Maj 2018, podsumowanie miesiąca.

Maj 2018, podsumowanie miesiąca.

Maj 2018, podsumowanie miesiąca.

Maj minął pracowicie. Czas pędzi jak szalony. Najpierw arktyczne noce, zmuszające do czekania z zostawianiem donic na balkonie, potem palące słońce i 30 stopniowe upały w dzień na przemian z zimnymi nocami poniżej 5 stopni. Deszczu brak kompletny, a gdy już zebrało się na ulewę, zaraz po niej moje pomidory zapadły na dziwną dolegliwość, która nie na żarty mnie przestraszyła. Nadal nie do końca jestem przekonana czy diagnoza była trafna. Tak czy inaczej sytuacja wygląda na opanowaną. Opiszę ten przypadek oddzielnie, bo może komuś przytrafi się podobna historia.

Papryki mocno oberwały przez przetrzymanie w kubkach. Niedobory wapnia doprowadziły aż do nekrotycznych wykruszeń. Nie wspominając o powykręcanych liściach. Na szczęście po przesadzeniu do dużych donic w zasobną ziemię, powoli doszły do siebie i już owocują.

Eksperyment z wczesnymi ziemniaczkami dobiegł końca. Garstka małych bulw nie była imponująca, ale jeden obiadek dla jednej osoby był. Myślę, że gdyby miejsce było bardziej nasłonecznione uprawa byłaby bardziej wydajna. A tak, miałam pnącze ziemniaczane w skrzynce. Wysokość roślin przekroczyła 80 cm. I  z tego powodu jak i z racji na słabnącą kondycję roślin wykopki były nieco przedwczesne. Myślę, że jeszcze dwa, trzy tygodnie podwoiły by zbiór.

Zaczął owocować groszek, pomidory kwitną i zawiązują ładnie owoce. W ziołowym ogródku pięknie rozrasta się szałwia i trawa cytrynowa.

Troszkę problemów mają truskawki. Zbyt krótki okres odpoczynku teraz na nich staje się widoczny. Kwitną i owocują, ale bardzo szybko starzeją im się dolne liście. Pojawiły się też niedobory potasu na liściach. Po zasileniu nawozem organicznym do truskawek, prawie zniknęły. Owoce są smaczne.

 

Dostałam nasionka mini pak-choi  od znajomej. Najmniejsze warzywo świata normalnie. Żeby się tym najeść musiałabym chyba obsadzić cały balkon tylko tą mini kapustką.

A tak pozwoliłam jej zakwitnąć.

 

Pięknie rozrastają się moje dwa ogórki Iznik. Może w tym roku oda mi się w końcu skosztować tej odmiany. Wykiełkowały Cucamelony, ale jakoś bardzo powoli rosną.

Kastra z bobem została wyniesiona bo zasłaniała słońce skrzynkom z melonami, dokończy owocowanie na schodach przed domem. Nie będzie w tym roku szalonej ilości bobu, w zasadzie zawiązało się tylko po kilka strąków na każdym krzaku. Nie wiem czemu, bo trzmiele prawie zamieszkały w tej kastrze. Ekonomicznie kompletna klapa. Ale to już wiedziałam zanim je posadziłam. Strąki wyglądają pękato.

Z owadów gościnne występy miała pewna gąsienica, bardzo ładna i żarłoczna ( Paź Królowej). Została wyproszona, bo upodobała sobie donicową marchewkę.

Mączliki próbowały zaklepać miejscówkę z jarmużu. Po prysznicu z oleju rydzowego zrezygnowały. Mszyca na rumianku i bakłażanach, ale nie w ilości której nie można ściągnąć ręcznie.

Miałam też osę, która zrobiła gniazdo nad drzwiami. Zastanawialiśmy się rodzinnie czy pozwolić jej wychować potomstwo, ale rozsądek zwyciężył i gniazdo zostało usunięte delikatnie razem rodzicielką. Nie była zachwycona i wcale się nie dziwię.

W dużej skrzyni zadomowiły się pszczoły – porobnice włochatki. One dostały zezwolenie na gniazdowanie i być może zostaną na dłużej. Co ciekawe to ta sama skrzynia, w której mieszkał w zimie mysior, a potem kocisko przychodziło robić sobie kuwetę.

Kot już na taras nie przychodzi na szczęście. Jest zbyt leniwy by slalomem przeciskać się przez gąszcz dzikiego wina. Opanował pomieszczenie gospodarcze i chyba jest zadowolony z życia.

Były też zbiory koperku i sałat. Koperek Herkules okazał się mało aromatyczny niestety. Wolę Lucullusa. Ale jest co jest. Już poszedł do zamrażarki.

Niestety w tym roku niezbyt mi wyszła fasolka, z której byłam dumna przez kilka poprzednich sezonów. Długo kiełkowała, nie wzeszła cała którą wysiałam. Wygląda, że w tym roku trochę kichowato. Może jeszcze posieję drugą partię.

Pięknie natomiast rozrósł się rodzynek brazylijski Aunt Molly i już zjedliśmy z niego pierwsze owoce.

Taki był maj w balkonowym warzywniku.

Jako, że moje warzywnikowe poczynania rozrosły się o kawałek pojemnikowo-gruntowego ogrodu, mam coraz mniej czasu. Do obsługi doszedł foliak 3x5m pomidory, cukinie i dynie w gruncie, oraz 12 skrzyń różnej wielkości z mieszankami warzywnymi.

Trochę to utrudnia działania blogerskie. To i fakt, że nadal nie mam stałego internetu. 

Ale dam radę. Już szykuję artykuł o nawożeniu pomidorów i papryk. Moje tegoroczne doświadczenia sporo mnie nauczyły.

 

PORADNIK OCHRONY POMIDORA W GRUNCIE

PORADNIK OCHRONY POMIDORA W GRUNCIE

Szukając opisów niedoborów na liściach bakłażanów, znalazłam opracowanie Instytutu Ogrodnictwa z Skierniewicach pt. PORADNIK SYGNALIZATORA OCHRONY POMIDORA W GRUNCIE  ilustrowane w kilku miejscach moimi zdjęciami. Mam Was   No wiem, nie można oprzeć się tak pięknie wypielęgnowanym niedoborom Szkoda, że nikt z osób, które pracowały nad tym poradnikiem nie napisał do mnie, dałabym foty w lepszej rozdzielczości, a tak trochę są jak bez rutinoskorbinu. No nic. Może następnym razem. W każdym razie polecam się pamięci.


Poradnik bardzo przydatny. Wprawdzie bardziej w gruncie niż na balkonie, ale część o niektórych chorobach i niedoborach dotyczy również skrzynkowego chowu. Polecam więc Wam lekturę w wolnej chwili 🙂

Czekając na Zimnych Ogrodników.

Czekając na Zimnych Ogrodników.

Piękny ciepły i słoneczny kwiecień już się skończył. Oby kolejny miesiąc był równie łaskawy.

Patrząc na aurę wydaje się, że w tym roku Zimni Ogrodnicy nie będą, aż tak zimni. Tylko czy napewno? Kilka lat wstecz, zdarzały się różne wersje, niektóre wręcz arktyczne,  sama nie wiem co robić. Na razie grzecznie kubeczkuję wszystkie ciepłoluby, czujnie sprawdzając prognozy na każdą kolejną noc.

Polecam Wam do tego dwie wersje tej samej w zasadzie witryny: ICM UW meteo.pl oraz mapy.meteo.pl   Prognoza ta sama, ale różna czytelność. Meteogramy na początku sprawiały mi trochę problemu, ale łatwiej w nich odczytać zaprognozowany deszcz, niż klikając w mapę godzina po godzinie.

Bardzo już chciałabym wysadzić wszystkie pomidory, bakłażany i papryki do donic. Poukładać sobie wszystko na tarasie i podłączyć nawadnianie, bo na razie wielką ilość czasu zajmuje mi bieganie z konewką. Dziś przetestowałam podejrzany na pintereście patent, nawadniania kropelkowego własnej roboty. Działa, ale nie będę obwieszać tarasu butelkami po napojach  wyglądałoby to kosmicznie. Pod tarasem jednak, gdzie nawadniania nie ma, taki sposób, pomoże mi zaoszczędzić sporo czasu.

Pomysł jest bardzo sprytny. Potrzebna jest butelka Pet po jakimś napoju, najlepiej kolorowa bo w przejrzystej bedą rosły glony. Przewód do kroplówki, i siatka po cytrynach. Dodatkowo kilka sztuk zacisków.

Ja przetestowałam zestaw na 10l doniczce z pomidorem. 1l wody na najwolniejszym biegu schodził 7 godzin.

Pacjent zadowolonyFotka robiona wieczorową porą, więc pomidorek już troszkę poskręcał liście. Czyli jedzonka mu nie brak.

Dzisiaj zakończył też swój okres wegetacyjny szpinak skrzynkowy. Ciepło i słońce bardzo szybko pobudziło go do kwitnięcia. Całkiem spora micha

Jutro zaczynam sadzenie w jego miejsce sałat, które już czekają w rozsadniku:

Informuję Cię, że strona używa plików cookies(tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć ich używanie w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. więcej informacji o plikach cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close