co? Ciąg dalszy, miejmy nadzieję, nastąpi…

Moja uprawa Miechunki Physalis w donicach

Physalis-owoc

Miechunkę Physalis sprowadzają markety z Kolumbii i Peru. Jest rośliną egzotyczną, ciepłolubną i w naszych warunkach jednoroczną. Ale uprawa jej w Polskich warunkach jest możliwa.

Pakowane do koszyczków po 100g owoce w charakterystycznych wysuszonych baldachach, kosztują od 8 do 5 zł.

W celu spróbowania doniczkowej uprawy skusiłam się na jedno opakowanie. Już na oko widać było, że są większe od uprawianych przeze mnie od lat Aunt Molly. Mają też inny smak. Są zdecydowanie bardziej wyraziste, ja bym je porównała do smaku pomarańczowych cukierków nimm2. Słodkie a zarazem kwaśne, pyszne. Orzeźwiające i pełne witamin.

Forumowe opinie nie zachęcały do eksperymentu, wszyscy narzekali na brak kwitnienia, zbyt późno zawiązujące się owoce i słabe plony. Ale ja, jak to ja. Jak się sama nie przekonam, to nic mnie nie zrazi 😉

Pierwsze kroki czyli rozsada

Rozsadę zrobiłam dość wcześnie, bo na początku lutego poszły do ziemi wydłubane ze sklepowych okazów nasionka. Wykiełkowały ładnie i dość szybko, w zbiorowym pudełku po margarynie.

No to czas do donic.

Po przepikowaniu, rosły elegancko aż do maja, przesadzane po drodze dwa razy, do większych donic. Po zahartowaniu, stanęły w docelowych donicach 20l  i 30l na tarasie. Dałam jedną do czarnej donicy a drugą do białej by zobaczyć, która wersja bardziej im spasuje, ale stwierdzam, że nie robiło im to różnicy. Resztę sadzonek zlikwidowałam, wszak to uprawa eksperymentalna, a nie towarowa 😉 Biała docelowo wylądowała pod tarasem i dosięgała sufitu.

 

Od razu widać było, że to nie ułomki, rosły w górę bardzo powoli, rozgałęziając się na boki. Piękne zamszowe liście większe od dłoni, wyglądały bardzo efektownie. Faktycznie, gdy Aunt Molly zaczęły już regularnie owocować, moje Physalis z marketu nie miały jeszcze ani jednego kwiatka, ale cierpliwość i słoneczna pogoda zrobiły swoje.

I gdzie te owoce?

Pierwsze owoce pojawiły się w połowie czerwca, a dzięki ciepłej końcówce lata w zasadzie owocowały aż do końca listopada.

Idealnie uzupełniły się z moimi rodzynkami karłowymi, bo te w połowie lipca już zrejterowały.

Owoce moich Physalis miały ten sam smak co hipermarketowe  a cały plon wyniósł około 4 koszyczki po 100g. Czy to dużo, czy mało? Sama nie wiem. Wiem natomiast, że niebywałą frajdę miałam ze skubania ich prosto z krzaka.

Physalis-owoc

A czy to się opłaca. Hmmm, sami musicie ocenić. Krzak zasila się podobnie jak bakłażana, nie rośnie sam. Ale koszt obsługi 1 sztuki ( rośliny) nie wydaje się być duży.

Są jednak pewne przeszkody.

Roślina jest duża, na balkon raczej się nie nadaje, w gruncie będzie jej za zimno, a w szklarni? Pewnie byłaby zadowolona, ale zabierałaby miejsce pomidorom i bakłażanom, więc z tak delikatesowym plonem u mnie odpada. W zasadzie tylko posiadacze większej przestrzeni tarasowej mogą z sensem taki eksperyment wykonywać i to pod warunkiem, że taras tak jak mój, pławi się w południowym słońcu przyklejony do ocieplonej ściany budynku. Wszelkim egzotykom, w to graj 🙂 taka miejscówka.

Na zdjęciu poniżej niedojrzałe owoce Physalis i prawie dojrzałe już Aunt Molly.

Na zachętę.

Raczej nie imają się tej miechunki szkodniki czy choroby. Może dlatego, że żadna rodzima gadzina nie odkryła jeszcze tego smaku. A może pogoda była tak łaskawa. Faktem jest, że krzaki były zdrowiuśkie do samego końca. Jedynymi amatorami na moje owoce były osy. Jeśli nie zdjęłam z krzaków dojrzałych owoców, a te pękły puszczając obficie sok, natychmiast pojawiały się osy i wyjadały baldachy do cna. Co ciekawe, tylko te pęknięte, do całych nie podfruwały nawet.

Jest jeszcze jeden smaczek tej uprawy, Physalis niebywale dobrze się przechowuje. Gdy Aunt Molly jest już zasuszonym rodzynkiem Physalis kryje w baldachu nadal soczysty owoc.

Oto fotki zrobione dziś:

Jeśli macie ochotę poeksperymentować, pora rozejrzeć się po półkach marketów, jeszcze miesiąc i można siać 🙂

Kurkuma w doniczce

Kurkuma w doniczce

Uprawa kurkumy stała się u mnie faktem jakby sama. Przeczytałam któregoś dnia w jakieś książce kucharskiej, o świeżej kurkumie jako składniku potrawy, i przypomniałam sobie, że trzymam taki zapomniany kawałek bulwy w koszyku z czosnkiem. Zajrzałam tam, a on w cieple wypuścił kiełki. Skoro tak, to trzeba mu do ziemi pomyślałam, i myk go w doniczkę.

Jak widać wyrósł z tego kawałka cały gąszcz listków. Nie dbałam o nie szczególnie, rosły sobie gdzieś na parapetku tarasu, a ja od czasu do czasu zachodziłam w głowę co z nimi dalej zrobić. Na zimę zabrałam ją do mieszkania przesadzoną w większą donicę. Niestety brak światła dawał się jej we znaki, tworząc na liściach wyraźne oznaki niedoborów. Obcięłam ją więc do gołej ziemi i zostawiłam w chłodnym miejscu aż do maja. Wtedy całą zawartość doniczki wykiprowałam do skrzynki w której posadziłam pomidora, myśląc że kurkuma już nie żyje i… w połowie sierpnia pokazały się znajome łebki nad ziemią. Nadmienię tu, że w doniczce znalazłam jedynie stare wysuszone kłącze, z którego już wcześniej wyrastały liście, nowe bulwki były ledwo wykształcone, wielkości małego paznokcia i kolorze imbiru. Nie przypuszczałam więc, że będzie tak zawzięta i wypuści znów liście. A jednak.

Dałam jej rosnąć i tyle. Liście zwijały  się w upały, ale dalej rosła niezrażona. Jesienią gdy przyszły przymrozki, wykopałam ją i posadziłam z powrotem w doniczce. Teraz upiększa klasę biologii w szkole moich Milków, ale po zimie trafi znów na taras. Tyle mojej historii. Kompletnie przypadkowa uprawa, zaprzeczająca wszelkim regułom, a jednak polubiłam tą upartą roślinę i postanowiłam dowiedzieć się o niej czegoś więcej.

Czy na przykład jest sens uprawiania jej, skoro na doczekanie obfitego plonu kłączy raczej nie ma co liczyć? A może jednak da się ją uprawiać tak by kłącza przyrastały. Oto czego się dowiedziałam:

Nie wiem, czy wiecie, ale nie tylko kłącze kurkumy jest jadalnym ziołem przyprawowym. Liście są równie zacne. Jedno ale, nie należy przesadzać z ich dawkowaniem. Nie traktujemy kurkumowych liści jak warzywa, a jak zioło. To bardzo ważne, bo zawartość substancji czynnych, które mają przynieść zdrowotne korzyści w zbyt dużej ilości mogłoby zaszkodzić.

Liście kurkumy to lecznicze zioło i przyprawa, nie warzywo.

Nie oznacza to jednak, że nie można ich używać do przyrządzania potraw. Wręcz przeciwnie. Jako takie, liście te są szeroko stosowane w kuchni indyjskiej, tajskiej i malezyjskiej. W kuchni Mangaloreańskiej liście kurkumy służą do przyrządzenia słodkiego dania o nazwie Patholi. To słodka kluska ryżowa gotowana na parze zapakowana do liści kurkumy. Wygląda osobliwie, niczym liściaste tacos 😉

Ugotowany liść kurkumy da podobny smak i barwę zupie, jak sproszkowana kurkuma, można więc go dodać do wegetariańskiego bulionu. Nie przeszukiwałam internetu, ale założę się, że na zagranicznych stronkach znajdziecie całą gamę przepisów z wykorzystaniem kurkumowych liści.

Oprócz zastosowania w kuchni, są doskonałym składnikiem do przyrządzania domowych kosmetyków. Liście kurkumy można suszyć, a pokruszone dodawać do maseczki, która pomaga rozprawić się z przebarwieniami skóry. W internecie można znaleźć dokładne przepisy na tego typu kosmetyki.

Kurkumina, składnik leczniczy kurkumy, który znajduje się w liściach ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe, które przyspieszają gojenie. Papka ze zgniecionego liścia kurkumy zmieszanego z wodą, jest doskonałym antyseptykiem na skaleczenia i drobne oparzenia.

Jeśli więc nie dla kłączy to dla liści też można sobie zafundować doniczkę z kurkumą.

Kilka słów o uprawie kurkumy w donicy.

Kurkuma to tropikalna roślina z tej samej rodziny co imbir. W idealnych dla siebie warunkach ma wielkie, zielone, rozłożyste liście i dorasta do 3 metrów. Gdy dojrzeje, zakwita małymi jasnymi kwiatkami, które wysuwają się na jednej łodydze z jej wnętrza. Ale do tego potrzebuje tropikalnego ciepła i wilgotności. W Polsce to trudne. Moje dorosły do 40 cm, zanim przyszły przymrozki.

Gdyby chcieć uprawiać ją dla kłączy, trzeba pamiętać, że od posadzenia do zbiorów roślina ta potrzebuje aż 10 miesięcy. A ponieważ zbiory muszą nastąpić przed przymrozkami, co oznacza w naszym klimacie okolice października, najwyższy czas by się do tego zabrać.

Sadzenie:

Kłącza kupicie  w markecie, bez problemu. Wybierajcie te pulchne, z jak największą ilością guzków wzdłuż boków, bo to z tych miejsc wyrosną liście. Na początek wystarczą doniczki o 35 cm ∅

  1. Pokrójcie kłącze tak by każdy kawałek zawierał po 2 lub 3 oczka.
  2. Każdy kawałek wyłóżcie do doniczki podsypanej kompostem zmieszanym z gliną.
  3. Całość przykryjcie warstwą kilku centymetrów ziemi i podlejcie.
  4. Nałóżcie od góry na doniczkę plastikową torebkę i umieście w miejscu najcieplejszym jakie macie w mieszkaniu. Aby kłącza wykiełkowały a nie zgniły w wilgotnej ziemi najlepsza temperatura to około 32 stopni C. Czyli…kaloryfer. Na tym etapie nie ma znaczenia czy doniczka będzie stała w świetle czy nie.

Tyle jeśli chodzi o etap pierwszy.

Uprawa wstępna  w mieszkaniu:

Teraz trzeba sprawdzać doniczki co kilka dni, i gdy pojawią się łebki, które wyglądają niczym kiełki krokusów, trzeba doniczki przenieść do jasnego miejsca. Uważajcie na temperaturę, jeśli na dworze jest mróz, to na parapecie w pobliżu szyby, może im być za zimno. Idealna temperatura to około 26 stopni. Jest na to sposób. Lampka z żarówką o barwie światła dziennego dogrzeje i doświetli małą kurkumę. Można też stosować maty grzewcze, takie jak w szklarniach dla sadzonek, jeśli takie macie. Macie? Ja nie. Mogłabym ewentualnie wyciągnąć z lamusa poduszkę elektryczną, albo… ja wiem? Robić co pół dnia świeży termofor
Plastikowa torebka idzie do recyklingu, a my teraz biegamy z dzbankiem letniej wody i nie dopuszczamy by gleba miała wahania wilgotności. Powoli też obniżamy temperaturę otoczenia. Poważnie? Wychodzi na to, że trzeba przy tej roślinie stać na baczność dniem i nocą. Jakoś tego nie robiłam i też wyrosła. Ale…nie doczekałam się kłączy, więc może coś jest na rzeczy.

Kiedy roślina osiągnie 20 cm trzeba ją przesadzić do donicy docelowej. Ta powinna mieć ok. 15l i 60 cm ∅ Pozostaje już tylko zahartować ją i wystawić na dwór gdy temperatury w nocy utrwalą się powyżej 15 stopni C, czyli u nas pod koniec maja. Przez pewien czas trzymać trzeba kurkumę pod cieniówką by wiosenne słońce nie poparzyło jej liści.

Stanowisko:

Kurkuma dobrze znosi półcień, ale w słońcu też nie narzeka. Ponad miarę jednak kocha tropikalną duszność, czyli ciepło w połączeniu z wilgocią, dlatego warto dla niej znaleźć miejsce gdzie można polewać podłogę wodą, która parując w słońcu, będzie jej umilać wzrost. Z tego powodu dobrym towarzystwem dla niej będą ogórki, one też lubią łąźnię parową.

Nawożenie:

Nawozimy ją herbatką kompostową, lub nawozem o proporcjach dla roślin okopowych np. ziemniaków. Częstotliwość nawożenia zależy od rodzaju stosowanego nawozu, ale nie rzadziej niż co kilka tygodni.

Zbiory:

Oprócz tego, że możemy uczknąć od czasu do czasu listek, czekamy. Kłącza są gotowe do zbioru gdy liście zaczną brunatnieć, po 8 do 10 miesiącach. Wyciągamy roślinę z doniczki  i odcinamy łodygi łodygi około  2-3cm nad masą kłączy. Można je przechowywać w lodówce lub suszyć.

Fot. Pixebay

Prawda, że proste?

Cucamelon – uprawa balkonowa

Cucamelon – uprawa balkonowa

Cucamelon to pnący twór wydający niezliczone ilości mini owocków o smaku kwaskowatego ogórka, trochę podobny do kiwano, którego uprawę zarzuciłam kilka sezonów wstecz. Inne nazwy to ogórek meksykański, mysi ogórek lub mini arbuz, chociaż osobiście uważam że z arbuzem ma raczej mało wspólnego 😉

Owoce są chrupkie, ale czy smaczne? Kwestia gustu. Podobno, całkiem fajnie smakują jako kiszonka.

Popełniłam w minionym sezonie wysiew Cucamelonów w myśl zasady „skąd możesz wiedzieć, jeśli nie próbowałeś”  chociaż wiele opinii forumowiczów wskazywało na to, że raczej nie zagoszczą w naszym menu na stałe.

Nasionka dostałam z adnotacją:

„Nasiona wysiewamy od połowy wiosny do doniczek. Przed wysiewem należy je namoczyć w letniej wodzie przez 12h. Doniczkę ustawiamy w miejscu jasnym i słonecznym. Kiełkowanie następuje od tygodnia do miesiąca przy zachowaniu stałej temperatury na poziomie 21-26 stopni C.”

Osobiście jednak nie namoczyłam ich na aż tak długo i kiełkowały bez problemu.

Startowały po wysadzeniu dość powolnie, nawet obawiałam się, że nie zakwitną, ale jak już zaczęły to nie mogły przestać 🙂

Moim zdaniem w  uprawie wcale nie są wymagające. Nawoziłam je podobnie jak resztę warzyw dyniowatych, bo niewymagające nie oznacza nie potrzebujące składników mineralnych. Rosły w dużej skrzynce, ale nie był to wybór dedykowany, po prostu tam akurat zwolniło się miejsce. Nie potrzebują tak głębokiego pojemnika, wystarczy im standardowa 20l donica. Są niebywale czepliwe, jeśli więc w pobliżu znajdą jakaś naturalną podporę oplotą ją bardzo skrzętnie. W moim przypadku najbliżej było im do pomidora, więc zrobiły sobie z niego pergolkę 😉

Lato było upalne, Cucamelony więc czuły się jak ryby w wodzie. Po kolejnym koszyczku przestałam je zbierać, bo nie było na nie chętnych niestety. W zasadzie nikomu nie smakowały, choć wyglądały urokliwie.

Konkluzja: dla mnie eksperyment jednorazowy. Choć przyznam, że doskonale sprawdza się jako pnącze ozdobne, to dla smaku uprawiać go nie zamierzam, bo nie trafił w nasz gust. I tyle 🙂

Truskawki na balkonie

truskawki na balkonie
truskawki na balkonie
W świetle grudniowego słońca, truskawki Pink Panda nie przestały owocować.

Tak, wiem, mamy styczeń. Dość to nieortodoksyjne, przesadzanie truskawek w styczniu, ale do tej pory moje krzaczki zimowały w skrzynkach na tarasie. Pogoda była łaskawa, nieliczne minusowe temperatury nie stanowiły dla nich problemu.

Z nowym rokiem przyszły jednak nocne mrozy, trochę się przestraszyłam że przeginam, i za moment będzie po truskawkach. Zabrałam więc skrzynki do domu. Jak może wiecie, nie mam niestety przechowalni dla roślin, nad czym bardzo boleję. Jeśli więc jakiś delikwent musi zimować w wyższej temperaturze, ląduje na parapecie w mieszkaniu, a rodzina żyje w temperaturach arktycznych, bo zakręcam kaloryfery. Niezbyt to wygodne, ale cóż zrobić. Truskawki miałam w zamiarze przesadzić do większych skrzyń, i otulić zimową włókniną, ale ponieważ na zimę wprowadził się do skrzyni mysior, dałam z tym spokój. A niech mu będzie.

O ile dwie skrzynki balkonowe są obsadzone roślinami w pełni dorosłymi, to dwie kolejne otrzymały obsadę za pomocą przyciskania kamykami wąsów roślin z tych powyższych. Są więc pełne jesiennego narybku, który zapuścił korzenie tam gdzie akurat stykał się z ziemią.

truskawki z rozłogów

I tak należałoby przesadzić to towarzystwo, wymyśliłam więc że zrobię to teraz. Mam trochę czasu i strasznie mnie korci by coś grzebnąć w ziemi. No i pozbędę się dwóch nieporęcznych skrzynek, zamieniając je na plastikową zgrabną paletkę z doniczkami.

I już. Przesadzone.

truskawki na balkonie

Ależ korzenie! Nie pomyślałabym nigdy, że od jesieni wąsy wybudują taki system korzeniowy. Podejrzewam, że jesienny Kristalon, którym potraktowałam wszystkie truskawki po ostatnich zbiorach, mocno się do do tego przyczynił. Musiałam solidnie przyciąć by zmieściły się do doniczek, z doświadczenia jednak wiem, że nie szkodzi to truskawkowym szczepkom. Te najstarsze poszły do donic dużych, najmłodsze do mini doniczek – fi 8 cm.

Na wiosnę kupiłam 3 sztuki Pink Panda, oraz 3 sztuki truskawki NoName sprzedawanej jako zwisająca całoroczna ( kwitnie na biało). Powiększyło to moją kolekcję powtarzających truskawek o dwie mieszkanki tarasu ( mam jeszcze Vilmę, Fragoo i Selvę i Temptation ) O ile Pink Panda wąsów zbyt wiele nie wypuszcza, to ta druga  NN jak szalona jeden za drugim. Z 6 roślin po jednym sezonie mam teraz 22 krzaczki. Mogę więc w tym roku obsadzić obrzeża wszystkich skrzynek.

Jako, że miałam tylko ziemię uniwersalną potraktowaną mieszanką mineralną, na razie zasilania żadnego nie będzie. Nawożenie zaraz po przesadzaniu jest złym pomysłem, tak na marginesie. Zobaczymy jak moje krzaczki zareagują na przeprowadzkę i skrócone korzonki. Zapomniałabym…użyłam mikoryzy w atomizerze. Pierwszy raz w zasadzie. Była już w balkonowym warzywniku w pałeczkach, i taka zmieszana z ziemią w kupnym podłożu. Taka w sprayu jest pierwszy raz. Kupiłam ją na dniach w moim ulubionym sklepie internetowym, razem z całym mnóstwem innych przydatnych cosiów. Zakupy ogrodnicze w styczniu to wielka frajda. Polecam. Prawie czuje się wiosnę dzięki temu.

Przy okazji podam tu przepis na moje podłoże – mieszankę do skrzynek. 

1 część kompostu, 1/2 części włókna kokosowego, 1/4 części piasku rzecznego, dodatek glinki kaolinowej, mączki bazaltowej i perlitu w proporcjach potrzebnych do spulchnienia mieszanki

Pogoda piękna, słonko świeci, chociaż na zewnątrz minus 8. A moje truskawki grzeją się przez szybę. Na taras wrócą dopiero wiosną, po zahartowaniu. Na razie posiedzą w ciepełku.

truskawki na balkonie

Truskawki na balkonie to wielka przyjemność, jeśli jeszcze nie próbowaliście polecam. Nie potrzebują wielkiej uwagi, jak widać łatwo je rozmnożyć, i mogą pełnić naprawdę ozdobną funkcję. O uprawie truskawek w pojemnikach można poczytać w artykule: 

Uprawa batatów w pojemnikach

bataty w donicach

Uprawa batatów w pojemnikach, w zasadzie czemu nie. Wymaga to wprawdzie odrobinę więcej zachodu, ale da się zrobić.

By dochować się nie tylko liści, należy delikwenta posadzić jeszcze w zimie. Bataty potrzebują 150 dni do zbiorów, co sprawia, że polowa uprawa jest utrudniona. Choć podobno są tacy macherzy co uprawiają bataty w polu z powodzeniem.

Wybór odmiany

Najlepsze do uprawy pojemnikowej są odmiany krzaczaste, i takie o krótszym okresie wegetacji. Niestety w polskich sklepach nie dowiesz się jaką odmianę słodkiego ziemniaka kupujesz, a żadne centrum ogrodnicze nie handluje sadzonkami. Doskonałym wyborem była by odmiana Gorgia Jet, która tworzy bulwy już po ok. 100 dniach od posadzenia zadzonki, ale u nas jej nie uświadczysz, a sprowadzanie sadzonek poprzez e-bay jest moim zdaniem delikatnie mówiąc, problematyczne. Pozostaje więc eksperymentować. Jeśli jednak traficie na skrzynkę w hipermarkecie z napisem Puerto Rico lub Vardaman, to kupujcie w ciemno, to są odmiany typu bush, doskonałe na mały areał.
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by zafundować sobie słodkiego wilca przy pergoli. Wtedy odmiana marketowa nada się jak raz. Trzeba jednak pamiętać, że to roślina niebywale ekspansywna. Jeden batat wystarczy by osłonić 2 metrową pergolę o szerokości 1,5 do 2 metrów.

Wybór pojemnika

to bardzo ważna sprawa. Musi być dostatecznie głęboki by pomieścić przychówek, weźcie jednak pod uwagę, że jeśli będzie bardzo głęboki, korzenie będą wędrować w dół i tam też należy spodziewać się bataciątek, czyli… czekają Was głębokie wykopki. Na mój gust 50 cm głębokości w zupełności wystarczy. Moim zdaniem doskonałym wyborem jest drewno, ale plastikowe pojemniki, które dobrze przewodzą ciepło, też nie będą złe. Raczej odradzałabym terakotę czy beton.

Czy bataty w donicach będą dobrze się czuły? Tak, warunek jest taki, że będzie to dość szeroka donica. Zrazy można sadzić w odległości  ok. 30 cm, co oznacza, że tyle szerokości minimalnie musi mieć pojemnik na jedną roślinę. Osobiście na bataty przeznaczyłam drewnianą skrzynię po owocach, o wymiarach 60x50cm ustawioną w zacisznym miejscu na tarasie.  Mój wilec grzał się więc między pomidorami na mocno południowej wystawie i dostał solidną podporę, ale ja nie rozdzieliłam go na zrazy tylko posadziłam razem z bulwą mateczną. Wróćmy jednak do początku.

Batat w donicyJak pozyskać sadzonki.

Zaczynamy od parapetowej uprawy. Nie zdziwcie się jeśli wiele wody upłynie zanim Wasz batat puści pierwsze pędy. Mimo tego, że słodkie ziemniaki bardzo dobrze się przechowują, możecie trafić na delikwenta spryskanego chemią zapobiegającą kiełkowaniu. Taki gość też w końcu puści pędy, choć trwa to zazwyczaj ociupinkę dłużej.

Sposoby są dwa.

Pierwszy: wbijamy wykałaczki mniej więcej w połowie okazu, i zawieszamy go ostrym czubkiem w wodzie na słoiku. Gdy puści pędy i korzenie przesadzamy go do donicy, lub jeśli chcemy z jednej bulwy uzyskać wiele roślin, odrywamy młode pędy i wsadzamy do słoika z wodą. W krótkim czasie puszczą korzonki i każdy pęd będzie można posadzić jako samodzielną roślinę. Pamiętajcie o dolewaniu wody w pokojowej temperaturze.

Drugi: sadzimy bezpośrednio do doniczki bulwę, również ostrym czubkiem w dół. Po dłuższym czasie powinny pokazać się przyrosty.

Do dzieła…

Bataty lubią glebę luźną, zasobną w składniki i zrównoważone podlewanie. Ja zaryzykowałam wysadzenie mojego podpędzonego w donicy 10l batata do owocowej skrzyni o pojemności 40l wypełnionej mieszanką podłoża torfowego i kompostu.

Słodkie ziemniaki to zmarźluchy, lubią ciepłe noce i ciepłe dni. Oznacza to, że od momentu wsadzenia w ziemię do momentu wysadzenia do skrzyni lub dużej donicy i ustawienia go na dworze, temperatury w nocy muszą ustalić się powyżej 15 stopni. Inaczej nasz podopieczny zacznie niedomagać.

Jeśli jest jeszcze w donicy, która daje się przestawić, idealnym rozwiązaniem jest powolne hartowanie. Jogging z donicą z rana na taras i powrót wieczorem. Za sprzyjające warunki tym ćwiczeniom uważa się, pogodę niezbyt słoneczną i bezwietrzną, o temperaturze powyżej 16 stopni. Z czasem możecie troszkę przyekstremić i zostawić donicę w czasie większego słońca na godzinkę lub dwie. Nie zdziwcie się jeśli na początku liście będą odrobinę mdlały. Normalka.

Kolejnym krokiem jest przeprowadzka do docelowego pojemnika i rozpoczęcie odpowiedniego nawożenia.

Nawożenie i podlewanie.

Jak wspominałam bataty lubią mieć luz. Budują solidny system korzeniowy, który nie lubi moczyć się w wodzie, dlatego należy pomyśleć o dobrym odpływie z pojemnika, i drenażu. Potrzebują średnio zasobnej ziemi. Cierpią czasami z niedoborów magnezu, co objawia się typową chlorozą liści, ale nie lubią też braku potasu. Doskonale przyswajają składniki pokarmowe z nawozów naturalnych: gnojówek roślinnych i obornika i takie nawożenie w zupełności im wystarcza. Szczególnie nie należy przesadzać z odżywkami o dużej zawartości azotu, bo nasz słodki ziemniak ”pójdzie w liść”. A ten, chociaż jadalny, nie jest naszym celem. Moje skromne doświadczenie wykazało, że pół kubka granulowanego obornika zmieszanego z wierzchnią warstwą podłoża, raz na tydzień, plus okazjonalne podlewanie gnojówką żywokostową jest wystarczające. Z wodą też nie przesadzałam. Nawet w czasie upałów, gdy pomidorom mało było 3 konewek po 5l wody na dzień, batat zadowalał się jedną, co drugą dobę.

Zbiory

Uprawa batatów w pojemnikachPrzychodzi na nie czas gdy jesienne noce robią się chłodne. Poniżej 10 stopni, słodki ziemniak zaczyna hamować, ustaje wzrost, liście żółkną. Proszę Państwa czas na wykopki. Robimy gar grochówki żołnierskiej, kupujemy zgrzewkę oranżady, ewentualnie sagan słodzonej mocno herbaty ( można dodać odrobinę prądu), widły, wiadro i do roboty

Z jednej skrzynki jest szansa zebrać nawet 5kg bulw. Jak widzicie uprawa batatów w pojemnikach jest całkiem prosta.

bataty w donicach

Uwaga, ważna sprawa. Zanim ruszycie z widłami w bataty, uszczyknijcie kilka zdrowych, świeżych pędów wierzchołkowych i wstawcie je do słoiczka z wodą o pokojowej temperaturze. W kilka dni puszczą korzonki i kolejne pokolenie będzie gotowe do nowego sezonu. Posadzone w doniczkę spokojnie przeczeka zimę na parapecie.

Kukurydza w donicach

kukurydza w donicach

Nie ozdobna, nie cukrowa a popcornowa.

Popełniłam takową w tym sezonie i chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami.

Wybrałam odmianę karłową, o  zwartym pokroju i niskich krzakach. Na początku maja posadziłam po  3 ziarenka do małych doniczek, po czym przesadziłam gotowce do skrzynek i doniczek.

 

Krótka historia popcornu

Co wiecie o popcornie? Że robi się go z kukurydzy? To fakt. Każdy popcorn powstaje z kukurydzy ale nie z każdej będzie popcorn. Na tą smakowitą przekąskę nadają się ziarna szczególnych odmian, które pod wpływem wysokiej temperatury z hukiem pękają.

Informacja o tym, kto po raz pierwszy uprażył kukurydzę ginie w mrokach dziejów. Pewnikiem jakaś indianka przez zamyślenie powiesiła garnek z kolbami nad ogniskiem zapominając wcześniej nalać do niego wody. Huk jakiego narobiły pękające ziarna wydał się mieszkańcom wioski odgłosem wydanym przez pradawnych bogów i popcorn wszedł zarówno do jadłospisu jak i do kanonu sztuki użytkowej ( czytałam gdzieś, że Indianie robili sobie z niego naszyjniki)

Odmian kukurydzy pękającej jest sporo wbrew pozorom. Lepiej, spora część kukurydz uważanych za ozdobne to odmiany pękające. Taka np. Strawberry Popcorn to odmiana typowo ozdobna, ale uwaga, można ją chrupać przy domowym seansie filmowym.

 

Na start zanim posadziłam rozsady zmieszałam ziemię warzywną z dolomitem. Dwie łyżki dolomitu na 20l ziemi. Kukurydza potrzebuje sporo magnezu i wapnia. Tak przygotowana donica i skrzynka czekały na lokatorów. Po posadzeniu przez pewien czas podlewałam gnojówką z pokrzyw 1:20, a po miesiącu zaczęłam podawać bydlęcy obornik w ilości garść na pojemnik. Tak mniej więcej.  Jako, że rośliny wyglądały ładnie nie zmieniałam niczego. Czyli raz na tydzień garstkę granulowanego obornika mieszałam z wierzchnią warstwą ziemi i tyle. Zakwitła, kolby się zawiązały.

A plon?

Z każdej rośliny zebrałam 2 do 3 kolb. Niezbyt dużych i nie zawsze w pełni uzębionych. To ich zdjęcia widzicie w tym poście. No i jak? Chyba nie jest najgorzej. Wydaje mi się jednak, że gdybym nawozu dawała troszkę więcej byłoby jeszcze lepiej. Z jednej rośliny można zbierać 4-5 kolb jeśli jest odpowiednio nawożona.

Nie spotkały mnie żadne choroby, nie miałam żadnych szkodników. Zupełnie inaczej niż w przypadku kukurydzy cukrowej, która nie doczekała zbiorów – bynajmniej nie ja zebrałam jej plon. Opchał się nią wredny mysior, który przywędrował na taras

nic sobie nie robiąc z gromów nad głową.

Czy w przyszłym sezonie będzie kukurydza na balkonie? Będzie. Mam zakusy na conajmniej dwie nietypowe odmiany.

Marzy mi się Indian Berries Popcorn i Mini Blue Popcorn, chociaż ta druga ma dość wysokie rośliny. Jeśli nie uda mi się sprowadzić tych odmian postawię na Strawberry Popcorn, jest sprzedawana jako kukurydza ozdobna w Polsce.

 A tym czasem moje kolby suszą się w kuchni czekając na swoje 5 minut wielkiego huku.

Balkonowe arbuzy – uprawa arbuzów w pojemnikach.

uprawa arbuzów w pojemnikach

Uprawa arbuzów w pojemnikach.

Po raz pierwszy  w balkonowym warzywniku  testowałam czy jest możliwa uprawa arbuzów w pojemnikach na balkonie. Kiedy zobaczyłam w internecie zdjęcia tuneli foliowych z równiutkimi rzędami krzaków arbuzowych puszczonych w pionie, które swój początek mają w sakwach na oko 30l ze sztucznym podłożem, stwierdziłam, że chociaż takich cieplarnianych warunków nie jestem wstanie moim arbuzom zapewnić, to spróbować można.

No tak, sprawa nie jest beznadziejna. Owszem, nie jest to uprawa samoobsługowa, ale gdyby poświęcić jej odpowiednią uwagę podejrzewam, ze mogłaby spełniać marzenia o własnych pełnowymiarowych arbuzach prosto z krzaka. A czy się opłaca…mmmmmm….nie

balkonowe arbuzyW tym roku kilogram arbuza kosztował w promocyjnych cenach 0,78gr. Nie ma najmniejszej szansy by ta cena pokryła koszty uprawy tego zacnego owoca. I to bez znaczenia czy w pojemnikach czy w gruncie. Niemniej niezrażona bezsensownymi kosztami, wykonałam rozsady, które docelowo wylądowały jako zapchajdziury w zbiorczych pojemnikach z ogórkami, pomidorami i kabaczkami.

To oczywisty błąd, bo arbuzy są bardzo wymagające nawozowo. Nie mówiąc o tym, że potrzebują solidnego podlewania. Nie bardzo jednak miałam wybór, w tym zagęszczeniu jakie zafundowałam sobie na tarasie w tym roku.

Rosły więc sobie, niezbyt zadbane, dostając tylko to co reszta roślin w ich pojemnikach i wydały na świat potomstwo gabarytów dość zaskakujących na przedstawicieli swego gatunku, a mianowicie od piłeczki pingpongowej po piłkę do siatkówki

Nie żebym spodziewała się jakiegoś spektakularnego wyniku typu bicie rekordu wielkości…
arbuzy balkonowe

Nie ujęło im to jednak niczego w smaku, bo są słodkie i absolutnie dojrzałe. Szczególnie posmakowały nam te z jasnym, kremowym środkiem. Tak, są dojrzałe, choć takie miniaturowe.

Czy ponowię próby w przyszłym sezonie? Sama nie wiem. Może gdybym przeznaczyła jedną skrzynię tylko na kawony… hmmm, chyba jednak wolę ogórki. Plon jest dużo obfitszy, zastosowanie kulinarne bardziej zróżnicowane, a i popyt jakby większy. Tak myślę dziś, a co będzie na wiosnę, czas pokaże.

arbuz balkonowy Mini Love Jakie odmiany wybierać jednak, jeśli zdecydujecie się na dubel mojego eksperymentu? Polecam Mini Love, jest docelowo niezbyt duży, ładnie przyrasta, i ma słodziutki smak.

Bardzo wdzięcznie zaprezentował się też Srebrjany Krasavec. Odmiana rosyjska o jasnej skórce. Pycha, mimo że moje Krasawce nie są większe od piłki do lacrossa, słodziuchne są. Tak naprawdę powinny być pełnowymiarowymi arbuzami, ale w takiej mini wersji też są spoko.

Ostatni kawon którego polecę to również rosjanin – Sybirskie Ognie, ciemna skórka, krwisty miąższ, doskonale znosi chłody i ma krótki okres wegetacji.

Ten sezon był dość łaskawy, balkonowe arbuzy mimo moich zaniedbań nawozowych nie chorowały i małe czy duże, jednak wydały owoce, głównie za sprawą upalnego lata. Oby kolejny….a, no tak, w kolejnym nie ma planów na kawony

To chyba tyle o arbuzach. Bynajmniej w tym roku.

Zbiory fasolki szparagowej- fasolka szparagowa z balkonu

fasolka szparagowa

Fasolka szparagowa w tym roku naprawdę sowicie obrodziła. Z trzech skrzynek balkonowych zebrałam pełen wilklinowy koszyk zielonej i sporą miskę fioletowej. A to nie koniec bo kolejne skrzynki kwitną. O uprawie fasolki można poczytać również tutaj

Znajdziecie tam trochę spostrzeżeń z poprzedniego sezonu.

W tym roku w balkonowych skrzynkach jak zwykle królowała Mascotte, ale w drewnianych skrzyniach posiałam fioletową pnącą odmianę  Blauhilde, oraz Slenderette.

fasolka szparagowa Mascotte Wszystkie doskonale sobie radziły w pojemnikach.

Miejscówka

Szparagowa fasolka preferuje miejsca w pełni nasłonecznione, ale osłonięte od wiatrów. Wprawdzie na balkonie hula wiatr, ale postawiona od zachodniej strony pergola nieco ogranicza jego zapędy i to fasolce już zapewnia upragniony spokój.

Pojemnik

Jest też dość wrażliwa na występowanie  gwałtownych spadków temperatury, dlatego doskonałe do uprawy fasolki są pojemniki plastikowe, które dość szybko się nagrzewają i utrzymują temperaturę. Skrzynki balkonowe czy szerokie prostokątne donice, będą idealne. Fasolka szparagowa nie potrzebuje głębokiego pojemnika.

Podłoże

Przed założeniem plantacji warto wybrać odpowiednie podłoże. Należy wybrać takie  o odczynie pH w przedziale 6,5 – 7,5. Najlepiej jak dla mnie sprawdziła się mieszanka podłoża torfowego z kompostem w stosunku 1:2. Zapewniła fasolce doskonały start, jest odpowiednio przepuszczalna, nie wysycha zbyt szybko, tak jak się to dzieje gdy zastosujemy tylko podłoże z wysokiego torfu, a po wyschnięciu nie zamienia się w nieprzepuszczalną skorupę, co jest bardzo ważne, dla cyrkulacji podłoża.

fasolka szparagowa

Podlewanie

Najwięcej wody potrzeba fasolce kiełkującej. Podłoże nie może być przesuszane. Dostarczanie wody nie powinno mieć charakteru gwałtownego, czyli nie przesuszamy by następnie sowicie podlać, a staramy się utrzymywać stały poziom wilgotności w skrzynkach. Idealnym rozwiązaniem jest system nawadniania kropelkowego. Dostarcza roślinie wodę w regularnych odstępach w odpowiedniej ilości. Ja w tym roku mam pewne problemy techniczne z nawadnianiem, więc fasolkę posadziłam w pojemnikach z nawadnianiem ( zbiornik rezerwuarowy na dnie pojemnika ) Napełniony raz dziennie rezerwuar wystarcza roślinom na cały dzień.

Ochrona – choroby i szkodniki

Uprawa fasoli szparagowej to także choroby i szkodniki przed którymi należy ją chronić. Na szczęście na balkonach i tarasach problemy zdarzają się stosunkowo rzadko. Do najważniejszych zagrożeń zaliczyć należy szarą pleśń, zgniliznę twardzikową i bakteriozę obwódkową fasoli w kręgu chorób, a ze szkodników za największe straty odpowiadają śmietka kiełkówka i glebowa, mszyce, zmieniki, przędziorki oraz strąkowiec fasolowy. Ja miałam nieprzyjemność w tym roku jedynie z bardzo mizerną populacją przędziorka, której nie dałam się rozpanoszyć za pomocą oprysku z oleju rydzowego. Mimo, że skrzynki fasolkowe są pod chmurką, sucha aura zaoszczędziła mi tych największych zagrożeń.

Nawożenie

Fasola, dzięki symbiozie z bakteriami brodawkowymi pozwalającej na pozyskiwanie azotu z powietrza, ma niewielkie wymagania dotyczące nawożenia azotowego. Potrzebuje natomiast fosforu, potasu i magnezu. Najlepsze efekty daje fertygowanie nawozami mineralnymi, ale można również wspomagać ją biohumusem.

Zbiór

Fasolkę szparagową zbieramy gdy jest jeszcze młoda i jędrna. Dzięki temu nie będziecie zmuszeni obierać ją przed gotowaniem z włókien, chociaż odmiana Mascotte, zwyczajnie ich nie posiada, nawet w przejrzałej postaci.  Niektóre odmiany polecane są do wielokrotnego zbioru ręcznego, co oznacza, że z tych samych krzaczków można ponawiać zbiory. W zeszłym sezonie próbowałam takiego wielokrotnego zbioru z odmiany Mascotte. Zakwitła po raz drugi bez zarzutu, zawiązała strąki, w zasadzie więc sukces. Niestety wyglądała bardzo niewyjściowo, wyczerpała już wszystkie zasoby skrzynki, była osłabiona, liście jej żółkły a pędy drewniały. Estetycznie raczej kitowo, Jak dla mnie lepiej wymienić podłoże i posiać ponownie.

Uwaga – jeśli chcecie zbierać fasolkę z myślą o przechowywaniu, należy to zrobić w suchy dzień. Najlepiej popołudniu. Takie strąki najlepiej się mrożą i zachowują wszystkie wartości odżywcze przez pół roku. Mrozić można na dwa sposoby. Na surowo, oraz po uprzednim zblanszowaniu na parze.

Wysiewać fasolkę można w zasadzie od maja do końca lipca, jeśli więc jeszcze macie ochotę popróbować, nie jest za późno.