Konkurs zakończony

Konkurs zakończony

Moi Drodzy. Kończymy konkurs, bo nasiona nie mogą czekać. Trzeba siać.

Mamy trzy miejsca na pudle i jedno obok

A tak poważnie, wszystkie pomysły niebywale mi się podobają i nie omieszkam perfidnie ich wykorzystać. Jednocześnie oświadczam, że autor pomysłu może brać udział w edycji konkursu z wykorzystaniem jego pomysłu.

Dziewczyny, wszystkie pomysły rewela, gratuluję kreatywności.

Nasiona od firmy Legutko plus niespodzianka ode mnie jadą do:

Marty – konkurs  na zdjęcie najbardziej zawarzywionego balkonu  – w tym to nawet pokusiłabym się wystartować  .

Dobroczynka –  konkurs na najlepiej wykorzystaną donicę ( przedplon, poplon, allelopatyczne nasadzenia itd.) –  kawał wiedzy trzeba mieć, super pomysł

Karoliny – konkurs na najbardziej odjechane warzywo (roślinę) na balkonie, którego uprawa zakończyła się sukcesem – o to, to lubię, miałam kilka odjechanych ale nie wszystkie z sukcesem 

i Vivien za konkurs na jak najlepsze wykorzystanie skromnej przestrzeni na balkonie z nietypowymi rozwiązaniami – bo wszelkie pomysły do skopiowania są w takiej sytuacji na wagę złota

Kogo adresu nie mam proszę o kontakt na maila: kontakt@balkonowywarzywnik.pl

I życzę obfitych plonów.

 

Czekając na wiosnę… konkurs na blogu

Czekając na wiosnę… konkurs na blogu

Hej, hej. Podobno wiosna nadchodzi. Moje truskawki znów zaczęły owocować. Jak nic czują wiosnę…

truskawki na balkonie

Wysiałam prawie wszystkie pomidory. Prawie, bo dziś dostałam jeszcze jedną paczuszkę z Dwarfami od kolegi Błażeja. Czyli dosieweczka będzie. Zarzekałam się w zeszłym roku, jak żaba błota, że nigdy więcej żadnych wielodoniczek i co? Posiałam pomidory w szklarenki z Lidla. Niech będzie na moje usprawiedliwienie, że brak mi miejsca na parapetach przez truskawki, które nadal ciepluszą się w domu w ciągu nocy, a nawet w ostatnie mroźne dni.

siew pomidorów

To pod szklarenkami to ich większe wcielenie. Nowy nabytek – inspekt balkonowy. Kupiłam go z myślą o uprawie boczniaków, które też nabyłam  ale na razie jest jeszcze za zimno więc inspekt robi za podstawkę do szklarenek z pomidorami.

boczniak uprawa na balkonie

Przesadziłam wszystkie okry, bo jakoś marnie wyglądały i zgromadziłam 6 różnych podłoży do siewu. Dziś wysiałam do nich testowe pomidory i bazylie, ale o tym będzie w oddzielnym poście. Ciągle czytam w różnych miejscach, że jedno podłoże gorsze od drugiego, czas to sprawdzić i skrobnąć o rezultatach sprawdzianu, tak sobie pomyślałam. Może komuś się to przyda. Jasne, że się przyda  mi.

Dostałam od firmy Legutko paczuszkę z nasionami, dla mnie i moich czytelników. Bardzo pięknie dziękuję. Ktoś zainteresowany? Strategicznie chyba byłoby wymyślić jakiś konkurs tyle, że znakomita większość to odmiany nie do pojemników niestety. Ma ktoś kilka większych skrzynek, albo grządkę u mamy w ogródku?

To może tak. Dla chętnych na nasionka, ziół, kiełków, mikrolistków, warzyw i kwiatków nie tylko na balkon, ogłaszam konkurs, na pomysł na konkurs  Trzy najlepsze subiektywnie pomysły, zostaną bezczelnie wykorzystane, i nagrodzone zestawem nasion od Firmy Legutko, oraz dodatkiem niezpodzianką z moich prywatnych zasobów. Pomysły zamieszczajcie w komentarzach pod postem.
nasiona Legutko

Ale będzie jak nikt tego nie przeczyta, i wszystko zostanie dla mnie. Będę musiała zdemontować kratę do sąsiada i zrobić po staropolsku „zajazd”  żeby mieć gdzie to wszystko wysiać – żarcik.

 

Nasionka, nasionka, nasionka…

Nasionka, nasionka, nasionka…

Przyszły, dzisiaj!

Nasionka z Ameryki. Yupi!Od Victory Seeds Company.

No wiem, to nie to co kolorowe opakowania Vilmorinu, ale w środku jest coś czego u nich nie kupiłabym.

  • Dwarf Blue Curled Scotch Kale
  • Dwarf Confetti Tomato
  • Blue Jade Dwarf Sweet Corn
  • Aunt Hettie’s Red Okra
  • Dwarf Mr. Snow Tomato
  • Dwarf Kelly Green Tomato
  • Dwarf Pink Passion Tomato
  • Tasmanian Chocolate Tomato
  • Dwarf Crimson Sockeye Tomato
  • Lime Green Salad Tomato
  • Mallee Rose Tomato
  • Kookaburra Cackle Dwarf Tomato
  • Boronia Dwarf Tomato

Troszkę to burzy moje pomidorowe plany, zmusi mnie bowiem do kolejnego przeorganizowania listy pomidorowej. A siewy zaplanowane mam na jutro. „Kruca bomba mało casu”

Dlaczego akurat Victory Seeds?

Po pierwsze, bo bardzo chciałam wzbogacić swoją kolekcję Dwarfów.

A po drugie… Przytoczę tu misję tej firmy należącej do Open Source Seed Iniciative

Podstawowym powodem naszego istnienia jako organizacji jest pomoc w ochronie odmian o wolnym zapyleniu, gdy różnorodność życia roślin na naszej planecie szybko się kurczy. Regiony planety, które dostarczyły znaczną część materiału genetycznego dla naszych udomowionych roślin uprawnych, są szybko niszczone lub nieodwracalnie uszkadzane. Dodatkowo w ciągu ostatnich kilku lat nastąpił wzrost trendów fuzji i konsolidacji w branży nasiennej. Mniej opłacalne i podobne odmiany nasion są usuwane z linii produkcyjnych połączonych spółek. W wielu przypadkach te rośliny są na zawsze stracone dla nas wszystkich. Ponieważ jesteśmy świadkami eliminacji starych odmian z oferty firm, promowania komercyjnych niestabilnych hybryd i rozprzestrzeniania się genetycznie zmodyfikowanych organizmów (GMO), czujemy wielką wagę naszej misji. Dlatego też poświęciliśmy nasze wysiłki na rzecz zachowania i promowania stosowania, odmian o wolnym zapyleniu – starych komercyjnych produktów oraz pamiątek rodzinnych – i pracujemy na rzecz ochrony naszego genetycznie zróżnicowanego dziedzictwa ogrodniczego. Naprawdę wierzymy w nauczanie tych zasad wszystkich, którzy mają otwarte umysły. Twoje wsparcie pozwala nam utrzymać bank nasion, edukować społeczeństwo, uniezależnić się od głównego handlu materiałem siewnym i zapewnić, że ważne odmiany będą dostępne komercyjnie dla przyszłych ogrodników. 

To już druga tego typu firma, u której kupiłam nasiona. W zeszłym roku kupowałam w Kokopelli we Francji, która jest Europejskim odpowiednikiem Victory Seeds. Uważam, że warto wspierać takie firmy, chociaż to trochę trudniejsze niż zakupy w hipermarkecie.

Wspieram zacną inicjatywę, przy okazji zaopatrując się w naprawdę wyjątkowe odmiany warzyw.

Osobiście nie jestem przeciwniczką heterozyjnych odmian. Wiele z nich to naprawdę udane mariaże i efekt trudnej i żmudnej pracy wielu osób. Poza tym, wiele z nich staje się początkiem ustalenia nowych, naprawdę wartościowych odmian. Nie zmienia to faktu, że warto chronić istnienie starych, tradycyjnych odmian i swobodnego dostępu do nich.

Od razu mówię, że o ile we Francji można wysyłkowo kupić nasiona z dostawą do Polski bez problemu, o tyle ze Stanów już nie. Trzeba mieć kogoś tam na miejscu, kto zrobi zakupy na amerykański adres, a potem prześle lub przywiezie nasiona do Was.

 

 

Zima, znowu

Zima, znowu

U Was też za oknem Arktyka? Po kilku naprawdę fajnych, ciepłych dniach, zrobiła się zima na maxa.

Martwi to mnie odrobinę, głównie ze względu na bób, który koniec końców zamiast do skrzynek wysiałam do kubeczków. Jeszcze w czwartek hartował się na tarasie, teraz znów ciepluszy się w domu.

rozsada bobu

 

Byłabym też przeszczęśliwa gdyby dane mi było zaznać dobroci przedplonu w skrzynkach, a na razie nie zanosi się na to.

Gdybym miała piekarnik, upiekłabym jakieś pychowe ciacho, ale nie mam. Pozostaje sianie pomidorów i czekanie na kolejny podmuch wiosny.

 

Balkonowy warzywnik plus… nasiona firmy PNOS

Balkonowy warzywnik plus… nasiona firmy PNOS

Nie, nie, to żaden z tych plusowych programów

Miałam nie tak dawno okazję, brać udział konferencji prezentującej nowości  4 firm  z produktów dedykowanych do uprawy warzyw. I o ile 3 z nich były przeznaczone głównie dla odbiorcy wielkoobszarowego, i nastawionego na uprawę towarową, to jedna z nich ma ofertę również dla hobbysty ogrodnika. Mowa tu o  firmie PNOS z Ożarowa Mazowieckiego, której nasiona kupowałam nie raz, nie zwracając na to większej uwagi.

Ich oferta uświadomiła mi, że często szukając coraz bardziej egzotycznych odmian, po różnych zakątkach świata, zapominamy o rodzimych odmianach, które w końcu są dedykowane konkretnie na nasze warunki klimatyczne.

Dzięki uprzejmości przedstawiciela firmy otrzymałam kilka torebek nasion z tegorocznej oferty do wypróbowania.  Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za pamięć.

nasiona PNOS

Poddało mi to pewien pomysł. Jako, że balkonowy warzywnik nie pomieści takiej ilości ogórków, a bardzo chciałabym móc je przetestować –

ogłaszam  powstanie poletka pokazowego na potrzeby testowania odmian. Przeznaczam na ten cel kilka skrzyń postawionych na kawałku ilastej ziemi za domem. Będzie to uprawa współrzędna, ale nadal pojemnikowa, testująca odporność odmian na choroby, warunki stresowe i wszystko co może im się przydarzyć z ręki hobbystycznego ogrodnika 😉

Na początek wybrałam do wypróbowania 7 odmian ogórków kiszeniaków:

Lokata F1

*Odmiana mieszańcowa przeznaczona do konserwowania i na korniszony. Wyróżnia się bardzo silnym wzrostem i dużą zdolnością regeneracji roślin, co pozwala na przedłużenie zbioru do późnej jesieni. Owoce bardzo kształtne, cylindryczne, intensywnie zielone, bez tendencji do przerastania na grubość. Odmiana wyjątkowo plenna (plon handlowy 50-55t/ha), o kompleksowej odporności na choroby, zwłaszcza wysokiej odporności na mączniaka rzekomego, co umożliwia uprawę bez ochrony chemicznej i obniżenie kosztów produkcji. Przeznaczona do upraw ekologicznych i integrowanych.

Tarot F1

*Odmiana mieszańcowa, wczesnością dorównuje odmianie Śremski F1. Rośliny o silnym wzroście. Tworzy owoce kształtne, cylindryczne, o zielonej barwie. Owoce przeznaczone są do konserwowania i kwaszenia. Wyróżnia się kompleksową odpornością na choroby, a szczególnie wysoką odpornością na mączniaka rzekomego. Tolerancyjna na chłody. Odmiana bardzo plenna i stabilna w plonowaniu. Polecana do uprawy integrowanej.

Portal F1

*Odmiana gruntowa średnio wczesna, przeznaczona na konserwy.  Owoce grubo brodawkowe o średniej długości, barwy zielonej , białej ornamentacji i białych kolcach mniej licznych niż u odmiany Tarot F1.
Odmiana tolerancyjna na mączniaka rzekomego i parcha dyniowatych. Plon wczesny na poziomie ŚremskiF1 (wg badań COBORU w SDOO Przecław w 2015 roku).

Zefir F1

*Wczesna odmiana mieszańcowa, przeznaczona do konserwowania i kwaszenia. Rośliny o silnym wigorze. Owoc bardzo kształtny, bez szyjki, z lekko zaznaczonymi bruzdami. Skórka jest intensywnie zielona, błyszcząca z jasnymi smugami do połowy długości owocu. Charakteryzuje się wysokim plonem wczesnym na poziomie 12–15 t/ha. Plon ogólny 40–50 t/ha. Posiada kompleksową odporność na choroby, w tym wysoką tolerancję na mączniaka rzekomego. Polecany do uprawy integrowanej. Najwyższa ocena sensoryczna oceny kwaszeniaków (wg badań COBORU w SDOO Przecław w 2015 roku) potwierdzona również przez profesjonalne kwaszarnie. W przypadku uprawy tej odmiany zauważono, że deszczowanie plantacji nie powoduje zwiększenia występowania objawów chorób grzybowych.

Szeryf F1 – który nota bene gościł u mnie na tarasie i niezbyt mi się udał. Tym razem dostanie swoją szansę w warunkach bardziej wyrównanych.

*Średnio wczesna odmiana mieszańcowa przeznaczona do konserwowania. Rośliny o silnym wigorze, o dominujących żeńskich kwiatach. Owoce cylindryczne, ciemnozielone, ze słabym połyskiem, z jasnymi smugami do 1/3 owocu i rzadkimi brodawkami. Stosunek długości owocu do średnicy wynosi 3,2 : 1. Odmiana wyjątkowo plenna (plon handlowy 50-55t/ha), z wysokim udziałem plonu wczesnego. Posiada kompleksową odporność na choroby, w tym wysoką odporność na mączniaka rzekomego.

Traper F1

*Rośliny mieszańca o nie samokończącym typie wzrostu i dominujących kwiatach żeńskich. Owoc o zielonej barwie skórki, bardzo krótki , ze średniej długości smugami oraz białymi kolcami średniej gęstości. Odmiana polecana do uprawy gruntowej. Typ użytkowy: konserwa-korniszon. Podwyższona odporność na mączniaka rzekomego. Plon wczesny powyżej wzorca (wg badań COBORU w SDOO Przecław w 2015 roku).

Izyd F1

*Odmiana mieszańcowa przeznaczona do konserwowania i na korniszony. Wyróżnia się bardzo silnym wzrostem i dużą zdolnością regeneracji roślin, co pozwala na przedłużenie zbioru do późnej jesieni. Owoce bardzo kształtne, cylindryczne, intensywnie zielone, bez tendencji do przerastania na grubość. Odmiana bardzo plenna, o kompleksowej odporności na choroby, zwłaszcza wysokiej odporności na mączniaka rzekomego oraz parcha dyniowatych, co umożliwia uprawę bez ochrony chemicznej i obniżenie kosztów produkcji. Przeznaczona do upraw ekologicznych i integrowanych.

*( opisy pochodzą ze strony producenta www.pnos.pl )

Jeszcze nie wiem co PNOS – owe ogóreczki dostaną do towarzystwa.  Plan dopiero rodzi się w mojej głowie. Mam sałatę jak widać, oregano i bazylię, roszponkę i  3 pomidorki, z których tylko Maliniak gościł w balkonowym warzywniku (tu znajdziecie jego opis ) i byłam z niego zadowolona. Potrzebne będą jakieś odpowiednie kwiatki…  może słoneczniki miniaturowe, bo ogórki lubia się z nimi…zobaczy się jeszcze.

Nie muszę się z nim zbytnio spieszyć bo ziemia w skrzyniach niestety nadal jest zamarznięta, a prognozy zapowiadają powrót zimy.

Oczywiście opisy odmian otrzymanych od firmy PNOS znajdą swoje miejsce w katalogach odmian i aktualnościach na blogu.

 

.

 

 

Rozsady, rozsady…

Rozsady, rozsady…

Wiosna nie chce przyjść, prognozy straszą huśtawką temperatur, ale dla rozsad nie ma to większego znaczenia. One jeszcze długo będą grzały miejscówki na parapetach.

Nie ma co się oszukiwać. Nadszedł czas na rozsady.

Pierwsze papryki wysiałam już dawno temu, przesadzone do dużych kubków po jogurtach, podlewane nawozem mineralnym rosną sobie miarowo.

W tym roku stosuję do rozsad nawożenie mineralne o zrównoważonym składzie. Zdecydowałam się na nawóz NPK 18:18:18 z mikroelementami. Do fertygacji rozpuszczam zielonkawy proszek w wodzie 1g na 1l wody. Nie jest to kłopotliwe i liczę, że w tym sezonie moje rozsady będą dobrze odżywione już na starcie.

Tym samym nawozem będę podlewała wszystkie rozsady aż do wysadzenia na miejsce stałe, czyli do docelowych pojemników.

Uparłam się w tym roku wrócić do uprawy okry. Niebywale mi odpowiada jej smak i konsystencja w jednogarnkowych daniach. Doskonała jest też pieczona w piekarniku.

Wysiałam kilka odmian, które akurat miałam na stanie. Wszystkie teoretycznie są odmianami wysokimi, zobaczymy jak tym razem rozwinie się sytuacja. Bardzo trudno zakupić odmiany karłowe takie jak Jade czy Lee w Polsce. Trzeba je sprowadzać z zagranicznych sklepów internetowych,  a ja jakoś w tym roku nie miałam tyle samozaparcia w sobie.

Odmiana Burgundy, której mam dwie rozsady ma opinię mało plennej, ale za to wybitnie ozdobnej. Natomiast Jing Orange Okra to odmiana zarówno piękna jak i plenna. Oprócz tych dwóch czerwonych mam też zielone. Niestety nasze firmy sprzedające nasiona okry nie raczyły zaznaczyć na opakowaniach jakiej są odmiany.Okra Burgundy Okra zielona Jing Orange Okra

Oprócz papryk i okry, powolutku rozwija się rozsada wielu odmian bakłażanów, które udało mi się skiełkować. Niestety nie wszystkie z przeze mnie wybranych wyszły. Matrosik, Czernyj Krasaviec, oraz zielony bakłażan o nazwie Thai Kermit nadal siedzą w kiełkownicy. Jako, że wysiewałam je 11 lutego to, czarno to widzę. Daję im tydzień ostatniej szansy. Szczególnie żal mi tej ostatniej odmiany, bo byłaby to pierwa zielono pasiasta odmiana w balkonowym warzywniku, a nasionka przyszły do mnie aż z USA. Naprawdę wielka szkoda.

Podobnie jest z ostrymi paprykami, ale ich akurat nie jest mi jakoś wybytnie żal. Nie wyszły Jamaikan Red Hot i Aji Imbabura,i to z moich własnych zeszłorocznych nasion. Sama nie wiem dlaczego. Mam jeszcze nasiona z innych owoców tych samych odmian, ale dosiewanie już raczej nie ma sensu. Kolokwialnie rzecz ujmując – olewam. I tak jak zwykle wszystkiego mam za dużo.

Niebywale żal mi, że nie jestem jakoś wybitnie zintegrowana z ogrodnikami z pobliża, bo możnaby urządzić jakąś akcję wymiany rozsad. A może wartoby pomyśleć o takiej inicjatywie…

 

 

Balkonowy warzywnik w lutym

Balkonowy warzywnik w lutym

Z racji na zmianę dostawcy jestem bez internetu już 3 tydzień. Bardzo trudno prowadzić blog bez internetu, stwierdzam.

No cóż, jest jak jest.

Tymczasem w domu parapety zaczynają się zielenić. Wysiane zostały papryki zarówno ostre, jak i słodkie. Wychylają też główki bakłażany. Z wczesnych siewów prosto do skrzyń raczej nici, bo przymroziło tak, że nawet na tarasie ziemia jest jak kamień. Marchew i cebula muszą więc czekać grzecznie na poprawę aury.

Przezimowany Malabar wygląda całkiem nie najgorzej. Liczę, że w tym roku doczekam się w końcu jakichś sensownych przyrostów i spróbuję wykorzystać go kulinarnie.
Zrezygnowałam natomiast z batatów. Przy ogromie zaplanowanych warzyw, stwierdzam, że z racji na małe zainteresowanie domowników spożywaniem tego zacnego warzywa,zarzucam temat. Może wrócę do niego za kilka sezonów. Eksperymentalnie natomiast będą wczesne ziemniaczki. Wybrałam trzy drobno bulwiaste odmiany: Jazzy, Queen Ann oraz Bulitt. Bardzo jestem ciekawa co z nich będzie.

W tym roku wróci też burak liściowy, marchew, rodzynek brazylijski i cukinia. Kilka nowych krzaczastych odmian czeka na wypróbowanie.

Z dyń będzie jedynie maluteńka Baby Boo biała i pomarańczowa. Planuję też comeback okry w trzech odmianach. Siedzi już wykiełkowana w kubeczkach, mam tylko nadzieję, że nie zrobi się zanadto wybujała. Dla niej temperatury jakie mam w domu są jednak odrobinę za niskie.

Wszystkie rozsady są tymczasowo doświetlane za pomocą białych ledów   (6500K) o mocy 10-15W. Nie znalazłam niestety silniejszych. Wygląda na to, że taka fototerapia dająca dodatkowe 3 godziny światła dziennie i poprawiająca ilość światła w godzinach popołudniowych gdy na parapetach robi się bardzo „pochmurno”, daje rezultaty. Papryki i bakłażany wyglądają na całkiem krępe. Już wkrótce zaczną się wysiewy pomidorów. Oby do wiosny…

 

Truskawki na balkonie

Truskawki na balkonie
truskawki na balkonie
W świetle grudniowego słońca, truskawki Pink Panda nie przestały owocować.

Tak, wiem, mamy styczeń. Dość to nieortodoksyjne, przesadzanie truskawek w styczniu, ale do tej pory moje krzaczki zimowały w skrzynkach na tarasie. Pogoda była łaskawa, nieliczne minusowe temperatury nie stanowiły dla nich problemu.

Z nowym rokiem przyszły jednak nocne mrozy, trochę się przestraszyłam że przeginam, i za moment będzie po truskawkach. Zabrałam więc skrzynki do domu. Jak może wiecie, nie mam niestety przechowalni dla roślin, nad czym bardzo boleję. Jeśli więc jakiś delikwent musi zimować w wyższej temperaturze, ląduje na parapecie w mieszkaniu, a rodzina żyje w temperaturach arktycznych, bo zakręcam kaloryfery. Niezbyt to wygodne, ale cóż zrobić. Truskawki miałam w zamiarze przesadzić do większych skrzyń, i otulić zimową włókniną, ale ponieważ na zimę wprowadził się do skrzyni mysior, dałam z tym spokój. A niech mu będzie.

O ile dwie skrzynki balkonowe są obsadzone roślinami w pełni dorosłymi, to dwie kolejne otrzymały obsadę za pomocą przyciskania kamykami wąsów roślin z tych powyższych. Są więc pełne jesiennego narybku, który zapuścił korzenie tam gdzie akurat stykał się z ziemią.

truskawki z rozłogów

I tak należałoby przesadzić to towarzystwo, wymyśliłam więc że zrobię to teraz. Mam trochę czasu i strasznie mnie korci by coś grzebnąć w ziemi. No i pozbędę się dwóch nieporęcznych skrzynek, zamieniając je na plastikową zgrabną paletkę z doniczkami.

I już. Przesadzone.

truskawki na balkonie

Ależ korzenie! Nie pomyślałabym nigdy, że od jesieni wąsy wybudują taki system korzeniowy. Podejrzewam, że jesienny Kristalon, którym potraktowałam wszystkie truskawki po ostatnich zbiorach, mocno się do do tego przyczynił. Musiałam solidnie przyciąć by zmieściły się do doniczek, z doświadczenia jednak wiem, że nie szkodzi to truskawkowym szczepkom. Te najstarsze poszły do donic dużych, najmłodsze do mini doniczek – fi 8 cm.

Na wiosnę kupiłam 3 sztuki Pink Panda, oraz 3 sztuki truskawki NoName sprzedawanej jako zwisająca całoroczna ( kwitnie na biało). Powiększyło to moją kolekcję powtarzających truskawek o dwie mieszkanki tarasu ( mam jeszcze Vilmę, Fragoo i Selvę i Temptation ) O ile Pink Panda wąsów zbyt wiele nie wypuszcza, to ta druga  NN jak szalona jeden za drugim. Z 6 roślin po jednym sezonie mam teraz 22 krzaczki. Mogę więc w tym roku obsadzić obrzeża wszystkich skrzynek.

Jako, że miałam tylko ziemię uniwersalną potraktowaną mieszanką mineralną, na razie zasilania żadnego nie będzie. Nawożenie zaraz po przesadzaniu jest złym pomysłem, tak na marginesie. Zobaczymy jak moje krzaczki zareagują na przeprowadzkę i skrócone korzonki. Zapomniałabym…użyłam mikoryzy w atomizerze. Pierwszy raz w zasadzie. Była już w balkonowym warzywniku w pałeczkach, i taka zmieszana z ziemią w kupnym podłożu. Taka w sprayu jest pierwszy raz. Kupiłam ją na dniach w moim ulubionym sklepie internetowym, razem z całym mnóstwem innych przydatnych cosiów. Zakupy ogrodnicze w styczniu to wielka frajda. Polecam. Prawie czuje się wiosnę dzięki temu.

Przy okazji podam tu przepis na moje podłoże – mieszankę do skrzynek. 

1 część kompostu, 1/2 części włókna kokosowego, 1/4 części piasku rzecznego, dodatek glinki kaolinowej, mączki bazaltowej i perlitu w proporcjach potrzebnych do spulchnienia mieszanki

Pogoda piękna, słonko świeci, chociaż na zewnątrz minus 8. A moje truskawki grzeją się przez szybę. Na taras wrócą dopiero wiosną, po zahartowaniu. Na razie posiedzą w ciepełku.

truskawki na balkonie

Truskawki na balkonie to wielka przyjemność, jeśli jeszcze nie próbowaliście polecam. Nie potrzebują wielkiej uwagi, jak widać łatwo je rozmnożyć, i mogą pełnić naprawdę ozdobną funkcję. O uprawie truskawek w pojemnikach można poczytać w artykule: 

Rozpoczęcie sezonu 2018

Rozpoczęcie sezonu 2018

Ogłaszam uroczyste otwarcie sezonu balkonowego warzywnika 2018

Wiem, jest dopiero styczeń. Nie oznacza to jednak kompletnej laby. Zanim pierwsze nasiona wystartują, trzeba zrobić plan.

Zaplanowanie obsady warzywnika jest ważne nawet w przypadku wielkoformatowej uprawy, a w okolicznościach małego gabarytu jest absolutną koniecznością.

Pomaga mi w tym program komputerowy stworzony przez brytyjskich pasjonatów. Nie piszę tego postu by ich reklamować, ale uważam, że zrobili kawał fajnej roboty. Program ma moduł warzywnika w pojemnikach co znacząco ułatwia zaplanowanie ilości roślin, które zmieszczą się na zadanej przestrzeni. Niestety nie przewidziano polskiego tłumaczenia. Trzeba więc znać odrobinę angielski. Na  szczęście aplikacja jest dość intuicyjna i ma bardzo przyjazny interfejs. Program nazywa się Vegetable Garden Planner zaplanujecie w nim zarówno tradycyjny warzywnik jak i taki pojemnikowy. Ma moduły planujące system nawadniania i wiele innych udogodnień. Można w nim generować i opisywać własne używane odmiany. Podlinkowałam, jakby ktoś chciał popróbować.

Oto plan majowy gdy wszystkie miejsca są już zajęte. Nie jest jeszcze ukończony, bo brakuje nazw odmian i jeszcze nie oznaczyłam do końca wszystkich terminów zbiorów, przez co obsada się chwilami na planie dubluje. Muszę też jeszcze raz przejrzeć kompatybilność sąsiedzką, bo poleciałam troszkę z pamięci. Tak czy inaczej spora część planowania już za mną. Teraz tylko rozpiska robienia rozsad, sprawdzenie stanu banku nasiennego, i można brać się do pracy.

planowanie warzywnika na balkonie

 

Z tego co się zorientowałam brakuje mi bardzo wczesnej marchewki. Całą resztę mam i to w nadmiarze.

No to gotowi do startu….

 

Run, mysior, run!

Run, mysior, run!

Jak co roku w zasadzie, na balkonie w skrzyni najlepiej osłoniętej przed wiatrem i deszczem, mieszka sobie mysz. Nie taka mała szara myszka, tylko rudy, polny mysior, spory i bardzo oswojony. Nie wiem czy to ten sam co roku, czy też każdej zimy inny odnajduje to ciepłe lokum, nie zmienia to jednak faktu, że jak tylko przychodzą jesienne chłody, pojawia się dziurka w skrzyni. Jakiś czas później, lokator nabiera odwagi, i z parapetu zewnętrznego ogląda z nami kino familijne w niedzielne popołudnia .

Nie broi, do domu się nie pcha. No może raz czy dwa kręcił się po pokoju w czasie wietrzenia, ale zanim skończyłam tankowanie tlenu, grzecznie wracał na taras. Nie jest przeszkadzajny, ale na stałe zostać nie może. Teraz stołuje się na zewnątrz, bo ostatnie truskawki z tarasu skonsumował już jakiś czas temu, ale już za chwilę nadejdzie pora sadzenia i siewów. Stołówka jakby sama do niego przyjdzie z bardzo ekskluzywnym, i urozmaiconym menu 

Trudno jednak zdecydować o egzekucji kogoś, kto ogląda z Waszą rodziną „High School Musical” wystawiając uszy znad ościeży okna. I kogo ewidentnie rodzina traktuje jak swojego. Gdy bowiem nasz domowy kot zawędrował na taras i mysz ze strachem przebiegła po kafelkach przed jego łapami, dało się słyszeć głos mojej latorośli, pełen niekłamanej troski:

-„Run, mysior, run!!!”

Sama patrząc na ten obrazek w myślach dopingowałam skubańca:

-„Po planie trójkąta, po planie trójkąta!

No i masz. Co roku ta sama heca.

Mam nadzieję, że wzmożony ruch na tarasie da mu do zrozumienia, że czas poszukać sobie innego lokum i obejdzie się bez deratyzacji. Co ja gadam, i tak bym nie potrafiła .