Pierwsze siewy 2019

wysiew do inkubatora

Sezon rozpoczęty. Pierwsze ziarenka poszły do inkubatorów.

Nie wiem czy kiedyś opisywałam ten dziwny proces kiełkowania, pewnie tak. Ale co tam, najwyżej będzie jeszcze raz 😉

Podkiełkowuję nasiona większości warzyw o długim okresie wegetacji. A dlaczego? Ano dlatego, że zazwyczaj mam po jednym, góra dwóch egzemplarzach z odmiany. Inkubując je, mogę panować nad procesem. Widzę czy kiełkują, jak szybko, jak się zachowują w trakcie, i z kilku wybieram najsilniejsze.

Co roku też eksperymentuję z różnymi formami podkiełkowywania.

Były już plastikowe pojemniczki z Ikei do których wstawiałam bawełniane krążki kosmetyczne. Wnętrza opakowań różnych czekoladek, pralinek i innych tego typu recyklingowych wymyślanek, wyściełane bezpyłowymi płatkami kosmetycznymi.

Jak również woreczki strunowe z kawałkiem papierowego ręcznika jako podkładem pod nasiono.

Wszystkie te sposoby mają swoje wady i zalety, ale dla mnie najlepiej sprawdził się organizer do drobnych elementów biżuteryjnych. Pożyczam go sobie na wiosnę 😉 od samej siebie. Na co dzień grzecznie siedzą w niej koraliki, i metalowe elementy do robienia kolczyków, klipsów wisiorków i innych zdobnisi. Teraz będą inkubowały się nasionka bakłażanów papryk i pomidorów.

wysiew do inkubatora

Jak widać pudełeczko ma trzy rządki a w każdym po 7 miejscówek 🙂 Każdy rządek ma zamknięcia w innym kolorze, co też ma swoją zaletę, szczególnie na początku gdy wysiewam po kilka odmian  z gatunku. Każde warzywo mogę umieścić w rządku o innym kolorze, i mam porządek pod rządek 😉 fajne.

Na wieczko naklejam nazwę odmiany. Druk na taśmie przeźroczystej przylepia się i odlepia od plastiku bez problemu, więc mogę swobodnie zamieniać nalepki gdy obsada inkubatora się zmieni, jednocześnie przeklejając nazwę na kubeczek do którego powędruje skiełkowane nasionko. Wiem, że jest z tym trochę pracy, ale przy moim lekarskim charakterze pisma uważam, że warto 😉 Można oczywiście napisy wykonać ręcznie.

inkubator siewu

Do środka wędruje kawałek papierowego ręcznika kuchennego. A to dlatego, że płatki kosmetyczne które są jak najbardziej również do tego celu przydatne mają pewną denerwującą mnie wadę. Nasiona chętnie zapuszczają korzonek w miękkie struktury bawełny i wyciągnięcie ich jest często zupełnie niemożliwe. Oczywiście i na to jest sposób. Odcinamy po prostu kawałek bawełny i razem z roślinką wędruje on do ziemi. Niczemu to nie szkodzi.

Ale…papier, górą. Po pierwsze jest ekonomiczniejszy, po drugie korzonek w niego się nie zapuszcza 🙂 Nasączamy go wodą, kładziemy nań nasionka i do przegródeczki myk.

inkubator siewu

Teraz potrzebne jest odpowiednie źródło ciepła. I znów – wiele jest sposobów na uzyskanie odpowiedniej temperatury. Kto ma ogrzewanie podłogowe, może po prostu umieścić inkubator na podłodze.  Kto nie ma może położyć go na kaloryferze tak jak ja. Ale uwaga, nie na takim rozkręconym na full bo się ugotują. Tu ujawnia się kolejna zaleta mojego puzderka 🙂 Ma ono walizeczkę, do której wkłada się część z pojemniczkami. Ta, ma przestrzeń, do której ja akurat wkładam sobie zapas przygotowanych ręczniczkowych kwadratów.

SIEJEMY WARZYWA

Przestrzeń chroni moje nasiona przed przegrzaniem izolując je od kaloryfera. Jakby nie patrzeć u mnie na grzejniku na najniższym stopniu grzania jest około 40 stopni, kapkę za dużo 😉

Dobra temperatura będzie też na szafkach w kuchni, lub na suszarce nałożonej na kaloryfer w łazience. Mam też serdeczną koleżankę, która co roku „zapieka” swoje nasiona w piekarniku.

Najważniejsze jest utrzymanie takiej temperatury jaka jest odpowiednia dla danego warzywa plus minus kilka stopni wahania dobowego. Dla bakłażana, papryki i pomidorów jest to od 20 do 26 stopni C spokojnie więc można je kiełkować w jednym opakowaniu 🙂 Jeśli w domu jest powyżej 24 stopni to nie trzeba nawet zbytnio się wysilać, wystarczy postawić inkubator gdzie bądź, gdzie nie będzie narażony na nagły spadek temperatury.

Szczegółowe info o temperaturach kiełkowania znajduje się w tabelkach kalendarza siewów gdyby ktoś potrzebował.

Na koniec zostaje wietrzenie i utrzymywanie odpowiedniej wilgotności podłoża. Otwieram, zaglądam, uzupełniam wodę jeśli trzeba i zamykam. Przegródki nie są hermetycznie szczelne, więc woda wyparowuje z wolna i musowo tego doglądać .

Co wysiałam 7 lutego

Każdy rok ma swoje uroki. Urokiem poprzedniego sezonu był brak wiosny, upalne suche lato i jesień niczym w tropikach.

Zeszłoroczny kalendarz siewów kształtował się następująco:

Eksperymentalnie pod koniec stycznia papryki słodkie.

2.02 – papryki ostre
11.02 – bakłażany
21.02 – papryki półostre
1.03 – miechunki i papryki słodkie
11.03 – pomidory
21.03 – kolejne pomidory

Stosując analizę przypadku mogę stwierdzić, że rozsadę bakłażanów udało mi się zrobić idealnie, podobnie ostrych papryk. Pomidory wysiałam również dokładnie w punkt, choć skumulowało mi się owocowanie. Słodkie papryki, które wysiałam wcześniej chorowały od niedoborów w końcowej fazie rozsady co spowodowało, że owocowały razem z tymi wysianymi później. Pomysł więc na wcześniejszą paprykę sianą w styczniu nie wypalił. No bywa. Eksperymentu nie będę powtarzać.

Plany robiłam w oparciu o kalendarz siewów Marii Thun. Ale to nie reklama ;:170 W zeszłym roku pokusiłam się o porównanie kilku dostępnych na rynku kalendarzy i rozbieżności był tak diametralne, że aż poczułam spore zniechęcenie do korzystania z jakiegokolwiek biodynamicznego wudu-śmudu. No niestety tylko na chwilę ;:306 Co ja poradzę. Gdzieś we mnie głęboko tkwi przekonanie, że jesteśmy drobiną w kosmosie, na którą ten kosmos mocno wpływa. A „Dni siewu” kupuje od ładnych lat, mam roczniki od 2009 roku chyba jakoś tak przyzwyczaiłam się, czy coś. Wczoraj widziałam już nowy rocznik w kiosku, ale akurat nie miałam kasy ze sobą. Coś czuję, że dziś po niego potuptam.

W tym roku podzielę wysiewy na trzy, a nawet cztery terminy.

Pierwszy zdarzył mi się wczoraj, dość spontanicznie ( bo nie mam jeszcze „kalendarza”;:306 ) . Do inkubatora poszło kilka odmian bakłażanów i ostrych papryk.

Z bakłażanów:

Thai Kermit – który okazał się pomyłką( miał być zielony a wyszedł zwykły fioletowy więc wysiałam wszystkie pozostałe nasiona, zobaczymy czy tym razem trafi się chociaż jeden prawidłowy ) Jak zwrócił mi uwagę kolega na forum to odmiana hybrydowa, a ja mam nasiona od znajomej. Bardzo być może dostałam F2 i wyrosło mi któreś z rodziców. Było fioletowe, spore i smaczne, więc szkody nie ma.
Czernyj Krasawiec
White Chinese Sword
Aleksandra
Korol Ronka
Ronde de Valence
Kamo

Natomiast z papryk jakieś cosie, których nazwy są dla mnie nie do zidentyfikowania, podarowane przez znajomą. Chyba:

Fire Flame w trzech kolorach, Poupillo, Paluszki Elfa i moje kundelki podobne do Chili.

Wysiałam też wysokiego Rodzynka.

Kolejne wysiewy już za kilka dni, nie ma co czekać.